Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

O mieszkaniach.

Na podbudowie ostatniej sytuacji jaka wydarzyła się w moim mieście – zawaliły się cztery piętra starej, warszawskiej kamienicy, przyszły mi do głowy myśli mieszkaniowe. Prawdą jest, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, że tylko krowa nie zmienia poglądów i że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Wszystkie te powiedzenia mają swoje odzwierciedlenie w życiu doczesnym.

Wychowując się w biednym domu, nie mając dłuższy czas swojego miejsca, nie mówiąc już o własnym pokoju, moje spojrzenie na posiadanie mieszkania wykształciło się trochę roszczeniowo. Mama nie miała pieniędzy na wynajem lokalu, nie mówiąc już o kupnie więc najprościej było samotnej matce złożyć wniosek o przydział lokalu komunalnego. Ja sama później uczyniłam ten sam krok, będąc już młodą matką, a że mieszkań nowych – komunalnych  w naszym mieście buduje się jak na lekarstwo, przydziały są na mieszkania w starych kamienicach. Te kamienice najczęściej są z lat przedwojennych, a dodatkowo, w związku z powojennym dekretem Bieruta – objęte są roszczeniami spadkobierców przedwojennych właścicieli. Taką kamienicę trudno jest rewitalizować ponieważ najczęściej jest oddawana w ręce tych, o których wspomniałam w zdaniu wcześniej. Nowi/starzy właściciele nie radzą sobie z utrzymaniem tak wielkiego domu, bywa, że podwyższają drastycznie czynsze, które są nieadekwatne do standardu lokalu, potem pozbywają się niepłacących lokatorów i w końcu zostają z ruiną na karku.

Obecnie od kilku lat prawo nie funkcjonuje jak kiedyś – że przydział mieszkania mógł być nawet w kamienicy z roszczeniami. Taki lokal otrzymałam ja. Skutkiem tego były drastyczne podwyżki czynszu, a potem eksmisja i wieloletnia batalia prawna z właścicielem budynku. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Mam gdzie mieszkać, ale gdyby mój mąż nie posiadał alternatywy pewnie szukalibyśmy innego wyjścia.

Na zakup własnego M nie każdego stać. To jest ogromna bolączka dzisiejszych czasów i wiem jak trudno młodym ludziom rozstać się z rodzicami tylko dlatego, że nie mieliby gdzie mieszkać. Sama mogłabym mnożyć przykłady z własnego otoczenia: brat, pasierb, koleżanka z kotem, to osoby, które wciąż poszukują własnego królestwa. Polityka mieszkaniowa w naszym kraju jest tragiczna. Wszystko to wiąże się z wysokością zarobków, oprocentowaniem kredytów mieszkaniowych i ich dostępnością. Zapisy na mieszkania komunalne są też ostro obwarowane, bo prędzej na listę zostanie wciągnięty patologiczny, bezrobotny pijak z czwórką dzieci, który i tak (z góry wiadomo) czynszu uiszczać nie będzie, niż samotny trzydziestoletni kawaler, który jest „za biedny” na kredyt, a „za bogaty” na socjal.

Moja refleksja krążyła wokół tych nieszczęsnych przydziałów, które nadaje się kandydatom na lokatorów. Jak długo może wytrzymać bez remontu i nakładów finansowych stara, przedwojenna kamienica, co mają zrobić ludzie, którzy miotają się pomiędzy wynajęciem, a kupnem. Trzeba mieć wiele szczęścia, żeby móc powiedzieć o posiadaniu własnego kąta.

Dziś nie wyobrażam sobie mieszkania w takiej zrujnowanej kamienicy choć swoje tam przeżyłam. Mój apetyt wzrósł w miarę jedzenia choć długo przyzwyczajałam się do tego typu lokalu. Opłaty za mieszkanie w kamienicy rozkładają się różnie: niski czynsz, ale za to wysokie opłaty za gaz (ciepła woda i jeśli są kaloryfery to ogrzewanie), lub jeśli nie ma w mieszkaniu gazu wysokie rachunki za energię. W domku te opłaty pozbawione są czynszu, ale za to dochodzi praca własna w stylu – remonty dachu, odśnieżanie, ogólnie jest co robić.

