Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Zmęczona.

Albo taki dzień, albo naprawdę mam ostatnio niż psychiczny. Zresztą wydarzenia minionych dni na pewno nie były budujące. 

Sprzątam w pracy, przychodzę do domu i sprzątam w domu. Po przeprowadzce Brata do cioci mam trochę więcej mebli i sprzętów i to też trzeba było uporządkować, poprzestawiać, poprzesuwać , powycierać z kurzu. Nie neguję przemeblowania domowego, bo to się czasem przydaje i tak trzeba, ale za dużo tego na raz.

Ta przeprowadzka zmęczyła mnie psychicznie. Do końca nie wiedziałam czy ciocia zaakceptuje „intruza” w jej mieszkaniu, ale na szczęście zrozumiała, że oboje są sobie potrzebni. Poza tym jest jeszcze kupa spraw urzędowych, papierkowych, organizacyjnych. Mam nadzieję, że Brat wszystkiego sobie dopilnuje.

Sprzątanie to też tak naprawdę syzyfowa moja praca, bo nikt z domowników mi nie pomaga. System karteczkowy upadł odkąd wyprowadził się Scareface. Uszak nie zamierza nic w domu robić, bo on już jedną nogą jest w kawalerce rodziców Okularnicy. Jej rodzice budują od lat dom pod Miastem i w końcu chyba w tym roku się tam wyprowadzą. Okularnica dostałaby do zamieszkania kawalerkę. Wtedy Uszak zamieszkałby z nią. Rodzeństwo Okularnicy jeszcze poszłoby z rodzicami. Ale plany planami, a nic nie jest jeszcze pewne i jak się mieszka TU to niestety, ale trzeba po sobie brodzik przemyć i raz na jakiś czas kibel przetrzeć. Niestety, służby nie mam.

Szanowny uparcie powtarza, że w domu może robić wszystko – gotować, budować meble, rąbać drzewo na opał, przestawiać meble, zajmować się dziećmi, szyć (bo umie!) nawet prać ręcznie, ale mam go nie zmuszać do sprzątania, bo tego po prostu nie znosi i już. I ja to rozumiem i zdążyłam się do tego przyzwyczaić.

Młodego wiecznie w domu nie ma, a to zbiórka, a to hufiec, a to spotkanie z przyjaciółmi. Z jednej strony dobrze, bo nie siedzi przed komputerem (jak np. Uszak) i ma jakieś zadania do wykonania.

Do tego śmierć naszej kotki wczoraj, dobiła moją psychikę. Już jestem zmęczona. Wieczorem nawet poruszyliśmy temat opieki nad zwierzakami: kochamy zwierzęta, lubimy się nimi zajmować, właściwie jesteśmy kociarzami. Ale po co dawać dom takim znajdkom, skoro za chwilę przychodzi śmierć znienacka i ten dom zabiera. Powiedzieliśmy sobie, że to za dużo – dwa zdechłe koty na przełomie jednego roku. Na pewno w najbliższym czasie nie przygarniemy żadnego zwierzaka.

Pracy nie szukam od pewnego czasu, nie przeglądam ogłoszeń, nie wysłałam aplikacji. Jestem zrezygnowana. Niby na kursie usłyszałam, że ze mną nie ma sensu pracować, bo umiem dużo i praktycznie. Dostałam nawet „certyfikat” ukończenia warsztatów, który mogę sobie do pieca wrzucić, bo ma znikomą wartość. To znowu taka chwila załamania psychicznego, potrzebuję chyba chwilowej porady od Bezcielesnej: trzy razy K; kawa, książka, kocyk, za szybko chcę żyć, albo za intensywnie, w zbyt wiele rzeczy się angażuję i potem na własną prośbę mam garść problemów. Choć wiem, że pisałam o tym jak bardzo nie lubię leniuchować ;)

Czasem przychodzą mi do głowy takie leniwe myśli jak np. „fajnie by było, gdyby zadzwoniła koleżanka/kolega i spytała: czy ty jeszcze szukasz pracy? Bo moja znajoma szuka pracownika”, ale to są tylko myśli, bo na własny sukces trzeba zapracować.

