Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
wtorek, 30 czerwca 2015

Zakładając bloga obiecałam sobie, że tematy religijne i polityczne zostawię na prywatę, bo poglądy są jak dupa i każdy ma swoje, ale jakoś muszę złamać swoje postanowienie ;)

Na jesieni, jak wiadomo, wybierzemy nowy rząd. I jestem przekonana w 98%, że będzie to rząd złożony z członków PIS. Czuję to w kościach i lojalnie przyznaję się do „krakania”, jak to było w przypadku prezydenta Dudusia. Dlaczego tak czuję? Z kilku powodów: po pierwsze Platforma leży. Leży i kwiczy i powstać nie da rady, bo bagno, w którym grzęźnie jest zbyt gęste. Lewica praktycznie nie istnieje. Po ostatnich posunięciach z wystawieniem Mizerii Ogórkowej w wyborach prezydenckich, SLD poległo już na całego. Poza tym ja – osoba jawnie przyznająca się do „lewactwa” ;) na gębę Millera nie mogę patrzeć już od wielu lat. Niech ten człowiek w końcu pokaże jak prawdziwy mężczyzna kończy…

Kiedy pojawił się Palikot byłam jego gorącą zwolenniczką. Głosowałam na niego również w ostatnich wyborach prezydenckich (I tura) choć byłam świadoma, że nie zdobędzie wielu głosów. A teraz widzę również, że i Twój Ruch nie otrzyma nawet wymaganej ilości głosów pod próg wyborczy. Niby pojawiają się jakieś nowe ruchy, bo przecież o to w polityce chodzi. Lata rządów PZPR mamy na szczęście już za sobą, a i demokracja daje nam możliwość zmiany twarzy publicznej co jakiś czas. Partia Razem, tworząca się na lewej stronie polityki to twór nowy, złożony z młodych i prężnych ludzi, ale… no właśnie, to „ale”. Gdybym sama nie zainteresowała się programem tej partii i ich założeniami, byliby dla mnie niewidoczni. Za mało o nich słychać, za mało ich widać i to może być tylko dobry start, zaplecze na przyszłe lata i rozwój tego lewicowego ugrupowania.

Nadzieję widzę także w konglomeracie odłamu SLD i Twojego Ruchu. Mówię tu o Andrzeju Rozenku i Grzegorzu Napieralskim. Jeden wyłamał się spod apodyktycznego władztwa Millera, drugi pożegnał się z Palikotem. Partia Biało-Czerwoni już zbiera żniwo w postaci memów internetowych, wyśmiewających ich logo. Ale to dopiero początek – dajmy im szansę rozwinąć skrzydła.

Kukiz – to jest dopiero ewenement. Dopóki śpiewał „Rodzina słowem silna” i „ZCHN zbliża się” dla mnie był człowiekiem ok. Nie przeszkadzało mi nawet, ze ma problem alkoholowy, bo jego utworów po prostu dobrze się słuchało. Teraz Piersi wykonują jakąś podrzędną, weselną piosneczkę „Bałkanicę”, a Kukiz został antysystemowcem. Tylko co dalej? Zrobić rozpierduchę? Po co? Kukiz mówi, że trzeba naprawić służbę zdrowia, ale jak już nie wie. Mówi, że trzeba zmienić system podatkowy, ale jak – tez nie wie.

Nowoczesna.pl z panem Petru na czele jest dla mnie nie do zakwalifikowania po żadnej stronie politycznej. Centrum? Być może. Jeszcze parę lat temu patrzyłam na mordkę pana P. w telewizorze i myślałam sobie: „jaki to mądry człowiek, on mógłby zostać politykiem, a nie te hordy baranów siedzących na Wiejskiej”. I proszę: mówisz – masz, Petru zaczął bawić się w politykę. Ale tez za wcześnie mówić o jakimkolwiek sukcesie tej partii.

I najważniejszy jak dla mnie aspekt, który pozwoli PISowi na jesieni dojść do władzy – prawica jest ZJEDNOCZONA. Nie ma podziału na Ziobrystów, Gowinowców, oni wszyscy – fanatycy, szarlatani i oszołomy działają razem. W kupie przecież siła i tę siłę pokażą nam na jesieni.

