Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Nowy sprzęt Młodego.

Młody mój jest wolontariuszem od 2009 r. w takiej pewnej fundacji opiekującej się dziećmi niepełnosprawnymi. Prezesem tam jest człowiek również niepełnosprawny, ruchowo. Prezes dużo pomaga innym, obcym oraz swoim wolontariuszom. Od dłuższego już czasu wie, że mamy potworne problemy finansowe i jakieś trzy tygodnie temu zaproponował pomoc.

Zadzwonił do mnie i wprost powiedział, że może pożyczyć większą sumę pieniędzy na zakup nowego komputera dla Młodego. Rozłoży mi tę pożyczkę na nieoprocentowane raty, ale będę musiała podpisać glejt. Taki prywatny dla jego i mojego bezpieczeństwa. Już kiedyś korzystałam z pomocy prezesa. Jak straciłam robotę i byłam bez środków do życia, prezes pożyczył mi 900 zł na obóz harcerski dla Młodego. Spłacałam na podobnych warunkach. Kiedyś też pożyczył mi 300 zł na zakup desantów i nowych bojówek dla syna. Teraz jednak w grę wchodziła większa kasa. Kto zna ceny laptopów, ten wie, że czasem jest to równowartość miesięcznej pensji.

Długo się wahałam, nie miałam się kogo poradzić, z mężem nie było w ogóle dyskusji. Usłyszałam tylko: „pieniędzy nie ma, a wy komputery będziecie kupować”. Przyznam szczerze, że Młody będąc w szkole geodezyjnej używał często mojego laptopa do wydruków planów i map potrzebnych mu na zajęcia. Nie wyobrażam sobie, żeby nie mógł dalej z tego korzystać. Tym bardziej, że mój sprzęt diabli wzięli. I z tego głównie powodu zdecydowałam się na przyjęcie pomocy od prezesa. Młody nie gra praktycznie w żadne gry, czasem jakaś platformówka się przyplącze, albo Poe na telefonie. Fejsbuka nie ma, na innych portalach społecznościowych się nie udziela, głównie ogląda filmy i pracuje.

Pojechaliśmy więc do Media Markt i tam dokonaliśmy zakupu. I tu mała dygresja: nie pamiętam już kiedy miałam tak dużą kwotę pieniędzy w rękach ;) Miłe to uczucie.

Uśmiech Młodemu nie znikał z twarzy. Po przyjściu do domu zaczął instalować antywirusa, odkurzacz, personalizował cały sprzęt. I uwaga: posprzątał w całym pokoju!

Umowę z prezesem podpisałam na dwa lata. Dziś zadzwonił z pytaniem czy dokonaliśmy zakupu. Powiedział również, że jeśli będę miała problemy ze spłatą którejś raty, mogę zadzwonić i przełożyć ją na przyszły miesiąc. Facet jest nieraz upierdliwy, ale uczciwy i pomocny.

Gdybym pracowała na normalnym etacie i gdyby moja pensja była większa niż 1000 zł sama mogłabym brać sprzęt na raty. Kupiłabym piekarnik, którego nie mam (mam tę funkcję w mikrofali, ale gabarytowo za mało miejsca na ciasta i mięsa), kupiłabym telewizor, bo ten kineskopowy już dziwnie brzęczy, regał na książki, bo mam księgozbiór w pudłach na strychu, a Szanowny nie zbuduje – nie ma kasy, no i szafę na ubrania dla Młodego. W końcu odmalowałabym pokój po moim środkowym pasierbie dla Małej. A tak pozostają tylko marzenia. Ale marzenia ponoć się spełniają, trzeba tylko mocno w nie wierzyć. Więc ja wierzę, że jutro, za miesiąc, za rok będę mieć lepiej. 

niedziela, 06 października 2013, sokramka
Tagi: marzenia
Komentarze
2013/10/07 07:58:03
Marzenia naprawdę się spełniają. Życie zaskakuje. Życzę Ci, żeby przydarzyło Ci się to szybciej niż jest zaplanowane... :-)
-
2013/10/07 09:58:30
Dzięki, Pozytywna ;)
-
2013/10/07 11:21:19
Fajny facet