Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
czwartek, 30 czerwca 2016

Filmy Pixara zawsze wprawiają mnie w zachwyt, dzięki któremu mogę je oglądać po kilka razy. Iniemamocni, Auta, W głowie się nie mieści, WALLE i inne, to już klasyka w moim repertuarze bajek. Tak jest też z pierwszą częścią o rybce zwanej Nemo. 

Myślałam, że idąc dobrą ścieżką twórcy "Gdzie jest Dory" poprowadzą mnie w ten sam klimat. Niestety, zawiodłam się troszkę. Oczywiście to moje osobiste odczucia, bo każdy ma inny kąt patrzenia na bajkę dla dzieci.

Wczoraj postanowiłam zabrać Manię do kina. Środy są zawsze tańszymi dniami jeśli chodzi o cennik biletów. Kiedyś pisałam o tzw: "biedaśrodach". Wybrałyśmy się na seans 3D, bo i ona i ja chciałyśmy doświadczyć tych emocji.

Cóż.

Streszczać filmu nie będę, każdy zapewne widział zapowiedzi, ale opowiem o moich doznaniach. Były średnie. Nic mnie w tym filmie nie zachwyciło. Ani główny wątek poszukiwania rodziny przez Dory, ani postacie drugoplanowe, ani nawet efekt 3D, który miał powalać na kolana. Ot, prosta historia o poszukiwaniu rodziny. No i gdzie tam są sceny, na których można uronić łzę? Dla mnie nie było. W zasadzie mogę stwierdzić, że więcej przesłania umoralniającego miał filmik krótkometrażowy pt "Pisklak" puszczony przed głównym seansem. Dla mojej córki to była wspaniała lekcja indywidualizmu oraz akceptacji swojej inności.

Film o Dory oceniam w skali 1-10 na 5 i pół ;-)

Natomiast osobiście nie mogę się doczekać emisji filmu o Beksińskich. Obsada zapowiada dobrą pozycję na półce filmów polskich. Mam nadzieję, że się nie zawiodę :-)

Tagi: film
09:46, sokramka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 czerwca 2016

Weekendowo też miałam igłę i nitkę w ręku. Insta już obsadzone moimi tworami, pora pochwalić się tym, którzy tej apki nie posiadają ;-)



Mania pomagała wybierać materiały, trzymała modelkę do przymiarki ;-) w sumie razem spędziłyśmy parę ładnych, wspólnych godzin.

Miłego wtorku!

:-)

Tagi: moje hobby
08:06, sokramka
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 27 czerwca 2016

W zasadzie mam mieszane uczucia. Trochę się pomartwiłam, trochę wkurzałam, trochę cieszyłam. Na piątek wzięłam dzień z urlopu w związku z zakończeniem roku szkolnego Mani. Przed 10.00 wszystko było już gotowe, Mania ubrana, wyszykowana. Pojechałyśmy jeszcze do kwiaciarni zakupić małe kwiatowe co nie co dla pani. I już od tej chwili dzień zaczął się psuć. Mania zaczęła mówić, że chce wracać do domu, że nie chce iść na zakończenie, żebym ja odebrała świadectwo - próby dialogu nie przyniosły pożądanych efektów. Nasza dyskusja w aucie trwała około 10 minut, po czym wypruta z cierpliwości uruchomiłam silnik i wróciłam z córką do domu. Dodałam też, że ma się do mnie nie odzywać przez cały dzień, że nie wiem co się z nią dzieje i nie mam już sił. Przed domem stał Scareface, który zdziwiony spytał co tak szybko wróciłyśmy z zakończenia roku? Wtedy zaszkliły mi się oczy i opowiedziałam pasierbowi o wszystkim. Chłopak postanowił pogadać z siostrą i poszedł do nas do domu, gdzie Mania już zdążyła wejść. Po chwili oboje wyszli i postanowiliśmy jeszcze raz pojechać do szkoły z nadzieją, że chociaż na rozdanie świadectw w klasie zdążymy.

Zdążyliśmy, ale w ławce szkolnej córka pytała się szeptem co chwilę: kiedy idziemy, czy to już koniec?? Trudno to zdiagnozować.

Na wieczór byłam umówiona ze znajomymi z roku, na symboliczne opijanie zakończenia roku akademickiego. Piwko smakowało, towarzystwo dopisało, była pełna kultura i śmiech. Mam już oficjalnie wakacje.