Prezydent elekt Duduś deklarował, że wychodzi z PISu, ale trzeba sobie zadać pytanie: czy PIS wyszedł z Dudy? Za Dudą idą jego pobratymcy i żeby nie być gołosłowną podam kilka nazwisk, na które należałoby uważać: Wipler – tu wiadomo, Michał Królikowski – prawnik, karnista, to on uczestniczył w pracach nad zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej, Królikowski jest członkiem Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych, któremu przewodzi arcybiskup Hoser. Jakie zdanie kościelni eksperci mają na temat aborcji czy in vitro, łatwo się domyślić. Krzysztof Szczerski – zwolennik zamachu smoleńskiego oraz człowiek przejawiający opętanie luźnymi stwierdzeniami o wprowadzeniu episkopatu do Sejmu. Piotr Guział – tu wiadomo i Krzysztof Bosak – narodowiec/imprezowicz, bliski współpracownik Artura Zawiszy (kolejnego de facto oszołoma) były prezes Młodzieży Wszechpolskiej.

Po dojściu do władzy PISu będziemy mieli taką jesień średniowiecza, że inkwizycja hiszpańska będzie romantycznym wspomnieniem. Możliwości jest wiele: wprowadzone miesięcznice, rocznice, marsze obrońców krzyża, w TV transmisje z obrad episkopatu, co niedziela pokazy super bohatera Dudy, wykłady Chazana, a w soboty palenie na stosach niewierzących.

Oczywiście demonizuję i ogromnie żartuję ;) Ale kto wie?

Do tego „wspaniałego” teamu brakuje jeszcze Terlikowskiego, Pospieszalskiego i Brauna, od którego na prawo jest tylko ściana.

I tym optymistycznym akcentem od jesieni 2015r będziemy mieli kraj mlekiem, miodem i wodą święconą płynący. Ale może dajmy im się wykazać, może jak nie będą nam włazić do łóżek nie będzie tak źle… ;)

P. S. Znalezione w sieci:

Kupiłem różaniec i obraz z Papieżem, 
Zamknąłem konto na X - Hamsterze. 
Świerszczyki wszystkie powyrzucałem.
Znajomych gejów z Fejsa pognałem. 
Tak jak lewaków i koleżanki, 
które przyznały się do skrobanki. 
Ta co z invitro ma dwójkę dzieci,
Nim skończę pisać - też z hukiem wyleci!
Na TEFAŁENA blokadę włączyłem.
Wszystkie kondomy podziurawiłem. 
Donos złożyłem, tak jakoś z rozmachu,
na kumpla, który śmiał się z Zamachu. 
Bezczelny skurwiel, kutas żałosny,
Bronił Putina i winił sosny. 
Prenumeratę kupiłem Frondy
Jestem gotowy na nowe rządy! 

Tagi: polityka
16:37, sokramka
Link Komentarze (3) »
piątek, 26 czerwca 2015

Mania jest czwartym dzieckiem Szanownego, ale pierwszą córką. Nic dziwnego, że czasem tatuś ma fioła na jej punkcie i łącząc swoje zdolności oraz parcie na pracę, potrafi córeczce nieba przychylić. 

Kiedy chciała bawić się w domku na drzewie, Szanowny "zazdrościł" swojemu dobremu sąsiadowi, że na 1000m2 działki ma postawny dębaczek i narzeka, że musi kosić połacie trawy i nie ma co z tym robić. Szanowny wiedział, że mając taki kawałek ziemi stworzyłby dla dzieciaków np mini golfa. Chcąc jednak córce zrekompensować brak ogromnej działki do zabawy zbudował domek, w którym Mania i jej koleżanki miały masę zabawy. 

Było tez marzenie o hulajnodze. Nie można? Jak to nie można. Ze starych kółek od taczki wraz z pomysłowością i zdolnościami manualnymi powstała taka oto zabawka:

Chciała mieć tablecik - to tatuś kupił w prezencie pod choinkę, choć mamusia ;) była temu pomysłowi przeciwna. 

A teraz królewna zachorowała na akwarium, a ponieważ mój mąż akwarystą zapalonym kiedyś bywał, ściągnął ze strychu stare, wielkie, rozłożone akwarium i już je składa, czyści, planuje z dzieckiem zakup roślinek i rybek. 

