Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2017

Już dawno nie przechodziłam tak końca tygodnia jak ostatnio. Miałam plany, których nie udało się zrealizować, miałam zaplanowane spotkanie, które nie doszło do skutku. Ale cóż - dziś świat się nie kończy, a z poniedziałkiem otuliła mnie nowa, mocna energia :-)

Wracając jednak do weekendu. Mieliśmy z Szanownym gości. Przyjechał Uszak ze swoją rodzinką. Pacholę ma już dwa latka. Rany, jak ten czas leci?!?!? Oni się gościli w dużym pokoju, ja zaś w garach, a potem w drutach. Takich do włóczki - powstaje nowy projekt - prezent :-)

Niedziela dopadła mnie z samego rana bólem głowy tak potwornym, że z czasem przeobraził się on w galopującą migrenę. Później nawet doszukiwałam się teorii spiskowych, że ból, który nie przechodzi jest skutkiem wysokiego smogu panującego od jakiegoś czasu w Warszawie. Wyciągnęłam te wnioski po tym, jak moja ukochana Migea nie zadziałała :-( Musiałam nawet wysłać Pierworodnego do sklepu po zakupy, bo sama nie byłam w stanie wyjść, nie mówiąc o prowadzeniu samochodu.

A Szanowny dziś urlopuje. Nie z przyjemności, a z musu. Spuchło mu pół twarzy, wczoraj bolał go niemiłosiernie ząb. Wiedziałam, że tak może się zdarzyć ponieważ mój mąż należy do tych ludzi, który boją się dentysty jak diabeł święconej wody. Już nie będę go obgadywać co posiada na stanie w jamie gębowej, bo to wstyd, ale zapowiedziałam mu, że nie podaruję i na siłę zrobię mu górną i dolną szufladę zębów. Przeraził się jak dziecko, ale niestety musiał się ze mną zgodzić.

Z jednej strony go rozumiem, bo facet jest z '64 roku, kiedy plomby wstawiano ołowiane, a trauma wyrywanego zęba przez dentystkę, która mojego chłopa przytrzymywała kolanem, tkwi z tyłu głowy do dziś. Serio - można nie lubić stomatologii.

W każdym razie siedzi dziś w domu i będzie płukał zęby szałwią. Podjął decyzję, że jak będę sobie niedługo robić siódemkę, mam jego pozwolenie na zapisanie go na wizytę.

Dbajcie o swoje zęby! Miłego poniedziałku :-)

Tagi: weekend
07:44, sokramka
Link Komentarze (4) »
środa, 25 stycznia 2017

Rozmawiałam wczoraj z mamą jednej z koleżanek mojej córki. Tematów było mnóstwo, aż w końcu zeszło nam się na szkolny przedmiot (nieobowiązkowy) popularnie zwany religią. Koleżanka mojej córki na religię chodzi i w związku z tym jej mama opowiedziała mi wczoraj o rzeczy, jaka została przekazana dzieciom na jednej z tych lekcji.

Otóż dzieci uczy siostra zakonna z pobliskiej parafii. Powiedziała dzieciom, że miała widzenie (!) ukazała się jej matka boska (!) i poinformowała siostrę zakonną, że zbliża się III wojna światowa i żeby dzieci dużo modliły się o pokój na świecie. Koleżanka mojej Mani ponoć miała dwie noce nieprzespane po tej lekcji, wstawała z płaczem do rodziców pytając czy rzeczywiście taka wojna będzie miała miejsce i jak ona (ta dziewczynka) może temu zapobiec. Czy żarliwa modlitwa pomoże?

Obie byłyśmy w szoku. Ja - z racji tego, że jestem niewierząca i nie daję wiary żadnym gusłom, przepowiedniom, horoskopom, nie wierzę w duchy, gwiazdy. Każdy jest kowalem własnego losu i życia. Moja koleżanka była natomiast w szoku, że takie rzeczy przekazuje się jedenastoletnim/ dwunastoletnim dzieciom, które mają ogromną wrażliwość. Podobno taką sama informację miał przekazać proboszcz tutejszej parafii na mszy odprawianej specjalnie dla dzieci....

To, co wyprawiają księża i reszta ich rodzinnej mafii, przyprawia mnie o wymioty. Autentycznie. Ostatnio widziałam zalążek artykułu, w którym znany bokser Tomasz Adamek mówił z pełną świadomością, że chciałby, aby w Polsce rządził Tadeusz Rydzyk (!) Tępaków nie sieją, sami się rodzą...

