Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
czwartek, 31 lipca 2014

Zostawmy walki ideologiczne politycznym i zadbajmy o lokal mieszkalny ;) Postanowiłam kupić wiadro najtańszej farby i wziąć się za malowanie przedpokoju, który straszy ludzi od...o matko...od 3 lat! Myślę, że nikt nie chciałaby dłużej patrzeć na coś takiego:

oraz coś takiego:

Ja mam już tego po kokardkę. I nie ważne, że Szanowny obiecał to zrobić, nie ważne, że od obietnicy mija już...trochę, nie ważne, że ma inne swoje roboty rozbabrane, ja będę "bohaterem w swoim domu" ;) i na wzór mojej Mateczki złapię za szpachlę, potem pędzel i zrobię z tym gównem porządek. Ot co!

Aha: dostałam w spadku od znajomej komplet szafek kuchennych. Jak mi się jeszcze będzie chciało to złapię się za kuchnię.

Tagi: remont
06:37, sokramka
Link Komentarze (5) »
środa, 30 lipca 2014

Migracje łóżkowe mojej córki to już temat oklepany. Czasami bywały co noc, czasami co drugą, w każdym razie z niejednoznaczną regularnością mieliśmy z Szanownym lokatora w łóżku. Zdarzało się, że mąż po kolejnym przebudzeniu wstawał i wynosił naszego brzdąca do jej łóżka, ale zdarzało się też, że oboje wstawaliśmy rano nie wyspani i pokopani przez nasze dziecko. Aha - dziecko ma już 8,5 lat ;)

Parę dni temu postanowiłam nie kultywować odnoszenia potomstwa do własnego barłogu i sama przeniosłam się do wyrka Małej. Okazało się to zbawiennym na wszelkie nocne koszmary. Miałam bowiem, oprócz dodatkowego lokatora, walkę z chrapiącym małżonkiem, walkę z niewyłączonym telewizorem, który dla mojego Szanownego był nie lada kołysanką i często mi tłumaczył, że on bez tego pudła zasnąć nie może, no ale potem o 3.00 w nocy to już nikt nie myślał, że galopujące reklamy i durne, nocne programy mogą mnie wybić z najmocniejszego snu. Oj wiele inwektyw leciało w stronę mojego męża....

Tak więc ku zdziwieniu mojego Szanownego od teraz się wysypiam. Łóżko Małej ma prawie 180 cm długości więc się spokojnie mieszczę. Szanowny robił je dla córki na wyrost. Ma wygodny materac, mniej boli mnie kręgosłup. Mała szczęśliwa jak nigdy, bo "śpi z tatusiem". Oj środowiska prawicowe dałyby mi popalić ;) i jeszcze o jakąś pedofilię by nas oskarżyły ;)

Nie wiem jak długo to potrwa, ale na dziś mam ochotę utrzymać taki stan rzeczy. Przynajmniej wstaję uśmiechnięta.

Tagi: córka Mąż
06:50, sokramka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 29 lipca 2014

Będąc kobietą dbającą o swoje zdrowie jak zwykle przeprowadziłam kontrolę swojego organizmu robiąc USG piersi i podstawowe badania krwi. Na szczęście gości w postaci mięśniaków mam tylko w macicy, cycki są zdrowe. W badaniach wyszły mi podwyższone d-dimery, co skutkuje w przyszłości zakrzepicą żył, bądź innymi dolegliwościami związanymi z przyjmowaniem doustnej antykoncepcji. Doktor, który zlecił badania zasugerował odstawienie tabletek, na co ja po wyjściu z gabinetu zdecydowanie odmówiłam, traktując  przyjmowanie tabletek nie tylko jako środek antykoncepcyjny, ale i lek zmniejszający dolegliwości miesiączkowe. Pamiętam, że jako młoda dziewczynka chodziłam po ścianach z bólu miesiączkowego, Mama wezwała do mnie raz karetkę. Były też przypadki kiedy ciśnienie było tak ogromne, że skręcało mi dłonie i stopy do wewnątrz. Koszmar kobiecy. Po zastosowaniu tabletek hormonalnych problem zniknął z dnia na dzień. Okresy mam jak w zegarku, nic nie dokucza, nie boli, krwawienie występuje góra trzy dni. I teraz ta wizjonerska zakrzepica, która spędza mi sen z powiek.

Ponieważ tabletki już mi się kończyły poszłam do innego lekarza, z nadzieją, że przepisze mi inne leki. Niestety okazało się, że ja ze swoimi wynikami nie nadaję się do żadnej antykoncepcji doustnej. Najlepsza byłaby wkładka. A ja osobiście najchętniej bym się wysterylizowała, na co mój mąż twierdzi, że do reszty mi odwaliło. Mam koleżankę po sterylce, bardzo jej tego zazdroszczę i podziwiam. A przy okazji pozdrawiam!

