Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
poniedziałek, 30 marca 2015

...z którym nie potrafię się uporać. Tzn. sam problem wiem jak rozwiązać (niby), ale bardziej dławi mnie strach, że znowu mi się nie uda :(

Czy wśród czytających jest może jakiś pracownik RWE Stoen??? Proszę o kontakt na priv... Wciąż wierzę, że jednak są wokół mnie Ludzie.

14:08, sokramka
Link Komentarze (3) »
piątek, 27 marca 2015

Rozszalałam się ostatnio w babeczkach. Po pierwsze znalazłam jakaś starą książkę kucharską mojej Mamy z samymi babeczkami, a po drugie sama szukałam czegoś nowego, innego, wiosennego...zielonego ;) 

Bożeno: za Twoim zapytaniem spieszę z opowieścią o zielonych, wegańskich babeczkach ;) Znalazłam jakieś przepisy w internetach, ale je trochę pozmieniałam i zapewne weganie by mnie zlinczowali, bo dodałam jaja. Nieważne. W każdym razie babeczki są na słodko i oto podaję przepis oraz fatalnej jakości zdjęcia:

* 3 jajka, 
* 1 szklanka mąki,
* 1 szklanka wiórków kokosowych,  
* pół szklanki cukru,
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
* 1/3 szklanki oleju,
* 1 szklanka szpinaku (poniżej opowiem więcej o nim),
* 1/2 szklanki mleka,

Klasycznie zaczęłam ucieranie jaj z cukrem. Długo i namiętnie, tyle, żeby cukier nie zgrzytał, a masa pozostawała bardziej biała niż żółta ;) Następnie dodawałam pomału mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia na zmianę z olejem i mlekiem. Kiedy wszystkie składniki dobrze się wymieszały dodałam wiórki kokosowe i z lekka wymieszałam mikserem na niskich obrotach. I teraz szpinak - kupiłam mrożony i pozwoliłam mu się rozpuścić. Odlałam nadmiar wody i samego "mięcha" wyszła mi pełna szklanka. Nadmienię, że w paczce jest 400 gr. Szpinak dodałam na samym końcu mieszając całą masę łyżką. Piekarnik nagrzałam jak zwykle do 160 st C (termoobieg), a w przypadku opcji góra+dół do 180 st C. Nakładałam w moje super przydasiowe foremki silikonowe i pieklam ok 20 min. PYCHA! Szpinak jest w ogóle nie wyczuwalny, bowiem łamany jest słodyczą kokosa, a kokos nie jest przesadnie słodki, bowiem łamany jest smakiem szpinaku ;)

 

Kolejne babeczki na jakie się szarpnęłam to bananowe z czekoladą ;)

Potrzebujemy:

* 300 gr mąki pszennej,
* 2 łyżeczki proszku do pieczenia,
* 125 gr masła,
* 200 gr cukru,
* 3 jaja,
* 3 duże dojrzałe banany,
* ćwierć szklanki mleka,
* 150 gr gorzkiej czekolady,
W oryginalnym przepisie było jeszcze 100 gr orzechów włoskich, posiekanych, ale ja nie miałam.

Klasycznie: ubić jaja z cukrem na jasną masę mikserem. Nigdzie nie podaję (a powinnam), że do ubijania jaj czy białek na pianę dodaje się szczyptę soli, wtedy jaja lepiej i ładniej się ucierają. Utrzeć masło i nie przerywając czynności połączyć z "ocukrzonymi" jajami. Następnie wrzucamy suche składniki, mleko i ugniecione banany. Czekoladę musimy zetrzeć na tarce i wrzucić do masy. Wymieszać juz ręcznie. Tak samo orzechy. Wykładamy do foremek i pieczemy jak w przepisie powyżej: 180 lub 160 st C.

Tych babeczek wychodzi więcej, a z poprzednich przepisów wychodzi ok 18-20 szt.

Smacznego! 

Tagi: przepis
17:33, sokramka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 marca 2015

Już po samym tytule można się domyślać, że jeden film mnie zachwycił, a drugi tak już trochę mniej. Oba oglądałam kilkanaście dni temu, nie miałam jednak czasu, ani weny, żeby streścić moje doznania. 