Dobrze, że kamienica, w której runęły cztery piętra nie była zamieszkana. Ale w domu obok przydział komunalny miała moja ciotka. Musiała się wyprowadzić, bo mieszkanie tam zagrażało jej życiu. Lokale zastępcze oczywiście znowu dostali w starych kamienicach. I oczywiście taka kamienica znowu będzie miała jakiś „czas życia” o ile miasto o nią zadba. A jak wiadomo – pieniędzy na to zawsze brak.











środa, 12 kwietnia 2017, sokramka
Komentarze
2017/04/12 10:47:28
Rozmawiałam o tym ostatnio z kolegą i - być może ktoś mnie poprawi - Polska jest krajem, w którym panuje kult posiadania mieszkania / domu na własność. Gdy w krajach bardziej na Zachód ludzie głównie mieszkania wynajmują. Ne jest tam niczym dziwnym, wynajmować mieszkanie przez całe swoje życie.
Wynajmowałam mieszkania przez kilka lat i pamiętam, że oswajałam się z decyzją, że tak może być do końca mojego życia. I ok. Wkurzą mnie sąsiedzi, dresy pod oknem - zamiast wydawać wojnę i niszczyć nerwy, szuka się czegoś innego. Myśl o kredycie na 30 lat od razu odrzucałam, bo była bardziej przerażająca niż myśl o małżeństwie. Nawet ktoś taki jak ja, zdawał sobie sprawę, że nie wiemy kompletnie, co będzie z naszym życiem za takie na przykład 20 lat.
Ta teoria trochę kruszeje, gdy pomyśli się o starości. Jednak też oswajam się z myślą, że na starość będę mieszkała wspólnie z innymi staruszkami, bo tylko tak uda nam się utrzymać :)
-
2017/04/12 10:58:30
Tak, tak, masz rację - właśnie zapomniałam dodać jeszcze zdanie o tym "kulcie posiadania". Tylko że stopień "dojenia" wynajmujących od lokatorów jest drastycznie wysoki. Czasem pochłania cały dochód jednego z partnerów (jeśli wynajmującymi jest para). A co ma zrobić samotna osoba zarabiająca, powiedzmy: najniższą krajową?...
-
2017/04/12 20:55:46
W naszym kraju to mieszkanie decyduje, gdzie pracujemy. Jesteśmy przywiązani do adresu, jak pies do budy. Na całym świecie szukamy tam, mieszkania, gdzie jest praca.
Sama ostatnio musiałam podjąć decyzję "gdzie". Piękne, nowoczesne w bardzo bogatej gminie, dotowane media , zniżki i profity lub stare, drogie ale w centrum miasta.
Znam ten ból i rozumiem. Do 19 roku życia mieszkałam z mamą i bratem w kuchni bo mały pokoik był siedzibą ojca alkoholika. Całe mieszkanie miało 30 metrów i było bez łazienki.
-
2017/04/13 20:04:18
Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że zachód i wschód znajdują się na dwóch różnych końcach świata :-). Na zachodzie i o pracę znacznie łatwiej i korelacja między zarobkami a wydatkami znacznie korzystniejsza. A jak wschód wygląda, każdy widzi...Ja ten kult posiadania własnego lokum doskonale rozumiem. Z własnego domu nikt cię nie eksmituje, nie masz na wynajem idziesz na bruk. Nie jest to oczywiście tak prosta koniunkcja, jednak do mojej wyobraźni przemawia. Samotna kobieta żyjąca z kotem raczej nie ma szansy na mieszkanie komunalne.
-
2017/04/14 21:00:19
Samotna z kotem wyjnajmie raczej pokój w mieszkaniu gdzie jest wspólna łazienka i kuchnia niż będzie pisać wniosek o mieszkanie komunalne. Na zachodzie czy w stanach coś takiego funkcjonuje? To raczej pozostałość po komunie. W pracy mam wspolpravowniczke która kaprysi i pisze odwołania ze mieszkania 1 pokojowego nie przyjmie bo ma dziecko, 30latek przy matce