Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
wtorek, 26 kwietnia 2016

Nie będzie dobrych wieści. Zdechła mi wczoraj czarna kotka :-( Jest mi tak cholernie przykro, bo aż przychodzą nam z Szanownym takie myśli do głowy, że szkoda brać jakiekolwiek zwierzę do domu, bo zginie. 

Najpierw mieliśmy Psotkę. Psota była trikolorką. Pobyła u nas ze trzy tygodnie i... zniknęła. Wyszła i nie wróciła. Tak jakby komuś się spodobała i ktoś ją sobie przygarnął. Potem my przygarnęliśmy Tygryska, a za rok wzięliśmy do pary czarną Pumę. Pisałam o tym gdzieś na blogu, jak Tygrys zginął pod kołami samochodu. Zakopany jest w ogródku. Później wzięliśmy dwupak - brata z siostrą. To była Aszka i Urwis. Kiedy Aszka skończyła rok również zginęła pod kołami samochodu. 

Puma wczoraj rano jak zwykle wróciła na posiłek, który im codziennie szykuję. Usiadła i zamknęła oczy. Była totalnie osowiała, ale nie miała żadnych obrażeń ani widocznych ran. Nic nie zjadła i położyła się pod krzesło. Kiedy Mania wróciła ze szkoły pod naszym łóżkiem znalazła kałużę krwi. Potem Szanowny mówił, że było jakieś pół szklanki. Okazało się, że kotka pod łóżkiem wykrwawiła się z przewodu pokarmowego. Na pyszczku miała resztki śliny i łapki były również od tego wilgotne. Tak jakby chciała sobie coś usunąć z pyszczka. 

Zakopaliśmy ją w ogródku obok Aszki i Tygrysa. Strasznie przykro. 

Mamy kilka teorii co do śmierci kotki: 
a) potrącenie przez samochód - brak oznak zewnętrznych, uszkodzenie narządów wewnętrznych, po czym smierć,
b) zjedzenie trucizny - nie wiem, trutki na szczury, w konsekwencji zatrucie i śmierć,
c) zjedzenie myszy, która wcześniej zjadła trutkę - konsekwencje j.w.
d) w końcu nawet jakaś nie wykryta choroba nowotworowa, jakis wrzód, guz, który pękł i spowodował wykrwawienie,

Nie znamy przyczyny, a sekcji zlecać nie będziemy. To i tak kotu życia nie wróci.  

Wiem, może ktoś powie, że jesteśmy nieodpowiedzialni biorąc kota do wychodzącego domu, licząc się z tym, że wpadnie pod samochód, albo ktoś kota ukradnie. Ale nie wyobrażam sobie więzić zwierzęcia w domu, w którym warunki pozwalają mu na swobodne przebywanie na wolności. W bloku, na piętrze - rozumiem, ale nie na działce. Sama widziałam wiele razy jak moja ciotka, posiadająca dwa psy i kotkę, zakazała wypuszczać jej na dwór. Tam u ciotki akurat do samochodów daleko, jeden pies po sąsiedzku, większych zagrożeń niet. Kotka ciotki non stop siedzi w oknie i miauczy. Psy wychodzą - kotce nie wolno. Do tego kocie wc to zwykła kuweta wyłożona.... gazetami, bo ciotka twierdzi, ze kotu wszystko jedno. 

Mówcie sobie co chcecie, ale po wakacjach mamy zamiar przygarnąć kolejnego kociaka potrzebującego domu. Urwis nie może być sam.

Puma skończyła w tym roku 5 lat. 

Tagi: koty
19:19, sokramka
Link Komentarze (7) »
niedziela, 24 kwietnia 2016

Dawno już nie karmiłam swojego umysłu lansem intelektualnym. I oto wczoraj wieczorem nadeszła okazja, dzięki której znowu poczułam te doznania, które rodzą motyle w brzuchu. 

Koleżanka ogłosiła na FB, że ma wolny bilet do Teatru Wielkiego na balet "Burza" wg Szekspira. Pomyślałam: czemu nie? Balet to z rozrywek teatralnych chyba moja najbardziej ulubiona dziedzina :-) Nie żałuję. Wręcz przeciwnie-polecam wszystkim, którzy kochają się w tym specyficznym tańcu.

