Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Pożegnania z przeszłością.

Przy okazji opróżniania starego mieszkania Brata, natknęliśmy się z Rodzonym na kalendarze książkowe w ilości kilku sztuk, tylu ile lat pracowała moja Mama u swojej chlebodawczyni. Mama była tam na początku pomocą domową, gdzie opiekowała się wielkim domem, gotowała, sprzątała, zajmowała się psem i kotami oraz prasowała, a potem państwo doktorostwo zatrudniło Mamę na stałe jako rejestratorkę medyczną. Oboje byli lekarzami –neurologami i prowadzili własny gabinet.

Pamiętam jak Mama w czasie choroby mówiła mi i podkreślała, żeby po jej śmierci spalić te kalendarze. Był to bowiem zapis z lat, korespondencji Mamy i Doktorowej. Mama przyjeżdżała do pracy kiedy lekarze wychodzili do swoich państwowych prac. Wychodziła, kiedy ich jeszcze nie było. W ciągu tych kilku lat powstała kanwa niezłej telenoweli. Zapis codzienności dwóch kobiet.

„Kochana Pani A. proszę wyprasować męża koszule, wiszą na wieszaku, pozdrawiam serdecznie. M”.

„Kochana Pani M. na obiad ogórkowa, gulasz i kasza gryczana. Wyczyściłam srebra. Dzwoniła pani X, umówiłam na wizytę na wtorek. Pies narobił pod drzwiami jak przyszłam. Pozdrawiam serdecznie. A”.

„Kochana Pani A. W piątek przyjdzie hydraulik. Na stole leżą dla Pani czasopisma. Pozdrawiam serdecznie. M”

Były tez takie wpisy:

„Kochana Pani M. Urodziła mi się wnusia, obie dziewczyny dobrze się czują. Zięć zachwycony jakby pierwszy raz został ojcem. Pozdrawiam serdecznie, A.”

Na początku kazałam Bratu zostawić  te zapiski. Wtedy, kiedy Mama dopiero co nas opuściła. Cieszyło mnie każde słowo czytane, pisane Jej ręką. Teraz jakoś dziwnie mi było trzymać te kalendarze w ręku. Z każdym słowem wracały wspomnienia, które tak bolały ostatnie lata, które doprowadziły mnie do ciężkiej depresji i osamotnienia.

Dziś wrzuciłam te kalendarze do pieca. Powiedziałam sobie w duchu, że nie może być tak, żebym do końca SWOICH dni żyła życiem Mamy. Jej życia nic już nie wróci, to ja żyję i ja mam się uśmiechać i rozdawać dobre fluidy innym.

Poza tym zaczęło mnie ogarniać dziwne uczucie nienawiści. Nienawiść ta kierowana była do Mamy, z pretensją, że mnie zostawiła, opuściła, a takich myśli mieć nie chciałam. Za długo walczyłam z demonami przeszłości, koszmarami nocnymi, żeby do tego wracać. Nie zrozumie tego nikt, kto nie miał tak bliskich i mocnych więzi z rodzicem.

Fotografia Mamy ze swoimi wnukami wisi nad moim łóżkiem. To wystarczy. Trzeba żyć dniem dzisiejszym i czasem pomyśleć o jutrze.

czwartek, 03 kwietnia 2014, sokramka
Tagi: mama brat
Komentarze
2014/04/04 08:18:10
Dobrze zrobiłaś. Po pierwsze spaliłaś demony, które w Tobie siedziały, po wtóre spełniłaś wolę Mamy. Żyj swoim życiem, będzie Ci dużo lżej. Ściskam weekendowo!
-
2014/04/05 17:35:54
Spełniłaś wolę mamy - to ważne.
Jednak dla mnie palenie takich zapisków, to jak płonące książki w nazistowskich Niemczech :) Jakiś gwałt :)
Nie chcę by moje zeszyty spalono :(
Co do złości. Ja z moją mamą miałam trudne relacje, chyba jej nie kochałam, a do dziś jeszcze czasem czuję złość, za to że "umarła mi". Inga Iwasiów napisała teraz książkę o umieraniu ojca "Umarł mi". Moja koleżanka też wydała poetycką książkę o towarzyszeniu matce w umieraniu na raka i rozpaczy. Mam ją, ale dałam radę przeczytać tylko kilka stron, bo płączę. Mogę pożyczyć :)