Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
piątek, 29 lipca 2016

Już czuję zapach wiatru z północy ;-)

Od poniedziałku jedziemy na wymarzony, upragniony URLOP. Zrobiłam już wstępny plan atrakcji wakacyjnych, spisałam miejsca, do których mamy zamiar się wybrać i teraz tylko należy myśleć o dobrej pogodzie. Nie muszą być upały, ale żeby nie było deszczu.

W związku ze związkiem - zostawiam blog na dwa tygodnie. Potrzebuję odpoczynku od wszystkiego, od ekranu laptopa też :-) Do zobaczenia po 15 sierpnia!

Zamiast chłopczyka powinna być dziewczynka, ale wszystko inne się zgadza :-D

Trzymajcie się!

Tagi: urlop
12:51, sokramka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 lipca 2016

Jak zapewne większość wie - nie jestem zwolenniczką spędów ludzkich, ani pracowych, ani rodzinnych. Wolę kameralnie - trzy, cztery osoby, spotkanko na luzie, bez szumu i gwaru, lejącego się alkoholu i prymitywnych dogadywanek.

Niestety tak się czasem zdarza, że znajdziemy się w miejscu integracji, na której nie chcieliśmy być. Tak się zdarzyło u mnie wczoraj: mieliśmy zaplanowany wypad kilkuosobowy (dosłownie nasz "pokojowy" skład plus dwóch chłopaków z pokoju obok = 7 osób). Okazało się, że integracja miała się odbyć na osiemnaście osób! Najpierw jak rak chciałam się wycofać, tym bardziej, że dowiedziałam się o obecności naszego szefa sekcji. Potem okazało się, że dwie z moich trzech "pokojowych" koleżanek nie idą, bo...coś tam. Później zaczęła mnie boleć głowa, a na końcu pojawił się klasyczny strach przed tłumnym miejscem.

Koleżanka, która szła przekonała mnie jednak do wyjścia. Powiedziałam sobie, że demony muszę zwalczać i pokonywać. Okazało się jednak, że tego w sobie już nie zduszę - nie dla mnie takie imprezy.

Dobre było tylko to, że piwo miało promocję i w poniedziałek dostajesz dwa za jedną cenę. Zimne piwko szybko pomogło mojej bolącej głowie i już po chwili zagadałam się z koleżanką, która mnie przekonała do wyjścia.

Ogólnie było p o p r a w n i e. Ale chyba tego należałoby się spodziewać ;-) Po dwóch godzinach przyjechał po mnie Szanowny, bo akurat kończył mniej więcej o tej porze pracę. Nie wiem czy skuszę się jeszcze na jakąś inną, przyszłą integrację. No chyba, że będzie w kameralnym, kilkuosobowym gronie ;-) Tak jak sobotni wypad do koleżanki ze starego miejsca mopowania. Pojechaliśmy z Manią. Był grill, banany z czekoladą, śliwki zrywane prosto z drzew i w sumie pięć osób oraz dwoje dzieci.

Tak to ja lubię :-)

Tagi: Spotkanie
08:58, sokramka
Link Komentarze (2) »
środa, 20 lipca 2016

Nie mogę powstrzymać się od komentarza nt. obecnej sytuacji w moim kraju. Tego już dla mnie za dużo. Staram się trzymać nerwy w ryzach, ale ciężko mi to wychodzi. Nie chciałam obudzić się w Pislandzie i zawsze zależało mi na tym, żeby mój kraj wciąż się rozwijał, parł do przodu w rozwoju gospodarczym, stawał się ostoją tolerancji, otwartości na inne kultury, krajem, z którego pochodzić będą wielkie umysły naukowe.

Teraz widzę, że stajemy się ksenofobicznym, rasistowskim landem, w którym strach przyznawać się do innej wiary niż katolicka, w którym za otwarte poglądy w temacie tolerancji dla innego koloru skóry, wyznania czy orientacji seksualnej można zwyczajnie dostać po pysku. Jesteśmy tak podzielonym narodem, że dawno już tak nie było. Im bardziej ktoś pokazuje, że jest "lewacki" tym więcej "prawaków" wokół niego chcących go zlinczować. Im więcej głosów za edukacja seksualną, tym więcej głosów o mordercach nienarodzonych dzieci.

A politycy jeszcze tę sytuację podkręcają. Politycy obu stron, niestety, bo trudno teraz znaleźć w parlamencie osoby zrównoważone psychicznie i godne pełnienia funkcji posła.

