Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Weekendowy skrót.

Piątek

Po pracy miałam wycieczkę „na miasto”. Musiałam przejechać się do szpitala dziecięcego , żeby zapisać Młodego do ortopedy. Tak, tak, mimo tego, że chłopak wygląda na 21 lat, musi jeszcze być leczony przez lekarzy dziecięcych, nie jest pełnoletni.

Z tym moim Młodym ostatnio mam więcej przeżyć niż z resztą rodziny. Chyba czas coś napisać i sobie ulżyć.

Sobota

Brak zajęć na uczelni – czas dla domu i rodziny. Szanowny miał również wolną sobotę pojechaliśmy więc z samego rana na kiermasz militarny niedaleko mojego miasta. Wojsko miało wyprzedawać jakieś ogromne ilości butów, bojówek, kurtek, czapek, menażek itepe. Na miejscu okazało się, że ceny nie przyciągają tak jak miały to robić, a i wybór był żaden. Szanowny chciał sobie kupić buty (w piątek wziął połówkę wypłaty), bo chodzi w wiosennych cichobiegach, a Młody miał chrapkę na kolejne bojówki. Skończyło się tylko kupnem Synowi kapelusza z osłonką na wędrówki harcerskie.

Po powrocie do domu Szanowny zabrał się od razu za wyrób domowych wędlin. Znowu będzie na dwa tygodnie kiełbasy, szynki, pasztetowej, a dla siebie zrobił boczek. Upieprzył mi kuchnię maksymalnie, bo sobota była dniem przygotowywania mięsa do wędzenia. Ale czymże jest syf wobec smaku domowej kiełbachy?

Poza tym Szanowny poruszył wątek kucharzenia: „myślę, że nie powinienem być mechanikiem, tylko kucharzem”, a ja jako ta niedobra  żona zgasiłam jego zamysły, mówiąc: „myślę, że dobrze, że nie jesteś kucharzem, bo nikt by nie chciał jeść np. na brudnym talerzu”. Wiem, świnia jestem, ale wieczorem pomogłam mu sprzątać, bo zmywak i gąbka w ręku mojego męża to jak święto narodowe. Tak samo jest  z odkurzaczem i szczotką.

To jeszcze nie koniec soboty. Na 17.00 Młody miał wyznaczoną wizytę na MR. Skierowanie na rezonans dostał od neurologa w związku z jego bólami kręgosłupa. Z tego też powodu zapisywałam go w piątek do ortopedy. I tu mała dygresja: ja wiem, że młodzież szybko rośnie, że bywają bóle kręgosłupa z tym związane i wiem, że nie powinnam szkalować własnego syna, ale coś mi się widzi, że ten problem jest nadto przerośnięty. Obserwuję Młodego i widzę, jakie wykonuje prace, jak chodzi i co może dźwignąć. Z własnej perspektywy – mojej wady kręgosłupa i bólów z tym związanych. Moim zdaniem uważam, że przesadza. No, ale wyniki badań kłamać nie będą. Zdziwiła mnie tylko postawa lekarza pediatry, który z marszu dał Młodemu zwolnienie z WFu do końca stycznia i sugestię rehabilitacji (to już wypisała pani neurolog). Zobaczymy.

Niedziela

Od 9.00 mąż już palił w wędzarce. A ja w końcu mogłam ogarnąć chałupę i po swojemu posprzątać. Zła jestem tylko, bo moja młoda kicia zrobiła gdzieś kupsko w kącie i nie mogę go zlokalizować. Mała cholera jako jedyna nie radzi sobie z robieniem na dworze. Owszem, wychodzi z dwoma pozostałymi kotami, ale zdarza się jej nasikać w domu (najczęściej w kuchni pod stołem).

Leniwie kończąc niedzielę uszyłam Małej fartuszek kuchenny, zabierze go jutro do szkoły. Dzieci będą robiły własnoręcznie kanapki. Potem, po lekcjach zamiast basenu mają zaplanowane zajęcia na lodowisku. Łyżwy są mi obce, obecna jednak będę.

Zdjęć fartuszka na razie nie wstawię. Nie mam jak. Ale przy okazji, może… 

 

poniedziałek, 25 listopada 2013, sokramka
Komentarze
2013/11/26 20:22:15
Ach, te wasze wędliny :)
-
2013/11/28 14:42:38
Zacytuję Bezcieleską - "Ach, te wasze wędliny", nie mogę o nich czytać, bo głodna się robię ;) A i 'mężowy' boczek musi być pyszny. Pozdrawiam!