Mam teraz zjazd, maraton trzydniowy. Jak wyjdę z domu w piątek o 16.00 to wrócę w niedzielę po 19.00. To taka metafora, bo przecież do własnego łóżka będę wracać, a propo’s  „do własnego łóżka”.  Ostatnio również jestem przemęczona migracją nocną mojej córki. Wieczorem kładzie się tylko „na chwileczkę” do naszego wyrka, potem jest czytanie, następnie buzi i wędruje do swojego pokoju. W nocy przychodzi, kładzie się przy tatusiu (Szanowny śpi z brzegu, ja od ściany) i śpi do rana. Do tego przychodzi do naszego łóżka kot. Jestem niewyspana. Ostatnie noce wynoszę się więc do łóżka córki i spokojnie oraz wygodnie zasypiam. Mała strasznie się kopie, a Szanowny chrapie. Pasują więc do siebie jak ulał.

Z tego wszystkiego próbuję wyciągać pozytywne epizody. To, że kończę pracę ok. 11.00 – 12.00, to, że z trzech kotków zostały nam jeszcze dwa, to, że mam inteligentne dzieci nie zainfekowane żadną zewnętrzną przypadłością społeczną, to, że mój mąż jest nad wyraz pracowity i pomysłowy, z igły widły zrobi i to, że wciąż mam nadzieję na lepsze jutro. Czasem myślę sobie jak Scarlet: "Nie chcę o tym teraz myśleć. Pomyślę o tym jutro". Czekam na prawdziwą wiosnę, aż w końcu odpalę Mercedesa (mój rower osobisty ;)) Wyżyję się wtedy na jakiejś długiej trasie, samotnie, albo z Szanownym.

 

środa, 09 kwietnia 2014, sokramka
Komentarze
2014/04/09 15:43:18
To teraz ja Cię przytulę. Chodź! Szkoda, że nie możemy razem mercedesami pobrykać.
-
2014/04/10 07:40:31
Też bym się chętnie przyłączyła do takiej przejażdżki. Szkoda, że mam tak daleko... Trzymaj się ciepło Kochana!!! Ściskam wirtualnie!
-
2014/04/11 04:47:37
Aaaa! No i czemu tak daleko mieszkasz??? Mam robotę, jak chcesz. Ale niestety u mnie - to jakieś 200 km chyba, a poza tym marnie płacę (u nas na wsi to normalka) no i robota sezonowa.
Ale jakbyś się chciała wyprowadzić z Warszawy...
-
2014/04/11 19:58:04
Gdybyś jednak zastanawiała się nad wzięciem kundelka z ADHD, to koleżanka szuka domu z ogrodem dla swojego pieska. Mieszka w centrum Wawy, a pies ma kosmiczną energię życiową i wszystko go ekscytuje :)
-
2014/04/14 09:09:48
Czasami tak trzeba, dać sobie na luz i odpocząć. A potem z nowymi siłami zabarać się za wszystko od nowa :)
A kotki współczuję bardzo. Mieliśmy podobnie w domu rodzinnym, kiedy kotek zaczynał wychodzić do ogrodu to po jakimś czasie znikał. Teraz moja siostra zrezygnowała i trzymają tylko dwa psy (tylko to złe słowo na to), ale cały czas wolałaby mieć swojego kotka.
-
2014/04/16 19:22:46
A wiesz, że ja wierzę, że w końcu uśmiechnie się do Ciebie los i zamienisz mopa na biurko? Tak, jestem tego pewna :) Kotka szkoda, to są moje obawy o naszą Cicię - wychodzi do ogrodu, na razie trzyma sie domu, ale pewnie kiedyś "pójdzie w cug" - oby zawsze wracała....