Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
czwartek, 30 lipca 2015

 

Bardzo, bardzo trafne spostrzeżenia. Ja też czytam prawicowe portale, wszak język wroga trzeba znać ;) No i ta mina Prezesa na zamieszczonym zdjęciu - bezcenna. 

Podpisuję się pod tym listem obiema rękami i nogami też ;)

Tagi: polityka
17:38, sokramka
Link Komentarze (1) »
środa, 29 lipca 2015

Normalnie: bierze się dojrzałą córkę (może być niedojrzały syn), wyskrobuje się z portfela szczyptę pieniążków, dodaje się optymizm, uśmiech i komunikacją miejską podąża do kina. Co ja plotę? To się w głowie nie mieści!

Film wytwórni Pixar "W głowie się nie mieści" podbił moje i Mani serca. W ramach rekompensowania jej ubogich wakacji poszłyśmy na seans do kina. Do wyboru były jeszcze "Minionki", ale ostatecznie wygrała burza emocji na wielkim ekranie. 

Film ma w sobie wszystkie cechy mądrej, stonowanej bajki. Ukazuje w luźny sposób jak działają nam nasze mózgi i która z obecnych emocji właśnie przejmuje stery. Strasznie mi się to podobało. W bajce mamy pokazaną historię dziewczynki, która od urodzenia do dwunastego roku życia przeżywa silne emocje związane z jakąś bieżąca sytuacją. Mamy tu Radość, Smutek, Gniew, Strach i Odrazę. Prym wiedzie Radość. To ona za wszelką cenę chce, aby główna bohaterka była szczęśliwa. W roli dubbingowej występuje Małgorzata Socha, która jak dla mnie jest tutaj rewelacyjna. Pomijam fakt, że osobiście nie cenię jej aktorstwa zbyt wysoko, ale to może wynikać z tego, że nie jestem fanką seriali, a w większości takich produkcji pani Małgosia grywa. Natomiast jako aktorka dubbingowa jest przewspaniała. Wspomniana Radość radzi sobie przy sterach znakomicie dopóki nie zajdzie pewne niefortunne zdarzenie w centrum dowodzenia i zburzy cały ład. Ale to już musicie sami zobaczyć.

Bajka nie jest dla dzieci pięcioletnich. Takie brzdące może lepiej zabrać na "Minionki". "W głowie się nie mieści" to bajka bardzo dojrzała. O emocjach, o poświęceniu, o miłości, raz nawet udało mi się uronić łzy.

Wracając z kina śmiałyśmy się z Manią która teraz wyspa jest aktualnie w ruchu i która nasza emocja stoi za sterami. I o to przecież chodziło ;)

P.S. nie podobało mi się jedno: ukazanie na samiuśkim końcu filmu wnętrz różnych innych postaci, wśród których był kot. No nie, ja się nie zgadzam - tak nie wygląda mózg kota ;) 

 

Tagi: film
17:31, sokramka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 28 lipca 2015

W tym roku będzie chyba ogórkowo. W zeszłym było pomidorowo - mieliśmy przeciery i keczupy i pomidory w zalewie, jedliśmy pomidory na śniadanie, do obiadu, na kolację. A teraz zmiana: ogórki pną się po żyłkach i trzeba je dwa-trzy razy w tygodniu podbierać. 

Zrobiłam już parę słoików konserwowych. Zrobiłam też małosolne. Przymierzam się do zamknięcia kiszeniaków w słoikach. Są w planach również sałatki szwedzkie. 

Ale nie byłabym sobą, gdybym czegoś innego nie spróbowała. Otóż dostałam od koleżanki przepis na ogórki w zalewie chilli. Po przygotowaniu ich bezpośrednio przed włożeniem do słoików, pozwoliłam sobie spróbować. I mówię Wam: szał niebieskich ciał! Niebo w gębie, a i piekło nawet też ;-) Tylko to zależy co, kto lubi. Jeśli preferujecie wyraziste smaki, mocne i konkretne to jest przepis dla Was, a jeśli lubicie raczej jeść łagodnie i stonowanie, to nie polecam. 

A oto i przepis:

* 3,5 kg ogórków gruntowych

* 5 łyżek soli

* 7 gramów chilli

* główka czosnku

Ogórki pokroić w grube plastry. Można, a nawet trzeba tak ok 1 cm. Ogórków nie obierać. Zasypać solą, wymieszać i odstawić na ok 6 godzin. Po tym czasie odlać wodę, następnie dodać chilli oraz rozdrobnioną główkę czosnku. Wszystko wymieszać i odstawić znowu na ok 3 godz. 

Zalewa:

* 6 łyżek oleju

* 2 szklanki octu 10%

* 3 szklanki cukru

Zalewę zagotować. Ogórki polać gorącą zalewą, wymieszać i w tym stanie pozostawić na ok 12 godz. Po tym czasie nakładać do słoików (mnie wyszły cztery litrowe), zalać zalewą, w której leżały i pasteryzować przez ok 10 min. 

