Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Mój weekend.

Zaczął się już w piątek. Umówiona z dawno nie widzianą koleżanką postanowiłam zawitać na piątkowej demonstracji w obronie ustawy antyaborcyjnej. Bo jestem za aborcją w tych trzech przypadkach dostępnych dziś, a nawet mogłoby to prawo zostać zliberalizowane. Tak, tak - ja i demonstracja - coś niebywałego, prawda? Jednak jeśli ktoś próbuje uprzedmiotowić kobiety i sprowadzić je do roli inkubatora to i we mnie coś się zagotowało. Widziałam nawet taki transparent: "zasadniczo nie chodzę na demonstracje, ale teraz to już się wkurwiłam". Tak samo i ja.

Piątkowy wiec zgromadził mało narodu, ale był bardzo ciekawy merytorycznie. Żadnych zbędnych okrzyków, ataków czy sloganów zabijających główną idee. Zrobiono nam wspólne zdjęcie i gdyby oko obiektywu aparatu fotograficznego przesunęło się o kilka centymetrów, byłabym na stronie Frondy jako "margines społeczny, czyli kobieta z wieszakiem w dzisiejszej Polsce" ;-)

Ponieważ język wroga należy znać, oprócz portalu Fronda zaglądam jeszcze na niezależną.pl ;-)

W sobotę była już ze mną Bezcielesna oraz koleżanka z piątkowego spotkania. I tu myślałyśmy, że treści ideowe demonstracji będą o wiele ciekawsze niż z dnia poprzedniego. Nie wiem jak Bezcielesna, ale ja i moja koleżanka odniosłyśmy wrażenie, że to spotkanie rozhisteryzowanych dziewcząt, domagających się "fruwającej waginy pośród chmur". Tak, tak, jeden z takich tekstów wleciał do naszych uszu. To był zdaje się tekst jakiejś piosenki.

Po kilkukrotnym machaniu wieszakiem z napisem: "moja macica = mój wybór" ;-) postanowiłyśmy zmyć się zniesmaczone do najbliższej knajpki na kawę. Przyjemniej jest porozmawiać o rzeczach słusznych w inteligentnym towarzystwie niż słuchać rozwydrzonych bab.

Szczerze - zawiodłam się troszkę na sobotniej demonstracji.

W niedzielę zajęłam się domem, choć nie do końca, bo znowu dopadł mnie "zespół niespokojnych rąk". Wydziergałam na szydełku komplet dla lalki. Zdjęcia później, bo robi się jeszcze panier pod suknię dla lalki. Kto nie wie co to - niech sobie wygoogla. Sama tez nie byłam tak oświecona jak się to to zwie i musiałam szukać po hasłach skojarzeniowych.

Tym czasem jest poniedziałek - masa roboty, dwa wnioski do przygotowania, jeden do poprawy.

Miłego tygodnia życzę wszystkim Czytaczom, Przyjaciołom, Znajomym i Wrogom ;-)

poniedziałek, 11 kwietnia 2016, sokramka
Komentarze
2016/04/11 10:41:02
Też tam byłam! :-) W sobotę. Ze swoją ekipą. Taki jest pomysł na takie manifestacje, by zrobić happening.
Umiesz zrobic panier? Jestem pod wrażeniem.
-
2016/04/11 11:04:26
Justek, żeby nie było - panier robię na szydełku, potem go usztywnię krochmalem w aerozolu ;-)
Pozdrawiam!
-
2016/04/11 11:19:00
Sokramka, żeby nie było - musiałam sprawdzić, co to panier w wikipedii :-D
-
2016/04/11 11:36:19
Bożena też sprawdziła co to panier :D Myślała raczej o halce, ale w sumie jest to rodzaj halki, tylko sztywny :P
Bożena nie wiecowała, bo trochę ma żeby dojechać, ale były takie jej koleżanki, co pojechały. Szkoda, że wiejsko-histeryczną atmosferę niektóre babki wprowadzają, bo traci na wiarygodności cała grupa. Niestety.
-
2016/04/11 12:33:54
Moje drogie - ja też się musiałam wyedukowac u cioci Wikipedii ;-) I tak sobie pomyślałam, ze to co mam w szydełkowym przygotowaniu może być również uznane za krynolinę :-) Ponieważ panier odstaje bokami, a krynolina rozkłada suknię po całości. Ale człowiek całe życie się uczy ;-)
-
2016/04/13 23:49:02
Hasło panier poznałam na wykładzie o Marii Leszczyńskiej i jej dworze :)
Szkoła, żeby nie spotkałam justka :)