I żeby nie było - moje dziecko nie jest rozwydrzone, ani nad wyraz rozpieszczone, po prostu tatuś daje dziecku to co może i czym jest w stanie okazać jej miłość. Bo mówić o tym uczuciu akurat nie umie. Ale myślę, że Mania doskonale wie, że nie nadwyręża tatusiowych uczuć ;)


wtorek, 23 czerwca 2015

Odetchnąwszy nieco od literatury fachowej postanowiłam znowu sięgnąć po to, co lubię, a mianowicie historię i biografie. To obok zacnych kryminałów mój ulubiony dział książkowy. Pamiętam jak moja Mama zaczytywała się w Grzesiuku, Kosińskim, Redlińskim; wszystkie te książki, które zdołała zakupić, piętrzą się jak dawniej na szafie w starym mieszkaniu mojego ojca (mam nadzieję…). Mnie pozostają wspomnienia i nieograniczony dostęp do biblioteki ;)

 

Aktualnie zanurzam się w historii „Nałkowska i jej mężczyźni” Iwony Kienzler. Pani Iwona to „naczelna” pisarka wydawnictwa Bellona, które zresztą bardzo sobie cenię. Ostatnio skończyłam czytać luźną biografię Marii Konopnickiej, o której środowiska katolickie mówią, że to wieszczka narodowa i prawie że ich święta. Jakiś czas temu krążył po necie dość ciekawy mem przedstawiający Konopnicką z podtytułem: narodowcu! czy wiesz, że śpiewając „Rotę” rozpowszechniasz twórczość Marii Konopnickiej, która żyła przez lata w związku z Marią Dulębianką.

Po ostatniej lekturze nie mam tak do końca pewności, czy Konopnicka z Dulębianką tworzyły związek erotyczny, ale na pewno były wiernymi sobie przyjaciółkami. O Konopnickiej ówczesne tabloidy ;) pisały jak o „rozwydrzonej bezbożnicy”, której „książeczka jest na wskroś fałszem przejęta, a myśl jej bezbożna i bluźniercza”. Pani Konopnicka „rzuciła w twarz kościołowi (…) nędzną zniewagę”. W tekście Iwony Kienzler można zauważyć, że „Konopnicka była osoba wierzącą”, ale „jej wiara nie idzie do Boga przez kruchtę”. Podobno „do końca życia piętnowała politykę Watykanu i jawne kwestionowanie przez Kościół osiągnięć nauki, dewocję i wdzieranie się kleru w intymne sprawy ludzkie”. Jakby Konopnicka żyła w dzisiejszych czasach… ;)

Co do charakteru autorki „Naszej szkapy” to trochę wyczytałam tam swoich cech. Konopnicka nie chciała w dojrzałości wieku zamieszkać z żadnym ze swoich dzieci: „jeśli zaś zamieszkam z nimi, ulegnę fatalnej, duchowej depresji”, szukała samotni; „swojego, cichego ogrodu z własnym drzewkiem”, wcześnie zostawiła męża, który nie umiał zadbać o gospodarstwo i wciąż posyłała mu pieniądze zarobione na pisaniu i tłumaczeniach. Nawet na zdjęciach rodzinnych podobno skrywała się gdzieś z boku, nie szukając rozgłosu, ani nie chcąc bywać w tłumie. I zdanie najpiękniejsze (IMHO) „że mi sił nie brakło, winna to jestem (…) mojej fizycznej organizacji i (…) dumie pewnej, która mi nie pozwoliła prosić o nic nikogo.”

Iwona Kienzler „Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica” wydawnictwo Bellona. Polecam.


Wśród biografii, które posiadam i przeczytałam są historie życia: Davida Bowiego, Freddiego Mercury’ego , Fridy Kahlo, Marka Niedźwieckiego, Wielkiego Liberace, Marii I Tudor (oczekuje na przeczytanie), Kleopatry, Henryka VIII, Elżbiety I, Rasputina, Romanowów.