Etapy wykonania:

Ogórki pływające ;-)

I w tym miejscu chwalę się przy okazji garnkiem zrobionym - tak, zrobionym/zespawanym przez mojego Szanownego. Garnek powstał w momencie braku jakiegokolwiek naczynia na parzenie jego wędlin. Wszystkie inne gary były po prostu za male ;-) 

Smacznego!

piątek, 24 lipca 2015

W końcu szarpnęliśmy się na kolejny etap upiększania kuchni. 

Matko i córko jaki burdel!

;-)

Dostałam od koleżanki kolejny komplet szafek używanych, w dobrym stanie, który po generalnym remoncie zawiśnie (i stanie) na ścianie, która ma w końcu zamurowane przejście do pokoju Golasa. Kuchnia jest duża - to ponad cztery metry na jednej stronie i prawie trzy na drugiej. 

Zburzony zostanie całkowicie dotychczasowy porządek kuchenny, tzn. kuchenka, zmywarka i zlewozmywak zmienią swoje położenie (urok mieszkania w domku: można latać z rurami i kablami gdzie się chce). Będę miała w końcu okap, a i na wykładzinę nową kasa się znajdzie (mam odłożone ze stypendium, ma się ten kwadratowy łeb do szczypania kasy ;-)). Terakoty na podłodze mieć nie mogę, bo tam wszystko w drewnie i stropy są "pływające" na belkach. Ale chęci są, robota aż pali się w rękach. 

Właśnie sprawdziłam po tagach, że dokładnie rok temu upiększyliśmy jedną ścianę kuchni również otrzymanym w darze kompletem szafek ;-) No teraz to już nie będę się wstydzić zaprosić kogokolwiek na kawę - będzie jakby "luksusowo" ;-) Kto pamięta jaki film polski cytuję ten jest "miszczu". 

Nie będę bawiła się w kolory, odmaluję ściany na biało, tylko newralgiczne miejsca nad kuchenką i zlewozmywakiem obłożę jakąś najtańszą glazurą. Dość mam tych bijących po oczach sraczkowatych odcieni. Mam za dużo testosteronu i dla mnie czerwony to czerwony, a zielony i niebieski to... zielony i niebieski, a nie jakieś tam: morski, seledyn, łososiowy, fuksja (!?) jak to w ogóle, kurde, wygląda? Szafki mają jasno zielone maziajki więc ładnie się będą prezentować z białymi ścianami i białymi szafkami na przeciwległej ścianie. 

Ech, życie... 

A chciałoby się gdzieś ze starym pojechać, córkę zabrać, urlopu troszkę łyknąć... 

Jeszcze wszystko przede mną, jeszcze nie jednym urlopem będę się zachwycać ;-) A teraz do roboty. 

Tagi: remont
19:58, sokramka
Link Komentarze (8) »
wtorek, 14 lipca 2015

Tia...

Obroniłam się na 5 i czuję niedosyt jak moja koleżanka z roku. Wydziwiam? Może, ale jak się jest na obronie dwie i pół minuty, odpowiada się na pytania, które promotor wcześniej przesłał i ma się świadomość, że nawet te lesery, które nie pokazywały swych buziek przez całe miesiące dostaną dyplom do łapki bez większego mrugnięcia okiem, to trochę jest przykro. Ty człowieku starałeś się, zakuwałeś, przygotowywałeś prezentacje i referaty, a taka dziunia jedna z drugą balowała, zaliczała na ściągach i naciąganych trójach i ona ma być później "specjalistą" lub urzędnikiem. Żenada. 

Ale co tam. Od października zapisuje się za ciosem na mgr. Będę "wy-kwy-fy" sprzątaczką, ups, sorry - wykwalifikowanym konserwatorem powierzchni płaskich :)))))))) Będzie stypendium więc i płatności nie poniosę znowu. 

Życie wcale nie wywróciło się do góry nogami. Słońce tak samo wschodzi i zachodzi jak wczoraj ;)

Odbiór dyplomu we wrześniu. 

Tagi: studia
20:10, sokramka
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 13 lipca 2015

... zmierzę się sama ze sobą ;)

Mam obronę. 

W zasadzie to sam fakt podejścia do obrony olewam ciepłym moczem, choć stresik jest, ale bardziej denerwuje mnie ta cała szopka wokół tego. Ubranie galowe: biała koszula, kolory: czerń ewentualnie granat. Nie znoszę takich ciuchów, bo czuję się w nich jak w pancerzu. Poza tym zostałam frajerką przy wyborze promotora ponieważ jest nas w grupie 8 osób i podział kosztów związanych z "oprawą" obrony wyniósł nas 100 zł na łebka (!) Muszę teraz zweryfikować swój budżet domowy, bo nie stać mnie na niezapowiedziane wydatki. Dobrze, że mam kwadratowy łeb i jakoś z tego wybrnę ;) Przy magisterce będę się pchać tam gdzie dużo narodu, to i kwota (tak jak w przypadku mojej koleżanki) wyniesie 25 zł/os. 

