Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
sobota, 31 maja 2014

Zgłupiałam na stare lata ;) W przyszłym roku kończę 40 lat, a dziś kupiłam sobie… rolki. Oczywiście nie jakieś tam markowe, za nie wiadomo ile, ale znalezione w ogłoszeniach tablicy (przepraszam – olx.pl) używane, za całe 40 zł. Zrobiłam to, bo od dłuższego czasu chodziło za mną jakieś dodatkowe, rekreacyjne spędzanie czasu. Rower to zdecydowanie za mało, a na siedzenie przed komputerem, czy nawet na kanapie z książką nie mam ostatnio ochoty. Poza tym moja córka ma też niedawno kupione rolki (chyba pisałam, że również z ogłoszenia tablicowego) i wdraża się w to bardzo szybko.

Dziś dodałam jej swoim zachowaniem wiary w siebie. Ponieważ moja jazda jest nijaka, albo prawie żadna (kiedyś słabo jeździłam na łyżwach) prosiłam córkę o… lekcje jazdy. Robiłyśmy to na podwórku, bo na razie trochę się wstydzę ;) Och jaka była dumna i blada, że może mamie pokazywać jak prawidłowo trzymać postawę, jak balansować ciałem. A mnie (przyznam szczerze) sprawiało to radochę.

Rolki – mój nowy sposób na spędzanie wolnego czasu na świeżym powietrzu. I muszę przyznać – podoba mi się to.

Tagi: Rolki
19:32, sokramka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 maja 2014

Szybko zleciał. Cały zeszły tydzień stresowałam się zbliżającą, letnia sesją. Już w piątek nie poszłam na wieczorne zajęcia, bo kończyłam referaty z prawa karnego. Oddałam je w niedzielę.

Sobota była bardzo gorącym dniem, a ja okropnie odczuwam takie temperatury; w zimę mogę na siebie założyć tysiąc swetrów i palić meblami w piecu ;) a w taki upał z własnej skóry się nie rozbiorę. Cierpiałam w ławce. Jednak ok. godziny 13.00 zerwałam się z reszty zajęć, idąc na tzw wagary. Umówiłam się z Bratem, że pojedziemy na targi książki. Przed stadionem była taka smażalnia, że dość już miałam w połowie drogi. Ale jednak udało mi się zakupić trzy interesujące pozycje z zakresu historii, w cenach po 9.90 każda. Na takie zakupy intelektualne jeszcze mnie stać ;)

Nie wchodziliśmy na koronę, bo tam bilety – płatne. Szkoda, bo mogłam się zobaczyć z Bezcielesną. Ale nie mieszkamy na skrajnych końcach Polski, żeby móc się kiedyś spotkać.

Wracając do domu wiedziałam, że trwa w nim mały remoncik. W piątek zostawiłam mieszkanie nadające się do użytku. Zmywarka i zlew puste, kosz na brudy oczyszczony, tak więc miałam świadomość, że po powrocie zastane sajgon. Nie myliłam się – z tym, że przymknęłam oczy na taki stan rzeczy, gdyż w łazience zobaczyłam podwieszany sufit z zamontowanym oświetleniem. To będzie teraz jedyne pomieszczenie, które jest wyremontowane na tip-top w czasie remontu ciągnącego się od trzech lat. Kiedyś może staniemy na nogi pod względem finansowym i wyremontujemy resztę pomieszczeń, a zwłaszcza kuchnię.

W niedzielę miałam pierwszy egzamin z sesji. Trochę się bałam, ale w kolektywie pracuje się lepiej ;) Dobrze, że czasem tak można. Poszło gładko.

Wracając z uczelni wstąpiłam na wybory. Taka powinność. Potem wypchnęłam chłopa. Spytał: na kogo głosowałaś? Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Odparł: aha, to ja pójdę za twoim tokiem. Syn mój zażartował, że mogłam go wcześniej urodzić, bo 18 lat kończy dopiero we wrześniu. Ale potem dodał, że sobie to odbije i pójdzie zagłosować w wyborach  samorządowych.

W tym tygodniu mam jeszcze dyżur na drugim obiekcie. Dodatkowo chwyciłam drugie sprzątanie, po swoim mopie. Fakt, że tylko na dwa dni, ale ja się chyba zajebię. Do tego Mała w domu, jakiś obrzydliwy kaszel się przypałętał i zapisałam ją na wizytę. Rano płakała, że boli ja głowa. Łzy były prawdziwe więc Młoda została w domu.