Zaczęliśmy z doktorem rozmawiać. Zaproponował mi wkładkę u siebie za 1300 zł. Toż to nawet nie jest moja pensja, nie mówiąc już o zbytku takich pieniędzy. Kiedyś, parę lat temu, za dobrych czasów może, ale teraz? Załamałam się. Jak kobieta, która chce kontrolować swoją po pierwsze dzietność, po drugie ulżyć cierpieniom, ma żyć w tym jakże „oświeconym” świecie. Najlepiej byłoby w ogóle nie stosować antykoncepcji i żyć „po bożemu”, ale przecież ja – ateistka? ;) I tu się zacięłam, bo nie wiem co o tym myśleć. Nie chcę obrażać uczuć religijnych osób głęboko wierzących, bo i takich mam wśród swoich dobrych znajomych, ale ingerencja kościoła katolickiego w życie ludzi ostatnimi czasy jest według mnie przerażająca. Najgorsza jest sfera polityki. Nic nie może obejść się bez słowa wysokiej rangą głowy kościoła. Każda forma próby odseparowania życia od względów kościelnych jest traktowana jako swoisty atak. I najgorsze jest to, że mówią i robią tak tylko fanatyczni katolicy. Nie słyszałam, żeby burzyli się buddyści, świadkowie Jehowy, czy zaratusztrianie.

Ostatnio przeczytałam bardzo ciekawy wywiad z Wiktorem Osiatyńskim. Polska zmierza w kierunku państwa wyznaniowego. Za dużo kleru w życiu codziennym powoduje zamieszanie w umysłach ludzi światłych, chcących zmian, nowości, ucywilizowania szarego życia. Tak jak kwestia spraw ginekologicznych. Wszystko dostępne tylko za sporą dawką kasy, nic refundowanego, podziemie aborcyjne kwitnące jak kwiaty wiosną. Nie tego chyba oczekiwaliśmy. Mamy się rozwijać, a nie cofać do czasów inkwizycji. I pomyśleć, że za czasów Zygmunta Augusta byliśmy krajem spędzającym z innych państw innowierców. Tolerancja religijna w naszym kraju była stawiana jako wzór nowoczesności. Najmniej stawiano u nas stosów i najmniej za niewierność i zabobony palono. Jerzy Paczkowski, nieżyjący już poeta i satyryk kiedyś napisał: „Są dwa poważne powody, dla których Polska mi zbrzydła: za dużo święconej wody, a za mało zwykłego mydła.”

Wracając do mojego problemu – oczywiście chciałabym założyć sobie tę wkładkę. Realnie myśląc 1300 zł podzielone na 5 lat: to się opłaca. Ale wkładek na raty nie dają ;) Dzieci mieć już nie chce, chcę mieć też święty spokój podczas comiesięcznej wizyty okresu. Doktor przepisał mi te tabletki, ale w karcie napisał: ostrzeżono!

Tagi: zdrowie
13:32, sokramka
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 28 lipca 2014

Zabija mnie powoli. Wysysa ze mnie najdrobniejsze elementy pozytywnego działania. W nocy nie mogę spać, w dzień jestem senna jak otępiała mucha i nie umiem działać racjonalnie.

Nie dla mnie taka aura. Mam taką teorię: zimową porą założę na siebie kilka warstw ubrań i nie zamarznę, ale latem z własnej skóry się nie rozbiorę.

06:36, sokramka
Link Komentarze (6) »
piątek, 18 lipca 2014

Od poniedziałku latam jak kot z pęcherzem. To drugie mopowanie wypruwa ze mnie flaki. Chociaż nie jest ciężko to jednak gonitwa za czasem i lejący się żar z nieba potrafi dobić. Jest lato, gorąco, ludzie śmierdzą, nie myją się, nie golą, w komunikacji miejskiej pot wymieszany z tanimi perfumami, mielony włączoną klimatyzacją dusi. Ale już niedługo – idzie nowe, nic nie napiszę, żeby nie zapeszyć.

Rano standard – prysznic i na 7.30 gnam na dzienne sprzątanie. Wracam ok 11.00 robiąc po drodze szybkie zakupy. Potem w domu – piekę chleb i robię szybki obiad. Co drugi dzień udaje mi się zmieścić w czasie ze zrobieniem prania. Potem szybki prysznic, przebierka i na 16.30 na drugiego mopa. A wieczorem padam na ryj jak chłoporobotnik budowlany.

Nie mam czasu podrapać się w tyłek. W czwartek jeszcze miałam wizytę u lekarza w środku dnia, a czas goni. Myślałam, że moje starsze dziecko posiedzi trochę w domu – zajmie się młodszą siostrą. Niestety on jak zawsze ma ważniejsze sprawy. Ale trudno się dziwić – to już prawie dorosły człowiek.

Działam jak samotna matka. Mam do załatwienia obniżenie podatku od nieruchomości w związku z likwidacją sklepu dziadka. Ale plany Uszaka co do zagospodarowania garażu i sklepu mogą jeszcze zmienić standard domu. Tylko ile to będzie trwać?

Mam zaległy prezent do wysłania, muszę opłacić dziadkowe rachunki (na szczęście daje na to pieniądze) i napisać pismo sądowe dla Brata. Ale dam sobie radę! Ja bym sobie nie dała? Poza tym dziwnie naładowana jestem dobrą energią, chcę ją umiejętnie wykorzystać.

