Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Trochę refleksji.

Po dokonaniu tego wpisu mogę się spodziewać negatywnych komentarzy, ale co mi tam. Do pewnych rzeczy w życiu się dojrzewa, na inne patrzy się po latach ze złamanej perspektywy. Generalnie - człowiek uczy się całe życie, a i tak głupi umiera. I choćby zapierał się przy jednej opinii przez kilkadziesiąt lat, to zapewne po jakimś czasie odmieni mu się w danym temacie.

Będzie o relacjach rodzinnych pomiędzy mną, moim Synem, a moim Bratem.

Kiedyś popełniłam taki wpis, na końcu którego napisałam, że gdybym miała wybierać pomiędzy moim Bratem, a Szanownym, w sytuacji stresowo, powiedzmy, "rozwodowej", wybrałabym Brata. I teraz, z perspektywy czasu wiem, że to było bardzo błędne stwierdzenie.

Zacznę od tego, że robi się ze mnie indywidualistka większa, aniżeli byłam nią do tej pory. Być może sprawiła to obecna praca, w której się spełniam i czuję się dobrze. Nie będę wahać się użyć stwierdzenia, że czasem bywam "ważna-bagażna". Mam tego świadomość. I być może mam inne spojrzenia na wiele spraw. Może są one skrzywione, nie wiem.

Mój Brat nie ma gdzie mieszkać, koczuje u ciotki na wsi, do mnie przyjeżdża na gotowanie sobie obiadów na trzy dni zapasu oraz zostawia brudy do prania, zabiera czyste. Nie mogę go wziąć do siebie, bo po pierwsze: nie przepada za nim mój Szanowny, po drugie: nie mam wystarczająco miejsca na lokatora, a po trzecie i najważniejsze: mój Brat chyba nie chciałby koczować w takim kołchozie.

Mój indywidualizm objawia się ostatnio skierowaną frustracją właśnie w stronę mojego Brata. Nie umniejsza to mojej siostrzanej miłości do niego (bo to w końcu mój rodzony Brat), ale irytowały mnie jego pewne zachowania. Przyjeżdżał około południa, siedział 5-6 godzin, oglądał filmy, korzystał z internetu, pierdział w krzesło. Takie tam... Niby nic, a jednak na dłuższą metę zaczynało to wkurzać. Do tego wtryniał swój nos w moje decyzje remontowe. Ja to widziałam - przynajmniej tak odbierałam - jako krytykę moich wyborów. "te szafki to byle jakie, ale kran do zlewu spoko", "ja bym sobie takich kontaktów nie kupił, najlepsze to te firmy X". Niby nie powinno być to odbierane jako napaść, ale mnie coś trzaskało w środku.

Do tego mam poważne problemy z Pierworodnym. Małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci - i tak dalej. Syn mój repetuje ostatnią klasę technikum, w której miał już w tym roku kalendarzowym zdawać maturę. Do wczoraj siedział w domu, pierdział w krzesło i nie zrobił NIC, żeby zrealizować choć część planu ratującego jego dupę. Czekał. Czekał na termin wizyty w poradni, potem czekał na wynik badań, później czekał na decyzję, marnując kilka dobrych miesięcy na znalezienie choćby najmniej płatnej, ale jakiejś pracy. Uciekły mu chęci do zarobkowania, a nawet już w harcerstwie nie udziela się tak jak dawniej. Nie sprząta, rzadko kiedy sobie pierze (ale pierze) i posiada wymagania: "kup mi książkę", "czy dołożysz mi do nowego telefonu?". Pyskuje. Wypomina. Nie szanuje. Drwi. Szydzi. Dokucza siostrze.

W pewnym momencie nie wytrzymałam i pewnego dnia wywołałam awanturę. Wszelkie próby szukania wsparcia u Brata kończą się od pewnego czasu jego stwierdzeniem: "oboje jesteście siebie warci." Fakt. Być może ma rację, ale ja z wychowywania mojej Mamy nie to pamiętam. Nie umywa się rąk, kiedy ktoś ma jakiś problem "bo mnie to nie dotyczy".

