Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Prawo do oceny.

W nowych miejscach pracy poznajemy nowych ludzi. Widzimy bliżej ich spojrzenie na świat, na otaczających innych ludzi. Mamy prawo do oceny. Jeśli nie chcemy przebywać/kontaktować się z osobami, które nas denerwują/irytują/drażnią lub inaczej wpływają na nasze samopoczucie to staramy się ich omijać. Przynajmniej ja tak robię. Gorzej gdy z taką osobą trzeba współpracować i narzuca nam ona swój światopogląd, nie zawsze zgodny z własnym.

Na szczęście ja trafiłam na kogoś, kto ma inne zupełnie spojrzenie na otaczający go świat, współpracuję z tym kimś, ba – siedzę w jednym pokoju, ale nie jestem tłamszona i przekonywana do „jednej tylko racji” ;-) Prowadzimy dość dobre konwersacje.

A myśl pojawiła się w związku z informacją, jaką moja wspomniana koleżanka przeczytała na Fb, że jakaś kobieta wyrzuciła dziecko na śmietnik, bo obawiała się męża, a mąż dzieci więcej nie chciał. Próbowałam z nią dyskutować, ale w miarę rozwoju tematu jej argumentacja powaliła mnie z nóg. Powiedziałam: że to się pewnie stało z powodu braku edukacji seksualnej w jej domu, na co usłyszałam: „co ty opowiadasz! To nie ma nic wspólnego z edukacją seksualną”. Wtedy podałam argument depresji poporodowej. Usłyszałam: „co? Nie ma czegoś takiego jak depresja poporodowa. To są wymysły rozkapryszonych panienek. Mogła usunąć ciążę jak jej nie chciała.” Wtedy odparłam, że może nie miała pieniędzy na zabieg, bo przecież aborcja jest u nas zabroniona. No i ten argument rozwalił mnie na kawałki: „to mogła wziąć pożyczkę.” Potem już była fala hejtu: „co to za baba! Ja nie mogę takich rzeczy czytać. Mogła oddać do adopcji, a nie wyrzucać na śmietnik”.  Kiedy próbowałam forsować jej zdanie, że nie można tak potępiać człowieka nie znając go osobiście, usłyszałam, że ona przecież nigdzie o niej nie wypisuje, nic nie komentuje publicznie, po prostu ma takie zdanie. Doszłam do wniosku, że tu się z nią zgodzę: na hejt mojej koleżanki chciałam ją równie mocno shejtować. Tak samo było w przypadku wyprawy Tomka i Eli na Nangę. Koleżanka „zjechała” równo Tomasza za „brak odpowiedzialności”, że „zostawił dzieci”, i „kim on jest, żeby sobie realizować tak niebezpieczne hobby”. Całość jej wypowiedzi była napełniona nienawiścią do Tomka i ocenianiem go jako „nienormalnego”, jakby mało było jego rodzinie hejtu z zewnątrz…

Pomyślałam sobie dziś: kim jesteśmy, że oceniamy w tak brutalny sposób? Kiedy zadałam to pytanie mojej koleżance, przerwała mi wywód i zaczęła mówić z innej strony zagadnienia. Bardzo ją lubię, tak jak lubię większość osób, które mają inne spojrzenie na ludzi niż ja, ale potrafimy bez awantury wymienić się swoimi poglądami, ale dojrzałam chyba do momentu, kiedy lata leczonej depresji i posiadanie bardzo złożonego charakteru doprowadziło mnie do nieoceniania w tak brutalny sposób. Kiedyś potrafiłam oficjalnie i głośno zazdrościć wypowiadając (np. w rozmowie z Bratem) słowa: „po chuj im ten samochód? Nie mają na co pieniędzy wydawać?” albo równie mocno skrytykować znajomego lub potępić koleżankę za czyn, jaki popełnili, a w sumie do końca nie znałam przyczyn tego czynu.

