Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
czwartek, 27 sierpnia 2015

Mania w końcu gdzieś ruszy tyłek na więcej niż jeden dzień :-) W piątek wyjeżdża z koleżanką i jej mamą (moją koleżanką ;-)) na weekend z poniedziałkiem włącznie. Zaproszenie dostała już dwa tygodnie temu, a ja strasznie się ucieszyłam, że chociaż odrobinę będzie mogła poczuć wakacji. Tym bardziej, że z koleżanką bardzo się lubią, chodzą razem na basen, a od tego roku szkolnego będą widywać się tylko na przerwach. Tamta dziewczynka poszła do sportowej klasy - moja Mańka została w zwykłej. 

Będzie też o Dziadku. Dawno o nim nie pisałam, bo go obserwowaliśmy. I zaobserwowaliśmy poprawę. Wzięło się to stąd, że nowa "narzeczona" teścia bardzo go pilnuje i dba o niego. To jakaś stara miłość z lat młodości więc tym bardziej oprócz uczucia działa jakaś tam nostalgia. Narzeczona jest wdową, ale niestety z pewnych powodów nie może z dziadkiem wziąć ślubu. Spotykają się więc u niej w mieszkaniu, czasem ona przyjedzie tutaj (sporadycznie), razem byli też w sanatorium i na wakacjach nad morzem. I co jest w tym wszystkim najważniejsze: że teść nie pije. Czasem jak jest sam obali jakieś piwko, ale to już nie są małpki, czy litry z kolegami. Ufff jaka ulga...

Brat też szczęśliwy. Zadzwonił do mnie, że jego sytuacja finansowa jest aktualnie czysta jak łza. Może zacząć planować kupno mieszkania i potrzebuje na to jakieś pół roku. Brat sam mnie poinformował, nie kontrolowałam go. Wiem, że może dla innych osób wyda się to dziwne, ale my sami czujemy potrzebę kontaktowania się w chwilach dobrych i złych. To nie jest tak, że ja jego, czy on mnie kontroluje. Kiedy odebrałam dyplom pierwszą osobą, którą powiadomiłam był właśnie Brat. Kiedy on prowadzał się z dziewczynami znałam ich imiona i wiedziałam jakie są, bo Brat sam odczuwał potrzebę opowiadania o tym. To samo działa w drugą stronę. 

I w lekkim nawiązaniu do spraw domowych ;-) sytuacja małżeńska znowu jest optymistycznie poprawna. No bo jeśli ludzie kłócą się najczęściej o pieniądze, to zawsze jakaś burza wisi w powietrzu. A ostatnio mieliśmy nagły wydatek związany z awarią pieca do wody i centralnego. Niestety, będę wiśnia i kuchnią sie nie pochwalę. Zabrakło na blaty, kontakty, wszystko znowu stanęło. Wychodzi na to, że to taka nasza tradycja domowa - żadna inwestycja nie może być wykonana od A do Z. 

Nie przestaję się jednak uśmiechać - od października wracam na uczelnię, Mania zacznie czwartą klasę, a Pierworodny przygotowania do matury. Ach, zapomniałam wspomnieć, że od powrotu z obozu dzielnie chłopak pracuje :-) Będzie miał na nowe buty i na swoje, prywatne wydatki. Duma mnie rozpiera!

Poza tym gdzieś wyczytałam bardzo fajne słowa: "chcesz być szczęśliwy - to bądź." To jestem ;-) 

wtorek, 25 sierpnia 2015

6 września podobno mamy zarządzone jakieś referendum.

Pffffff.

Mnie na nim nie będzie. Nie bojkotuję referendum, bo samo słowo "bojkot" brzydko mi się kojarzy ;) To tak jak z ostatnim "bojkotem" sklepów Biedronka przez portal Fronda z powodu sprzedaży "podejrzanej" książeczki. Ten "bojkot" nie tylko wzbudził we mnie czysty śmiech, ale i szczerze zainteresował sprawą i rzeczoną książeczką. Niestety, pomimo szczerych chęci zakupu, w mojej "Biedronkowej" okolicy książeczki nie ma. 

Ale wracając do referendum-nie pójdę i już. Jeśli frekwencja wyniesie poniżej 50% uprawnionych do głosowania, wtedy wynik referendum będzie nie ważny. 

Po pierwsze: pytania, jakie znajdą się na kartce referendalnej nijak mają się do Art. 125 Konstytucji RP. Artykuł ten jasno mówi: "W sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa może być przeprowadzone referendum (...)." O szczególnym. A więc w zasadzie tylko pytanie o JOWy mogłoby być pytaniem właściwie postawionym. Reszta, jak finansowanie partii z budżetu państwa oraz rozstrzyganie wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego mogliby sobie darować. 