Dziś nadrabiam zaległości. Na początek poszła Ida, Film, który zdobył Oskara moim zdaniem był... nijaki-taki. Obejrzałam, owszem, nawet z zainteresowaniem, bo taki rozreklamowany, bo o ważnych tematach mówi, bo głęboki itepe. I na tym się skończyło. Nie wiem skąd się biorą te wszystkie negatywne opinie o filmie, że obraz jest "antypolski", że jest ideologiczny, że przeciw komuś tam... Osobiście niczego takiego w tym filmie nie widziałam i nie zrozumiałe jest dla mnie stanowisko skrajnej prawicy, chyba, że oni od tego są, aby krytykować wszystko co w treści może dotyczyć Żydów. Prawica dla mnie nie zna tej szarości właśnie - posługuje się ostrą mową, wyrażaną w skrajnych epitetach. Dla mnie jest to film... o ciszy. Słów w nim mało, za to obraz, szary i bez wyrazu ma zmusić mnie do dobrania barw po swojemu - kto tu jest biały, a kto czarny. Ida jest obrazem o dwóch kobietach, które gdzieś tam, w powojennej Polsce spotykają się na jakimś etapie swojego życia i dowiadują o rzeczach, które wywracają owo życie. Przecież takie sytuacje zdarzały się i nadal zdarzają bez pisania scenariusza, więc o co tu naprawdę chodzi? Historie o Idzie oceniam na 6, za muzykę, za rolę Dawida Ogrodnika i za Agatę Kuleszę, która cenię bardzo. Agata Trzebuchowska jako Ida była dla mnie zbyt drewniana, może taka musiała być, ale mnie to nie przekonuje. 

***

Nie ma chyba człowieka, który nie słyszałby o Zbyszku Relidze. Na Bogów miałam już chrapkę kiedy obraz pokazał się w kinach. Niestety - różne życiowe przypadki nie dały mi iść na ten film do wspomnianego przybytku kultury ;) Kiedyś już wspominałam, że lubuje się w biografiach, tak pisanych jak i fabularyzowanych. Bogowie położyli mnie na kolana, oglądałam film przygryzając wargi i śledząc każdy krok Religi w dążeniu do doskonałości. Bo on chciał byc doskonały. Tytuł fenomenalnie dobrany do jego postaci. 

Na marginesie dodam, że zawsze imponowali mi ludzie nauki ze swoim podejściem do życia i do ratowania wspomnianego życia. Jest w filmie taka scena, gdzie dr Marian Zembala tłumaczy żonie pacjenta, który będzie miał przeprowadzony przeszczep o następstwach zabiegu. Żona natomiast zadaje doktorowi proste, acz wielce ważne dla niej pytania: czy on się po tym przeszczepie aby nie zmieni? Czy on mnie jeszcze będzie kochał? Na co doktor: serce to jest tylko pompa. Na co kobieta: ale w sercu są uczucia. Jak odmienne poglądy... 

Walka z systemem i wielka determinacja uczyniła z Religi boga kardiochirurgii. Niestety, polityka już go próbowała zeszmacić, do tego nałogi, z którymi się nie krył niszczyły nie tylko jego osobiste życie, ale i życie najbliższych.  Ale nie mnie to oceniać. Wiemy, że jego wkład naukowy w kardiochirurgię jest ogromny. Film pokazał mi chyba te najważniejsze momenty z życia profesora i one mnie zachwyciły. No i Tomasz Kot, który nie należy do moich ulubieńców, ale jako aktor biograficzny (tak mówi o nim wiele osób) stworzył niemalże klon profesora. I jeszcze jedno: profesor deklarował się jako ateista ;) Na 10 możliwych Bogowie dostają ode mnie 10. 

 

Teraz na Wall Street czeka na mnie wciąż Wilk ;) no i zanęcona opisem Justka muszę do listy dorzucić szwedzki dramat "Zjazd absolwentów". 