A późnym wieczorem muszę doprowadzić chałupę do stanu używalności. Odkurzacz i mop w ręku mojego chłopa to jak nagana, bądź kara. Staram się rozumieć, bo wykonał kawał dobrej, remontowej roboty. On w ogóle WSZYSTKO w domu robi sam. Elektrykę, wodno-kan. ogrzewanie, malowanie, tynkowanie, łażenie po dachu, koszenie trawki, sadzenie ogórków, pomidorów, robienie mebli ;) No to sprzątnąć po nim chyba mogę ;)

wtorek, 20 maja 2014

…być z facetem, który w obecności moich koleżanek traktuje mnie jak podgatunek,

…być z facetem, który wyznaczałby zasady w naszej rodzinie i karał MOJE dziecko za niesubordynację (pierwsze dziecko, dla którego nie jest ojcem biologicznym),

… być z facetem, który w ogóle ma w zwyczaju karać dzieci, bić po twarzy, szarpać, poniżać, wyszydzać,

… być z facetem, który nie dałby mi podejmować decyzji, np. koloru remontowanego pokoju, czy tego, czy syn/córka pojedzie na wycieczkę szkolną,

… być z facetem, który przez całe swoje zawodowe zaangażowanie nie ma czasu na zabawę z dzieckiem, na wygłupy, wycinanki, malowanki…

To tylko kilka ostatnio zaobserwowanych przykładów z życia mężów moich koleżanek. Mimo kosza pełnego wad mojego faceta, zdecydowanie wolę ten niereformowalny typ, niż egzemplarze wyżej wymienione. Cieszę się, że w obecności moich koleżanek Szanowny jest ZAWSZE miły, uśmiechnięty, stara się być „ą”, „ę”, żartuje, rozmawia z każdym, nawet po troszeczku, bo to zamknięty człek jest. Cieszę się, że to ja mogę wyznaczać zasady , a Szanowny ich nie neguje. „Mama tak mówi? Widać tak ma być”. Cieszę się, że jest ojcem – starszym bratem, bo czasem to i jemu przydałaby się lekcja dobrego wychowania. Ale dzięki swojemu charakterowi ma z dziećmi fantastyczne, kumpelskie układy. To nie jest autorytet, ale jednak tata – kumpel, zawodnik do zabawy, z którego też można się pośmiać i nie obrazi się za to.

Bezcielesna kiedyś mi powiedziała, że wg niej mój chłop w ogóle nie ma wad. No nie tak do końca, bo nikt nie jest doskonały. Ale wolę taki zestaw wad, aniżeli ten, który mają moje koleżanki.

 

19:30, sokramka
Link Komentarze (3) »
sobota, 17 maja 2014

Moje młodsze dziecko dostało zaproszenie na imieniny koleżanki ze swojej klasy. Ponieważ nie śmierdzę groszem uszyłam dziewczynce poduszkę. Wiem, że mama dziewczynki zrozumiała sytuację, jesteśmy koleżankami i nie raz opowiadałam jej co w portfelu siedzi. 

Oto podusia:

P.S. Jestem albo z kosmosu, albo ze świata, który przyjmuje tylko niektóre jednostki. Wiem też, że osób myślących podobnie do mnie jest więcej. Że "moje" ideologie nie są wyobcowane. To taka mała refleksja po przypadkowym spotkaniu z gromadą obcych ludzi. Nie napiszę więcej...

czwartek, 15 maja 2014

Nie miała baba kłopotu, to sobie szybę wymieniła, bo jej zbili. Jak co dzień zaparkowałam pod robotą. Stawiam samochód na jednym, tym samym parkingu, tylko w różnych miejscach. Pech chciał, że stanęłam blisko trawnika. Akurat dziś grupa kolesi kosiła trawniki. Któremuś się kamyk zaplątał pod żyłkę i ten kamyk wbił się w moją szybę, w drzwiach od kierowcy. 

Zdębiałam, gdy zobaczyłam pajączka na szybie i małą dziurkę. Po dotknięciu szyby, cała "kruszonka" wypadła. Nie widziałam innej przyczyny, jak właśnie robota tych "fachowców". Poza tym rozmawiałam za chwilę z kolegą z pracy. Przytoczył podobny przypadek z zeszłego roku. Kolega również zaparkował przy trawniku, akurat kosili i wybili kamykiem szybę tylną. Kolega pisał do samych władz najwyższych miejsca, w którym pracuję. Ponieważ koszącymi była niestety firma zewnętrzna, nikt się nie przyznał. Nikt nie miał na tyle honoru, żeby swój błąd wziąć na klatę. 

Zniesmaczona wróciłam do domu. Kolejny wydatek. Dobrze, że Szanowny ma "wtyki" gdzie potrzeba. Zakupił szybę i wymienił mi niedawno. Znowu mogę jeździć. 

