Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
piątek, 27 maja 2016

Ponieważ nie umiem odpoczywać i cały czas się za czymś kręcę, w czasie długiego weekendu znalazłam małą chwilkę na wpis. Na piątek oficjalnym trybem wzięłam sobie dzień urlopu i mogłam z Szanownym oddać się pracom wokół domu. On szalał w ogródku, ja w kuchni i w pralce ;-) Obiecałam, że pochwalę się dziełem mojego małża i muszę znowu coś pokombinować, bo nie przyjmuje mi znowu filmiku :-( Kto jest na Instagramie, ten widział, a kto nie - ten musi jeszcze poczekać ;-)

Tymczasem moje ręce znowu potworzyły kilka ubranek dla lalki Mani. I znowu kto jest na Insta ten widział. Te rzeczy powstawały kilkanaście dni, ale przedstawiam zbiorczo:

No i coś dla mnie osobistego:

Ponieważ w sklepach nie ma torby, która by mi do końca pasowała, postanowiłam sama sobie taką uszyć. Jest na suwak, ma trzy opcje noszenia: w ręku, na ramię i na długim pasku "na skos". Te kółeczka, które widać to elementy starego karnisza :-)

Korzystajcie z wolnego, ja też korzystam i jutro jedziemy z mężem odebrać nowy sprzęt ponieważ kupiłam dziś na raty nową zmywarkę i nową kuchenkę. Wypas! 

To są uroki pracy na etat w niezagrożonym upadłością zakładzie pracy ;-)

Miłego weekendu!

wtorek, 24 maja 2016

Nawał roboty, ale ja się nawet cieszę. Czas szybciej mija, mózg wyćwiczony do granic wytrzymałości. Fakt, że trzeba co i raz robić przerwę, bo nie da się non stop wlepiać gały w monitor. Oj, zakup okularów nieuchronny ;-)

Najbardziej gorący czas u mnie w pracy to właśnie kwiecień-czerwiec. Powiedziałyśmy sobie z koleżanką, że jak się wyrobimy z planem, to się chyba w lipcu upijemy ze szczęścia ;-)

A teraz wracam do wniosków. Zakupy czekają i przydział kasy z planu finansowego zakładu pracy ;-)

Miłego!

Tagi: praca
08:55, sokramka
Link Komentarze (2) »
środa, 18 maja 2016

Nie wiem jak innych, ale mnie to już śmieszy, wręcz ogarnia ROTFL ;-) Ale wróćmy do tematu. Niedawno dowiedziałam się o zaskakujących pomysłach posłanki PIS (bez nazwisk niech będzie) w przedmiocie zabiegów masujących kobiety. Posłanka z rudą czupryną stwierdziła, że fizjoterapeuta, do którego kobieta zgłasza się na masaż, powinien przeprowadzić wywiad, czy pacjentka nie nosi czasem wkładki wewnątrzmacicznej, bo może taki zabieg zaszkodzić jej zdrowiu (?) Podpierać mógłby się taki fizjoterapeuta klauzulą sumienia (?) Ogrom głupoty słów tej pani poseł napełnił mnie niesamowitym poczuciem humoru, które eksplodowało po jakimś czasie.

Otóż zadzwonił na moją komórkę dziwny numer stacjonarny, który odebrałam. Okazało się, że młode dziewczę proponuje mi darmowe zabiegi masujące u bardzo dobrego fizjoterapeuty. Na początku, jak to ja - grzecznie odmówiłam, mówiąc, że nie jestem zainteresowana, ale kiedy dziewczątko zaczęło w swoim stylu namawiać mnie na te zabiegi niewiele myśląc skwitowałam:

"Proszę pani, ja nie mogę iść na te masaże, bo noszę wkładkę wewnątrzmaciczną i nie wiem czy one nie zaszkodzą mojemu zdrowiu. Miłego dnia."

I się rozłączyłam.

Ciekawa jestem miny tego dziewczęcia po drugiej stronie...;-)

Aaaaa... Wam też życzę miłego dnia :-D

Tagi: humor
14:17, sokramka
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 16 maja 2016

W piątek nadszedł kolejny termin wizyty u pani psycholog z Mańkowymi problemami szkolnymi. Niestety, takie są terminy na NFZ i cóż poradzić. Doszłam jednak do wniosku, że moje niezadowolenie z metody oraz oczekiwania względem jakiejkolwiek pomocy, zmuszą mnie do skorzystania w przyszłości z prywatnej porady.