Uprzejmie proszę trzymać za mnie kciuki ;)

 

Tagi: studia
14:18, sokramka
Link Komentarze (4) »
sobota, 11 lipca 2015

...dorobić na czesne jesienne. Wiem doskonale, że nie mam warsztatu i zaplecza technicznego, ale szyję, bo lubię i nawet jak nikt tego nie kupi, to będę miała na prezenty. A prezenty bardzo lubię, nomen omen - robić ;)

Nie umiem wyliczyć ceny takiej mojej jednej pracy, ale postanowiłam, że będzie to 10 zł za roboczogodzinę. Czyli koszt torby to 30 zł. 

Oto co naprodukowałam:

Patchworkowa jasna.

Jesienna:

Słoneczna:

Dżinsowa:

Mam jeszcze mnóstwo pomysłów w głowie: smocza, nocna, z liskiem, z misiem, z rybkami, aplikacje naszywam sama lub korzystam ze wzorów na materiałach ;) Torby mają średnie wymiary ok. 40x40 z długością ucha ok. 70 cm. Czasem jest różnica 2-3 cm w obie strony wymiaru. 

A może ktoś ma ochotę na swoją, własna aplikację? A może uszyć drugą Bukę? A może łapki do kuchni? A może dywanik do łazienki? Póki mam wakacje - maszyna będzie pracować ile może ;)

Tagi: moje hobby
12:01, sokramka , x
Link Komentarze (5) »
wtorek, 07 lipca 2015

Rok szkolny się już skończył i mamy wakacje, ale wpis będzie dotyczył jednak przygody szkolnej. Na początku czerwca dzieci z klasy Mani dostały informację do dzienniczka, że „w dniu (…) dzieci z klasy (…) jadą na pielgrzymkę do (…)”. Informacja była krótka, mało treściwa i poddawała w wątpliwość czy na tę pielgrzymkę mają jechać wszystkie dzieci. No bo przecież czwórka dzieci z naszej klasy (w tym moja Mania) nie chodzą na religię. 

Z koleżanką, której córka również nie chodzi na katechezę postanowiłyśmy napisać pismo do Dyrekcji szkoły.  Pisemko zawierało początkowo podziękowania za bardzo ciekawe lekcje etyki oraz zajęcia wuefu. W kilku następnych zdaniach opisałyśmy nasze zażenowanie organizacją pielgrzymki w środku tygodnia, gdzie my – rodzice dzieci „niereligijnych” pozostaliśmy bez alternatywy dla naszych dzieci co do ich czasu szkolnego. Pozostawało nam albo oddać dzieci na cały dzień do nielubianej świetlicy, albo zostawić dziecko same w domu, albo (jak moja koleżanka) brać dzień urlopu. Poza tym (rozważałyśmy już tylko między sobą) nawet gdybyśmy chciały puścić nasze córki na rzeczoną pielgrzymkę w celu, powiedzmy, zwiedzania miejsc świętych (kościoły i inne budynki architektury) w ramach nauki historii chrześcijańskiej, to w naszej informacji wklejonej w dzienniczek nie było nawet słówka o kosztach czy godzinie zbiórki.

Na pielgrzymkę w środę pojechało kilkoro dzieci „pokomunijnych”, a nasze dziewczynki na szczęście pojechały na wycieczkę zorganizowaną przez lokalne Towarzystwo Przyjaciół Dzieci.

Zaraz po zakończeniu roku szkolnego otrzymałyśmy z koleżanka odpowiedź od Dyrekcji szkoły. Ponieważ nasza pani Dyrektor jest osobą światłą, otwartą i niezwykle tolerancyjną, dialog okazał się mądry i nie pozostawił nas w trudnej sytuacji. Otóż Dyrekcja przyznała się, że w szkole de facto świeckiej, organizowanie katolickiej pielgrzymki jest co najmniej pomyłką. Dyrekcja podziękowała nam za cenne uwagi odnośnie lekcji etyki, wuefu oraz zwrócenie uwagi na pewnego rodzaju dyskryminację religijną. Siostra zakonna uczestnicząca w organizacji pielgrzymki jest w naszej szkole nowa i nie zdawała sobie sprawy, że w klasie będą dzieci wykluczone z katolickiej grupy. No tak. Wszyscy przecież „muszą” być ochrzczeni.

Generalnie jesteśmy usatysfakcjonowane rozwiązaniem problemu, a do tego Dyrekcja obiecała, że taka sytuacja się nie powtórzy i na przyszłość pielgrzymki będą organizowane w soboty.

Dodam tylko, że w szkole, do której chodził mój Młody nigdy nie poczułam apodyktycznej ręki katolickiej kasty. Msze na rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego były niejako „zajęciem dodatkowym” i nikt nikomu nie kazał przychodzić w ten dzień ubrany na galowo, bo „do kościoła trzeba wyjść”.