Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
piątek, 29 marca 2013

Wczoraj odebrałam męża. Bardzo się cieszę, bo wisiała nad nami wizja spędzonych osobno świąt. Ale na szczęście ten czas wolny będzie teraz tylko dla nas. 
Chłop ma 6 kg do tyłu, zgubił brzuszek, ale ogólnie wszystko jest ok. Najbardziej ucieszyła się oczywiście Mała. Odliczała dni na kalendarzu - kiedy wróci tatuś ;) Wykonała nawet samodzielnie "transparent" powitalny na kartkach A4 "witaj w domu, tatusiu". Słodkie.
Z powodu późnej godziny przywiezienia Szanownego, na mopa poleciałam dopiero po 19.00. Umęczona, ale szczęśliwa wróciłam przed 22.00. 

Tagi: Mąż
07:43, sokramka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 marca 2013

Od dawna już wiadomo, że żeby się leczyć trzeba mieć końskie zdrowie. Wielokrotnie miałam tego dowody. Od zwykłej wizyty u pediatry po specjalistyczne badania. Znając realia naszej rodzimej służby zdrowia zaczęłam być zapobiegawcza, ale wychodzi na to, że i to nie pomaga.

Nie pragnę mieć więcej potomstwa, przyjmuje więc środki antykoncepcyjne, które wypisuje mi mój ginekolog. Zawsze staram się pilnować ilości zużytych tabletek i ilości jaka mi została do następnej wizyty. Ostatnio jednak terminy zapisów zaczęły się niesamowicie przesuwać o kilka tygodni do przodu. Już nie wystarczył mi miesiąc naprzód, dzwoniąc do przychodni w zeszłym tygodniu, okazało się, że najbliższa wizyta może odbyć się… po 20 kwietnia. Poraziło mnie. Zaklepałam sobie oczywiście ten termin, ale zaczęłam szukać innych rozwiązań.

Ponieważ chronię swój kręgosłup, który i tak jest mocno nadwyrężony, przyjmuję leki na obniżenie jego dotkliwego bólu. Fakt, że tymczasowo pracuję fizycznie niestety nie pomaga mi w łagodzeniu dolegliwości. Mam taką dobrą lekarkę, internistkę, która w razie czego „ratowniczo” wypisuje mi jeden listek tabletek antykoncepcyjnych. Tak się złożyło, że zauważyłam końcówkę swoich leków „kręgosłupowych”. Postanowiłam więc połączyć obie sprawy i zapisać się do mojej internistki po oba leki.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy w zeszłym tygodniu już nie mogłam dostać się do mojej lekarki, a w tym od poniedziałku nie ma już do ŻADNEGO internisty wolnych numerków. A ja przecież tylko po receptę… nie leczę się, nie wymagam kontroli, nie chcę brać skierowań i innych takich.  Zastanawiam się jak radzą sobie starsi ludzie, którzy co jakiś czas muszą być u lekarza. O moim teściu nie piszę; on ma totalnie w nosie swoja chorobę. A ludzie, którzy pracują na etacie? Od 8.00 do 16.00, dość często i do 18.00 są uziemieni. Szukając dogodnej dla siebie godziny wizyty, mogą się nieźle zdziwić. Korporacje mają podpisane umowy z różnymi prywatnymi instytucjami oferującymi usługi medyczne. Może tam jest inaczej? Ale chcąc wybrać się do państwowego lekarza na NFZ, trzeba wykazać się nie lada cierpliwością do całego, chorego systemu.

Z kłopotów poratowała mnie zaprzyjaźniona koleżanka. Nie lubię się nigdy o nic prosić, ale spróbowałam zapytać i udało się. Mam tę receptę. Bardzo jej za to dziękuję, wiem, że podczytuje mojego bloga więc przesyłam jej wirtualnego, wielkiego całusa!

:***

 

piątek, 22 marca 2013

Tydzień stresu i jeszcze się nie skończy.
Ostatnie dni to załatwianie mężowskich spraw z wywieszonym ozorem. 
Jestem totalnie nieprzygotowana do jutrzejszych zajęć w szkole. Jedne wagary już były.
Widziałam się dziś z Szanownym. Trwało to tylko godzinę. Głaskałam jego dłonie - jak nie jego.
Chciałabym, żeby wrócił do domu.

Uświadamiam sobie, że zaczynamy doceniać i szanować coś, co tracimy.
Bezcielesna gdzieś, kiedyś mi napisała, że zbliżają nas (mnie i męża) kłopoty. 

Czekam do przyszłego czwartku - mam nadzieję, że go przywiozę do domu. W końcu to mój mąż. 
 