Tagi: film
13:46, sokramka
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 23 marca 2015

Jak się dołuję to albo rysuję, albo szyję, albo się umuzykalniam, albo sprzątam, albo kucharzę ;) Kurde, iloma rzeczami można sobie poprawić humor ;) 

Dziś Mania ma basen, ale przyszła z nią ze szkoły jej klasowa koleżanka. Zrobiłam czekoladowe babeczki. Dlaczego nie mam się podzielić przepisem? 

Potrzebujemy:

* 150 gr. masła
* 60 gr gorzkiej czekolady
* 1/2 szklanki kakao
* 3/4 szklanki mąki
* 1 łyżeczkę proszku do pieczenia
* 2 duże jaja
* 1 szklankę cukru
* troszkę aromatu waniliowego (ja dałam pół łyżeczki)
* kubeczek śmietanki 18% (ok. 200 gr)

Wykonanie:

Masło i czekoladę pokruszoną rozpuszczamy w rondelku na malutkim ogniu, kiedy wszystko się rozpuści wsypujemy kakao i energicznie mieszamy. Pozostawiamy do przestygnięcia. Ucieramy jaja z cukrem (+ odrobiną soli) aromatem waniliowym, a następnie dodajemy pomału mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Następnie po łyżce wkładamy śmietankę nie przestając używać miksera. Na końcu dodajemy masę czekoladową i mieszamy już na niskich obrotach do czasu połączenia się wszystkich produktów.

Osobiście używam foremek silikonowych odkąd zakochałam się w tymże produkcie przy pieczeniu chleba, ale każdy może użyć foremek do babeczek jakie aktualnie posiada. Mnie wyszło takie papko-ciastuszko ;)

Nakładamy po jednej dużej łyżce do foremki i pieczemy w termoobiegu (temp. 160 st. C) w opcji góra+dół temperaturę podwyższamy do 180 st C.

Wychodzą takie małe, figlarne murzynki ;)

Smacznego! 

 

Tagi: przepis
16:42, sokramka
Link Komentarze (5) »
niedziela, 22 marca 2015

Od kilkunastu dni miewam gigantyczne doły. Każdy kto mnie zna wie, że jestem typem jesienno-zimowym, a nie wiosenno-letnim. Ostatnie bombardowania promieniami słonecznymi sprawiają, że często boli mnie głowa. Okulary i daszek przeciwsłoneczny to moje coroczne atrybuty. No cóż - taki typ. Można się ze mnie śmiać - proszę bardzo - jak to można nie lubić słońca?! Ano można. 2-3 dni jeszcze zniosę, ale później może już się ono schować za niegroźnymi chmurami. Odżywam dopiero wieczorem, kiedy słońce schowa się za płotem i nie razi w oczy. 

Wypala mnie wiele rzeczy, choc wiem, że jest to sytuacja przejściowa, bo z depresją nie ma to nic wspólnego. nadal mam chęci się uczyć, szukać dobrej, godnej pracy, ale wielki entuzjazm opadł. 

W domu zmiany - młodzi zamierzają się wyprowadzić. Nie stanie się to jednak na dniach, bo nowe mieszkanie trzeba wyszykować, a na to potrzebny jest czas i pieniądze. Prace remontowe w domu zostały więc ze strony Uszaka wstrzymane. Całą energię chce przelać na nowy lokal. Ale... Szanowny już zaproponował rozbudowę tegoż wolnego terenu po Uszaku swojemu kolejnemu synowi.

Pacholę jest chore, a dokładniej ma chore genitalia. O szczegółach pisać nie będę, ale osobiście nadal uważam, że Okularnica nie dojrzała do roli matki. I wcale nie chcę być tutaj "dobrym człowiekiem". Pisząc te słowa chcę z pełna świadomością podkreślić, że dużo winy w opiece nad pacholęciem leży po stronie Okularnicy. To trzeba widzieć, żeby móc tak powiedzieć. Po obserwacji i wnikliwej rozmowie z Szanownym doszliśmy do wniosku, że jednak posiada ona znikome upośledzenie umysłowe. Nie moja to jednak sprawa.