Wśród biografii, które niewątpliwie kiedyś przeczytam ;) są historie życia: Beksińskich, Lennona, Joanny Szalonej, Sokratesa, Tadeusza Żeleńskiego-Boya i może coś jeszcze bym znalazła… 

 

Praktycznie są już wakacje, można zabrać się za lekturę, ale… jak się jeździ rowerem na mopa, to się czytać tak nie da ;) No chyba, że deszczowe będzie to lato ;)

Tagi: książki
19:25, sokramka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 czerwca 2015

Dziś wieczorem wizyta na uczelni. Pozostał mi ostatni wpis do protokołu i można składać papiery o dopuszczenie do obrony. W tygodniu muszę jeszcze podjechać do mojego promotora, żeby złożył swój zatwierdzający autograf na pierwszej stronie mojej pracy ;) Potem trzeba zrobić zdjęcie do dyplomu no i wydrukowaną pracę oprawić w sztywne okładki. Dziwne jest,  że oprawa musi być zrobiona tylko i wyłącznie w punkcie ksero na uczelni. Tam bowiem mają logo szkoły, a warunkiem złożenia pracy jest logo na sztywnej okładce. Taki lajf…

W międzyczasie jeszcze trafiła mi się rozmowa o pracę, o których już dawno przestałam pisać, bo albo nie szukałam, zawzięcie ucząc się do kolejnych egzaminów, albo tych rozmów zwyczajnie nie było mimo wysłanych CV. W piątek zawiązała się ciekawa rozmowa ze znajomymi z wydziału. Jedna koleżanka oświadczyła, że właśnie została zwolniona (wieloletnia pracownica banku), a druga, że właśnie dostała informację o tym, że jej pół etatu zostanie zlikwidowane. Gadaliśmy o systemie pracy, o zwolnieniach, o oszustwach wśród pracodawców, o szerokich i wąskich plecach, o możliwościach, o młodych, chętnych i niechętnych do pracy… Źle się dzieje w państwie duńskim….

Im więcej mam zajęć tym lepiej, jestem wtedy bardziej zorganizowana, a nie rozlazła w swych działaniach. Nie lubię rozlazłości ;) Życie nakopało mi do dupy i nie mam zamiaru się przez resztę lat umartwiać. Mamy je tylko jedno więc wykorzystajmy je godnie.

A więc do dzieła!

 

Tagi: praca studia
12:47, sokramka
Link Komentarze (5) »
niedziela, 21 czerwca 2015

W nawiązaniu do tych zagłaskanych kotów ;-)

Analiza:

Piątek wieczór: Szanowny siedzi przed telewizorem, zajada obiad i hoduje oponkę brzuszną wraz z nadmierną ilością cholesterolu ;-)

Sz: tak mi się dobrze zrobiło, może byś się przytuliła do mnie?

(nie znoszę żebrania o uczucie)

Ja: spadaj, a może byśmy na rower skoczyli? Proszę cię już od dłuższego czasu (sama dziennie robię po kilka kilosów)

Sz: oj objadłem się.

Sobota: rano jadę na uczelnię po jedne z ostatnich wpisów, wracam około południa, Mańka nie umyta, nic nie jadła, burdel i chaos rządzi. Szanowny pomaga Golasowi w remoncie jego mieszkania.

Sz: o, już jesteś! Może buzi byś mi dała?

Ja: chyba w buzię ;-)

Po jakimś czasie zaczynam szykować się do robienia obiadu. Na co Szanowny mi oświadcza, że właśnie będzie…grill. Nosz kurde, nie mógł mi wcześniej tego zakomunikować-nie lazłabym do sklepu.

Najpierw strzelam wkurwa, a potem strzelam focha :-P

Kiedy potrawy z grilla już są konsumowane przez Golasa i Szanownego (Mania z koleżankami, mój Młody poza domem) chłop przychodzi do mnie do kuchni i z oczami kota w butach prosi: choć posiedzisz z nami, kurczaczka zjesz, piwko ci kupiłem.

Spadaj.

Przyłazi tak ze trzy razy rozbudzając we mnie wkurwa pomieszanego z elektryczną salwą śmiechu ;-) Dobrze, że ma dystans do moich wystąpień, bo jest świadom, że szybko mi przechodzi. 

Niedziela: jak zwykle wstaję ok 7.00 idę robię sobie kawę. Szanowny wstaje pół godziny po mnie i… robi sobie kawę ;-) Dzień jak co dzień. W końcu ok 16.00 przychodzi mu do głowy pomysł: może byśmy na rowery skoczyli?

