Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
niedziela, 29 czerwca 2014

To bohaterka kolejnego prezentu :)

Tagi: moje hobby
12:47, sokramka
Link Komentarze (5) »
czwartek, 26 czerwca 2014

Dla koleżanki z ławki ;) Prezent.

Będzie miała na długopisy jak znalazł :)

W przygotowaniu kolejne prezenty :)

środa, 25 czerwca 2014
niedziela, 22 czerwca 2014

Zróbcie ten obiadek dla rodzinki, kciuki można puścić ;) Piątkowy egzamin wypłukał ze mnie wszelkie objawy optymizmu. Pan przeprowadził z nami sprawdzenie naszej wiedzy w sposób "dynamiczny" (ulubione stwierdzenie naszego wykładowcy). Na każdych zajęciach przynosił kilka prezentacji, z których okazywanych było raptem kilka, a potem, po godzinie kończył wykład mówiąc, że zajęcia muszą się odbyć w trybie dynamicznym, bo on się akurat gdzieś spieszy. I tak za każdym razem... 

Na egzamin dostaliśmy po jednej kartce z ryzy papieru do ksero. Pytania pan wymyślał na bieżąco nie informując nas o ogólnej ich ilości. Do tego podawał pytanie, kazał pisać, bo za 15 minut będzie następne. Działanie w stresujących warunkach, ale poszło.

Sobota luźniejsza, ale powrót do domu nastrajał mnie minorowo, bo z samego rana w niedzielę miałam test z siekierą uczelnianą. Jeszcze wieczorem szykowałam ostatni dodruk do referatu, jeszcze doczytywałam kpa, które tak naprawdę ostatnimi czasy zaczęło mi się śnić po nocach, ale też poszło. U siekiery mam nawet piątkę ;) 

Już mam wakacje. Mam teraz w planach nadrobienie zaległości manualnych. Na kartce mam spisane czym się muszę teraz zająć. Na spokojnie oczywiście, bo nikt i nic mnie nie goni. Będą to więc prace wykonane od serca, z serca i dla serca ;) Będzie teraz szyciowo-relaksacyjnie.

Tagi: studia
18:50, sokramka
Link Komentarze (6) »
piątek, 20 czerwca 2014

Bo dziś o 17.00 i w niedzielę o 8.00 idę na szafot. Reszta to wpisy do indeksów i jak przeżyję ten weekend to będę mogła pełną piersią odetchnąć, że to już wakacje :)

12:28, sokramka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 19 czerwca 2014

Kiedyś piekłam chlebki drożdżowe, ale to nie ten smak co na zakwasie. Taka mnie wzięła chętka, że postanowiłam zrobić swój zakwas. Nie jest to trudne, ale czasochłonne. Korzystałam z tej stronki:

http://www.domowe-wypieki.pl/przepisy-chleby-na-zakwasie/431-przepis-na-zakwas-chlebowy

A propos: czy ktoś mnie może nauczyć w końcu wklejać aktywne linki? Takie na formułkę "a href" itepe. Próbowałam wielokrotnie i mi nie wychodzi.

Tak więc po nakarmieniu dwutygodniowego zakwasu postanowiłam upiec swój pierwszy chlebek. No i mi nie wyszedł bo... zapomniałam zrobić zaczynu. Taka ze mnie sierotka. Ale się nie poddałam, dokarmiałam zakwas dalej i biorąc przepis od mojej kochanej Bożenki, wyszła mi domowa pyszota ;)

Przepis:

Zaczyn:

- 360 gramów mąki (w przepisie jest typ 720, ale ja kupiłam mąkę żytnią firmy Melvit)

- 300 gramów wody

- 20 gramów zakwasu

Ja mam w domu wagę elektroniczną, to ułatwia wszelką pracę, ale 300 gramów wody to ok dwóch szklanek, a zakwasu w tym wymiarze wychodzi naprawdę malutko - nawet nie pół szklanki. 