Tak więc córka wiedziała od dawna, że idziemy dokończyć badania i że wizyta ma też związek z jej awersją szkolną. Wszystko było ok do czasu pojawienia się w poczekalni. - A w ogóle to po co tu przyszłyśmy? - zapytała udając głupa. Po wyjaśnieniu skwitowała, że przecież ona ostatnio już chodzi do szkoły więc po co ten cyrk... Fakt, ostatnie dwa tygodnie jakoś przeszły gładko bez nieobecności, ale jeszcze niedawno absencja była średnio raz w tygodniu. Bez większego uzasadnienia. Boli noga, brzuch, pięta, za zimno, zbyt wietrznie, za mało jedzenia, za mało słońca i takie tam powody.

Tak więc weszłam do gabinetu i zaczęłam mówić czego oczekuję i jak wygląda ostatnio nasza sytuacja. Na co pani psycholog spytała dlaczego zostawiłam córkę w poczekalni, czy mam coś przed nią do ukrycia? Po chwili więc zaprosiłam Manię do środka, a ona usiadła na krześle... tyłem do nas i strzeliła focha. Potem wszystko zwróciło się przeciwko mnie. Mogę się założyć, że córka będzie wspominać, że matka zabierała ją do jakiegoś durnego psychologa. Mania zaczęła ryczeć, potem usiadła mi na kolana i przytulała się. Ona nie chce tu być, ona chce do domu. Pani psycholog zdziwiona zachowaniem córki powiedziała, że ona by nie pozwoliła na takie zachowanie, że dziecko ma zejść z kolan (?) Potem rozpoczęła testy, których Mania w ogóle nie chciała robić. Ostentacyjnie odmówiła współpracy, a psycholog stwierdziła, że takie zachowanie nadaje się na konsultację psychiatryczną (?) Z czasem jednak córka zaczęła rozwiązywać testy, bo ja ją do tego namówiłam. Psycholog nie miała żadnego autorytetu. Po przepisaniu danego tekstu pani doktor stwierdziła, że mała nie jest dojrzała na czwartą klasę (?) i według niej zrobiłam błąd puszczając ją w wieku sześciu lat do pierwszej klasy.

Cała wizyta skończyła się zagadkowo. Bo ani ja nie uzyskałam odpowiedzi na dręczące mnie pytania: czy to bunt nastolatka, czy to jakaś fobia szkolna, jak postępować z dzieckiem, czy karać, czy motywować, jak tłumaczyć, ani też psycholog nie wyznaczyła dalszych działań. Wyglądało na to jakby się sama w tym zagubiła i na siłę wpychała Manię w zaświadczenie o dysleksji dla świętego spokoju.

Mamy zapisać się na początek lipca w celu dalszej konsultacji, ale mnie juz odrzuca na samą myśl. Nie było nici porozumienia między mną, Manią i psychologiem. W sumie to zaczęłam myśleć jak córka, że po co w ogóle to ciągniemy, ale stwierdziłam, że skoro coś blokuje moje dziecko przed chodzeniem do szkoły to trzeba to wybadać.

Nie wiem czy zdecyduje się na tą lipcową wizytę.

W każdym razie kiedy wyszłyśmy z poradni moje dziecko jakby dostało skrzydeł. Wzięła mnie pod rękę, poszłyśmy na ciuchy (uwaga: wydałam 60 zł na 10 sztuk bluzek dla siebie, Mani i Szanownego, kilka par spodni ;-) wszystko po 6 zł) a potem w domu nie widziałam już u niej żadnego smutku.

Dziś mimo chłodu normalnie pojechała rowerem do szkoły.

poniedziałek, 09 maja 2016

Oj tak. W sobotę strasznie nie chciało mi się iść na wykłady, bo i pogoda nie nastrajała do nudnych wykładów i zajęcia nie były przyciągające. Ale postanowiłam przyjechać, bo i tak miałam do oddania referat na zaliczenie. No i się opłacało. Wykładowca z pierwszych zajęć postanowił zrobić nam wykłady w pobliskim parku, na tzw "majówce" ;-) oraz docenił naszą obecność stawiając nam piątki do zaliczenia. Koleżanka, która ze mną studiowała, a która czasem tu zagląda pewnie domyśli się który to wykładowca - nikt inny tylko dr Krzysztof G. Basiu - pozdrawiam Cię z tego miejsca!

