Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Blog > Komentarze do wpisu

Zabawa w kotka i myszkę.

Będzie nie tylko o mnie. Wszak dżungla ma swoje prawa i każdy kto w nią wejdzie może spotkać się z przygodą.

Jak zapewne niektórzy już wiedzą – mój teść nie stroni od alkoholu. Nie wylewa za kołnierz  i nie stara się nic z tym zrobić. Wręcz przeciwnie – moim zdaniem jest coraz gorzej. Ponieważ jego kobieta/partnerka/konkubina, jak kto woli, zostawiła go parę tygodni temu z powodu postępującego alkoholizmu, dziadek rozpasał się w piciu niesamowicie. Nie znał umiaru i już myśleliśmy, żeby wzywać specjalne służby i odwieźć go na odwyk. Poziom pijaństwa oraz morze pustych puszek po piwie i butelek po „małpkach” przekroczył wszelkie granice. Ja oczywiście nie dopuszczam myśli, żeby usprawiedliwiać takie zachowanie złamanym sercem, ale teść tak. Do tego wydzwaniał (do swojej już byłej) nocami i nagrywał się na pocztę (ponieważ ona nie odbierała od niego połączeń). Teksty były wielce romantyczne, że tęskni, że kocha, że żyć nie może, że dlaczego mu to zrobiła. Natomiast po zakończeniu nagrania z ust dziadka płynęły słowa, które trudno nazwać przyzwoitymi. Mogę tylko napisać jedno z łagodniejszych stwierdzeń, że „suka zawsze będzie suką”. Tak kocha teść. Na pokaz.

Był również u niego jakiś koleś, który wychodząc po suto zakrapianym spotkaniu zachwiał się na schodach i rozwalił wymurowaną konstrukcję, w środku której była skrzynka z gazem. Mój mąż profilaktycznie zakręcił kurek z gazem, żeby czasem się nie okazało, że coś wycieka. Po otrzeźwieniu dziadka i pokazaniu mu skutków libacji, teść rzucił w stronę Szanownego i Scareface’a: „no to teraz to naprawcie”. Oczywiście żaden z chłopaków, ani syn, ani wnuczek konstrukcji nie postawił na nowo więc dziadek zrobił to sam, sapiąc i dysząc przy każdym podnoszeniu cegiełki.

A wczoraj teść zwrócił się do Szanownego czy mógłby go podrzucić na pocztę ponieważ ma do odebrania emeryturę. Oczywiście syn ojcu nie odmówił i wsiedli razem do samochodu. Na miejscu, po odebraniu kasy okazało się, że dziadek chce iść do sklepu „po ziemniaki”. „To ty zaczekaj na mnie w samochodzie, ja zaraz wrócę”. Szanowny się nie zgodził i powiedział, że podźwiga tatusiowi te kartofle, co oczywiście odbiło się kwaśną miną na teściowej twarzy. Poszli więc razem. Po wyjściu ze sklepu teściowi się przypomniało, że jeszcze bułek nie kupił to „synu idź mi kup tu, w tym sklepie, a ja zaczekam na ciebie”. Na co Szanowny powiedział, że może kupić ojcu pieczywo, ale tatuś niech sobie zaczeka w samochodzie. Teść znowu z niesmakiem pokręcił głową i stwierdził, że jednak nie chce tych bułek. Wrócili więc do domu.

Po kilkunastu minutach spędzonych w ogródku, Szanowny spostrzegł swojego ojca jak próbuje wsiąść na rower. Spytał, gdzie się tatulek wybiera. Teść coś wybełkotał, że do kolegi, ale potem zmienił zdanie i powiedział, że tak go nogi bolą, że jednak wróci do domu. Szanowny wrócił więc do ogródka. Po kolejnych kilkunastu minutach mąż mój zauważył szybko drepczącego ojca po chodniku. Przyszedł więc do mnie i powiedział, że wsiada w samochód i zaskoczy dziadka pod sklepem, bo domyśla się gdzie ten poszedł. Tak też się stało. Teść pod sklepem najpierw nie zajarzył, że to stoi samochód jego syna, a potem na pytanie: „co, już cię tato nogi nie bolą?” usłyszał, że ojcu się przypomniało, że śmietany w domu nie ma. Weszli więc do sklepu razem i ponieważ mój mąż zna się z właścicielem powiedział, żeby w żadnym razie nie sprzedawać jego ojcu alkoholu ponieważ tata jest nietrzeźwy. Co oczywiście uzyskało aprobatę właściciela sklepu. Dziadek zniesmaczony, że pilnuje się go jak więźnia, że nie może sobie w spokoju kupić wódki i się nachlać, wrócił razem z Szanownym do domu. A potem znowu była próba ściemniania, bo teść wyszedł z chałupy i od progu zawołał do Szanownego: „do Ziutka idę, po dwa jajka!”. Szanowny oczywiście zadzwonił do sąsiada Ziutka i zakazał częstować ojca jakimkolwiek alkoholem. Ponieważ sąsiad jest normalny, nie jakiś tam alkoholik, ale w barku zawsze coś procentowego stoi. Nie wiem jak się skończyła dzienna gonitwa za wódką, czy w końcu teść się napił czy nie, bo z opowieści Szanownego to nie wynikało. Niemniej jednak problem jest bardzo duży i sama myśl o tym, że będzie coraz gorzej napełnia nas oboje strachem. Już i tak jesteśmy wyklęci, ja jestem „szmatą”, „kukułczym jajem”, a Szanowny „wyrodnym synem”, „diabłem wcielonym”. Przepity mózg nie pracuje już normalnie i można się spodziewać wszystkiego.

wtorek, 24 kwietnia 2018, sokramka
Komentarze
2018/04/24 17:52:38
To mogła by być scena komediowa. Gdyby to nie było tak wyniszczające nerwy otoczenia.