Nie mam nic przeciwko nauczaniu mitologii chrześcijańskiej, greckiej czy hebrajskiej w ramach lekcji historii czy języka polskiego, nie mam nawet żadnych obiekcji w stosunku do nauki dziejów kościoła, czy symboliki. Ale wyrażam swoje niezadowolenie w ramach próby wychowywania dzieci na religijnie posłuszne matołki, za pieniądze wszystkich podatników. To, że ktoś wierzy - to jest tylko i wyłącznie jego indywidualna sprawa, natomiast próba tworzenia z państwa świeckiego zalążka kraju wyznaniowego mnie absolutnie poraża. Jak głęboko spróbują jeszcze wejść czarni, żeby uzyskać władzę nad ludźmi? To już nie jest traktowane jako "posługa boża", to zaczyna już przypominać straż watykańską :-(

10:07, sokramka
Link Komentarze (7) »
środa, 18 stycznia 2017

Poniedziałek był dla mnie dniem wolnym od pracy ponieważ już jakiś czas temu zapisałam się do stomatologa na zdjęcie osadu i kamienia z zębów. Staram się to robić regularnie, a niestety przez ostatnią niszę finansową zaniedbałam moje zębiska i kamienia było mnóstwo. Siedziałam na fotelu ponad 50 min.

Do dentysty lubię chodzić. Może to dlatego, że zębinę mam mocną i w wieku 42 lat mam dwie plomby i jeden ubytek, który i tak został mi wyrwany przez głupotę. Mógł być leczony.

Kiedy kamień został zdjęty postanowiłam zapisać się na następną wizytę, podczas której wezmę się za leczenie małej próchnicy. Potem piaskowanie i na końcu lakierowanie. Będą ząbki jak perełki ;-) Chodzę do takiej przychodni, która ma podpisaną umowę z NFZ. Terminy ma około miesięczne, niektóre usługi w ramach ubezpieczenia, a niektóre za kasę. Staram się mieszać te usługi i np. plomby biorę białe, światłoutwardzalne, za kasę.

Wiem, że swoim wpisem mogę wkurzać tych, którzy zmagają się z problemami zębowymi, bardzo przepraszam, ale to jest chyba jedyna rzecz w moim organizmie, z której jestem naprawdę dumna i dzięki której nie popadam w nadmierne kompleksy. Moje zęby powodują, że uśmiecham się od ucha do ucha, mogę gryźć, zgrzytać i kąsać ;-) bez zbędnych problemów. Jako nastolatka otwierałam butelki z piwem za pomocą zębów (moich) :-)))))) Teraz pukam się w głowę z powodu głupoty jaka mi wtedy towarzyszyła.

Z moich dzieci tylko Pierworodny odziedziczył po mamusi dobrą kość zębową. Mania ma niestety ząbki po tatusiu. Słabe i żółte. Ale jedno, co mi się udało w sprawie stomatologicznej, to nauczenie moich dzieci, że dentysta to taki sam lekarz jak internista czy laryngolog. Dlatego też i Mania i Pierworodny siadają na fotelach bez lęku ;-)

wtorek, 17 stycznia 2017

Moja córka dziś kończy 11 lat. W zasadzie to jeszcze dziecko, ale już wchodzące w dział "nastolatki". Największy problem oprócz gry hormonów i ukazujących się co i raz fochów mam z ubraniem jej.

Kupując jej buty na początku sezonu byłam świadoma, że jako JESZCZE dziecko zdąży je zniszczyć nim sezon się skończy. Tak się właśnie stało. To znaczy buty są jeszcze ok, ale wyglądają jakby po nich przeszło stado żubrów ;-) W związku z tym, postanowiłam podczas weekendu pobiegać z nią po sklepach i skorzystać z zimowych wyprzedaży, planując kupno butów dla niej. Niestety, oferta dla dzieci kończy się na rozmiarze 35, natomiast wszystko co na Manię jest dobre, to buty albo na obcasie, albo na koturnie, albo w takim stylu, że moja córka mówi, że "jak dla starych bab" ;-)

Moje dziecko ma rozmiar 39/40. Wskakuje swobodnie w moje obuwie. Kiedy pojechaliśmy na wspólne wakacje, okazało się, że tenisówki, które spakowałam dla niej są na nią za małe. Oddałam jej swoje, świeżo kupione specjalnie na wyjazd. No cóż - dzieci rosną. A jeszcze niedawno przyjmowałam z rozkoszą wszelkie ubranka na małą dziewczynkę. Dziś już śmiało chodzę z nią po sklepach dla dorosłych i wybieram rozmiar ubrań 38/40.

Dziewczę moje ma już prawie 160 cm wzrostu i jakoś nie zamierza na tym poprzestać. Rośnie wzwyż i najgorsze, że wszerz też. Mam cichą nadzieję, że kiedy przyjdzie wiosna i Mania zacznie się więcej ruszać jej waga przełoży się na wzrost.