Zaraz ktoś mi napisze: "przecież sama kiedyś pisałaś, że nie lubisz jak Ci się Brat wtrąca w wychowanie Twoich dzieci". Tak! Jak się wtrąca - nie lubię. Nie lubię kiedy ktoś wywraca mój system wychowania do góry nogami i podważa mój autorytet. Ale w sytuacji kiedy osobiście zwracam się o poradę/pomoc od "mężczyzny", o zwrócenie uwagi na chamskie zachowanie dwudziestolatka, oczekuję minimalnego wsparcia od Brata. Nawet Szanowny - świadomie odsunięty przeze mnie 15 lat temu od spraw wychowawczych mojego Syna, potrafi więcej włożyć pomocy w problem kiedy go o to poproszę.

Nie wiem czy zrobiłam się zołzowatą jędzą, ważną "panią biurwą", nie wiem czy przekraczamy aktualnie "trudny wiek" mojego Pierworodnego, czy może przechodzimy z Bratem "kryzysy wieku średniego". W każdym razie Brat teraz przyjeżdża na krótko, pod moją nieobecność, robi sobie żarcie, zabiera czyste rzeczy, po czym zmywa się cichaczem. Oczywiście robi to po ustaleniach z Młodym, który musi być obecny w domu, bo inaczej Brat nie wejdzie.

Najgorsze jest to, że oni jako faceci za moimi plecami dogadują się między sobą. Mój Brat i moj Syn. Doskonale to rozumiem. Chyba mam za dużo mężczyzna na metr kwadratowy mojego życia (to tekst Bezcielesnej ;-)) Chociaż ostatnio Szanowny jest moim prawdziwym przyjacielem, partnerem takim, o jakim tylko mogłabym marzyć. Mimo jego wad nabytych i wrodzonych idzie się z nim dogadać na całej linii. Zaczynamy tworzyć taki magiczny team jak kiedyś moja Mama, ja i mój Brat, kiedy byliśmy nastolatkami... Może to czas przemian? Może to czas jakiegoś nowego rozdziału? Wiem jedno - uświadamiam mojego Syna, że trzymać go do starości nie będę i nie będę płakać kiedy w końcu się wyprowadzi na jakieś "swoje". Marzę o tym od jakiegoś dłuższego czasu. Nie rozumiem matek, które na siłę trzymają swoje dorosłe dzieci, bojąc się, nie wiem: o siebie, o swoją samotność? o niesamodzielność dzieci? Każdy musi zderzyć się z rzeczywistością i jej doświadczyć, bo nie ma innej szkoły życia. Nie ma życia bezproblemowego, bezstresowego.