Tagi: Mąż
22:01, sokramka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 marca 2013

Jestem już tzw. słomianą wdową. "Tak zwaną" bo w przypadku naszego rozstania ma to trochę inne znaczenie. Czekam na Szanownego do 28 marca. Jeśli coś pójdzie nie tak - odliczanie przesunie się do 15 kwietnia. Tęsknię za nim cholernie. Mimo jego wad. Jesteśmy razem już 11 lat. Nawet nasze kłótnie wpisały się w kanon domowego ogniska. Najgorsze jest to, że za chwilę nie będę miała z czego żyć. Szanowny przecież nie zarabia - wziął urlop bezpłatny. Jeśli nic nie wykombinuję, zdecyduję się na serwis dzienny, sprzątający. Będę wtedy oprócz machania mopem, szorowała kible. 

Gnida mnie nie dopadnie. Po terapii powiedziałam jej won i tego się będę trzymać. Jakoś trzeba żyć, no nie? 

Tagi: Mąż
09:41, sokramka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 12 marca 2013

Miniony weekend był wagarowy. Pierwszy raz nie poszłam na wykłady. Trochę szkoda mi zajęć z angielskiego, bo w końcu widzę, że się czegoś nauczę. Nie na darmo zapisałam się na poziom średnio zaawansowany. Profesorka jest wymagająca, ale i wyrozumiała. Ale to pikuś. Umarły moje ostatnie nadzieje na niedawne działania związane ze zmianą zajęcia. Trzeba zacząć od nowa, nie poddawać się. Ale to, że nie mam stałej, satysfakcjonującej pracy to też pikuś.W zeszłym tygodniu o mało co nie spaliłabym chałupy zajmując się kozą. Szanowny poza domem, a ja taka "męska" chciałam być. Odpowiedzialna. Zmalowałam tylko dziurę w panelach, ale to tez pikuś. Chociaż kasy nie ma na ŻADEN remont. Jest nędza. Chłop wziął urlop bezpłatny z powodu swoich problemów. Ja przeżywam je tak samo. Ból brzucha, stres zżera od środka.

Dzieci chociaż wyzdrowiały, ale Mała i tak ze mną do końca tygodnia posiedzi w domu; rekolekcje teraz są w szkole. Nawet do lekarza nie mogę się zapisać w normalnym terminie, bo do internisty numerki rozdają raz na tydzień, a do ginekologa dopiero pod koniec kwietnia można. A ja tylko po recepty. Kiedyś tak nie było; dzwoniłam do przychodni, że przyjmuję takie a takie leki i recepta była do odbioru następnego dnia. Teraz wizytę trzeba zamawiać, rwał jego mać.

Jakieś pasmo niepowodzeń mnie prześladuje. 

Dobrze, że mam worek szmat i igłę z nitką. 

Tagi: dom Mąż
09:25, sokramka
Link Komentarze (4) »
sobota, 09 marca 2013

I szarego, polarowego szalika, który był już trochę dziurawy powstał płaszczyk dla panny Rudej. 

Jeszcze zima zawitała, więc pomysł wydawał się trafny, tym bardziej, że mam sporo domowych stresów. Z chłopem jak nigdy jesteśmy blisko, bo to nasze wspólne stresy. Nikomu nie życzę takich przeżyć, nawet największemu wrogowi. Dlatego musiałam się odstresować łapiąc igłę w rękę. 

Płaszczyk ma trzy małe zapinki, jest ze starych spodni, ale wygląda jakby był z kanapy ;))))) "futro" to stary, polarowy szalik. Wzór trochę zmodyfikowałam, bo autorce wykroju nie dosięgam do pięt. Nie umiem wklejać aktywnych linków typu: "stąd" i klik w słowo i chop na stronkę. Polecam więc wejść w moje zakładki "Świat Barbie i Kena". 

O losie, daj mi siłę, żebym tego stresa mogła przezwyciężyć. 

W planach mam kilka spódniczek. Aha - wszystko jest total hand made!

Tagi: moje hobby
15:49, sokramka
Link Komentarze (7) »
środa, 06 marca 2013

Młody już od niedzieli mówił, ze go boli głowa. Pokasływał i dokuczał mu ból gardła. Ogólnie na samopoczucie nie narzekał, nie chciał iść do lekarza. No weź i zaprowadź do konowała na siłę siedemnastolatka o wyglądzie dwudziestolatka... Wczoraj musiałam pojechać do szkoły, żeby go zwolnić z lekcji i odebrać. Pisał mi smsy, że nie wyrabia, że napisze tylko sprawdzian z geodezji i musi wracać do domu, do łóżka. Po powrocie władował się od razu pod kołdrę. Dziś spał do 10.00. Pytam: jak się czujesz? Słyszę: wegetuję...