Tymczasem butów nie kupiłyśmy i myślę sobie, że sroga zima nas już nie dopadnie, bo w tym co zostało Mani na nogach niedługo już pobiega.

Tagi: córka sklepy
09:52, sokramka
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 stycznia 2017

A teraz pochwalę się dziełem Szanownego :-) innych też trzeba chwalić.

Tak więc poniżej zamieszczam wieszak na klucze, którego strasznie mi brakowało w naszym przedpokoju, bo kluczy mamy dużo i wiele i w ogóle ;-)

Pomysł i szkic jest mój, wykonanie, czyli - wycięcie, pomalowanie, zalakierowanie, wbicie haczyków i przymocowanie do ściany jest autorstwa mojego męża.

Także i o:

 

wtorek, 10 stycznia 2017

W niedzielę dowiedziałam się o śmierci znajomej. Dziewczyna była z rocznika '83. Pracowała z moim Bratem. W zeszłym roku okazało się, że ma jakiegoś guza mózgu. Przeszła operację, odjęli jej część czaszki... Mimo tego ona sama pozostawała do samego końca w dobrym nastroju. Nawet jak po operacji mówili jej, że rak nie lubi słodyczy i żeby je ograniczyła, ona jadła je mimo ostrzeżeń ponieważ bardzo je lubiła.

Przyznam się szczerze, że gdy się o tym dowiedziałam przeszły mi ciarki po plecach. Gdyby istniał jakiś algorytm na umieranie na pewno byłoby mi łatwiej to przyswoić. A tak: dziś człowiek jest - jutro go nie ma :-(

Rozmawiałam z moim Bratem na temat śmierci tej dziewczyny. Stwierdziłam, że to niesprawiedliwe: ona młoda, ładna, wykształcona, znała języki, miała podwójne obywatelstwo, miłośniczka zwierząt, do tego światopoglądem bliska mnie: ateistka. W związku homoseksualnym, prowadząca normalne, spokojne, ustabilizowane życie. Mój Brat tylko mnie spytał: a nasza Mama? czy to było sprawiedliwe? A inni umierający zbyt wcześnie? Takie życie....

Zeszły rok był tragicznie śmiertelny. Ten zaczął już żniwa. Jest mi tak cholernie żal tej dziewczyny, jej rodziny, jej "żony", tego co zostawiła.

Pogrzeb w środę...

07:51, sokramka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 stycznia 2017

Ostatni taki długi weekend właśnie minął, teraz długo, długo nic, aż do kwietnia ;-) Rozochoceni rozleniwieniem postanowiliśmy kontynuować tę nową tradycję domową i siedzieliśmy w domu całe trzy dni. Może to wynikało też z aury panującej na zewnątrz, bo nawet moje koty przespały mróz w naszej łazience - mamy tam ogrzewanie podłogowe :-D Nie pojechaliśmy po materiał na łóżko dla Mani, ale za to robiliśmy inne rzeczy. Szanowny wykonał wieszak na klucze do przedpokoju, jak będzie gotowy (lakier schnie) to się nim pochwalę. Ja zaś wydziergałam mitenki dla Mani, bo mi pozazdrościła moich, zrobionych na szydełku.

Pierworodny wyjechał ze swoją drużyną na cały weekend, a dziadek również opuścił swoje mieszkanie jadąc jak zwykle do narzeczonej. I tu bym chciała wtrącić odpowiedź dla jol-ene: teść może i chciałby zamieszkać ze swoją kobietą, ale ona tego nie chce. Po pierwsze jest świadoma alkoholizmu dziadka i chyba nie chce się z tym problemem użerać. Po drugie narzeczona dziadka ma bardzo wysoką rentę po swoim pierwszym, zmarłym mężu i kiedyś opowiadała, że nie chce jej stracić. Ta emerytura jest po obywatelu USA i tam chyba są inne uwarunkowania jej otrzymywania. Wiem, że jeśli chce nadal te pieniądze pobierać nie może wyjść za mąż. Być może zamieszkanie z kimś na stałe wiązałoby się ze strachem przed stratą kasy. Nie wiem.

A poniżej mitenki szydełkowe, które widzicie dwa razy ;-) pierwszy i ostatni. Sprułam je bowiem i z tej włóczki robię inne, na pięciu drutach.

A mitenki granatowe są wykonane metodą pięciu drutów :-) bez szwów, na okrągło. Są wydzierganie dla Mani i już dziś pobiegła w nich do szkoły.

Miłego dnia!