Pisanie pracy stanęło mi jakimś kołkiem w gardle (w palcach), zatrzymałam się na napisaniu wstępu i konspektu, który został zaakceptowany przez mojego promotora. Dobre i to ;)

Zabijając stany zdołowania staram się dużo czytać. na urodziny dostałam wiele ciekawych książek, które sprawiły, że szeroki banan pojawił się na mej twarzy :)  nadrabiam tez zaległości filmowe. O doznaniach po "Bogach" i "Idzie" opowiem w innym wpisie. 

czwartek, 12 marca 2015

Czy ktoś mi może powiedzieć, czy taki łagodny kotek: 

Taki przytulaśny i kochany:

Taki do miziania i kochania:

Może być takim drapieżcą i przynosić takie zdobycze:

Ależ oczywiście, że może, bo kot to drapieżca z natury.

Przyzwyczaiłam się do prezentów od swojego pupila, jednak do tej pory znosił żabki, pisklaki, małe myszki. To jest sójka, młoda, ale jednak dla niego duży ptak. Przyjęłam, podziękowałam, pogłaskałam kocurka, ale trup ptaka musiał spłynąć z prądem nocnika... 

Tagi: koty
17:41, sokramka
Link Komentarze (6) »
wtorek, 10 marca 2015

Dziś Dzień Faceta. Mało popularny, mało reklamowany, ale w końcu tym facetom tez się coś od życia należy ;) Od zarania dziejów wiadomo, że mężczyźni znacząco się różnią od kobiet, mogą tylko posiadać mniej lub więcej wymiennych płciowo cech. Wiadomo również, że mój Szanowny to stonowany, wyważony emocjonalnie żółw życiowy, który nijak nie umie okazywać emocji. Wszystko gniecie w sobie. 

I o to właśnie chodzi. 

Od kilku tygodni jest zmęczony, przybity, zamknięty w sobie. Początkowo myślałam, że to wina remontowanego przez nas przedpokoju (że za bardzo wierciłam mu dziurę w brzuchu), ale nie. Chodzi o pracę. Szanowny może ją stracić z dnia na dzień. Przyczyna jest prozaiczna: jego szef, to stary, schorowany człowiek, który większość czasu spędza ostatnio w szpitalach. Taki żywotny starszy pan, który każdą wolną chwilę poświęcał na sport: rower, narty, łódka. Przykre to.

Szanowny bez pracy żyć nie może. Dlatego tworzymy zgrany team - oboje wyznajemy zasady: praca u podstaw, cały naród buduje swoją stolicę ;), kobiety na traktory, 300% normy i takie tam... ;) Jesteśmy jak Bronek Talar (Dom) i Kwiatkowska (Irena do domu). Nie ma leżenia i pierdzenia w stołek. Dla nas świąt nie ma, bo praca nieszczęściem nie jest. A tu taki zonk...

Chłop zaczął właśnie polegiwać i nic nie robić. Wczoraj od niechcenia porżnął drewno do pieca. Umartwia się. Najgorsze jest to, że jego zdołowanie odbija sięczkawką innym. Przestał widzieć jasne kolory życia, a zobaczył nagle te szare i czarne. Przykład: Uszak ma możliwość zdobycia mieszkania, trzeba tam jednak włożyć trochę własnej pracy i mnóstwo pieniędzy. Zresztą w obecnym domu też wszystko opierało się o pracę i kasę. Natychmiast wyszłam z inicjatywą, że podam kontakt do koleżanki z banku, która pomoże załatwić kredyt na preferencyjnych warunkach. A Szanowny metaforycznie złapała mnie za szyję i przygwoździł do ziemi słowami: "a ile to trzeba kasy? a ile czasu i pracy? a kto będzie utrzymywał te apartementy (!) jak Uszak się wyprowadzi? a czy to ma sens?" i w ogóle.

