Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
poniedziałek, 30 listopada 2015

W zeszłym tygodniu zaproponowałam Mani zabawę andrzejkową. Zdając sobie sprawę, że nie mam ochoty ostatnio na śmiech pomyślałam, że mała widząc matkę zasępioną nie będzie się dobrze czuć. Powiedziałam córce, żeby spytała się koleżanek, czy będą mogły do niej przyjść w sobotę. Okazało się, że chętnych jest siedem dziewczynek! Zrobiłyśmy więc zaproszenia i cały sobotni wieczór należał do 10-11-latek.

Kupiłam świece do rozpuszczenia i lania woskowych wróżb, były wyścigi butów, która pierwsza wyjdzie za mąż, były wróżby w kapselkach na wodzie (imiona chłopców + dziewcząt), a Szanowny zrobił koło fortuny wycinając drewniane koło, które ja podzieliłam nadając numerki. Pod każdym numerkiem była inna wróżba. Np "uważaj na chłopaka w zielonym swetrze", albo "w wakacje czeka cię morska przygoda" ;-)

Dziewczynki bawiły się super. Nie przypuszczałam, że w pewnym momencie i ja dam się wciągnąć w ten rytm zabawowy. Nagle zapomniałam o chorobie i byłam "tą fajną ciocią, co imprezę prowadzi". Jeszcze do dziś się sobie dziwię. Ale to chyba dobry znak ;-)

Młodego nie było - pewnie też poszedł andrzejkowo się bawić, w końcu skończył już 19 lat i nie mnie go wypytywać gdzie i z kim się prowadza. To co mnie cieszy, to fakt, że Pierworodny informuje mnie o porze powrotu do domu, albo że nie wróci na noc. A reszta to jego sprawa.

Jedna z dziewczynek została u nas na noc. Spały z Manią w jednym łóżku. Niedzielny poranek był leniwy, ale potem coś we mnie wstąpiło. Po 14.00 zajrzał Scareface ze swoją kobietą. Blondyna ma niedługo termin porodu, mój mąż będzie drugi raz dziadkiem. Powinnam się cieszyć? Nie wiem. Mnie to wkurza. Oni się we czwórkę gościli w dużym pokoju, a ja krzątałam się po kuchni. Dopóki nie poszli.

W każdym razie moja Mania miała udany weekend i to jest najważniejsze. Podarowanie córce wesołych wspomnień było dla mnie wielką przyjemnością.   

Tagi: córka
17:29, sokramka
Link Komentarze (5) »
środa, 25 listopada 2015

Żyję.

Od kilku tygodni chodzę na terapię. Za sobą mam już trzy sesje. Szczęśliwym trafem moja rejonowa przychodnia od kilku lat prowadzona jest przez silną dyrektorkę, która w swojej placówce wprowadziła wiele reform. M.in. rozpoczęcie funkcjonowania Poradni Zdrowia Psychicznego. Nie muszę już dojeżdżać do innej dzielnicy miasta. Psychoterapeutę i psychiatrę mam na miejscu. 

Biorę też leki. Musiałam, bo to co się ze mną działo było już dla świata nie do wytrzymania. Chcę wrócić do świata "żywych" i wrócę. Ja to wiem. Muszę tylko głęboko odetchnąć. 

Chcę też przeprosić, bo pogryzłam wiele osób bardzo mi bliskich. Nie specjalnie. Bromm, Bezcielesna - Wy wiecie najlepiej jak Was pokąsałam - przepraszam. Przeprosiłam też Szanownego. Po szczerej rozmowie dowiedziałam się, że przy pierwszym depresyjnym epizodzie ktoś źle mu doradził. Ktoś kazał mu nie ingerować, nie zwracać na mnie uwagi, olewać moje nastroje, płacz i złość. To było bardzo złe posunięcie. 

Teraz jesteśmy wyjątkowo blisko. Bardzo blisko. Szanowny prawdziwie mnie wspiera i to jest piękne.

Justek - Twoje "kilka wkurwiających słów" było paradoksalnie słowami otuchy. Dziękuję.

Nie pytajcie się jak się czuję, bo pewnie odpowiem, że chujowo. Pytajcie o dzieci, pogodę, politykę, ale nie o nastrój. Będę starać się wracać, bo nic tak nie niszczy człowieka jak totalna alienacja. 

Pisanie bloga to też forma terapii. Nie wiem kto tu jeszcze zagląda, ale nie chciałabym zostać całkowicie sama. Mimo tego, że nie znoszę tłumów, ale cenię sobie dobre, inteligentne towarzystwo ;-)

17:42, sokramka
Link Komentarze (15) »