Ale cóż - jaki naród - taki parlament :-(

Zazdroszczę Słupskowi Biedronia, zazdroszczę Europie Tuska. Nie byłam nigdy zwolenniczką PO, moja formacja polityczna rozpadła się jak bańka mydlana i jestem świadoma kto przyłożył do tego rękę. Na szczęście już nie muszę tego pana więcej oglądać.

Dziś jeszcze mocno nie widać efektów rządzenia obecnej władzy, ale za rok, dwa cofniemy się chyba do epoki kamienia łupanego i wtedy naprawdę będziemy Polską w ruinie. Staram się rozumieć wyborców PIS, ale nie znajduję racjonalnego wyjaśnienia. Enklawy pisowe, znajdujące się najczęściej w małych miejscowościach i na wsiach są szczęśliwe z otrzymanego 500+. Sprawa naruszenia trójpodziału władzy w ogóle ich nie interesuje. Nie wiedzą co to Trybunał, niezawisłość sądów. Wynika to niestety z braku edukacji. A prostym ludem łatwiej się rządzi. Ciemny lud wszystko kupi.

Obrońcy życia nienarodzonego, przeciwnicy aborcji są zwolennikami kary śmierci. Czy to jest normalne? Skoro bronisz życia, broń pod każdym względem, nie wybiórczo. 

Matko, jakie to jest smutne i porażające zarazem.

Moja Mama dużo ze mną rozmawiała, mówiła jak ważna jest w życiu własna praca, nauczyła mnie samodzielności. Nigdy nie wyciągaliśmy rąk po zasiłki (zdarzało się w chwilach nagłej utraty pracy) ale życie na koszt państwa nie było celem samym w sobie. Moim dzieciom też staram się wpajać wartość pieniądza poprzez własne czyny.

Scareface'a szwagierka to typowy Pisuar. Miejsce urodzenia: mała mieścina w województwie mazowieckim. I te jej teksty: gdyby nie PIS, to nie miałaby 500+. Powalające.

Do tego Europa płonie. Płonie ze strachu, z nienawiści, z zemsty, z podłości. To wszystko daje mi dużo do myślenia.

Ludziom inteligentnym zaczynają puszczać nerwy. Dlaczego nie możemy żyć w symbiozie kulturowej? Komu przeszkadza czarnoskóra kobieta na bazarku wśród białych, kupująca pomidory? Komu przeszkadza muzułmanka w chuście na głowie? Czy jeśli u mnie w domu zamiast krzyża na ścianie będzie wisiała ogromna litera A, to mam się spodziewać agentów jednej słusznej wiary o 6.00?

Ostatnio czytałam wywiad w Polityce z Tuskiem. Mówił racjonalnie, że nic nie możemy teraz zrobić. Żaden pucz nie jest nam potrzebny, bo zamienimy się w tych samych, którzy teraz nami rządzą. Potrzeba mądrze wypracować stronę opozycyjną i poczekać do następnych wyborów.

Tylko czy ja mam siłę na to czekanie? :-(

 

Tagi: polityka
08:48, sokramka
Link Komentarze (8) »
wtorek, 19 lipca 2016

W zeszłym tygodniu zapisałam mnie i Małą na warsztaty plastyczne do Muzeum domków dla lalek. O Muzeum dowiedziałam się w tym roku z sieci, a jeszcze pozazdrościłam Bezcielesnej wizyty w tym miejscu.

O warsztatach przeczytałam na FB. Zadzwoniłam w ostatniej chwili, bo ja i Mania zamykałyśmy listę chętnych. Na zajęciach mieliśmy robić walizeczki podróżne z... pudełka po zapałkach. Przy czterech stanowiskach znajdowało się w sumie 9-10 rodzin, nie pamiętam dokładnie. Same baby :-)

Do dyspozycji był kolorowy papier, klej, kolorowe pisaki, szablony według których wycinało się elementy. Zadanie miało być wykonane przez dziecko przy wsparciu rodzica. A już myślałam, że sama wykonam swoją walizeczkę ;-) Ale przecież pudełek po zapałkach w domu pod dostatkiem ;-)

Poniżej prezentuję dzieło mojej córki, która była z siebie dumna jak nigdy! Do tego ukończyłyśmy pracę jako pierwszy zespół, ależ radocha.

Najtrudniej było wykleić środek szufladki walizeczki, ale tym tematem zajęłam się ja, reszta to dzieło Mani. Prawda, że cudne????

