Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Garść zaległości.

Na przekór gnidzie muszę jakoś funkcjonować. Próbuję coś dłubać, aby czas nie był przeze mnie stracony wlepianiem się w sufit. Walczę ze sobą jak tylko mogę. Nakładanie masek strasznie mnie męczy i w miejscach gdzie muszę udawać (np. w miejscu pracy) czuję się okropnie.

Ci, którzy znają mnie z Insta, wiedzą, że co jakiś czas wstawiam to, co wyszło spod moich palców. Dla tych, którzy nie mogą tam zaglądać parę fotek:

Lato jest więc ubranka zgodne z obowiązującą porą roku ;-)

Jak się zrobi chłodniej zawsze można zarzucić coś bardziej przykrywającego:

Na modelce prezentuje się tak oto:

Sprawiłam też niespodziankę córce mojego pasierba, dłubiąc myszkę według instrukcji pewnej zdolnej Rosjanki, której kanał na YT mam już zasubskrybowany ;-) 

Myszkę trzeba było ubrać, co będzie z gołym dupskiem latać? ;-)

No i odezwały się u mnie oczywiście instynkty rozdawnicze, bo prócz myszki powstała podkładka pod kubek:

A niedawno poświęciłam swój czas na... wózek. Mały, szydełkowy wózeczek. Na początku była to inspiracja rosyjskimi stronami z rękodziełem, a później pomysł przerodził się w prezent dla koleżanki, która niedługo będzie mamą.

Wózek mieści się w dłoni. Mojej dłoni.

W sumie to nie wiem po co to dziergam. Biznesu z tego żadnego nie ma. Jest satysfakcja, bo lubię to robić. Uwielbiam, gdy mi się udaje, gdy się komuś podoba. Sama nie umiem przyjmować prezentów. Czuję się wtedy zażenowana i jest mi głupio, że ktoś, coś dla mnie... Nawet Szanowny nic mi nie kupuje, bo wie, że ciężko mi dogodzić. Na muzyce się nie zna, płyt mi nie kupi. Komiksów, książek nie czyta, nie rysuje, nie dzierga i nie szyje...

Koleżanka zaproponowała mi współpracę (na zasadzie wolontariatu) z punktem, który nosi podarunki do zaprzyjaźnionych szpitali. Prezenty są maleńkimi ubrankami, kocykami, maskotkami dla bardzo małych wcześniaków, które zazwyczaj rodzą się martwe. Ciuszków dla takich maleństw w sklepach nie ma. Ludzie dziergają i szyją dla nich. Chyba spróbuję, ale najpierw trzeba napisać maila, a ja mam ostatnio fobię społeczną, nawet w zakresie rozmowy pisanej. Choć jedna osoba, z którą ostatnio wymieniam myśli bardzo mnie buduje i wspiera. Po prostu rozumie.

Jest lato a ja już myślę o ręcznie dzierganych Mikołajkach, nie takich jak w zeszłym roku - bo musi być coś innego. Nie może być to samo, bo będzie nudno, a ja się będę pogłębiać w gnidzie. Musi być urozmaicenie...    

 

czwartek, 27 lipca 2017, sokramka
Tagi: moje hobby
Komentarze
2017/07/27 22:35:47
Bożenka szalenie współczuje ataku gnidy okrutnej.

I podziwia te Twoje dzierganki, na insta i tutaj też :) Myszol wymiata!

A mikołajki - Bożenka ma jednego i bardzo go lubi, baardzo :)
-
2017/07/28 19:53:53
Dzierganki są super!!!
-
2017/08/02 15:53:24
:****** wiesz za co!
-
2017/08/02 21:25:10
Wiem Fiszerku :-*
A Ty trzymaj sie dzielnie! I tez sie nie daj zmorom zyciowym :-)