Przyjazd do domu napawał mnie radością. Nie tak jak jeszcze rok, dwa wstecz. I tu mała dygresja: wciąż boję się odstawić leki, boję się tej Sokramki, która potrafiła ryczeć, awanturować się, lubię tę Sokramkę, która dostrzegła wreszcie zielone pąki na drzewach i kwiaty na naszej jabłonce, która przytula swojego chłopa w każdej wolnej chwili. To jest naprawdę dziwne zjawisko, ale ja siebie nie poznaję, jednocześnie lubiąc się taką inną. O tych reakcjach będzie też poniżej.

Szanowny nie próżnował. Przekopał ogródek. bo czas niedługo sadzić pomidory. I skończył wreszcie swój młyn. Marzył o takim domku nad oczkiem i w końcu mu się udało. A oto kilkusekundowa próbka jego dzieła. Total handmade:

Noooo nieeee.... Nie będę kasować części wpisu, ale filmiku nie będzie. Za duży i nie chce przejść. Ale obiecuję, że coś wymyślę ;-)

W niedzielę odwiedziła młodych rodziców pani SS. Babcia przyjechała do wnuczki, ale na szczęście wejście do nich jest od drugiej strony chałupy więc nie musiałam się z nią widzieć. Jednak chwilowe spotkanie wzrokowe na podwórku spowodowało u mnie pozytywną reakcję: jestem u siebie, to ona jest tu gościem, podnieś głowę, nie stresuj się. To spowodowało, że uśmiechnęłam się dwa razy szczerzej. Jeszcze rok temu miałam odruchy wymiotne i stresy żołądkowe widząc tę panią, a dziś właśnie widzę siebie inaczej reagującą. Do tego pani SS nie powiedziała mi "cześć" odezwała się dopiero jak zobaczyła Szanownego. Olewam to, jeśli ktoś olewa mnie ;-)

No a pod wieczór wybraliśmy się z Szanownym na rowery. Trochę nas deszczyk zrosił po drodze, ale taki deszcz to nie deszcz. Małż spalił sie trochę na słońcu robiąc w ogródku, więc jego rozgrzane plecy i ramiona chłonęły łagodzące krople kapuśniaczku.

Bardzo piękny weekend. Do tego mam nowe czytadło: biografia Marii Skłodowskiej Curie, ale bardziej w kontekście jej życia osobistego, sercowego. Czy wiecie, że Skłodowska była ateistką? Zawsze ją lubiłam, ale teraz jak to wiem, to lubię ją bardziej ;-)

Miłego poniedziałku i dobrego tygodnia!

piątek, 06 maja 2016

Wpis z większą nutą niezadowolenia, choć bez wkurwa ;-) Ot opis sytuacji, która nie za bardzo mnie satysfakcjonuje.

Mania dostała wczoraj 6 z jęz. niemieckiego. Jest z niego bardzo dobra, lepsza niż z angielskiego, którego nawet sama nie lubi. Niemiecki jest przedmiotem dodatkowym, ale chodzą na niego wszystkie dzieci. Dodam też, że jest w planie tylko jedną godzinę tygodniowo.

Wywiązała się między mną a córką wczoraj bardzo interesująca rozmowa. Otóż Maniuchna z żalem stwierdziła, że szkoda, że ocena z niemieckiego nie jest wliczana do średniej, bo ona ma raczej słabe oceny i ta wysoka nota z tego języka poprawiłaby jej wyniki. Za chwilę dodała: nawet z religii wliczają, a z niemieckiego nie.

I tu umocniły się moje przekonania, co do kierunkowości polskiej edukacji. Nie jest ona niestety liberalnie nastawiona na wszystkich obywateli. Jest ukierunkowana na religię dominującą jaką jest katolicyzm. Nie mam nic przeciwko wierze jakiejkolwiek, ale już przeciw religii tak. Przedmiot "religia" jest przedmiotem również nieobowiązkowym, a większość rodziców traktuje go jako integralną część szkolnych przedmiotów. Wiem, że w niektórych szkołach podpisuje się deklarację o uczestniczeniu w religii bądź etyce, a to niezgodne z prawem, albowiem wg ustawy deklarację podpisać można, ale nie trzeba. Nikt nie może być zmuszony do uczestnictwa w praktykach religijnych.