Ponieważ córce bardzo się podobało obiecałam jej, że po urlopie zapiszemy się jeszcze raz na warsztaty. Zajęcia trwają do końca wakacji, regularnie w każdy poniedziałek. Bezcielesna, może byście z Wiertką skorzystały???

poniedziałek, 18 lipca 2016

...nic się u mnie nie dzieje ;-) Najzwyczajniej w świecie nie mam czasu zaglądać do świata blogów. Jestem przed urlopem, a roboty mam tyle, że nie czuję jak szybko czas mija ;-) Przychodzę do pracy na 7.30, a już zaraz jest południe.

W sobotę udało mi się w końcu umyć okna. "W końcu" bo myłam je ostatnio chyba przed świętami grudniowymi - tak, nie dziwcie się - nie latam ze szmatą i nie pucuję okien co miesiąc ;-) Ale teraz przynajmniej widać, że są czyste :-) Okna umyłam tylko w naszym pokoju (jedno potrójne i jedno balkonowe) Pierworodny ma sobie myć sam, a Mania też już jest wdrażana, że służby w tym mieszkaniu nie ma ;-)

Udało mi się też wyciągnąć maszynę i poszyć śliniaczki dla Królewny mojego środkowego pasierba. Zdjęcia później. Nawet nie mam czasu wstawiać na instagram i obserwować innych. Ale już niedługo odetchniemy wszyscy. Dlatego nie miejcie żalu, że wpisy pojawiają się rzadziej, bo praca zawodowa jest teraz bardzo ważną częścią mojego życia :-)

Wszystkim Czytaczom - miłego poniedziałku!

09:24, sokramka
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 lipca 2016

Jakiś czas temu pisałam o Okularnicy i zaniedbaniach względem jej dziecka. Myszka zainspirowała mnie do pewnych przemyśleń związanych z odpowiedzialnością rodzicielską. Oto moje refleksje:

Wychowywała mnie i mojego Brata tylko Mama. Nasz ojciec nie chciał (nie mógł/nie potrafił) uczestniczyć w tym procesie. Wyniosłam z domu obraz kobiety niezależnej, za wszystko odpowiedzialnej i skazanej na własne decyzje. Mając już swoje dziecko (które także wychowywałam sama) nie dopuszczałam innego scenariusza jak poleganie tylko na sobie i niedopuszczanie facetów do swojego życia.

Oczywiście będąc już matką spotykałam się z facetami, ale nigdy nie marzyłam o byciu "żoną", "piastunką domowego ogniska", nie chciałam być częścią jakiejś układanki. Najważniejsze było dla mnie moje dziecko. Spotykając na swojej drodze Szanownego też myślałam tylko o luźnym związku. On nie miał jeszcze rozwodu, ja własnego lokum, bardzo mi pasował układ na odległość. Kiedy w końcu zamieszkałam z Pierworodnym "na swoim", Szanowny wprowadził się i nagle zobaczyłam, że kręci się po "moim rewirze" jakieś obce ciało ;-) Z przyzwoitości (i w zakochaniu) musiałam przyzwyczaić się do intruza. Dużo mnie kosztowało przestawienie się na model trzyosobowy.

Z przykładów życiowych: to Szanowny wyszedł pierwszy z inicjatywą o wspólnym dziecku, mimo, że sam już miał synów i ja swojego też, to Szanowny zaproponował po kilku latach wspólnych ślub, na którym była już nasza córka, choć ja nie nalegałam, a on miał za sobą jedno nieudane małżeństwo. Widać uznał, że pasujemy do siebie i możemy być czymś więcej niż tylko parą kochanków.

Po latach widzę, że samotne macierzyństwo uczy odporności wobec świństw na tym świecie. Ale SM to nie do końca taka wspaniała perspektywa. Mimo tego, że kobieta będzie całą sobą pokazywać światu, że daje radę. Widziałam to z czasem na przykładzie mojej Mamy. Choć zapewniała mnie, że żadne szurające kapcie nie zakłócą jej miru domowego, to często siedząc samotnie wieczorami zagadywała mojego Brata. Teraz wydaje mi się, że niechcący uszkodziła jego psyche i to dlatego mój Brat wciąż jest sam. Szuka ideału.