Mieszam wszystko, wychodzi papka, zostawiam w spoczynku na jakieś 12-16 godzin. W moim przypadku to spokojnie noc, właściwy chleb upiekłam po powrocie z pracy (tylko, że ja wracam z pracy o 12.00)

Ciasto właściwe:

- 230 gramów mąki żytniej

- 300 gramów mąki pszennej

- 400 gramów wody

- 1 płaska łyżka soli

- 3 gramy suszonych drożdży (a jednak) to taka płaska łyżeczka

Mieszam wszystko w dużej misce, potem dodaję zaczyn. Po dokładnym wymieszaniu znowu odstawiam na jakieś pół godziny, żeby ciasto odpoczęło. 

Forma najlepsza keksówka, ale ja nie mam dobrych keksówek. Marzą mi się takie silikonowe, podobno rewelacja, ale jak dla mnie w obecnej sytuacji to jest za duży koszt. Wyłożyłam dużą formę papierem do pieczenia, choć w przepisie jest podane, żeby wysmarować olejem i posypać otrębami żytnimi. 

Wyłożyłam ciasto do formy i znowu pozostawiłam w spoczynku na jakieś 50-60 min. 

Piekarnik nastawiłam na 230 st. Wstawiłam na dno dużą formę wypełnioną wodą. Wilgoć w piekarniku powoduje, że chlebek jest chrupiący i ma smaczny miąższ. Chlebek posypałam lekko mąką i otrębami pszennymi. Wstawiłam do pieczenia. Po 15 min zmniejszyłam temperaturę do 220 st. i dalej piekłam 30-40 min. Po upieczeniu trzeba zaraz wyjąc chlebek i ostudzić go. 

Mi wyszła forma o wymiarach 28x24, ale jak będę mieć keksówki, to pewnie spokojnie będą dwie sztuki.

Chlebka już nie ma. Rozszedł się jeszcze lekko ciepły. Dziś wieczorem będę piekła następny. Was też zachęcam ;)

Smacznego!

Tagi: przepis
10:57, sokramka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 17 czerwca 2014

Nie mojego małżeństwa, nie, jeszcze się trochę wzajemnie powkurzamy ;)

Po pierwsze zakończył się mój dwuletni kontrakt z OPSem (jak to szybko zleciało!), z którego oprócz darmowych obiadów w szkole dla córki, otrzymałam możliwość uczestnictwa w wielu warsztatach oraz szkoleniach i choć nie nawiązałam bliższych znajomości z ich uczestnikami, pozwoliło mi to spojrzeć na ludzi innym okiem. 

Tak jak w zeszłym roku http://zyciewdzungli.blox.pl/2013/06/Pochwala-nie-gryzie.html dziękowałam pani ze skarbówki pismem do naczelnika, tak i teraz napisałam podziękowania z wyszczególnieniem nazwisk osób, które bardzo mi pomagały. Podobno byłam jedyna osobą, która coś takiego nasmarowała ;)

W związku z zakończeniem kontraktu skończył mi się również dwuletni bilet miesięczny (ależ to brzmi - dwuletni bilet miesięczny). Na pocieszkę dobre jest to, że gdybym chciała go sobie doładować, mogę to zrobić ulgowo - jako student zaoczny mam do tego prawo. 

A propos szkoły - kończy się ona u każdego z nas (córki, syna i mnie) II klasą. Ja mam jeszcze do zaliczenia dwa trudne egzaminy, ale myślę, że ten drugi rok zakończę jak poprzedni - osobistym sukcesem. 

O sukcesie może tez powiedzieć mój starszy syn. Groziła mu repeta, a tu proszę: wszystko pozaliczane. Fakt, że w bólach i okrasie mojego ględzenia, a nawet jednej awantury, ale udało się! Młody może być z siebie dumny. Brawo! Mój Pierworodny!