czwartek, 03 listopada 2016, sokramka
Komentarze
2016/11/03 17:28:02
U mnie też zawsze iskrzy na linii mąż-brat. Iskrzy to mocno złagodzony opis.
-
2016/11/03 19:55:01
Bo oni obaj mają po piętnaście lat. Łącznie.
I to cię mocno irytuje. I dobrze.
Mam swoje spostrzeżenia z relacji młodszy brat - kilka lat starsza siostra. Próba badawcza jest niewielka, ale zawsze ten brat nie dorasta. Zamraża się na jakimś etapie.
-
2016/11/04 22:12:13
Mnie nie podoba ze tak obcesowo mówisz synowi o nieutrzymywaniu go do starości. Taki klotliwy ton wróci do ciebie i będziesz zła ze on tak sobie pozwala. Rozmawiaj z użyciem mądrych argumentów
-
2016/11/05 11:51:15
Zdecydowanie znasz za malo metod Rozwiazania Konfliktow, klotnia to zadna metoda i oni reaguja obronnie. Nauczyli sie uciekac.
-
2016/11/07 14:41:43
sokramko - obawiam się, że wszystko, co tutaj napiszę, nie będzie wiarygodne, bo nie mam dzieci. Ale nie mieć ich, nie znaczy wcale, że nie mogę się wypowiedzieć - mam w końcu siostry, więc... Wiem, to nie to samo, jednak w pewien sposób byłem w podobnej sytuacji: gdy mi się popieprzyło życie, zamieszkałem u siostry na krótki czas, która wtedy miała pewien problem z córką. Z obiema miałem b. dobre relacje i tak jest do dzisiaj, mimo że obie wyjechały z kraju. Dlatego powiem tak: dla mnie twój brat posiada zbyt roszczeniową postawę, jakby mu się należała twoja opieka. Troska - jak najbardziej tak, ale matkowanie mu i wysłuchiwanie jego uwag, to stanowczo za dużo! I dlaczego, do cholery, ty mu pierzesz? Był na jakiejś wojnie i urwało mu rąsie? Syn może prać, a on nie?
Co do syna, tutaj jest mi już trudniej coś sugerować. Chłopak jednak niewątpliwie potrzebuje autorytetu. Chociaż wiem, że to tylko tak strasznie łatwo się pisze. Gdybym jednak go miał, powiedziałbym tak: - Synu, świetnie, że dogadujesz się z wujkiem, tylko, proszę cię - nie bierz z niego przykładu. No, chyba że w przyszłości chcesz przychodzić do siostry na obiadki, wykąpać się i poprać rzeczy. Wtedy proszę bardzo...
sokaramko - nie wiem, co zrobisz, żeby rozwiązać tę sytuację. Jedno jest pewne: jeżeli nawet ty nic tutaj nie zdziałasz, to rozwiąże ją za ciebie czas. I mam nadzieję, że zrobi to po twojej myśli.
Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo wytrwałości;))
-
2016/11/10 12:00:30
Jak się wszyscy wypowiadają to i ja :) Ostatnio straciłam trochę złudzeń co do magicznej więzi między rodzeństwem. Teraz rozumiem dlaczego moi rodzice do swoich sióstr wpadali w odwiedziny ale nie żyli przesadnie blisko, a w dzieciństwie nawet pytałam moją mamę jak ona tak może wytrzymać, bo ja przecież bez mojej siostry bym nie wytrzymała. Czas leci, główna rodzina to teraz maż i dzieci - taka prawda. Rodzeństwo fajnie, ale jednak w oddzielnym gospodarstwie domowym ;) Ja bym nie wytrzymała codziennych odwiedzin brata. I tak mnie irytuje że podobnie jak Twój brat, mój też jest taki mało zaradny życiowo - tylko on akurat korzysta z troski mojej mamy i siostry, do mnie ma za daleko. Bo jednak w pewnym wieku to powinno wziąć się w garść, a jeśli jeszcze taka osoba miałaby komentować cokolwiek u mnie to że tak powiem brat nie brat niech spada. Kontakty by sobie inne kupił? A ciekawe na czym by je zamontował? To jest naprawdę mega mega irytujące, kiedy się pracuje ciężko całe życie na to co się ma, a poucza ktoś kto sobie życiowo nie do końca radzi (nieważne z jakiego powodu). Więc masz pełne prawo się złościć, irytować i mieć dość. Masz prawo postawić granicę. Oczywiście może też czasem warto zagryźć zęby i czegoś nie powiedzieć, żeby jednak relację zachować - ale to już Twoja decyzja :)
A Syn myślę, że nawet kumplując się i rozmawiając z Wujkiem wcale nie będzie brał z niego przykładu. To że teraz w maturalnej klasie robi różne akcje to nie znaczy, że do końca życia chce się tułać po obcych i prać rzeczy u Mani ;) On to na pewno widzi i w swoim nastoletnio popsutym umyśle rozumie :) Do niego podeszłabym z cierpliwością i sercem. Do końca życia u Was nie zostanie, ale chociaż ten trudny okres dojrzewania, robienia matury, decydowania co dalej przecież spędzi z Wami i Waszego wsparcia potrzebuje - chociaż prosi o nie w okropny sposób ;)
-
2016/11/10 13:45:37
Mój brat ma 2 synów. Jeden 19 drugi 26 lat. Ten młodszy jak miał jakieś 16 to postanowił że wyjedzie na studia zagranicę. Jak postanowił tak zrobił, dziś studiuje w Walii i doskonale sobie radzi, sam się nauczył języka, sam się utrzymuje i generalnie ma takie plany że hoho;). Drugi, a w sumie ten pierwszy (starszy) zaczął kolejne studia, zrobił bobo, ożenił się i jakos próbuje dorosnąć. Próbuje... bo mozolnie i powoli. Rodzice go utrzymują, pomagają, noszą obiadki... a młodzi hm... no artystyczne duszę oderwane od rzeczywistości i wymagania maja. Dlaczego tak? Nie wiem. Jeden inny, drugi inny chociaż obaj są wspaniali i ogarnięci. Może przykład idzie z gory, i ten który miał zawsze lightowo dalej ma, a ten co próbował sam jest wyżej;)