Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin
Kategorie: Wszystkie | W pigułce. | Wspomnienia. | x
RSS
czwartek, 17 sierpnia 2017

Żyjemy. Dotarliśmy po podróży w poniedziałek wieczorem, ale trzy dni to zdecydowanie za mało, żeby zaspokoić głód zwiedzania i chodzenia po górach. Było zdobywanie ruin zamków, wspinanie się na szczyty, czasem nachylenie góry zmuszało nas (i innych) do wspomagania się rękami, ale przeżyliśmy cudowny czas razem. Było też paru "Januszów górskich", którzy wspinali się w klapkach, sandałkach i trampkach oraz z torebkami wizytowymi u boku, ale generalnie większość turystów miała olej w głowie i była poprawnie ubrana.

Nie mam nastroju na wrzucanie zdjęć, a mamy ich mnóstwo. W ogóle znowu nie mam nastroju. Muszę szybko wrócić do pracy, żeby zająć czymś łeb. A propo's łba - w górach przez całe trzy dni bolała mnie głowa. Migrena nie opuszczała mnie nawet tam, ale w niczym mi to nie przeszkadzało, bowiem doznania emocjonalne i wzrokowe niwelowały ból. Dało się z nim żyć.

Mania nad morzem do końca tygodnia. Pierworodny czeka na decyzję nowego pracodawcy z Wrocławia. Czy mu wyjdzie przeprowadzka - zobaczymy.

W ręku mam szydełko i dziergam prezent dla koleżanki - będzie niedługo mamą. A potem wydziergam prezent dla kogoś, z kim ostatnio trochę się zaprzyjaźniłam ;-)   

09:01, sokramka
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 sierpnia 2017

Kobieta po czterdziestce i mężczyzna po pięćdziesiątce wyruszą na poszukiwanie siebie w polskich górach ;-) Wyjeżdżamy z samego rana z Szanownym zaraz po odstawieniu naszej Mani na dworzec autobusowy. Ona bowiem również zaczyna swoje prawdziwe wakacje. Jedzie nad morze z moją koleżanką i jej synem. 

Do zobaczenia po urlopie!


Tagi: urlop
08:40, sokramka
Link Komentarze (3) »
piątek, 04 sierpnia 2017

Szanowny już od poniedziałku sobie urlopuje, ja dopiero od dzisiejszego dnia. Postanowiłam zaprosić więc swojego małża do kina na seans o... kotach. Poszliśmy w środę wieczorem. Jako zawodowa kociara (tak jak mój mąż) nie mogłam powstrzymać się od obejrzenia szeroko reklamowanego filmu: Kedi - sekretne życie kotów.

Nie umiem prostymi słowami opisać zachwytu nad tym filmem. Niby nic - bo to taki paradokument, z łapanymi chwilami wśród stambulskich kotów, ale rozmowy z tymi ludźmi, którzy te koty kochają, opiekują się nimi i o nich opowiadają - były tak głębokie, że oglądało się ten film z czystą przyjemnością.

Tłem jest miasto Stambuł. Miasto tureckie, które przechodzi przemiany. Te przemiany mają wpływ na życie kotów, które są i uliczne i domowe. Ludzie tam traktują koty jak coś w rodzaju "wysłannika Boga". Jest porównanie do psów, z którym i ja się zgadzam: że pies traktuje człowieka jak boga, wykonuje wszystkie jego polecenia, podlega mu, a kot nie. Kot jest indywidualistą i takim pozostanie do końca swoich dziewięciu żywot. My z Szanownym za to też kochamy koty i współdzielimy z nimi życie. Tak jak mieszkańcy Stambułu - nie mówimy "jestem właścicielem kota", kot to część naszej rodziny. Naszego stada. Pewien mieszkaniec Stambułu mówi, że kto nie lubi kotów, nie lubi też innych, że poprzez podziw lub miłość do tych zwierząt poznaje się prawdziwe człowieczeństwo.

Tak jak w innych zakamarkach świata są tam ludzie, którzy karmią koty suchą karmą, ale też są tacy, którzy gotują dla swoich współtowarzyszy po 10 kg mięsa. Są tacy, którzy noszą regularnie do weterynarza, sterylizują i kastrują, a są tez tacy, którzy opiekują się kotami portowymi w pięciu pokoleniach (kotów).

Mamy pokazany w tym filmie przykład kilku przedstawicieli tego znakomitego gatunku i możemy zaobserwować ich zwyczaje, codzienne życie przy człowieku. Dowiadujemy się też przy okazji o historii tych ludzi. O tym co skłoniło ich do opieki nad kotami. Jak żyje się z kotem, co to daje.

Kino było pełne. Mimo tego, że był to środek tygodnia (przypominam o tzw "biedaśrodach" w CinemaCity - wtedy bilety są o połowę tańsze). Moim skromnym zdaniem nie jest to film dla dzieci poniżej 11/12 r.ż. Po pierwsze - jest to film turecki z napisami. Nasza Mańka nie chciała iść bo... nie lubi czytać. Po drugie to film z przesłaniem. Nie jest to zwykła opowieść. To film o prawdziwym uczuciu. Kto lubi koty ten lubi wszystkich innych dokoła. Ja już dawno stwierdziłam, że współdzielenie życia z kotem, to nie jest zwykłe uczucie, to stan umysłu. Kto chce, aby kot przychodził na zawołanie, na rozkaz człowieka, czy nie biegał po blatach czy stołach - niech sprawi sobie psa, bo tak naprawdę nie zna kociej natury. Kot to taki antydepresant. Jest samodzielny, a jednocześnie potrzebny człowiekowi. To zupełnie inna natura niż pies. To również zupełnie inne obowiązki niż przy psie. Z kotem musisz się liczyć, bo ma swoje zdanie i zrobi zawsze to, co chce. Ja za to kocham koty, bo sama lubię być indywidualistką, niezależną od innych.

Film polecam każdemu - i tym, którzy są kociarzami i tym, którzy tych zwierząt nie tolerują. Dla samego rarytasu wzrokowego jakim są i koty i miasto Stambuł warto. No i muzyka - przepiękna! Odpowiednia do sytuacji, klimatyczna. 


    

Tagi: film
09:06, sokramka
Link Komentarze (6) »