Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

O wodzie i o drzewie.

Najpierw będzie o wodzie, bowiem gdy jej nie ma - ciężko w życiu ;-) Otóż nastąpiła znowu awaria, która zdarzyła się już w tym domu, a którą sobie przypomniałam dzięki wspaniałym tagom (głównie chodzi o czas). Jak się dobrze oznaczy wpisy na blogu, to potem można szybko przypominać sobie co, gdzie i kiedy ;-)

Wracając do braku wody - nie pojawił się gejzer podwórkowy, ale zbyt często pracował hydrofor. Szanownego to zaczęło niepokoić. Wczorajszy dzień poświęcił więc na znalezienie usterki. Musiał wziąć dzień wolny. Kiedy o 8.00 rozpoczął kopanie dziury w ziemi, w miejscu w którym znajduje się zawór zwrotny, zakończył pracę dopiero przed 20.00. Okazało się, że zawór znów pękł (tak jak w 2014r.) i znowu trzeba było go wymieniać. Ale Szanownego gryzła przyczyna pęknięć tych nowych zaworów. Po jego analizie okazało się, że dawno temu "fachowcy", tacy raczej przypominający tych z programu Usterka ;-) źle zamontowali rurę. Została ona niewłaściwie wypoziomowana i pod naprężeniem powodowała mikro uszkodzenie zaworu, który w końcu musiał pęknąć. Tak więc oprócz zaworu Szanowny postanowił wymienić również rurę, aby ten rodzaj usterki nie pojawiał się już nigdy.

Kiedy więc stał i kopał tę dziurę, ja stałam obok niego i wycierałam mu pot z twarzy i głowy, który lał się z niego strumieniami. Z czymś mi się ta sytuacja kojarzyła, ale nie będę się śmiać z cudzych wierzeń ;-) Ciężka to praca. Bardzo. Sama próbowałam przewalić ze cztery łopaty, ale mąż mnie przegonił mówiąc, że "będzie mnie bolał potem kręgosłup".

Woda w miarę szybko się pojawiła i mamy nadzieję, że nie zaskoczy nas kolejna usterka, choć może pojawić się brak wody w studni. Wtedy to już nastąpi inna bajka. Już Szanowny nie pomoże, trzeba będzie wezwać fachowców do wywiercenia nowej. Tylko Fachowców, a nie "fachowców" ;-)

W temacie drzewa zaś: kiedy pojawił się przepis o możliwości wycinki drzew z własnej posesji bez specjalnych zezwoleń, ludzie zaczęli nagminnie je usuwać. Czasem miejsca i ilość tych wycinek były niezrozumiałe, ale nawet sam dziadek wspomniał, że to dobry przepis. W końcu można zrobić coś u siebie bez pytania.

No i zrobił.

Po jego stronie stał wielki iglak. Proszę nie pytać jaki - nie znam się, nie była to jednak sosna - sosenkę rozpoznam, w każdym razie drzewo rosło już ponad dach domu, a korzenie wybijały chodnik. Było również podejrzenie, że drzewo próbuje dostać się pod mury chałupy. Wczoraj przyjechała ekipa, drzewo ścięła, gałęzie i mniejsze pieńki zabrali, a szerokie, pokawałkowane pnie zostawili. Dziadek jak to dziadek - bez wódki ani rusz. Wstawiony porozdawał co ładniejsze pieńki sąsiadom. Zostały mu te najbrzydsze, sękate, krzywe. Kiedy przyszedł do Szanownego z pytaniem czy mój mąż chce te pieńki np. na stołki, czy jakieś inne rzeczy, Szanowny spojrzał się z politowaniem na ojca i powiedział: "tatuś, weź sobie to drewno na opał, bo co ładniejsze to sąsiadom oddałeś, a ja bym nie tylko sobie, ale i tobie stołeczków porobił".

Niestety dziadek nie poczuwał się do winy, a Szanowny stwierdził, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, bo to było drzewo po dziadka stronie, dziadek zapłacił i dziadek rozdysponował pieńkami jak chciał. Przykro tylko, że teść pomyślał najpierw o sąsiadach, a później o własnym synu.

Po stronie teścia nie stoi więc już wielki iglak i nie daje cienia na kawałku podwórka. Mam tylko nadzieję, że czyn ten spowoduje ochronę starego już domu i korzenie więcej nie będą podbijać się pod chałupę. Na ocalałym pieńku dziadek chce zrobić sobie stolik. Ciekawe do kogo zwróci się o pomoc w tym temacie? ;-) 

   

piątek, 30 czerwca 2017, sokramka
Tagi: awaria drzewo dom