środa, 04 stycznia 2017

Przed świętami dziadek wyjechał ze swoja narzeczoną do sanatorium. W tym czasie był taki błogi spokój, że przemknęła mi nawet myśl, że nie przejęłabym się, gdyby teścia nie było już zawsze.....

Wczoraj pojawił się wczesnym popołudniem i zadzwonił do Szanownego, że syn mógłby ojca odwiedzić i pogadać. Szanowny przystał na propozycję i zaraz po powrocie z pracy poszedł na stronę dziadka. Zdziwił się jednak, bowiem chałupa była zamknięta, a w oknach widniała ciemność. Mąż mój wykonał więc telefon do swojego ojca i po chwili usłyszał niezrozumiały bełkot, który ogólnie informował Szanownego, że "właśnie się położyłem, bo taki zmęczony jestem i chcę iść spać". Oczywiście słowa te wypowiedziane były już po wypiciu dobrej ilości alkoholu i nie sposób było dogadać się z teściem.

W nocy w okolicach pierwszej słyszeliśmy zza drzwi łomot i rozmowy. Ojciec dzwonił do jakichś swoich znajomków i przepraszał, że obudził, ale "może byśmy się jutro zobaczyli?"...

Za długo był spokój. Wiedziałam, że dziadek musi odreagować dwa tygodnie abstynencji i po powrocie do domu musi się nachlać jak meserszmit. Doszłam do wniosku, że teraz albo zapije się na śmierć, albo zrobi sobie jakąś krzywdę zdrowotną (cukrzyk). Już mi się nie chce o tym myśleć.

A niedługo Dzień Babci i Dziadka. Teść będzie zapewne wymagał zainteresowania i życzeń od swojej wnuczki, a ja jak co roku będę namawiać Manię do zrobienia jakiejś laurki. W końcu ma tylko jednego dziadka i żadnej babci.

wtorek, 03 stycznia 2017

Czas zacząć nowy rozdział, choć dzień jak każdy poprzedni niczym szczególnym się nie wyróżnia. Sylwestra spędziliśmy w ambasadzie japońskiej - to znaczy w kimono i spać :-)))) Gdzieś usłyszałam ten tekst i strasznie mi się spodobał. Ledwo wytrzymaliśmy do północy, ale nie ma się czemu dziwić - oboje budzimy się codziennie skoro świt. Organizm przyzwyczajony. Mania oczywiście siedziała dłużej, Pierworodny też, choć miał zaproszenie na jakąś imprezę w gronie swoich znajomych, to jednak został w domu.

Petard wiele nie było w naszej okolicy, ludzie albo powyjeżdżali, albo zmądrzeli i nie chcieli straszyć zwierząt. My tez nie strzelaliśmy.

A dzień pierwszego stycznia okazał się dniem totalnego lenistwa, co w moim przypadku jest co najmniej dziwne ;-) Nawet nie umyłam zębów, nie ubrałam sie i nie czesałam :-D ale było fajnie - beznadziejnie leniwie i najważniejsze - NIC nie musiałam. Robiłam to, co chciałam, np. kończyłam komin na drutach, o którym wspominałam jakiś czas temu oraz przeglądałam filmiki na YT zawierające jakieś fajne wzory na szydełko i druty.

Z przyjemności: zaczęłam również ją czerpać z posiadania nowego telewizora zakupionego Szanownemu w ramach prezentu świątecznego. Telewizor jest bardzo duży, bardzo płaski i ma zainstalowany Netflix. Miesiąc mamy darmowy, ale już się z Pierworodnym umówiłam, że za abonament będziemy płacić wspólnie ponieważ i on i ja (i Mania) mamy z tego przyjemność. Netflix posiada szeroką gamę filmów i seriali, które można sobie wieczorem zarzucić zamieniając wieczorny czas rozrywką zamiast papki telewizyjnej, która sączy się z popularnych kanałów. Wczoraj obejrzeliśmy "Jestem Bogiem" z Bradleyem Cooperem, wcześniej zarzuciłam "Wielkiego Gatsbiego" z DiCaprio, a Mania szaleje za filmowymi bajkami w typie "Królewny śnieżki" z Julią Roberts. Mój Syn siedzi przed serialami i to samo proponuje mnie. Nie mam czasu na takie rzeczy, bo praktycznie po przyjściu z pracy wieczór spędzam w kuchni, a filmy z Szanownym oglądamy już w łóżku. Ale przyznam szczerze, że takie technologiczne usprawnienia potrafią uprzyjemnić wspólne chwile.

A na koniec obiecane twory. Łapki kuchenne (prezent) i wzór mojego nowego komina, który juz skończyłam i przymierzam się do wykonania z tej samej włóczki pary mitenek.

Dobrego Nowego Roku!