No jak nie, jak TAK!

:-D

20 kilometrów zrobione razem z Szanownym leśnymi szlakami dało poprawę stosunków międzyludzkich. Lubię jak chłop mój narzuca tempo, jak średnia wyskakuje mi 20/h, jak trzeba wyciskać z mięśni ile się da, jak adrenalina skacze i otwierają się oczy z zachwytu.

Nie-dla rączek trzymanych pod gwiazdami.

Nie-dla buziaczków, przytulasków i innych młodzieżowych pierdół.

Nie-dla lenistwa i marnowania cennych, upływających minut.

Tak-dla ruchu, dla energii, dla emocji, dla życia.

Bo chłop (czy też baba) ma być w związku partnerem, dodatkiem do życia, a nie celem ;)

Tagi: Mąż rower
20:20, sokramka
Link Komentarze (3) »

To powiedzenie od pewnego czasu nabiera realnego wymiaru :/

07:58, sokramka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 15 czerwca 2015

Nauka nauką, ale są też inne przyjemne rzeczy do zrobienia w domu, np. pieczenie chleba ;)

Potrzebujemy:

  • 1/2 kg mąki pszennej
  • 1 1/2 szklanki otrąb pszennych
  • 10 dkg łuskanego słonecznika
  • 10 dkg łuskanej dyni
  • 10 dkg siemienia lnianego
  • 1 1/2 łyżki majeranku
  • 1/2 łyżki pieprzu ziołowego
  • 1/2 łyżki soli
  • 5 dkg świeżych drożdży
  • 2 1/2 szklanki ciepłej wody
  • 1/3 szklanki mleka
  • 1/2 łyżeczki cukru

A teraz do roboty:

Drożdże rozprowadzamy z cukrem w ciepłym mleku. Wszystkie suche składniki dokładnie mieszamy w misce. Następnie dodajemy do nich wodę i wyrośnięte drożdże. Przykrywamy naczynie ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia. Kiedy prawie podwoi swoją objętość wykładamy ciasto do keksówek (u mnie dwie średnie) i pieczemy w temp 210 st C góra + dół przez 35 min, a następnie w temp 190 st C góra + dół przez 25 min. 

Chlebek jest p-r-z-e-p-y-s-z-n-y.

Smacznego!

Tagi: przepis
16:47, sokramka
Link Komentarze (3) »
środa, 10 czerwca 2015

Zdawałam sobie z tego sprawę, ze prędzej czy później taka chwila nastąpi. Każdy rodzic zmaga się z troskami dziecka i nieuniknione są sytuacje interwencyjne, o ile rodzicowi zależy na dziecku...

Mania zrobiła dziś znowu cyrk przed szkołą, manifestując niechęć do pójścia na lekcje. Początkowo przeanalizowałam dzisiejszy plan zajęć, ale żadnych "strasznych" lekcji nie miało być. Stwierdziłam więc, że córka znowu symuluje. Kiedy po próbach przekonywania jej i po gruntownej ocenie jej zachowania wywnioskowałam, że to nie są żarty, objęłam inną taktykę. Mimo upartego twierdzenia, że nic się nie dzieje, że ona nie chce iść do szkoły, bo ma dziś "zły dzień", w końcu puściła tama i prawie w spazmatycznym płaczu wyznała mi, że wczoraj koleżanka powiedziała jej, że wygląda jak "grubaska".

Początkowo nie chciało mi się w to wierzyć. Przyjmijmy, że koleżanka ma na imię Marysia. Moja Mania i Marysia siedziały kiedyś w jednej ławce. Ta zażyłość jeszcze do niedawna przekładała się na wzajemne wizytowanie. A tu nagle taki zonk.

Oczywiście nie zmuszałam już córki do pójścia do szkoły i obiecałam, że porozmawiam z mamą Marysi. Ponieważ dobrze znamy się z tą mamą, rozmowa nam się fajnie ułożyła. Marysia ma przeprosić Manię i obiecać, że więcej nie będzie wyśmiewać ani tuszy, ani wyglądu drugiego człowieka.