Wracając do wspomnianego przeze mnie niemieckiego jest on raz w tygodniu, gdzie lekcje religii są planowo w ilości dwóch godzin tygodniowo. Gdzie to ma sens? Czemu to ma służyć? Czy nauka języka obcego jest naprawdę dzieciom niepotrzebna?

Dodam jeszcze, że jeśli dziecko ma wysokie noty ze średniej ocen, może liczyć na wsparcie w postaci stypendium. Czy wiecie ile takie wyróżnienie wynosi w naszej szkole? 80 zł. wypłacane jednorazowo. Tak - jednorazowo. Farsa. Gdzie jest motywacja uczniów do poprawiania swoich wyników? To juz ja - student prywatnej uczelni mam stypendium w wysokości 500 zł miesięcznie - gdzie opłacę ratę czesnego i jeszcze zostanie mi na waciki.

Dziwny ten nasz system edukacji, słabo usprawniany. Wracając do tematu wiary, to wydaje mi się, że czarna mafia zagarnia coraz większe połacie naszego kraju, nie licząc się z tym, że w Polsce żyją ludzie o różnych światopoglądach. Ale przecież liczy się tylko ten jeden właściwy.... To, że jestem ateistką nie świadczy o mnie jak o potworze. Nikogo nie morduję, nie oszukuję perfidnie, szanuję pamięć o matce, nie kradnę, nie cudzołożę. To takie lekkie nawiązanie do 10 przykazań, ale przecież są inne dogmaty, których warto przestrzegać i wcale nie sa wpisane w religię katolicką wyznawaną przez czarną mafię. Bądź miłosierny dla braci mniejszych, podziel sie posiłkiem, bądź życzliwy dla każdego innego od ciebie...

Rozpisałam się niepotrzebnie, ale mam taki natłok myśli związany z tym, że w moim kraju czuję się cholernie dyskryminowana. Jednak nie krzyczę o tym głośno, żyję z tym swobodnie. Włażenie czarnej mafii w najciaśniejsze zakątki szarego człowieka wkurza i może powodować frustrację. Czytałam, że PIS chce zmiany Konstytucji, a konkretnie preambuły na "bliższą episkopatowi". Ma być konkretne odwołanie do boga. Ja już podpisuję się pod protestem. To nie będzie moja Konstytucja.

Przepraszam wszystkich wierzących, którzy poczuli się dotknięci moimi słowami.

 

08:10, sokramka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 maja 2016

Zespół niespokojnych rąk trwa ;-) Tak więc bez zbędnych słów kolejna kolekcja ubrankowa:

Dres do biegania ;-) z polarowych szalików w kolorze niebieskim i czerwonym. Polar przyjemnie się szyje, bo nie siepie się na brzegach tak jak inne materiały:

Po bieganiu warto zmienić strój i przygotować się do pracy. Można w koszuli:

Można w sukience:

A można w komplecie, razem z torebką:

Można też sukienkę zmienić, bo akurat przyjdzie nam się spotkać z szefem ;-)

A jak już zapragniemy wyjść za mąż z wielkim hukiem, to najlepiej włożyć suknię ślubną:

Dobrze mieć w domu skrawki firanek ;-)

Suknia ma z tyłu pomarszczony materiał więc wygląda bardzo gustownie.

A pod suknią znajduje się szydełkowy panier/krynolina, co kto woli. Szydełkowe cacko ukrochmalone w mące ziemniaczanej fantastycznie podtrzymuje materiał.

Modelka trochę zmęczona życiem ;-) ale mam nadzieję, że będę kiedyś ubierać taką prawdziwą Barbie z ruchomymi kończynami. Czy to jest już wariactwo????? ;-)

Ale nie byłabym sobą, gdybym nie pochwaliła kogoś innego ;-) Oto serwetka włóczkowa mojej Mani. Pierwsza samodzielnie wykonana! 

Jak dla mnie cudo!

Miłej majówki! 

Tagi: moje hobby
16:32, sokramka
Link Komentarze (5) »