Zazdrościłam Bezcielesnej, że tak bez oporów zostawia córkę na weekendy swojemu Byłemu, że nie ma obaw, czy mała będzie dopilnowana, uczesana, nakarmiona. Przyznam, że ze mnie wychodziła zawsze diablica, która najlepiej wiedziała co mojemu dziecku jest potrzebne i że ten "tatuś" nie poradzi sobie w opiece nad dzieckiem.

Duży błąd, chyba niestety wynikający z mojej przeszłości.

Dziecko ma oboje rodziców. Spotyka się plemnik z jajeczkiem - tego nie da się zmienić ;-) I nawet jeśli nie wierzy się w siły przerobowe tatusia czy mamusi, to należy dać szansę na wykazanie się. Oczywiście pomijam fakt rodziców alkoholików, narkomanów, tych co o dzieciach zapominają, zostawiając w domach dziecka.

Co do mojego pasierba, Okularnicy i ich dziecka - to oczywiście Myszka ma dużo racji. Tatuś tez powinien uczestniczyć w walce o dobro dziecka. Nawet jeśli (tak jak mój pasierb) pracuje po 10-12 godzin. Ale przecież weekendy ma wolne. Nie jest Fiutosławem Płodzimierzem i swój rozum ma. Obecność pasierba w życiu małego jest mimo wszystko znacząca, bo tatuś bawi się z synkiem, czasem nakarmi, ale moim zdaniem powinien też wspierać Okularnicę w jej opiece nad ICH WSPÓLNYM, chorym dzieckiem.

Dziś mam zgoła inne podejście do życia z chłopem. Dużo się nauczyłam i uczę nadal. Dawno temu już Czubaszkowa pisała, że faceta nie da się zmienić. Typ jest do zaakceptowania, albo...zmiany modelu ;-) Ale przecież to samo działa w drugą stronę - kobiet też się nie da tak łatwo zmienić. Poza tym: nobody's perfect ;-)

Mój pasierb popełnia wiele błędów, ale jest trochę bystrzejszy od matki swojego dziecka. Powinien więc wziąć odpowiedzialność za ich oboje: dziecko i jego matkę. Myślę, że wtedy - angażując się w realne kłopoty, mogliby pomóc temu małemu powoli wychodzić na prostą. Nadmienię, że czeka chłopca kolejna operacja rozszczepu, rehabilitacja oraz wzmożona opieka intelektualna (mały wykazuje objawy opóźnienia umysłowego).

Chłopy - bierzcie się do roboty, a baby - poluzujcie trochę cugle i dajcie im się wykazać ;-) Nie wiem czy zdołałam w pełni przekazać o co mi chodziło, ale ogólnie życie ludzkie jest porąbane ;-) Koty mają łatwiej :-)))))


niedziela, 10 lipca 2016

W momencie wykonywania badań wstępnych do aktualnej pracy, miałam robione kompleksowe badanie wzroku. Wyszło jak wyszło. Wzrok mam kiepski, ale nie do tego stopnia, żeby nosić pingle codziennie. Jestem krótkowzroczna, ale z bliska też mi się jakoś zamazywało, odwracało i bełtało ;-) Pani doktor wypisała więc receptę i dopiero teraz (z premii kwartalnej) kupiłam sobie przyrząd do poprawy oczu :-) 

Czuje się dziwnie, ale nie ukrywam, że mając je na nosie widzę lepiej i literki na stronach książek i literki na ekranie komputera. W pracy mam koleżankę, która nosi dwie pary okularów na zmianę: jedne są do dali, do noszenia na bieżąco, a drugie własnie do komputera i czytania. Tak sobie pomyślałam, czy w przyszłości mi to nie grozi. 

Na razie używam sporadycznie, bo ciężko mi się przyzwyczaić, że je mam. 

Tagi: okulary
20:12, sokramka
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 lipca 2016

Męska, którą dostałam w spadku po mężu koleżanki dla mojego syna. Ponieważ Pierworodny nie ma tuszy odpowiedniej dla tego rozmiaru, postanowiłam poeksperymentować. Myślę, że mi się udało. 

Oto wyniki mojego eksperymentu:

Zmieniłam guziki na bardziej "babskie", żeby całość jakoś wyglądała ;-) Zwęziłam bokami rozmiar koszuli, obcięłam rękawy, a z pleców innej koszuli wycięłam ze skosu lamówki do obrzucenia braku rękawów i wyciętego kołnierzyka.

A małe zaszewki spowodowały, że na cyckach koszula lepiej leży ;-)

Taki sobie recykling ;-) 

Tagi: moje hobby
10:12, sokramka
Link Komentarze (4) »