18:19, sokramka
Link Komentarze (7) »
wtorek, 13 maja 2014

I tu uwaga: należy wiercić dziurę z problemem i nawet zmienić lekarza jeśli się ma wątpliwości.

Nie dawałam sobie rady z problemem Malej, po 16.00 kłopoty się nasiliły. Objawy ewidentnie wskazywały na obecność owsików, ale przecież byłyśmy u lekarza, który je wykluczył. Zadzwoniłam do przychodni i udało mi się załatwić ostatni numerek do innego doktora przed zamknięciem placówki. Jego sprzęt do badania (wzierniki oraz pomocne światło dodatkowe) pozwoliły na zlokalizowanie tego robactwa. 

Kamień spadł mi z serca, bo jak sam lekarz powiedział: jak wiadomo jaka przyczyna to można zlikwidować skutek. Dostałam receptę na pakiet tabletkowy dla całej naszej rodziny, za dwa tygodnie powtórka. 

Podkreślę po raz drugi: lekarz lekarzowi nie równy. Sama pamiętam jak mój Młody mając zaledwie 1,5 roku zachorował na bezobjawowe zapalenie płuc. Był lekki kaszelek więc lekarz przepisywał na zmianę syropki, bo nie było gorączki ani innych niepokojących objawów. Ale kaszelek trwał za długo. Postanowiłam więc zmienić lekarza, który na wstępie zaproponował zrobienie RTG płuc, tak "na wszelki wypadek". Diagnoza okazała się bezbłędna. Lekarz został juz moim ulubionym do końca. 

Uff, zrobiło mi się miękko na sercu. Jutro Mała jeszcze zostaje w domu, ale ja już muszę iść na mopa.

Tagi: córka owsiki
21:27, sokramka
Link Komentarze (3) »

 Znowu noc nie przespana, znowu łzy, znowu ta bezradność, bo nie umiem pomóc własnemu dziecku. Znowu powtórka z rozrywki w temacie podwoziowych problemów mojej córki. W zeszłym roku pisałam już http://zyciewdzungli.blox.pl/2013/10/Problemy-mojej-corki.html o tym, co się dzieje. Od soboty mam znowu tę samą przygodę, tylko skumulowaną w okolicach odbytu. Swędzenie doprowadziło moją Małą do takich spazmów dziś w nocy, że rwałam włosy z głowy. Wczoraj nie była w szkole, poprosiła o to sama, bo, jak stwierdziła: „głupio się będzie czuć przed koleżankami kręcąc pupą i wiercąc się na krześle”. Dzisiejsza noc zaważyła o tym, że z rana trzeba było koniecznie zamówić wizytę u lekarza.

 Niestety, nie usłyszałam nic nowego. Owsiki wykluczone, tym bardziej, że w zeszłym roku profilaktycznie moje dziecko zażyło tabletkę na te robale, chociaż badania nie wykryły ich obecności. Okolice odbytu czyste, nic nie widać niepokojącego. Usłyszałam, że mam postępować jak dotychczas: nasiadówki z kory dębu, smarowanie maścią wykupioną w zeszłym roku, dobrze;  wszystko to przecież od soboty robiłam, a córka wyje wieczorami i usiedzieć/ustać w jednym miejscu nie może. Najgorsza jest popołudniowa część dnia.

 Mam całe usta pogryzione od wewnątrz ze zdenerwowania. Notorycznie jakieś kobiece problemy dotykają członków mojej najbliższej rodziny. Skąd się to bierze? Dzieci w patologicznych rodzinach wychowują się na ulicy w piachu, brudzie, nie rzadko w tych samych majtkach chodzą po kilka dni i są zdrowe. Czy to może kwestia obniżonej odporności? Jak pomóc dziecku, które wije się jak węgorz i płacze z nadmiaru świądu? Boję się nadejścia wieczoru…

10:56, sokramka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 maja 2014

Zdzichu, Rychu i Krzychu. Mają prawie 14 mm i zagnieździli się w trzonie mojej macicy. To mięśniaki śródścienne. 

Jak co roku zrobiłam sobie przegląd techniczny podwozia. Wszystko w normie łącznie z nowymi kolegami. Są malutcy więc nie groźni, ale pilnować się trzeba. Moja ciotka (ta, z którą chadzam do teatru) miała w dojrzałym wieku operację wycięcia sześciu mięśniaków. Jeden był podobno wielkości główki noworodka, reszta jak pięść. 

Do tego zrobiłam sobie badania hormonalne, próbę wątrobową, a na lipiec zapisałam się na USG piersi. Trzeba o siebie dbać. 

