Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Ta blondynka o niezmiennym uśmiechu.

Jest dobrze. W sumie miało tak być ponieważ kryzysy mają to do siebie, że mijają. Miałam sobie z wypłaty kupić znowu jakieś czytadła, ale przyjechała koleżanka do mnie do pracy z ręcznie wyrabianą biżu i mam trzy pary nowych kolczyków. A co? Też humor poprawia. Ja też jestem autorem rękodzieła więc dam zarobić innym.

Odnośnie rękodzieła; uszyłam Małej czapkę z polaru, ale nawet nie zdążyłam zrobić słitaśnej foci, bo dziecko zgubiło czapę następnego dnia na wycieczce. Chodziła dumna i blada, że „mama jej uszyła”, aż w końcu posiała. Strata żadna, uszyję następną, tym bardziej, że polar leży w pudle z materiałami, ale córka mi się popłakała. Do tego przysiadłam dziś do spodni z granatowego polaru. Też dla niej. Mam taki kupon tego materiału, tak to się fachowo mówi? „Kupon”. Chciałabym zrobić sobie jakiś niedrogi kurs krawiecki, bo totalny samouk jestem i obserwator. Spodnie będą uszyte z wykroju ze starych, sprutych. Wiem, że są dobre, bo po sfastrygowaniu Mała przymierzyła i pasują.

Co do wypłaty i wydawania pieniędzy to byłam dziś też z Małą „na ciuchach”. Odebrałam ją wcześnie ze szkoły i zaproponowałam spacer i wejście do szmateksu. Okazyjnie trafiłyśmy na świeżą dostawę i po przetrzepaniu wieszaków Mała wypatrzyła sobie dwie kurtki po 15 zł. każda. No 30 zł to jeszcze wydam, na to mnie jeszcze stać.

Młody w domu zaczął mnie molestować o pieniądze na fryzjera. Ponieważ jakiś czas temu obciął swoje długie, rockowe włosy na „męsko”, teraz musi je regularnie przycinać. Zaczęłam więc szukać fryzjera. W mojej okolicy, albo występują fryzjerki tylko i wyłącznie damskie, albo trzeba szukać gdzieś dalej w renomowanych salonach za 40-50 zł. Zadzwoniłam więc do dawno nie widzianej koleżanki – fryzjerki i przedstawiłam się, aby rozmówczyni na pewno sobie mnie skojarzyła. Usłyszałam zaskoczona tekst: „aaaaa pamiętam cię, „ta blondynka o niezmiennym uśmiechu”. Zjadło mnie. Fakt – uśmiech nie jest mi obcy, ale często jest to dobra mina do złej gry. Jako atut zawsze podaję swoje zdolności interpersonalne, choć lubię samotność i w znajomościach przebieram jak w ulęgałkach. Taka maska, którą noszę występuje u mnie od dzieciństwa. Nie wiem czy to dobrze, czy to źle, zapewne musiałby to ocenić psycholog. Faktem jest, że chyba dobra byłaby ze mnie aktorka. Mało kto wie kiedy kłamię, kiedy blefuję, często te chwyty stosuję na moich dzieciach, ale tylko w dobrej wierze ;)

W każdym razie humor mi dopisuje i jako blondynka z niezmiennym uśmiechem czekam na pierwszy zjazd weekendowy na uczelni oraz spotkanie, o którym nie śmiałabym jeszcze niedawno myśleć. Sobota wieczór musi być udana ;) 

 

czwartek, 10 października 2013, sokramka
Komentarze
2013/10/11 07:33:30
Oby dobry humor Cię nie opuszczał!!! Cudownie się czyta takie optymistyczne posty :) A szmateksy dla mnie są najlepsze na świecie ;) Marzy mi się nawet własny :P
-
2013/10/13 16:29:56
I była udana, prawda? ;)))
-
2013/10/13 18:45:31
Była bardzo udana :)