Mała w poniedziałek poinformowała mnie, że kłuje ją w gardle. Nie pomógł syropek na gardło. Wczoraj rano miała już gorączkę; 38,7. Zaczęłam zbijać lekarstwem i wieczorem było już 37,5. Dziś idziemy do lekarza, bo na wczoraj nie było już wolnych numerków w przychodni. Kaszle jak stary gruźlik i ogólnie nie może mówić. Szepcze. 

Myślałam, że choróbska ominą moją rodzinę. 

Tagi: zdrowie
10:45, sokramka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 05 marca 2013

 Wczoraj byłam na kolejnym „teście inteligencji”. Trwał krótko, było mniej pytań niż przy poprzednich spotkaniach i mniej kandydatów (coś około 50 osób). Mam na myśli tutaj tę ofertę, o której od grudnia zapomniałam, a oni przypomnieli się całkiem niedawno. Z tamtych dwóch poprzednich testów nic nie wyszło. Ostatnio w ogóle nic nie wychodzi. Czytając zaprzyjaźnione blogi odnoszę wrażenie, że idzie ku gorszemu i tak naprawdę muszę cieszyć się z pracy na mopie. Mało kasy bo mało (wręcz głodowo) ale jakaś jest.

 Natomiast wyrobiłam sobie kolejną znajomość urzędową ;) Moja poprzednia znajoma pani urzędniczka, która zostawała po godzinach już pracuje w normalnym zakresie. Teraz zostaje młoda dziewczyna, która jest do bólu osobą skrupulatną i dokładną. Jeśli czegoś nie zrobi w danym dniu będzie dotąd siedzieć, póki nie skończy.

 Sympatyczna dziewuszka, lat 26 również nadziwić się nie mogła, że nie ma dla mnie pracy w zawodzie lub w zajęciach pokrewnych, które mogłabym śmiało wykonywać. Od słowa do słowa okazało się, że jej rodzice mają dużo wspólnego z branżą budowlaną, w której ja spędziłam 7 lat. Sama mnie poprosiła o to, żebym wysłała jej moje CV, ona pokaże ojcu i może coś się pomoże.

 Byłam zdziwiona, ale i miło zaskoczona. A moja nowa znajoma otwarcie przyznała się, że czerpie satysfakcję z niesienia pomocy innym. I tu kłócą się moje dotychczasowe opinie o polskiej młodzieży, która przejawia tylko postawę roszczeniową. A może (tak jak napisała pod jednym postem m_ysz_ka) takie roszczeniowe egzemplarze są po prostu bardziej widoczne?

 Tutaj też przeanalizowałam swoje zdolności interpersonalne, które mają się chyba dobrze i są moją wizytówką. Nie mam obaw rozpocząć rozmowy, jak również nie mam obaw jej kontynuować jeśli tylko jest ku temu okazja. Fakt, że jestem raczej człowiekiem trzymającym się z boku tłumu (nie lubię zjazdów integracyjnych, wesela omijam szerokim łukiem, a imprezowanie wolę raczej w kameralnym gronie) nie dyskwalifikuje mnie w kontaktach międzyludzkich.

 Teraz czekam na kolejny rozwój sytuacji, bo jak zwykle „mają się odezwać”. Wczoraj wysłałam znowu kilka aplikacji. Już mi się nie chce. Uczciwie przyznaję się, że spada mi tempo aktywizacji zawodowej. Poddać się nie mogę, sprzątanie nie hańbi, ale to nie jest zajęcie, które będzie mnie obowiązywać do emerytury.

 

 

Tagi: ludzie praca
12:26, sokramka
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 marca 2013

Gdyby żyła, wczoraj kończyłaby 58 lat. Moja Mama miała wczoraj urodziny. Zodiakalna rybka, tak jak ja ;) Cudowna przewodniczka, mentorka, autorytet. Mądra, obdarzona oazą spokoju kobieta. Wyrozumiała, a jednocześnie inteligentnie życiowa. Moja największa przyjaciółka, mój lekarz, moja nauczycielka. Zawsze chciałam być taka jak Ona. Pewnie, że nie jestem, bo każdy musi być przede wszystkim sobą. Mamy siostry były zazdrosne o nasze relacje brata z Mamą. Kiedyś któraś powiedziała, że to chore - tak kochać matkę. Może i chore; nie wiem, musiałby ocenić to fachowiec. 

W 2008 r. pokonał Ją rak. Jeden z najgorszych złośliwców. Długo wypominałam sobie, że zbyt mało robiłam, żeby Jej pomóc, wesprzeć Ją, ale psychiatra uświadomił mi powagę sprawy i zdołałam się pogodzić z Jej śmiercią. 

Dobrze zapamiętać Jej obraz na zdjęciach sprzed choroby: uśmiechniętej, jeszcze nie osiwiałej kobiety, w objęciach swoich wnuczków. 

Kocham Cię Mamo!

Tagi: mama urodziny
09:03, sokramka
Link Komentarze (3) »