Kończy się tez działalność sklepowa dziadka. To było do przewidzenia już rok/dwa wstecz, ale aktualnie teść ma na głowie inne, osobiste sprawy i tak naprawdę nie ma już ochoty zajmować się własnym biznesem. Poza tym wiek i skłonność do alkoholizmu odsunęły od niego wielu klientów. Do tego doszła strata dwóch papug - nimf, które teść z teściową mieli od kilkunastu lat. Czwórka ptaków to byli rodzice i dzieci. Matka zdechła w zeszłym roku. Ostały się trzy. Kilka dni temu dziadek był umówiony na swoje kolejne rendez vous. Zostawił pootwierane drzwi, stał na podwórku, czekał na "ukochaną". Dwa samce wyfrunęły i uciekły. Nie były jak koty/psy - nie potrafiły wrócić do domu. Najgorsze jest to, że teść w ogóle się tym faktem nie przejął. Najważniejsza była randka. 

I tak oto jak to w życiu kończą się pewne etapy, a zaczynają nowe. 

Wakacje - mój syn jak co roku pojedzie na obóz harcerski. Mała nigdzie. Nie chciała być wpisana na żadne "Lato w mieście", ona ostatnio marzy o wakacjach z rodzicami nad morzem. Niestety, z powodów finansowych niemożliwe do zrealizowania. 

Ja w wakacje ostro zabiorę się za szukanie pracy. Było po drodze kilka spotkań rekrutacyjnych, ale nie opisuję już tych wydarzeń, bo zbyt oklepane są. 

niedziela, 15 czerwca 2014

Jestem zadowolona z utworzonego projektu Sound Tropez. Głos Jacka Rozenka doskonale pasuje mi do obrazu Thorgala, a Sonia Bohosiewicz w roli Slivii jest wyśmienita. Choć nie jestem zwolenniczką audiobooków to owa realizacja wyszła znakomicie ;) Narracja, która de facto nie istnieje w komiksie, jest dla mnie zadowalająca. Opisuje treść komiksu w bardzo dokładny sposób. 
Czekam na pozostałe realizacje :)

I nie będę z tego powodu rozpaczać. Mamy inne spojrzenie na bycie razem. Czy to się zmieni? Nie wiem. Może jak zacznę w końcu zarabiać, a nie przynosić jałmużnę do domu. Może kiedy zacznie się coś dziać (remonty, wspólne wyjazdy, wakacje) zaczniemy patrzeć na siebie z innej perspektywy. W końcu kiedyś Marks stwierdził, że to "nie świadomość określa byt, a byt określa świadomość". 

Czasem milczący człowiek jest bardziej wkurzający niż ten, który w danej chwili wykrzyczy wszystko, co leży mu na wątrobie. Można wyciągnąć wnioski ze swojego postępowania. Usłyszeć co się robi źle. A bierność powoduje zastój. Jestem takim krzykaczem. Mój mąż takim milczkiem. I po mnie spływa jak po kaczce. On się nie odzywa - obraża się. 

To nie są powody rozwodowe, ale powodują frustrację, że nie chce się walczyć, zmieniać cokolwiek, ewoluować. Ja szukam emocji, mój mąż ciszy i stagnacji. Unika kłopotów, nie chodzi po urzędach, nie załatwia spraw, nie leczy się. Bytuje. Jest jak duży chłopiec, który swoje zdolności manualne układania z klocków próbuje przełożyć na dorosłe życie. Buduje meble, stara się dłubać wokół domu, wymyśla małe wynalazki, usprawnia pracę silnika samochodu, ma swój świat. 

I ja tez mam swój świat. W związku z tym brakuje nam wspólnej drogi, po której jak dawnej byśmy szli. 

 

09:35, sokramka
Link Komentarze (8) »
wtorek, 10 czerwca 2014

Dlaczego nie ma Twojego bloga? Gdzie zniknął? Brakuje mi wykrojów ubranek dla lalek, byłam ciekawa Twoich pomysłów na domek. Jeżeli to problem natury prywatnej to zrozumiem, ale jeżeli przeniosłaś się na inny adres, to proszę Cię - udostępnij go :)

Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam! (jeżeli czytasz jeszcze mojego bloga) 

19:36, sokramka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2