Po drugie: jestem przeciw JOWom. Czyli w tym przypadku myślę jak PIS :D Jestem PISior. Tzn z przekonania nie jestem, ale z tego pytania wynika, że tak. Dobre. JOWy doprowadziłyby do okupacji politycznej jedynie dwóch słusznych partii. Nie byłoby miejsca na partie drobne, o których mało się pisze, mówi, które jednak w obecnym systemie parlamentarnym mają zawsze szanse na jakiś mandat. Partia Razem, czy Zieloni w JOWach nigdy nie dostałaby się do Sejmu. 

Po trzecie: nie ma po trzecie, bo uważam, że obecnie panujący system demokracji parlamentarnej nie powinien być bojkotowany (znowu to słowo ;)) i zmieniany na system demokracji bezpośredniej, w którym to ciemny lud swoimi głosami chce rządzić państwem. 

Referendum wyznaczone na jesień, podobno w planach połączone z wyborami parlamentarnymi to jawna manipulacja PISiorów. Duda powiedział, że taka opcja będzie zwyczajniej tańsza od zarządzenia referendum w innym terminie. A ja uważam, że i tak trzeba będzie wydać dodatkowe pieniądze na sporządzenie np. odpowiednich (innych, dodatkowych) list wyborców. No bo jak damy wyraz temu, że np. w wyborach parlamentarnych chcemy uczestniczyć, a w referendum już nie? Przypomnę, że do referendum wiążąca jest frekwencja. Dodam jeszcze, że odmawiając pobrania karty referendalnej, publicznie deklarujemy swoje poglądy. Takie naginanie prawa i przyciąganie ludzi do urn nie podoba mi się. To jest tak, że wiele osób nie wie, że nie musi uczestniczyć w obu przedsięwzięciach. To tak jak z religią i etyką w szkołach: można zapisać dziecko na religię, ale można też zapisać na etykę. Może chodzić na obydwa zajęcia. Można też nie zapisywać syna/córki na żadne ze wspomnianych przeze mnie zajęć i też będzie dobrze. Religia i etyka to zajęcia dodatkowe. Nie obowiązujące. 

Mam jednak nadzieję, że Senat nie zgodzi się na "dolepienie" referendum do jesiennych wyborów i wtedy będę mogła z podniesioną głową oddać swój głos na Barbarę Nowacką ze Zjednoczonej Lewicy. 

I na koniec strzelając śmiechem; otrzymane smsem: "Czy jest Pan/Pani za posyłaniem sześciolatków do Lasów Państwowych i pozostawianie ich tam aż do osiągnięcia wcześniejszego wieku emerytalnego?"

:)))))))))

Tagi: polityka
16:18, sokramka
Link Komentarze (1) »
piątek, 21 sierpnia 2015

Ta ustawa działa! Chodzi oczywiście o podręczniki szkolne. W tym roku moja Mańka dostanie książki ze szkolnej biblioteki. Dokupić trzeba będzie tylko ćwiczenia i podręcznik językowy, a to, według moich obliczeń powinno zamknąć się w 100 zł. Super! Do tego Pierworodny będzie w klasie maturalnej więc odpadną wszystkie przedmioty zawodowe, a co za tym idzie zakup tematycznych książek. 

I nareszcie zmierzamy w stronę normalności kiedy to podręczniki można będzie sobie przekazywać. Wymusi to na rodzicach pilnowanie swoich pociech, żeby książki szanowały, nie bazgrały w nich, bo będą służyć młodszym kolegom. Oby jak najwięcej takich pomysłów :-) 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Będzie rodzinnie, ale i trochę smutno. Brat mój i Szanowny nie są specjalnie ze sobą zakumplowani. Tzn Szanowny ma w czterech literach osobę mojego Brata, który to godzi się z taką postawą szwagra. Wynika to jeszcze z przygody z kilku lat wstecz, kiedy to Brat mój zawiązał pewien układ z moim teściem, ale zła sytuacja życiowa nie pozwoliła mu się z tego wywiązać do końca. Jednak po pewnym czasie wyraził skruchę, uregulował stosunki z moim teściem oraz przyszedł ostatnio do Szanownego i przeprosił go za wszystko (teść bluzgał na mojego Brata do swojego syna). 

I tu znalazłam się nagle między młotem, a kowadłem, albowiem mąż mój nie chce zakopać wojennego topora ze szwagrem. Niby taki dobroduszny, święty, muchy by nie skrzywdził, a jednak zadry za pazuchą nosi. 

Mój Brat znajduje się obecnie w tragicznej sytuacji lokalowej. Stracił mieszkanie, które znajdowało się w kamienicy odzyskanej przez spadkobierców dawnych właścicieli. Z pierwszą ciotką nie udało mu się zamieszkać. Druga ciotka zaczyna już ingerować w jego życie i zmusza do postępowania według jej reguł. Zresztą od zarania dziejów wiadomo, że nawet z najlepszym członkiem rodziny nie da się swobodnie stworzyć harmonii. Każdy musi mieszkać na swoim. 