Teraz myślę inaczej, ale ludzie się zmieniają. Przeraża mnie tylko, że ta „wolność wypowiedzi” idzie za daleko. Wystarczy spojrzeć na rozrastające się hordy narodowców. Przecież im wolno. Mają zapewnioną konstytucyjnie wolność wypowiedzi, ale jednocześnie konstytucja zabrania propagowania faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego, a już nie wspominając o mowie nienawiści. Gdzie jest ta granica? W którym momencie nam wolno oceniać, a w którym lepiej powstrzymać się od powiedzenia, że „był/była głupia”? Przecież pisząc ten tekst sama oceniłam i shejtowałam swoją koleżankę z pracy ;-)

poniedziałek, 12 lutego 2018, sokramka
Tagi: życie ludzie
Komentarze
2018/02/12 17:54:36
Wszystko zależy od człowieka. Spotykałam ludzi, na kompletnie innym brzegu ideologicznym niż ja, z którymi dyskusja była wymianą informacji, poglądów. Może nikt nikogo nie przekonał, ale miało się poczucie jakiegoś szacunku. Są też ludzie nieprzemakalni, którzy poglądy wygłaszają jak manifesty i nie przebijesz się. Z tym, im jestem starsza, tym bardziej nie chce mi się już rozmawiać.
-
2018/02/12 20:03:04
Ja też z wiekiem zmądrzałam. Jak przypomnę sobie, jakie poglądy wygłaszałam kiedyś, najzwyczajniej mi wstyd. Z wiekiem nabywa się mądrości, pokory i empatii. Całe szczęście.
-
2018/02/12 20:16:46
Bezcielesna: a mnie się chce rozmawiać, z tym że na wysokim poziomie kultury, bez kłótni i bezsensownego przeciągania na swoją stronę ;-) Najgorsze jest to, że należę do typu osób, które mimo pewności swoich poglądów są w stanie odpuścić dla "ostatniego zdania" przeciwnika rozmowy. Ale masz rację: wszystko zależy od człowieka.
Nie-okrzesana: " Z wiekiem nabywa się mądrości, pokory i empatii." Pięknie to napisałaś, ale zdajesz sobie sprawę, że to nie dotyczy wszystkich? ;-)
-
2018/02/13 07:51:48
Niestety. Są tacy co nie zmieniają się nigdy, dla zasady.
-
2018/02/13 12:35:04
Z wiekiem (z doświadczeniem życiowym?) rośnie mi poziom tolerancji do ludzkich niedoskonałości, błędów itd. Naprawdę bardzo lubię ludzi i wiem, że łatwo niesprawiedliwie ocenić po pozorach.
-
2018/02/13 18:10:00
Zazdroszczę Wam dziewczyny. Ja zauważyłam u siebie odwrotny proces. Im jestem starsza, tym mniej we mnie tolerancji wobec bliźnich. I moje poglądy są bardziej radykalne. Niedługo będę jak te stare panny z małych miasteczek mieszkające z kotem ...Zaraz zaraz...Już jestem :-)
-
2018/02/14 06:43:58
Ech Ty Justku-zbytniku ;-)
-
2018/02/14 10:47:19
Nie wiem, czy to dziwne czy nie, ale z jednej strony mam podobnie jak Bezcielesna: im jestem starszy, tym bardziej nie chce mi się strzępić języka po próżnicy, z drugiej natomiast mam też tak, jak justek_z_grodziska: im jestem starszy, tym mniej we mnie może nie tyle tolerancji, ile cierpliwości i wyrozumiałości wobec głupoty bliźnich. Jedno jednak nie ulega wątpliwości: wiek powinien uczyć pokory. Niestety, nie zawsze tak się dzieje, podobnie jak i z wiekiem nie musi wcale przybywać empatii, czego dowodem są wszelkiej maści sukinsyny dożywający sędziwego wieku.
Poza wszystkim pozostaje mieć jednak nadzieję, że rozmowa z koleżanką z pracy nie będzie jakoś negatywnie rzutować na wasze dalsze relacje.
Pozdrawiam serdecznie:)

-
2018/02/14 11:14:28
Bezcielesna użyła określenia "nieprzemakalny" do pewnej grupy. Trafne w 100%. Właśnie z tymi wolę nie mieć do czynienia. Każdy inny, który się waha, zastanawia, myśli, analizuje, próbuje znaleźć kompromis, przynajmniej wysłuchać i potrafi uszanować drugiego człowieka - jest partnerem. I oby takich więcej.
Część z wiekiem nabywa rozumu, ale część - nigdy, właśnie z powodu owej "nieprzemakalności", co obserwuję wokół.
Pozdrawiam:)))