W sobotę upały nie odpuszczały, a Scareface postanowił zabrać swoją żonę - Blondynę i dziecko nad rzekę. Zaproponowali, żeby i Mania się z nimi przejechała. Najpierw się zastanawiała, a potem jednak się zgodziła. Po powrocie pasierb opowiedział mi, że Mania nie chciała bawić się z nimi np piłką plażową. Wolała pływać na dmuchanym materacu. Sama. A potem powiedziała bratu, że przez to, że ona lubi wszystko robić sama koleżanki w klasie jej nie lubią (?) Zdziwiłam się bardzo, że ona to tak odczuwa, bo koleżanki i koledzy do niej dzwonią, zapraszają na urodziny, na plac zabaw. To, że później Mania bawi się z nimi krótko i szybko wraca do domu to już inna sprawa....

W niedzielę oczekiwaliśmy upragnionego deszczu. Było tak gorąco, że nie dało się wytrzymać. Jak zwykle w takich sytuacjach zasłaniamy okna, zamykamy je i siedzimy w przyjemnym chłodzie naszego domu. Dom w większości zwrócony jest do strony pólnocno-zachodniej. W końcu nadeszła burza, a po burzy okazało się, że Szanownego słoneczniki pokładły się w ogródku, że jego fasola leży na ziemi, że kukurydza poddała się woli silnego wiatru. Ale nie ma tego złego - wszystko udało się uratować, podwiązać i podnieść.

Na wieczór pojechaliśmy rowerami z Manią i Szanownym wokół naszej okolicy. Nareszcie było czym oddychać. jestem fanką klimatyzacji i zdecydowanie niższych temperatur. Wychodzę z założenia, że wolę założyć na siebie warstwowo kilka rzeczy i przemarznąć niż próbować rozebrać się z własnej skóry i się zapocić...

Miłego, chłodnego poniedziałku.

09:10, sokramka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 czerwca 2016

Wpis optymistyczny, ale nie mówiący nic konkretnego. Otóż mamy w tym tygodniu w pracy burzę mózgów. Lecą wnioski jeden za drugim, koledzy z zamówień publicznych mają sraczkę, a my z logistyki przebieramy palcami po klawiaturze komputera. Za siedem miesięcy ma nastąpić zmiana kadrowa - jeden z naszych kolegów odchodzi i to ja zostałam wytypowana na jego zastępcę. Szef, taki główny, mój najwyższy przełożony powiedział mi, że widzi mnie jaką prawą rękę kolegi X (tego, który odchodzi). Mam się pilnie uczyć i nawet znać ustawy na pamięć ;-) Musze się bardziej wczuć w te zamówienia, żeby w nich pływać jak kiedyś w materiałach budowlanych. Nie wiem jak to będzie wyglądać, ale na razie się nie podniecam. Zobaczymy co wyjdzie w praniu. Żeby to się jeszcze przełożyło na kwestie finansowe.... Ale to niestety budżetówka.

Miłego czwartku!

Tagi: praca
10:59, sokramka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 20 czerwca 2016

Już niedługo wakacje, wakacje.... Miałam w czasie weekendu ostatni zjazd. Luzik mnie ogarnął, bo to tylko formalności: wpisy i drobne zaliczenia. Żadnych egzaminów, stresów i nerwów. Niestety nie wszyscy wykładowcy byli dostępni od ręki ;-) miałam więc dłuższą przerwę w ciągu dnia sobotniego. Postanowiłam wybrać się do dawno nie widzianej koleżanki na kawę. Po drodze miło było spotkać Bezcielesną z Wiertką: dziewczyny miały w planach sadzenie kwiatków na balkonie. Podziwiam - to zupełnie nie moja bajka :-D

Późnym popołudniem dojechałam do domu. Wcześniej zostałam uprzedzona przez Szanownego, że przyjechali teściowie mojego pasierba, Scareface'a. W sumie miałam pierwszą, większą możliwość poznania tych ludzi, bo na ślubie młodych byliśmy tylko z daleka i na "dzień dobry". Teraz postanowiłam podejść do towarzystwa, uścisnąć rękę i spróbować zamienić kilka słów. Po kilku minutach okazało się, że niestety jest to zbyt duże zderzenie różnych kultur i nie ma sensu, żebym przesiadywała w tym towarzystwie. Po pierwsze: na stole obok potraw z grilla znalazła się wódka. Nie znoszę jej, a wiadomo - większość małomiasteczkowej społeczności nie wyobraża sobie imprezy bez wódki. Po drugie - tematy jakie próbowali narzucać goście to przede wszystkim krytyka świata ich otaczającego i ciągłe pretensje jak to im jest źle. No i po trzecie - to zatwardziałe Pisiorki. O tym, jak zbawienne jest 500+ oraz przyszłościowy program Mieszkanie+ nie chciałam juz słuchać. Za to Szanowny z chęcią został i zachęcony tematem przekomarzał się z nimi ostro.