Sztuka Szekspira o tym samym tytule jest raczej mało znana. Sama musiałam ją sobie wygooglać i chociaż przeczytać zarys fabuły. Dla mnie jest to opowieść o miłości, tęsknocie, relacjach między młodszymi i starszymi. 

Tytułową burzę wywoływał na instrumencie zwanym "bęben daf" aktor Abbas Bakhtiari. Aktor grał również główną rolę starego Prospero. Co ciekawe rolę opiekuńczego ducha Ariela odgrywał tancerz Kristof Szabo. Kto oglądał pierwszą edycję (obecnie już nudnego) programu You Can Dance, ten zapewne skojarzy postać tego młodego artysty. Dodam, że niezwykle przystojnego artysty ;-) 

Owacje na stojąco należały się bezsprzecznie. Spektakl w dwóch aktach i czterech scenach. Prostota scenografii, ale przez to można było dzięki cudownej choreografii przedstawić burzę morską za "pomocą" ludzi. Uczta dla oka. 

Polecam naprawdę gorąco, bo warto. Czasem dla samego odchamienia i czasem dla doznań emocjonalnych. 

A tu: internetowa zajawka.

20:47, sokramka
Link Komentarze (4) »
piątek, 22 kwietnia 2016

Kilka dziergadełek z ostatnich dni:

Bluzka i spodenki w słonecznym kolorze:

Szydełkowa sukienka:

Oraz kurteczka z czerwonego szalika polarowego. Wiem, że sezon jesienno-zimowy juz się skończył, ale nie mogłam się powstrzymać ;-)

Dodam, że modelka jest Maniutkowa, trochę ma buźkę przybrudzoną i ponadgryzane paluszki. Marzy mi się taka prawdziwa lalka Barbie z ruchomymi kończynami i poruszanym tułowiem. Wiem, głupieję na starość, ale szyć i dziergać lubię dla takich panien ;-)

Miłego piątku!

Tagi: moje hobby
08:52, sokramka
Link Komentarze (5) »
czwartek, 21 kwietnia 2016

Trochę żałuję, że nie jeżdżę autem do pracy, bo zaczynam się czuć jak niedzielny kierowca ;-) Do sklepu po zakupy i może na uczelnię dwa razy w miesiącu. Ale z drugiej strony poruszając się komunikacją miejską oszczędzam czas, pieniądze i do tego bywam świadkiem różnych sytuacji. Czas oszczędzam, bo nie stoję w korkach, pędzę po buspasach, albo wracam pociągiem, który omija miejski gwar. Pieniądze, bo nie wydaję np. 300 zł na benzynę miesięcznie, tylko korzystam z miesięcznego-studenckiego. A sytuacje zdarzają się różne.

Jechałam kiedyś autobusem, który był przepełniony ludźmi, ale jeszcze można było się wcisnąć. Słychać było dziwne warczenie co jakiś czas. Kiedy przesunęłam się bliżej siedzeń okazało się, że na jednym z nich siedzi mężczyzna mocno śpiący i... chrapiący jak niedźwiedź ;-) Nie był to żaden menel - ot facet po prostu był śpiący ;-)

Innym razem wsiadł chłopak w wieku ok 35-39 lat ze złamaną nogą, o kulach. Nikt niestety miejsca mu nie ustąpił. A wydawało się, że równouprawnienie to transakcja obustronna. Bo kiedy my kobiety walczymy o dostęp do "męskiego" świata, to chyba powinnyśmy dać dobry przykład i odwzajemnić się tym samym mężczyznom. Czy facet ze złamaną nogą wzbudza mniej współczucia niż kobieta??? Dodam, że siedziały w autobusie w większości młode dziewczyny, które albo też spały, albo czytały książkę, albo miały słuchawki w uszach.

Mała dygresja: mój syn stwierdził, że w komunikacji miejskiej powinna być specjalnie wyznaczona strefa z miejscami siedzącymi dla czytających książki ;-) Uniknęłoby się wtedy wielu pasażerskich nieporozumień.

Zdarzyło mi się też kiedyś być świadkiem omdlenia kobiety. Kobietę pochwycono i posadzono. Pani mogła mieć jakieś 50+. Wysiadła na tym samym przystanku co ja. Przed pracą zawsze wchodzę sobie do pobliskiego sklepiku po śniadanie. Kiedy wracałam zobaczyłam, że owa kobieta leży na chodniku, nad nią zebrał się tłum, a z daleka słychać było sygnał karetki. Zakończenia tej historii nie znam :-(

Podróż komunikacją to również bardzo dobra okazja do nadrobienia pozycji czytelniczych. Nie ukrywam, że cały czas szaleję i czytam, czytam, czytam. Mam w planach: życie Curie-Skłodowskiej, Bodo, Kościuszko oraz "Przewodnik po depresji" Jastruna.

Miłego czwartku!

Tagi: ludzie miasto
08:50, sokramka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 12 kwietnia 2016

- Wiesz, że kończy ci się umowa próbna o pracę?

- Wiem,

- No i jakie są twoje spostrzeżenia do tej pory i czy chcesz dalej z nami współpracować?

- Ja chcę, tylko cz wy chcecie ze mną? ;-)

- Ja zastrzeżeń żadnych nie mam. Ok, to wnioskuję do komendanta o przedłużenie umowy, bo mnie kadrówka już w tej sprawie ściga.

 

:-)

Tagi: praca
13:32, sokramka
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Zaczął się już w piątek. Umówiona z dawno nie widzianą koleżanką postanowiłam zawitać na piątkowej demonstracji w obronie ustawy antyaborcyjnej. Bo jestem za aborcją w tych trzech przypadkach dostępnych dziś, a nawet mogłoby to prawo zostać zliberalizowane. Tak, tak - ja i demonstracja - coś niebywałego, prawda? Jednak jeśli ktoś próbuje uprzedmiotowić kobiety i sprowadzić je do roli inkubatora to i we mnie coś się zagotowało. Widziałam nawet taki transparent: "zasadniczo nie chodzę na demonstracje, ale teraz to już się wkurwiłam". Tak samo i ja.

Piątkowy wiec zgromadził mało narodu, ale był bardzo ciekawy merytorycznie. Żadnych zbędnych okrzyków, ataków czy sloganów zabijających główną idee. Zrobiono nam wspólne zdjęcie i gdyby oko obiektywu aparatu fotograficznego przesunęło się o kilka centymetrów, byłabym na stronie Frondy jako "margines społeczny, czyli kobieta z wieszakiem w dzisiejszej Polsce" ;-)

Ponieważ język wroga należy znać, oprócz portalu Fronda zaglądam jeszcze na niezależną.pl ;-)

W sobotę była już ze mną Bezcielesna oraz koleżanka z piątkowego spotkania. I tu myślałyśmy, że treści ideowe demonstracji będą o wiele ciekawsze niż z dnia poprzedniego. Nie wiem jak Bezcielesna, ale ja i moja koleżanka odniosłyśmy wrażenie, że to spotkanie rozhisteryzowanych dziewcząt, domagających się "fruwającej waginy pośród chmur". Tak, tak, jeden z takich tekstów wleciał do naszych uszu. To był zdaje się tekst jakiejś piosenki.

Po kilkukrotnym machaniu wieszakiem z napisem: "moja macica = mój wybór" ;-) postanowiłyśmy zmyć się zniesmaczone do najbliższej knajpki na kawę. Przyjemniej jest porozmawiać o rzeczach słusznych w inteligentnym towarzystwie niż słuchać rozwydrzonych bab.

Szczerze - zawiodłam się troszkę na sobotniej demonstracji.

W niedzielę zajęłam się domem, choć nie do końca, bo znowu dopadł mnie "zespół niespokojnych rąk". Wydziergałam na szydełku komplet dla lalki. Zdjęcia później, bo robi się jeszcze panier pod suknię dla lalki. Kto nie wie co to - niech sobie wygoogla. Sama tez nie byłam tak oświecona jak się to to zwie i musiałam szukać po hasłach skojarzeniowych.