Tagi: zdrowie
14:32, sokramka
Link Komentarze (2) »
środa, 07 maja 2014

Z reguły nie przyjmuję prezentów. Nie lubię i nie umiem ich przyjmować. Taki los skrzywionej psychicznie jednostki ;) Poza tym ciężko u mnie utrafić z prezentem, chyba ze ktoś mnie zna na wskroś i wie czego mi potrzeba.

Wczoraj wieczorem dostałam od męża prezent. Nietypowo, bo bez okazji, a to u mojego Szanownego jest raczej święto ;) Otóż chłopina mój podarował mi takie małe urządzonko do słuchania muzyki MP3. Wkłada się to to do gniazda zapalniczki samochodowej i można podłączyć sticka z nagraniami. W moim przypadku to czysta rozkosz dla uszu, bo bez muzyki praktycznie nie umiem funkcjonować. Ja mam jeszcze takie zboczenie, że lubię wiedzieć kto śpiewa, z jakiego kraju, kto jest autorem słów i takie tam... Kiedyś zresztą pisałam o moich zboczeniach, które towarzyszą mi od pieluch. Podobno moja Mama wkładała mi do wózka radio tranzystorowe, kiedy wychodziła ze mną na spacery ;) 

Tak więc prezent jest debeściarski i strasznie mnie ucieszył. To coś, co właśnie było mi potrzebne. Tym czymś staruszek sprawił mi ogromną radość. Teraz mogę wchodzić w swój świat nawet w samochodzie ;)

Rok 1985:


16:06, sokramka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 maja 2014

Nie, nie będzie o moich doznaniach wodnych, choć biorąc pod uwagę osobiste dolegliwości kręgosłupa przydałoby się, ale będzie o przeżyciach Małej.

Od zawsze próbowałam zainteresować moje dzieci jakimiś ścieżkami, którymi później same podążałyby w ramach pasji. U Młodego jest to harcerstwo od I klasy s.p. u Młodej chyba będzie pływanie. Piszę „chyba” bo zainteresowania na razie są w powijakach i trzeba czasu, żeby w końcu dziewczyna się przyzwyczaiła do konsekwencji. Jak chodziła z zapałem na plastykę do osiedlowego klubu w zerówce, to po kilku miesiącach jej się znudziło. Przepisana na rysunek na sztaludze po jakimś czasie zrezygnowała. Chciała chodzić na balet, ale sorry… z jej tuszą i skłonnościami do pączkowatego wyglądu… Delikatnie jej to wyperswadowałam.

W końcu ten basen. Nigdy nie narzucałam swoim dzieciom zajęć, zawsze wychodziły z inicjatywą same, choć przyznam, że naprowadzałam je na różne ścieżki zainteresowań. Do częstszych wizyt basenowych Mała przymierzała się już od jakiegoś czasu. Prosiła mnie o wspólną wyprawę, męczyła tatusia, brata i zawsze cieszyła się na nadejście wtorku (w te dni II klasy mają obowiązkowe zajęcia na basenie). W końcu zapytałam się jednego z instruktorów czy są w tym ośrodku basenowym organizowane jakieś zajęcia dodatkowe dla chętnych dzieci. Okazało się, że właśnie ów instruktor prowadzi szkółkę pływacką, gdzie aktualnie przychodzą do niego cztery dziewczynki w wieku 11-13 lat. Zajęcia ma raz na tydzień, w poniedziałki i serdecznie zaprasza. Oczywiście to kosztuje.

Poszłyśmy więc wczoraj pierwszy raz na te dodatkowe zajęcia i mimo, że instruktor przegonił moją Małą po basenach, z deską, bez deski, na brzuchu, na plecach i mimo, że wyraźnie Mała odstaje od tamtej czwórki, była zachwycona i żałowała, że to tylko jeden raz w tygodniu.

Później zamieniłam z panem słówko na temat córki i dowiedziałam się, że ona dobrze sobie radzi i zapewne po kilku spotkaniach dużo się nauczy i nadrobi za starszymi dziewczynami. Ponoć jest też osobna sekcja pływacka dla młodzieży (he he moje dziecko ma dopiero 8 lat) i pan instruktor powiedział, że jak Mała sobie będzie dobrze radzić to można ją tam „wepchnąć”, z tym że zajęcia/treningi odbywałyby się wtedy już codziennie, bez przebaczenia.

Mam nadzieję, że wytrwa. Chciałabym, żeby znalazła sobie coś takiego, co będzie zajmować jej zbędny czas poza lekcjami. Żeby nie włóczyła się po osiedlu, nie zadawała z podejrzanym towarzystwem. No jak każda normalna matka chcę najlepiej.