Brat przywozi swoje brudne ciuchy do mnie do prania, jada na mieście, bądź stołuje się u mnie. Pakuje mu czasem żywność w słoiki, bo on nie ma gdzie sobie sam tego przygotowywać. Wszystko to robię za plecami Szanownego ponieważ któregoś dnia, gdy się spotkali mąż mój nawet nie chciał podać ręki mojemu Bratu. Nie chce go oglądać, ani mieć z nim nic wspólnego. Powiedział, że nie życzy sobie osoby mojego Brata w tym domu i nie wybaczy mu tych kilku lat potknięć. Sprawa zapewne mogłaby się rozwiązać samoistnie, ale wtedy teść musiałby się pożegnać z tym światem, bowiem o to najbardziej Szanownemu chodzi: o gadanie dziadka. Teść wciąż wypomina błędy mojego Brata, skarżąc się do Szanownego, a Szanowny nie może już tych utyskiwań słuchać. Dodam, że Brat przeprosił i mojego teścia i męża, ukorzył się i uregulował wszystkie niejasne sprawy. 

Któregoś dnia pożarłam się z Szanownym. Powiedziałam, żeby nie kazał mi wybierać pomiędzy dwoma facetami, których kocham. Inaczej, ale jednak kocham. Szanowny odparł, że skoro tak, to proszę bardzo: mogę się wynieść już dziś do "braciszka" i zamieszkać z nim pod mostem. Ostra to była wymiana zdań. I dlatego zawsze miałam wkładaną do głowy niezależność. Żeby nikt nigdy nie mógł mnie niczym szantażować. 

Doszło do tego, że z Bratem spotykam się na mieście i przekazujemy sobie rzeczy poza domem. Ale pocieszam się tym, że Brat ma w planach kupno kawalerki pod Miastem po nowym roku. Jeśli nie znajdzie sobie do tego czasu partnerki życia ;-) tam będziemy mogli się spokojnie widywać. 

Poza tym wiem, że w niejednej rodzinie istnieją zaognione konflikty, które bardzo trudno czasem przez lata rozwiązać. Nie jestem więc osamotniona, ale z drugiej strony to nie jest żadne usprawiedliwienie postępowania mojego męża. Jeśli jednak kiedykolwiek sprawa stanęłaby na ostrzu noża i miałabym dokonywać potwornego wyboru, zdecydowanie wybrałabym Brata i zostawiła Szanownego. 

Rzekłam. 

Tagi: brat Mąż
12:24, sokramka
Link Komentarze (5) »
niedziela, 16 sierpnia 2015

Nie, nie żaden wyjazd, wycieczka czy wyprawa. A szkoda. Ale są czasem w życiu takie chwile, kiedy robi się dokładnie to, na co pozwala sytuacja życiowa. Nam pozwoliła wyremontować w końcu kuchnię tak, żeby pozbyć się gratów z całego mieszkania i żeby ta kuchnia wreszcie wyglądała. Teraz mam jakieś pięć kroków w jedną stronę od ściany od ściany i jakieś trzy w drugą stronę od ściany do ściany. Jedne drzwi wejściowe, jedno okno, żadnych ciągów przechodnich. Po prostu wypas. Ściana, która kiedyś mieściła drzwi do pasierba ma teraz pełne cztery metry (z kawałkiem) i lśni bielą. Zbawienny dla nas był zwrot podatku z PIT, bo inaczej nie bylibyśmy w stanie zakupić glazury oraz wykładziny. 

Szanowny wraca w poniedziałek do pracy, ale mówi, że dopiero teraz poszedłby na urlop. Wcale mu się nie dziwię - po dwóch tygodniach zapieprzu remontowego w piekielnym upale. Ja zresztą też myślę o jakimś, najlepiej górskim wypoczynku. Zapieprzałam tak samo jak i on, a do tego wyrabiałam normy kury domowej, zbierając z przydomowego ogródka (pilnowanego przez Szanownego) plony jego pracy: ogórki, fasolkę szparagową i pomidory. Ogórków jest tyle w tym roku, że zrobiłam już ponad dwadzieścia słoików konserwowych, około piętnastu słoików sałatek, ogórki w chilli, w zalewie curry, a w międzyczasie były tez i małosolne. Ufff.

Czasem zdarzy się tak, że nie zauważymy schowanego ogórasa w liściach i uchowa się taki tłuścioch-pestkowiec przed naszymi oczami.