Tagi: ludzie praca
10:29, sokramka
Link Komentarze (9) »
czwartek, 17 lipca 2014

Nie wtajemniczonym nowomową wyjaśniam, że Babcocha to taka pokrewna Macochy. Skoro więc najstarszy syn mojego męża zmajstrował potomka, a mój mąż zostanie dziadkiem, ja będę Babcochą. Czy będę teściochą nie wiem, bo o ślubie na razie nie ma mowy. W każdym razie mnie to ani ziębi, ani grzeje. Dziadek z powodu rychłego pozostania pradziadkiem musiał się napić z kolegami. W końcu to taka ważna okazja...

Szanowny powiedział, że w jednej chwili poczuł się stary, a ja uważam, że robienie sobie w aktualnych czasach dziecka to skrajna nieodpowiedzialność. Po pierwsze: Okularnica pracuje na zlecenie od niedawna w jakiejś podrzędnej firmie. Na macierzyński nie ma co liczyć. Uszak na tej swojej budowie ma chyba ze dwa tysia z hakiem (małym). Mieszkać gdzie nie mają, bo rodzice Okularnicy nie kwapią się do wykończenia domu i wciąż przebywają w kawalerce z dwójką pozostałych dzieci. Chociaż Uszak zerwał się na nogi i w końcu postanowił wyremontować swój pokój plus puste pomieszczenie po niedawnym sklepie dziadka. Teść zaoferował dodatkowo garaż. Po przebiciu ścian i zrobieniu z tego lokalu mieszkalnego z łazienką i kuchnią, będzie tego z 40 m2. Dla nich jak znalazł.

Wypowiadam się mało optymistycznie, bo to taka odwieczna siekiera pokoleniowa, choć sama mam pierwsze dziecko z wpadki, a może właśnie dlatego...

Życzę im jak najlepiej, aby wszystko im się ułożyło. Podobno się zabezpieczali, nieumiejętnie? Ciekawe co na to SS. Przecież będzie babcią.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Sezon ogórkowy w pełni. W miejscu, w którym służbowo używam mopa polowa kadry wypłynęła na szerokie wody urlopów. Jednym słowem - mam mniej pracy. Mniej ludzi to mniej śmieci, mniej odkurzania, mniej mopowania. Lżej i krócej. Mi również proponowali urlop, ale fizycznie mnie na to nie stać. Umowa zlecenie to taki dziwny twór, że jak nie przyjdziesz do pracy to ci nie zapłacą. Tej umowy kodeks pracy nie obejmuje. To zwykła umowa cywilna.

Szanowny bierze swój urlop w sierpniu. Logiczne jest, że nigdzie nie pojedziemy, chyba że skombinuje na tyle kasy, żeby zabrać gdzieś naszą córkę i spędzić z nią kawałek wakacji. Ale: "on nie chce sam, on chce ze mną". Będzie więc siedzieć w domu. 

Ja zaś szarpnęłam się na dodatkowego, popołudniowego mopa. Cierpiąc na chroniczny brak funduszy i mając wizję przyszłego roku szkolnego, musiałam podjąć taką decyzję. To co zarobię dodatkowo, będzie akurat na książki dla moich dzieci. Zaczynam od dziś.

Tagi: praca urlop
12:06, sokramka
Link Komentarze (4) »
niedziela, 13 lipca 2014

Mąż i żona? Zaraz, zaraz - służy to służący/a, tak więc po co jest mąż żonie i po co jest żona mężowi? Bo nam się chyba pojęcie instytucji małżeństwa w definicjach pomyliło :/

19:50, sokramka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 lipca 2014

Fajnie się je robi. 20 minut i gotowa :)

Niebieska dla córki :)

Dla Niuni ;) to taka jedna mała, która lubi bransoletki.

Dla mamy Niuni :)

Zielona może być noszona przeze mnie, albo może być dla koleżanki, zależy, którą wybierze:

I szara:

Oczywiście byłabym świnią, gdybym nie pochwaliła zdolności manualnych Szanownego. Wreszcie skończył hulajnogę dla Małej. NIKT z jej koleżanek/kolegów takiej nie ma :) Ha!

Ci co znają mnie z FB wiedzą, że to zmodernizowana wersja starszego modelu hulajnogi. Taki tuning znaczy się ;)

Tak na szybko, bo prawie 7.00 i zaraz wychodzę na mopa ;)

Otóż ludzie są wspaniali; żyją jeszcze tacy na tym podłym świecie, którzy działają bezinteresownie. I śmiem twierdzić, że życzliwość powraca. Że warto czasem powiedzieć więcej słów: dziękuję, przepraszam, bo to przyciąga dobrych ludzi. 

To tyle. Miłego czwartku! W Warszawie upały zelżały trochę i dobrze, bo ja już od trzech dni z potwornym bólem głowy chodziłam. 

Tagi: ludzie
06:50, sokramka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2