Tak na marginesie wspomnę, że ja już dawno wiem, że PIS to nie partia, to stan umysłu. Tak jest tez w przypadku rodziny żony mojego pasierba. To zderzenie dwóch różnych kultur. Kiedy na stwierdzenie mojego męża, że nigdy, ale to nigdy nie zagłosowałby na partię jaśnie panującego prezesa, matka żony pasierba z wyrzutem zapytała: a na co? może na PO? I nawet próba wyjaśnienia im, że przecież w parlamencie nie ma tylko tych dwóch partii, że są inne opcje, nie przyniosła żadnego efektu. Oni mają wbite do głowy przez księdza z ambony, że PO jest złem, a PIS jest rycerzem zbawiennym na białym koniu. Oni nie rozumieją zasad ekonomii, że na 500+ komuś trzeba zabrać, że to nie są pieniądze z nieba, że Polska w ruinie, to dopiero będzie, jak Pisiory wydoją z budżetu wszystko co się da. Takie rzeczy są niezrozumiałe dla tej małomiasteczkowej społeczności. Rozmowa się nie kleiła.

W niedzielę była powtórka z uczelni - szybkie zaliczenia i wpisy. Potem małe przemeblowanie w domu. Postanowiliśmy poprzestawiać trochę meble w Mani pokoju. Właściwie to była moja inicjatywa, a Szanowny mi prężnie asystował ;-)

Podczas obiadu jaki żona mojego pasierba przygotowała dla swoich rodziców usłyszałam ze swojej kuchni podwórkowe rozmowy. Były to opinie o pierwszej synowej mojego męża. Okularnica niestety ma problemy z wejściem w rolę matki. Pisałam o tym jak ciężko jej się zajmować Małym, jak wiele błędów popełnia i jakie są tego konsekwencje. Blondyna, druga synowa mojego męża stwierdziła, że tej pierwszej nienawidzi, bo jak można tak zaniedbać opiekę nad dzieckiem. W sumie to nie moje małpy i nie mój cyrk, ale uważam, że zamiast wyrzucać z siebie krytykę, może należałoby tej pierwszej dziewczynie jakoś pomóc? Zapytać z czym sobie nie radzi. Z takich właśnie nieporozumień wynikają późniejsze, dalekosiężne antypatie rodzinne. Wiem też, że SS czyli była żona Szanownego również ma pretensje do synowej i nie pochwala formy opieki nad swoim wnukiem. Ale żeby wspomóc - nie robi nic.

Cóż, takie życie.

Dziś zastał nas deszcz, dobrze, bo nie jestem zwolenniczką upałów, jak zresztą większość już wie. Poza tym ziemia też potrzebuje pić.

Miłego poniedziałku!

piątek, 17 czerwca 2016

Nie umiem żyć bez muzyki. Podkreślam to wiele razy, że dla mnie stacja radiowa, teledysk, wykonawca, historia utworu ma ogromne znaczenie. Nie umiem jak część ludzi słuchać, aby słuchać. Taki jest mój Szanowny. Jeśli coś mu wpadnie w ucho, jest fajnie, ale przeminie moda na daną piosenkę i szybko o niej zapomina. A ja inaczej. Mam zapełnioną pamięć karty w telefonie mnóstwem pozycji. Wszystkie są pogrupowane: rock, po polsku, instrumentalnie, muzyka z filmów, poważnie, tanecznie (nawet ;-)) Trochę mi przykro, że w temacie nowości z mojej półki muzycznej nie mam z kim dyskutować. Z Szanownym jest kilka płaszczyzn, w których świetnie się dogadujemy, ale akurat muzycznie do siebie nie pasujemy. Muzycznie pasuje do mnie mój Pierworodny. Wyszkoliłam go muzyką puszczaną w aucie he he ;-) ale on nie przywiązuje wagi do szczegółów. Lubi słuchać tego co ja, ale nic ponad to.

Lubię też odgrzebywać nostalgicznie stare przeboje, albo wnikać, wgryzać się co to za utwór w tej reklamie/czołówce programu. Lubię czytać biografie muzyków, ich historie dotarcia na szczyty, lubię też sprawdzać artystę na żywo, co pozwala potwierdzić lub wykluczyć jego talent ;-) Ostatnio bawiłam się w szukanie utworów z dżingli radiowych. Głównie zapamiętanych z programu III. Co do poziomu tej stacji nie będę się wypowiadać, bo najnormalniej w świecie jestem wkurzona co tam sie w tej trójce ostatnio dzieje. Ale mu tu o muzyce.

Kto słuchał LP pr. III ten zapewne poniższy dżingiel rozpozna bez wahania ;-)

Kolejnym znaleziskiem archeologicznym ;-) jest trwający 14 min fenomenalny utwór "Children of Sanchez" Chucka Mangione. W późnych latach 70ych kawałek trwający od 3,40 wykorzystywany był do czołówki programu "Kalejdoskop kino-oko". Utkwiła mi czołówka z powodu wielkiego oka na ekranie w czasie rozpoczynania programu ;-) ale polecam przesłuchać cały utwór. Jest genialny!


Wracając do nowości mamy w tym roku na rynku kolejny, jedenasty album Papryczek. Kto wie - ten wie, a kto nie wie to wspominam Red Hot Chilli Peppers. Przesłuchuję właśnie kawałek po kawałku i.... jak zwykle się nie zawiodłam. Album przewspaniały. A basy w wykonaniu Flea są jak miód na moje serce. Zresztą posłuchajcie sami:

Staram się sobie "umuzyczniać" życie jak tylko mogę, ale czasem się nie da. Mój mąż nie rozumie, kiedy mam słuchawki w uszach i akurat w TEJ chwili nie mogę odpowiedzieć na jego pytanie. Przecież muzyka potrwa mniej więcej trzy minuty i się skończy, może więc poczekać :-P

Wstaję rano - włączam radio, ostatnio się wkurzam, bo w kuchni coś sygnał zanika. Muszę pomyśleć o lepszej antenie ;-) Wracam po pracy - włączam radio.

P.S. Bromm - chciałam Ci podziękować za odkurzenie Berdien Stenberg. W zasadzie dzięki Tobie powstał dzisiejszy wpis :-)

Miłego, muzycznego dnia!!

wtorek, 14 czerwca 2016

Sobota i niedziela pod znakiem dziecka. Najpierw odwiedzili nas Uszak, Okularnica i Pacholę. I tu kilka moich osobistych spostrzeżeń: rzeczywiście widać, że Mały jest lekko opóźniony, niedouczony, niedopilnowany, niedomyty... Chłopiec niedługo skończy 1,5 roku, a dopiero zaczyna chodzić. Siedząc na podłodze bawił się zabawkami. Kiedy zaczęłam go prosić o to, żeby dał mi misia, autko czy klocek, patrzył się z otwartą buzią i mętnymi oczami. Myślałam, że to przez fakt bycia mu osobą nieznajomą, ale w przypadku Szanownego sytuacja się powtórzyła. No nic. Nie moje małpy, nie mój cyrk.

W niedzielę walczyłam z Manią. Dosłownie, bo pokłóciłyśmy się na całego. Zrobiłam jej nawet czystkę w biurku, bo z szafki wysypywały się różne papiery i nie mogła znaleźć tego co ważne. Później poszło o lekcje. Pani od historii prosiła dzieci, żeby wykończyły ćwiczenia we własnym zakresie w związku ze zbliżającym się zakończeniem roku. Mania oczywiście powiedziała, że nie będzie tego robić, bo ona nie lubi historii, a poza tym pani i tak tego nie sprawdza. Nie pomogło nawet zdanie siekiery pokoleniowej, że "nie uczy się dla pani tylko dla siebie". Po ponownej, stanowczo wypowiedzianej prośbie zrobienia ćwiczeń z historii, Mańka bezpardonowo chwyciła zeszyt ćwiczeń i... rozdarła go pół! Krzycząc: "nie będę robić i już!". Po czym wyszła ze swojego pokoju informując krótko: "wychodzę". Na co ja odparłam: "to idź, może ci głupoty na dworze wywietrzeją".

Przyznam szczerze, że trochę się zdygałam po swojej reakcji, bo w zasadzie Mania mogła wyjść i iść w.... Ale na szczęście za 5 minut wróciła, siedziałam już wtedy w kuchni. Podeszła do mnie i oświadczyła: "wróciłam, zrobiłam sobie rundkę wokół domu", "ochłonęłaś" - spytałam, "tak", "no to dobrze, bo ja też" - dodałam. Po czym usiadła mi na kolanach i stwierdziła, że chce się przytulić. Zapytałam się więc mojej córki czy kiedykolwiek przestaniemy się kłócić? Na co moje dziecko krótko odparło, że nie, bo kłótnie są potrzebne, a poza tym potem jest fajnie się godzić (?)

Do końca nauki zostało dzieciom kilka dni. W przyszłym tygodniu mają mieć tylko zabawy i przychodzenie bez książek. Urlop bierzemy z Szanownym dopiero od 1 sierpnia. Nie mamy żadnej rodziny, babci, ani miejsca, w którym mogłaby przebywać Mania. Na wakacje w mieście nie chciała się zapisywać. Ona lubi samotnie przesiadywać w domu. Tylko, że takie samotne przesiadywanie w domu z wiekiem zaczyna być podejrzane ;-)

13:06, sokramka
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 czerwca 2016

Dużo, wiele i mnóstwo. Od soboty choruję. Tzn nie jest to coś, co powaliłoby mnie z nóg (bo mnie tak łatwo nie jest powalić ;-)) ale jednak ból gardła i gile dokuczają dość mocno. Mija tydzień więc według powiedzenia ludowego powinnam z przeziębienia już jutro wyjść ;-)

W pracy wniosek za wnioskiem leci, w międzyczasie staram się robić rzeczy poza planem, przydzielane mi na "cito". Dobrze się w tym czuję i spełniam się zawodowo. Dowiedziałam się również, że od lipca czekają nas jakieś podwyżki. W zasadzie nie będą to jakieś ogromne pieniądze, tylko sumy rzędu 150-200 zł (brutto) ale zawsze coś. Proszę pamiętać, że pracuję w budżetówce więc tutaj tylko kierownictwo obraca kwotami wyższymi niż średnia krajowa ;-)

W domu oczekiwanie na nowego lokatora, a właściwie lokatorkę. Mamy już "zaklepaną" małą kotkę, urodzoną niedawno przez kotkę u zaprzyjaźnionej koleżanki. Cieszymy się bardzo. Kocię jednak musi mieć 12 tygodni, żeby bezpiecznie zabrać je od mamy. W planach jest już imię dla kotki - Frytka ;-)

Z wieści poza domowych: dowiedzieliśmy się, że pacholę, po operacji zespolenia rozszczepu podniebienia, niestety będzie cierpiało na następnej. Przyczyną jest podobno... niedbalstwo rodziców. Szczegółów nie znam, ale wiem tylko, że dziecku wszystko się rozłazi mimo operacji. Miała być w planach już tylko kosmetyka twarzy, a tu się okazuje, że ponownie trzeba będzie usypiać do operacji. Przykre to i choć wielokrotnie powtarzałam, że to nie moje małpy i nie mój cyrk, jest mi zwyczajnie szkoda tego dziecka, bo rodzice jednak udowadniają, że nie dorośli do pełnienia tej funkcji. To im jest bardziej potrzebna opieka.

Zaraz koniec roku szkolnego: Mania wychodzi z czwartej klasy z bardzo dobrymi ocenami i zachowaniem wzorowym. Szczerze to jestem zdziwiona, bo ta jej absencja powinna przynajmniej obniżyć zachowanie o jeden stopień, ale widać pani dała jej szansę. Co do psychologicznych potworów, walczymy z nimi nadal: np. poniedziałek był znów dniem wagarów. W czwartek byłam u szkolnej psycholog, którą bardzo lubię i cenię za profesjonalne podejście do zawodu. Namawiała mnie na ukończenie badań w poradni, mimo naszych (moich i Mani) oporów i antypatii do tamtejszej psycholog. Argumentowała to tym, że to będzie jakby "kara" dla Małej, że w ramach jej zaniedbywania szkoły musi cierpieć w nielubianym miejscu. Wiem, że żeby zamknąć badanie w poradni potrzeba tylko jeszcze jednej wizyty. Potem będzie wystawiona opinia i koniec. Tak więc rozważę ten pomysł.

Jeśli wyrobię się do końca czerwca z obrobieniem wszystkich moich papierów, będę mogła spokojnie iść na zasłużony urlop od 1 sierpnia. Na to tylko czekam....