Już chce sprowadzać pozostałych swoich synów, już dzieli skórę na niedźwiedziu, już widzi siebie w nędzy i rozpaczy. I takie marudzenie mam od kilku tygodni. Rozmawiać z nim nie ma co, bo wszystko zbiega się do czarnej dupy, jaką jest finansowa nędza. On i tak nigdy nie brał odpowiedzialności za finanse naszej rodziny, bo tym wszystkim kręcę ja. Ale jakieś ambicje ten chłop ma i widzę, że dołuje go wizja bezrobotnego 50 latka. Wczoraj powiedział mi, że na pewno gdy ja znajdę fajną, dochodową robotę, to on swoją straci i znowu będziemy żyć na poziomie jak dotychczas. 

Muszę go wspierać, bo mi się chłop rozklei totalnie. Póki ma swoją robotę musi ja sumiennie wykonywać i szanować, co zaiste czyni, poza tym z jego zdolnościami mechaniczno-manualnymi na pewno odnajdzie się w świecie pracy. Ja mu już takie CV wysmaruje, że inni polegną w przedbiegach ;)

Tagi: Mąż praca
14:05, sokramka
Link Komentarze (8) »
sobota, 07 marca 2015

No tak. Teraz to się zacznie dla mnie druga młodość :)))))

Teraz to dopiero odetchnę pełną piersią. 

Żart? Być może, ale tego sobie życzę, bo wszystko inne mam - mądre, zdrowe dzieci, kochanego Szanownego, na głowę mi nie kapie i póki co - z głodu nie umieram. 

piątek, 06 marca 2015

Wczoraj zdecydowałam się przekroczyć ten magiczny próg. Tydzień szłam do Okularnicy, ale zdaje się, że zrobiłam dobrze. 

Dziewczę jest strasznie przytłoczone przez otaczający ją świat. Nie ma możliwości wyjść ze swojego kokonu i dać upust swoim myślom. Decyzje podejmują za nią wszyscy, począwszy od rodziców, na Uszaku kończąc. O dziecko dba, a że płacze a ona nie reaguje? Mówi mi, że i tak nic z tym nie zrobi więc akceptuje i znosi. Ma podobno możliwość załatwienia mieszkania, ale... Uszak nie chce się stąd wyprowadzić i ona nie ma nic do gadania. Rozmawiałyśmy chyba z godzinę. O wszystkim. Musiałam wpatrywać się w jej usta, żeby cokolwiek zrozumieć, ale zrozumiałam ;) 

Nie wiem jak będzie wyglądało ich jutro. Wychodzi na to, że Uszakowi nie śpieszno do samodzielności, tę tezę potwierdzał mi też Szanowny, kiedy opowiadał o podejściu budowlanym syna. Jako tatuś bardzo się sprawdza, ale jako głowa rodziny, która ma zapewnić byt na jakimś poziomie to już nie bardzo. 

Czy są ludzie, którym naprawdę na niczym nie zależy? Nie śpieszy im się do wygód? Nie mają parcia na lepsze jutro? Czy tylko ja sobie wyobrażam, że człowiek marząc i realizując sie w tych marzeniach może sobie pokolorować życie? A co z intymnością? Z pragnieniem postawienia szklanki gdzie się chce i jak chce, gotowaniem własnych potraw, sprzątaniem bądź brudzeniem? Przecież kibel i zlew same się nie myją. 

poniedziałek, 02 marca 2015

Tyle lat skończyłaby dziś moja Mama, gdyby żyła.

Skorzystałam z tego, że moje mopowanie zajmuje mi kilka godzin porannych i po 11.00 wybrałam się na cmentarz. Podejrzewam, że pracując na normalnym etacie, ośmiogodzinnym, nie miałabym takiej szansy. Na miejscu uprzątnęłam nagrobek, zapaliłam znicz. Cmentarz był prawie pusty. Podróż minęła mi na czytaniu książki, pożyczonej od koleżanki z pracy. 

Muszę poszukać jakiegoś specyfiku na granit. Literki wycięte na nagrobku zaczynają zlewać się z kolorem kamienia w jakim są zrobione. Przydałoby się coś, co ten napis rozjaśni. 

Mama lubiła muzykę z szerokiego wachlarza. Jeden z Jej ulubionych utworów: