Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Jak poszliśmy sobie do kina.

Szanowny już od poniedziałku sobie urlopuje, ja dopiero od dzisiejszego dnia. Postanowiłam zaprosić więc swojego małża do kina na seans o... kotach. Poszliśmy w środę wieczorem. Jako zawodowa kociara (tak jak mój mąż) nie mogłam powstrzymać się od obejrzenia szeroko reklamowanego filmu: Kedi - sekretne życie kotów.

Nie umiem prostymi słowami opisać zachwytu nad tym filmem. Niby nic - bo to taki paradokument, z łapanymi chwilami wśród stambulskich kotów, ale rozmowy z tymi ludźmi, którzy te koty kochają, opiekują się nimi i o nich opowiadają - były tak głębokie, że oglądało się ten film z czystą przyjemnością.

Tłem jest miasto Stambuł. Miasto tureckie, które przechodzi przemiany. Te przemiany mają wpływ na życie kotów, które są i uliczne i domowe. Ludzie tam traktują koty jak coś w rodzaju "wysłannika Boga". Jest porównanie do psów, z którym i ja się zgadzam: że pies traktuje człowieka jak boga, wykonuje wszystkie jego polecenia, podlega mu, a kot nie. Kot jest indywidualistą i takim pozostanie do końca swoich dziewięciu żywot. My z Szanownym za to też kochamy koty i współdzielimy z nimi życie. Tak jak mieszkańcy Stambułu - nie mówimy "jestem właścicielem kota", kot to część naszej rodziny. Naszego stada. Pewien mieszkaniec Stambułu mówi, że kto nie lubi kotów, nie lubi też innych, że poprzez podziw lub miłość do tych zwierząt poznaje się prawdziwe człowieczeństwo.

Tak jak w innych zakamarkach świata są tam ludzie, którzy karmią koty suchą karmą, ale też są tacy, którzy gotują dla swoich współtowarzyszy po 10 kg mięsa. Są tacy, którzy noszą regularnie do weterynarza, sterylizują i kastrują, a są tez tacy, którzy opiekują się kotami portowymi w pięciu pokoleniach (kotów).

Mamy pokazany w tym filmie przykład kilku przedstawicieli tego znakomitego gatunku i możemy zaobserwować ich zwyczaje, codzienne życie przy człowieku. Dowiadujemy się też przy okazji o historii tych ludzi. O tym co skłoniło ich do opieki nad kotami. Jak żyje się z kotem, co to daje.

Kino było pełne. Mimo tego, że był to środek tygodnia (przypominam o tzw "biedaśrodach" w CinemaCity - wtedy bilety są o połowę tańsze). Moim skromnym zdaniem nie jest to film dla dzieci poniżej 11/12 r.ż. Po pierwsze - jest to film turecki z napisami. Nasza Mańka nie chciała iść bo... nie lubi czytać. Po drugie to film z przesłaniem. Nie jest to zwykła opowieść. To film o prawdziwym uczuciu. Kto lubi koty ten lubi wszystkich innych dokoła. Ja już dawno stwierdziłam, że współdzielenie życia z kotem, to nie jest zwykłe uczucie, to stan umysłu. Kto chce, aby kot przychodził na zawołanie, na rozkaz człowieka, czy nie biegał po blatach czy stołach - niech sprawi sobie psa, bo tak naprawdę nie zna kociej natury. Kot to taki antydepresant. Jest samodzielny, a jednocześnie potrzebny człowiekowi. To zupełnie inna natura niż pies. To również zupełnie inne obowiązki niż przy psie. Z kotem musisz się liczyć, bo ma swoje zdanie i zrobi zawsze to, co chce. Ja za to kocham koty, bo sama lubię być indywidualistką, niezależną od innych.

Film polecam każdemu - i tym, którzy są kociarzami i tym, którzy tych zwierząt nie tolerują. Dla samego rarytasu wzrokowego jakim są i koty i miasto Stambuł warto. No i muzyka - przepiękna! Odpowiednia do sytuacji, klimatyczna. 


    

piątek, 04 sierpnia 2017, sokramka
Tagi: film
Komentarze
2017/08/04 09:50:10
My też się wybieramy całą rodziną, bo i ja, i moi chłopcy kochamy koty. Do tego jeszcze dziewczyna najstarszego- tak samo kociara. No i 2 koty w domu...
-
2017/08/04 11:33:15
Ada też jest zachwycona filmem.
-
2017/08/05 14:17:36
Też chcę zobaczyć Kedi. Już moja Maja mi opowiadała. A , że rzecz ma miejsce w Stambule, to już w ogóle czad. Tak sobie marzyliśmy, aby tam pojechać na tydzień lub chociaż na weekend. Sytuacja polityczna niespokojna. Odpuściliśmy. Z jednym tylko się z Tobą nie zgodzę: z tym, że trzeba się pogodzić, aby kot chodził po blatach itp. Kocham Harrego miłością wielką, ale nigdy bym mu na takie ekstrawagancje nie pozwoliła. Harry zna swoje miejsce i wie, że jego jest podłoga. Czasem tylko pozwalam mu wskoczyć na sofę, ale i tak ma tam swój mały kocyk :)
-
2017/08/05 16:32:38
Bromm-bylam przekonana, ze wspomnisz o tej kwestii dlatego celowo napisalam o tych konkretnych kocich upodobaniach ;-) Ale kocham sie z Toba spierac! :-*
-
2017/08/06 09:47:22
A ja mam nowego sierściucha! Tomcia Paluszka! Teraz mam dwóch sierściuchów w domu (szczegóły na blogu)
Myślę, że można nauczyć kota nie wchodzenia na stół itp. Wtedy kot nie będzie tego robił...W twojej obecności. Łatwiej z wychodzącymi niż domowymi. Wychodzący i tak ma cały świat do eksploracji. A taki domowy ma tylko domek. Więc pozwalam swoim włazić, gdzie zechcą.
-
2017/08/06 15:24:28
Justku masz stuprocentowa racje: bo kot to KOT. Bedzie lazil po tych blatach jak nie bedzie czlowieka w poblizu, wiec ja wole nie stresowac kota ;-) Juz pedze obejrzec i przeczytac o Tomciu!