Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Spotkanie przy piwie, wizyta kuratora i pierwsza jazda na rowerze.

 Zlepek informacji, ale u mnie tak już jest, że wiele się dzieje. Korzystając z wolnego czasu spotkałam się z bliską przyjaciółką, która była tak uprzejma i postawiła mi piwo. Przyznam, że browar za cudzesy smakuje z goryczką, ale jeśli jest okazja do wyjścia z domu to po prostu z niej korzystam.

 Z przyjaciółką weszłyśmy na tematy moich obecnych warsztatów, w których uczestnictwo jest dla mnie coraz bardziej korzystne. Choć znam te wszystkie psychologiczne procedury „prania mózgu” dowiaduję się różnych ciekawych rzeczy, które pomagają w znalezieniu pracy. Rozmowa przeszła nam z wolna na sprawy rodzinne; trochę poskarżyłyśmy się na swoich mężów, a potem analizowałyśmy własne zachowanie względem nich. Takie babskie plotki. Uzyskałam poradę nałożenia niewidzialnego „klosza” względem spraw, które się wokół mnie dzieją. Czyli innymi słowy zlekceważenia tego wszystkiego. Niby staram się stosować do tej rady i naprawdę od dłuższego czasu dobrze sobie radzę, ale siłą rzeczy nie zawsze wychodzi.

 Mieszkając pod jednym dachem ludzie przecież muszą się w pewnych kwestiach dogadywać. W naszym przypadku najtrudniejsze jest dogadanie się z Golasem. Chyba wszystkie sposoby przekonania go do współżycia społecznego były już przerabiane. Uczę się więc zakładać ten klosz dla dobra ogółu.

 Wracając późną, wieczorową porą z „browarnego” spotkania Szanowny mąż zadzwonił do mnie z domu z informacją, że właśnie pożegnał się z panią kurator. Sprawa Golasa, o której pisałam na moim starym blogu http://zycie-w-dzungli.blog.onet.pl/1,DA2012-02-09,index.html właśnie zatacza koło. (muszę nauczyć się wklejać aktywne linki, teraz nie mam do tego głowy) Mąż powiedział mi, że ta sama pani kurator, która nadzorowała sprawę karną jego syna, została przydzielona do nadzorowania Golasa po wyroku. Chłopak ma się u niej meldować raz na jakiś czas (dokładnie nie wiem) ma się również „spowiadać” z życia prywatnego; tzn. czy znalazł pracę, czy zamierza się jeszcze uczyć, a przede wszystkim czy nadal ma ciągoty do złodziejstwa. Z pierwszą wizytą pani kurator umówiła się na najbliższy poniedziałek.

 Usłyszałam natomiast od mojego męża bardzo ciekawą wypowiedź w temacie opowiedzenia pani kurator sytuacji jaka jest nadal w naszym domu. Co mam na myśli? Otóż mąż mój, do tej pory bierny w swoich działaniach przyznał się kuratorce, że nie daje sobie z tym wszystkim rady, że żona (czyli ja) wiercę mu dziurę w brzuchu, żeby zrobił porządek ze swoim niesubordynowanym synem, że w pokoju Golasa panuje smród i bałagan, no i w ogóle wiele innych… Z każdym wypowiadanym słowem przez męża otwierałam szerzej paszczę, nie wierząc tak naprawdę, że to powiedział. Mam nadzieję, że chociaż takie zachowanie – współpraca ojca i kuratorki – doprowadzi do wyprostowania spraw chłopaka.

 Kiedy przyjechałam już do domu, na przystanek wyszli po mnie mąż z córką. I tu będzie teraz na wesoło: otóż na własne oczy zobaczyłam jak moja córka, lat sześć i pół, SAMODZIELNIE jeździ na rowerze! Czas najwyższy, bo była to dla niej bariera nie do przeskoczenia. Wolała brać zawsze hulajnogę, niż próbować uczyć się jazdy na rowerze. Ale w końcu się udało i myślę, że niedługo zrobimy sobie jakąś rodzinną wycieczkę. Tylko niech te upały już sobie pójdą….

czwartek, 05 lipca 2012, sokramka
Komentarze
2012/07/06 11:34:04
Mąż tak się otworzył, bo ciebie przy nim nie było ;)
Grunt, że się przyznał :)