Zrobiłam nawet ciasto ogórkowe, na które przepis znalazłam tutaj Przypomina trochę ciasto dyniowe, ale przecież te warzywa to podobny koszyk smakowy ;-)

Upał na szczęście już odpuszcza. Młody mój wrócił z obozu harcerskiego i od razu poleciał do pracy, ale tylko weekendowej. Najbardziej szkoda mi Małej, bo wakacji nie miała żadnych, a rekompensowanie jej wyjazdu drobnymi wyjściami na miasto to nie to samo. Poza tym, rzadko była ku temu okazja, bowiem oboje już od 7.00 rano stawaliśmy na placu boju kuchennego. Żal mi Mani. Ale za dwa tygodnie zacznie się rok szkolny, a Młoda nie może się już doczekać. Jako czwartoklasistka będzie miała nowe przedmioty i nową wychowawczynię. I tego jest bardzo ciekawa. Zresztą ja też ;-)      

środa, 12 sierpnia 2015

I teraz dopiero czuję się wielka! Dwumetrowa. Gdzie tam?! Trzy, czterometrowa! Dumna i blada, dowartościowana i szczęśliwa. Rozpromieniona i podekscytowana. 

No ;-)

Tagi: studia
19:49, sokramka
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Korzystając z urlopu Szanownego oraz próbując zrekompensować Mani brak jakichkolwiek wakacji poszliśmy wszyscy, we trójkę... na basen.

Dziwne to, bo ja ani basenowa, ani kostiumowa, ani pływająca w ogóle i w szczególe ;-) Szanowny przerwał remont kuchni, ja przerwałam przetwory słoikowe i biorąc pod uwagę nieznaczny opad temperatury (z 38 st. C na 30 st. C) pojechaliśmy rowerami. Z zamiarem umoczenia własnego tyłka nosiłam się już od pewnego czasu, traktując to jako terapię na schorowany kręgosłup. Kostium kupiłam po przecenie, na OLX ;-)

Początkowo zastrzegłam moim, że jadę tylko, żeby zrobić przyjemność Mani, bo córka tak długo prosiła mnie, żebym pojechała. Potem dodałam, że może by któreś z nich pomogło mi się oswoić z wodą. Wszak lęk paniczny we mnie siedzi i nic tego nie złamie.

No i się zaczęło.

Wlazłam najpierw do małego basenu, gdzie można było skorzystać z bicza wodnego wspaniale masującego plecy. Jak dla mnie bomba! Dla samego tego urządzenia jestem w stanie pójść tam jeszcze raz ;-) Ale o tym potem. Później Mania z tatusiem poszli sobie na zjeżdżalnię, a ja chwyciłam się brzegu basenu i postanowiłam się powyciągać. Drętwo to szło, ale jakoś szło. Po powrocie ze zjeżdżalni Mania zaproponowała mi duży basen i położenie się na wodzie, ale na plecach. No i wtedy wstąpił we mnie niepohamowany strach. Nie umiałam tego zrobić i już. Opierałam się choć Szanowny i Mania gwarantowali mi opiekę i bezpieczeństwo. I tu wychodzi mój charakter i podejście do spraw, nie tylko poważnych, ale i całkiem błahych.

Bo ja wszystko muszę SAMA. Odpowiedzialność MUSI spoczywać na mnie. JA nie mogę poddać się komuś pod jego odpowiedzialność. Umiesz liczyć - licz na siebie. To moja wewnętrzna dewiza. Do tego upór i wewnętrzne kłótnie w typie: co, JA nie potrafię? JA nie umiem? JA nie zrobię? Powodują, że wiele rzeczy mi nie wychodzi. Tak jak ten manewr na basenie. Za wszystko chcę być odpowiedzialna, bo wtedy czuję się spełniona. Za kolor ścian, za domowe finanse, za obiad, za wywiadówkę, za termin wizyty lekarskiej. Wtedy nad wszystkim panuję i jestem spokojna. Na basenie też chciałam, ale nie zapanowałam. Straszne to jest.

Niemniej jednak nie zraziło mnie to do basenu jako takiego i w przyszłym tygodniu zaplanowałam wizytę kolejną. Z Manią. Szanowny wraca z urlopu do pracy. Pójdę ze względu na bicze wodne, a Mała będzie pływać jak chce.

Strach jest potwornym towarzyszem, a jeszcze jak do tego dołącza się wewnętrzny, charakterny głos, to już bywa nieciekawie ;-)    

Tagi: basen
18:35, sokramka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 04 sierpnia 2015

I zdychać jeszcze będę w następnym tygodniu dopóki nie odpuszczą te okropne upały :-( Nie lubię i już. Oddam ścianę upałów za ścianę deszczu, jak to już ładnie ujęłam na zaprzyjaźnionym blogu ;-) 

16:45, sokramka
Link Komentarze (9) »