Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Kiedy mierzysz się z problemami.

To, że kilka wpisów wstecz napisałam, że u mnie wszystko ok, nie znaczy, że sielanka trwa w najlepsze. Owszem - jest i zdrowie, nie kaszlę, nie prycham ;-) jest i praca, są moje dzieci, które niczym nie stwarzają mi kłopotów, jest w końcu Anioł - Szanowny. 

Czegóż chcieć od życia więcej? 

Wczoraj miałam straszną ochotę napisać do mojej psycholog, pani Izy. Przywłaszczyłam Ją sobie jako "moja" albowiem to jest człowiek, który ma w oczach zrozumienie. A tego teraz szukać ze świeczką. Ale nie miałam odwagi. Są inni, bardziej potrzebujący, których Ona zapewne wspiera na wizytach. Mogłabym pogadać z Szanownym, ale on wysłucha, a nie zrozumie. Przyjaciółki nie mam, bo poza moją Mamą nikomu nie zwierzałam się z kłopotów i stąd może też wynikać trudność dobierania sobie towarzystwa "psiapsiółkowego". Ja po prostu nie umiem mieć przyjaciół. 

Czasem ludzie po depresji wracają do głębokiego doła ot tak. Bez powodu. Czytałam Tomasza Jastruna, sama odczuwam takie doły. I wtedy nie ma wsparcia. Nie ma zrozumienia. Zostaje się samotnym w obliczu czegoś, co otacza cię czarnym jak smoła workiem. A najgorsze jest to, że oczekuje się od świata odczytania bólu jaki siedzi w środku. Nie ma się odwagi podejść i powiedzieć: "słuchaj, pogadamy? dziś mam fatalny nastrój, nie wiem z jakiego powodu, ale boli mnie "w środku". 

Mnie boli w środku znowu od kilku tygodni. Uśmiechy rozdaję sztuczne, na zawołanie: numer 5, numer 8. Nie rozmawiam z Szanownym, nie pytam o nic córki. Milczę. Moim dzieciom to pasuje, ale czy to ma dobry wpływ na ich rozwój? W przypadku Pierworodnego zapewne już nie (na jesieni skończy 21 lat), ale moja 11 letnia córka pewnie już wyrabia zdanie o matce - dziwaku. 

Nie mam na siebie pomysłu. Tzn dziś nie mam na siebie pomysłu. Znów snuję się po mieszkaniu wykonując tylko podstawowe czynności. Chciałam zapleść sobie znowu bransoletkę, uszyć małą torbę na ramię. Nic mi nie wychodzi. Nie podoba mi się. W moich oczach jest bezbarwne i bez wyrazu. 

Zamartwianie się bez powodu jest czymś najgorszym. Bo jeśli człowiekowi dzieje się krzywda, wtedy ma powody do rozpaczy, ale jeśli świat z założenia jest brunatny, bez powodu, to już jest źle. Czegoś mi brakuje i sama nie wiem czego. To, że chciałabym się spotkać w gronie znajomych jest nieprawdą. Ostatnio nawet zwaliłam spotkanie integracyjne w pracy, bo mnie wszyscy wkurwiali. Tak bez powodu, bo przecież nikt mi nic nie zrobił. 

Nie umiem przyjmować pewnych zadań z założenia, że tak musi być. Tylko rozkminiam problem i rozkładam go na cząsteczki: przykładowo mam iść z wnioskiem do podpisu, ale ten wniosek będzie czytany, bo człowiek nie podpisze bez czytania. I już mi się kołaczą w głowie myśli: a jeśli coś będzie źle? a co jeśli człowiek od podpisu powie, że mam gdzieś coś poprawić? a jeśli się nagada i ponarzeka, a ja tego będę musiała słuchać? Człowiek normalny powiedziałby: a co w tym za problem?! Przeczytać musi, pogadać widać, też musi, a jak trzeba będzie poprawić, to się poprawi. A ja, kuźwa, robię z tego problem rangi wypadku samochodowego...

Kto temu jest winien? Że tak postrzegam świat? Ja sama. Bo muszę przebić się przez mur i mówić sobie o samych dobrych rzeczach. O wartościach, które mam. A mam? O tym, co życie mi daje bezproblemowo. 

Muszę się bardziej skupić. 

piątek, 16 czerwca 2017, sokramka
Tagi: depresyjnie
Komentarze
2017/06/16 10:06:00
Gdzie jest granica zwykłego gorszego samopoczucia i depresji... Ktoś wie?
-
2017/06/16 11:01:41
Dokładnie - granica między dołkiem a deprechą jest ciężka do odkrycia. A niestety bywa, że to już zdecydowanie coś więcej niż tylko niechcemiś i olewek. Trzymaj się, Sokramko. Bożenka śle kciuki i uśmiechy, nienumerowane. ;)
-
2017/06/16 11:10:23
Bardzo ciezko okreslic te granice. Jesli w ogole jest ona do okreslenia..
Pozdrawiam cieplo :-*
-
2017/06/16 16:41:39
Witaj siostro w cierpieniu. Miewam tak samo. Tak czasem dobrze mi w tym "zapadaniu się w sobie", że mam ochotę z tego stanu nie wracać. Tylko ktoś kto doświadczył tego bólu wie o czym piszesz. Ktoś mi bliski wyraził kiedyś taką myśl.
" depresja to wierna i dozgonna przyjaciółka, którą zawsze nosisz w torebce"
Codziennie boje się, że wychyli łeb z tej torebki.
Pozdrawiam i przytulam.
-
2017/06/16 17:33:17
Nieokrzesana-tego chyba szukam: zrozumienia... Bez tlumaczenia, bez wyjasniania, bez przyjmowania idiotycznych porad w stylu: "pogadaj ze swoim psychologiem", "wez sie ogarnij" albo inne.
DZIEKI!!
-
2017/06/16 22:10:35
Nie jesteś jedyna. Inni też się przejmują, że ktoś rzuci uwagą albo odczuwają nieuzasadnioną złość.
Nie piszę tego w rozumieniu "to co czujesz jest banalne", ale w sensie "nigdy nie wiesz, kto obok ciebie, mijający cię też ma maskę na twarzy".
-
2017/06/17 06:18:05
No wlasnie Bez, Ty tez to czujesz, prawda?...
-
2017/06/17 15:43:34
Myślę, że ten stan bliski jest wielu ludziom. I towarzyszący mu stan bycia niezrozumianym również. Ciekawa jestem, co mają w głowach ludzie, którzy mówią "Oj nie masz żadnego doła" czy inne takie... Pewnie łatwiej im się żyje, ale raczej nie chciałabym się z nimi zamienić.