Nie ukrywam, że moja córka lubi jeść, ale dużo się też rusza, pływa regularnie na basenie i pochodząc z "wysokiej" rodziny (mój mąż i odnoga rodziny jego matki) może z tego nadmiaru ciała kiedyś po prostu wyrośnie. Ostatni bilans styczniowy pokazywał 46 kg wagi i 146 cm wzrostu. Numer buta mojej córki to 37, a ubrania nosi na 164 lub damskie rozmiarówki 34 ewentualnie 36. To masywna dziewczynka.

Zaprzyjaźniona koleżanka powiedziała mi, że Marysia określiła Manię bezmyślnie, nie złośliwie. Być może jest w tym trochę prawdy, ale co, jeśli moja córka napotka kiedyś na prawdziwe złośliwości? Dodam, że moje młodsze dziecko nie umie się odgryzać tak jak to starsze...

Tagi: córka dzieci
15:31, sokramka
Link Komentarze (5) »
czwartek, 04 czerwca 2015

W ramach wieczornego seansu obejrzałam "Teorię wszystkiego".

Słowa tu są zbędne. Wybitna rola Eddiego Redmayne'a - w pełni zasłużony Oscar. Trochę cukierkowa Felicyty Jones jako żona Stephena Hawkinga. Muzyka-piękno samo w sobie. Nie ukrywam, że uroniłam kilka łez. 

"Nawet gdy nasze życie jest bardzo ciężkie, zawsze możemy znaleźć coś, co da spełnienie" - Stephen Hawking.

Tagi: film
22:23, sokramka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 01 czerwca 2015

Jak to zwykle bywa na prywatnych uczeniach - wszystkie chwyty dozwolone. Abyś studencie zapłacił, będziesz miał papierek jak chcesz. 

Pierwotny termin obrony mamy zaplanowany na około 15 lipca. Do końca czerwca muszą być pozaliczane wszystkie przedmioty, popłacone wszystkie raty czesnego i takie tam, insze... Okazuje się jednak, że mogę nie wstrzelić się w ten termin bowiem jeśli ilość studentów przekroczy pewien limit to komisja nie przepuści wszystkich w terminie i obowiązywać będzie termin jesienny. Działa zasada: kto pierwszy ten lepszy.

Z plotek wśród znajomych dowiedziałam się, że istnieje grupa studentów (matko, raczej leserów studenckich), którzy nie kwapią się do letniej obrony i nie spieszy im się z podejściem do tego egzaminu. Jeśli ta grupa okazałaby się tak leniwa, liczyłabym wtedy na miejsca dla studentów, którym zależy ;)

A teraz trochę obgadywania: większość ludzi ma już napisane prace dyplomowe. Z jednej strony to dobrze, a z drugiej okazuje się,że te prace są: kupione, pisane zasadą "kopiuj-wklej", a ja i inne osoby przykładamy się jak idioci, ślęczymy nad książkami, co i tak w efekcie końcowym nie zostanie docenione. Podobno uczelnia nie posiada programu antyplagiatowego i najważniejszy jest wstęp, zakończenie i przypisy. Reszta może być bełkotem :(

Po trzech latach obserwacji w jakim stanie jest prywatna edukacja, stwierdzam, że dawne egzaminy na uczelnie wyższe były czymś przewspaniałym. Robiły przesiew wśród młodych ludzi i od razu było widać kto ma zadatki na studenta, a kogo lepiej wysłać do łopaty. Nie żałuję, że nie kończyłam studiów w normalnym, młodzieżowym, dziennym trybie, za moich czasów, bo nigdy nie miałam na nie zapędu. Ale żałuję, że edukacja zniżyła się do poziomu rynsztoka, gdzie polska młodzież przychodzi na egzaminy nie wiedząc nawet jak nazywa się profesor, który będzie robił wpisy, że ocenę bdb można uzyskać za samo pokazanie się na zajęciach, że doktor od danego przedmiotu opowiada kawały na wykładzie, a potem sam się przyznaje, że on wie, że my nic się od niego nie nauczyliśmy i w końcu, że dyplom można sobie załatwić, skopiować, kupić, a potem chwalić się wykształceniem wyższym. 

Tagi: studia
13:33, sokramka
Link Komentarze (5) »