Tym czasem jest poniedziałek - masa roboty, dwa wnioski do przygotowania, jeden do poprawy.

Miłego tygodnia życzę wszystkim Czytaczom, Przyjaciołom, Znajomym i Wrogom ;-)

czwartek, 07 kwietnia 2016

Wczoraj byłam u Szefa na dywaniku. Żeby nie było - wszystko dobrze się skończyło, bo mój główny przełożony to przyzwoity człowiek, z poczuciem humoru i dystansem do życia. Ale co się nasłuchałam to się nasłuchałam :-) Otóż od samego początku źle robię wnioski. W sumie to mogłabym się bronić na całego, bo zmarnowałam tyle cennego czasu od początku umowy o pracę, że szkoda gadać. Okazało się, że szkolili mnie z rzeczy, z którymi będę mieć mało do czynienia, ale cóż - resort.

Mogłabym również skarżyć na niedopilnowanie tematu przez mojego bezpośredniego przełożonego, który również jest facetem ok i po telefonicznej ze mną rozmowie obiecał ludzką help.

Nie skarżyłam, broniłam się dyplomatycznie i działam dalej. Do poprawy mam dwa wnioski marcowe (przeterminowane), a w zanadrzu trzeci do zrealizowania na kwiecień.

Najgorsze jest to, że tu, w resorcie panuje dziwna polityka spychologii. Nie spotkałam się dotąd z aż tak ogromnym zrzucaniem odpowiedzialności. A pracowałam w wielu firmach - prywatnych jak i państwowych. Nikt nic nie wie, to nie ja, nie wiem, są zwrotami nader popularnymi. Działają enklawy pokojowe i tak jak nasza grupa (cztery baby i dwóch chłopów) trzymamy się razem i wspieramy, tak dzieje się praktycznie w każdej sekcji. Musze się do tego przyzwyczaić.

A dziś organizowane jest spotkanie integracyjne, na które oczywiście nie idę, bo nie lubię takich spędów ;-) Zresztą moje koleżanki z pokoju są tego samego zdania. Mamy w planach naszą, prywatną integrację.

Koniec kwietnia to również koniec mojej umowy próbnej. Ale wiem, że zakład pracy ma zamiar przedłużyć ze mną umowę ponieważ wysyłają mnie na kilkudniowe szkolenie z zamówień publicznych, objęte umową lojalnościową. Gdybym chciała odejść musiałabym za te szkolenie oddać kasę ;-)

Tagi: praca
09:25, sokramka
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 04 kwietnia 2016

Miał być naukowo-uczelniany, ale pojechałam tylko podstemplować legitymację i stwierdziłam, że więcej stracę siedząc na nudnych wykładach, niż będąc w tym czasie w domu. I rzeczywiście. Do skończenia był kocyk ;-) do posprzątania wykładzina w przedpokoju z ptasich piór (efekt kociego śniadania). Potem przyjechali do nas Scareface z Blondyną i Królewną.

W domu obserwowałam przyrodę. Tak, tak - ja obserwowałam przyrodę ;-) ale kwiatów nadal nie lubię i chyba się nie przekonam. No chyba, że kiedyś..... i nie mów nigdy - nigdy ;-) Otóż okazuje się, że mamy w oczku żaby, które złożyły skrzek. Tak więc będą kijanki i małe żabki. Już można usłyszeć o świcie i wieczorami miłe da ucha żabie gruchanie. Boimy się tylko czy czasem nasze koty nie będą chciały potraktować żabek jako przystawkę przed obiadem :-( Ale miejmy nadzieję, że tak nie będzie.

Kocyk ukończyłam w niedzielę. Został spakowany i w najbliższym czasie powędruje do Królewny. Niedzielny obiad skończył się w końcu otwarciem sezonu grillowego, zimnym piwem i siedzeniem obok chłopa i córki na ławce podwórkowej. Miło.

A poniżej moja przyroda domowa:

I ukończony kocyk:

Miłego poniedziałku! I całego nadchodzącego tygodnia ;-)