Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: alkoholizm

wtorek, 24 kwietnia 2018

Będzie nie tylko o mnie. Wszak dżungla ma swoje prawa i każdy kto w nią wejdzie może spotkać się z przygodą.

Jak zapewne niektórzy już wiedzą – mój teść nie stroni od alkoholu. Nie wylewa za kołnierz  i nie stara się nic z tym zrobić. Wręcz przeciwnie – moim zdaniem jest coraz gorzej. Ponieważ jego kobieta/partnerka/konkubina, jak kto woli, zostawiła go parę tygodni temu z powodu postępującego alkoholizmu, dziadek rozpasał się w piciu niesamowicie. Nie znał umiaru i już myśleliśmy, żeby wzywać specjalne służby i odwieźć go na odwyk. Poziom pijaństwa oraz morze pustych puszek po piwie i butelek po „małpkach” przekroczył wszelkie granice. Ja oczywiście nie dopuszczam myśli, żeby usprawiedliwiać takie zachowanie złamanym sercem, ale teść tak. Do tego wydzwaniał (do swojej już byłej) nocami i nagrywał się na pocztę (ponieważ ona nie odbierała od niego połączeń). Teksty były wielce romantyczne, że tęskni, że kocha, że żyć nie może, że dlaczego mu to zrobiła. Natomiast po zakończeniu nagrania z ust dziadka płynęły słowa, które trudno nazwać przyzwoitymi. Mogę tylko napisać jedno z łagodniejszych stwierdzeń, że „suka zawsze będzie suką”. Tak kocha teść. Na pokaz.

Był również u niego jakiś koleś, który wychodząc po suto zakrapianym spotkaniu zachwiał się na schodach i rozwalił wymurowaną konstrukcję, w środku której była skrzynka z gazem. Mój mąż profilaktycznie zakręcił kurek z gazem, żeby czasem się nie okazało, że coś wycieka. Po otrzeźwieniu dziadka i pokazaniu mu skutków libacji, teść rzucił w stronę Szanownego i Scareface’a: „no to teraz to naprawcie”. Oczywiście żaden z chłopaków, ani syn, ani wnuczek konstrukcji nie postawił na nowo więc dziadek zrobił to sam, sapiąc i dysząc przy każdym podnoszeniu cegiełki.

A wczoraj teść zwrócił się do Szanownego czy mógłby go podrzucić na pocztę ponieważ ma do odebrania emeryturę. Oczywiście syn ojcu nie odmówił i wsiedli razem do samochodu. Na miejscu, po odebraniu kasy okazało się, że dziadek chce iść do sklepu „po ziemniaki”. „To ty zaczekaj na mnie w samochodzie, ja zaraz wrócę”. Szanowny się nie zgodził i powiedział, że podźwiga tatusiowi te kartofle, co oczywiście odbiło się kwaśną miną na teściowej twarzy. Poszli więc razem. Po wyjściu ze sklepu teściowi się przypomniało, że jeszcze bułek nie kupił to „synu idź mi kup tu, w tym sklepie, a ja zaczekam na ciebie”. Na co Szanowny powiedział, że może kupić ojcu pieczywo, ale tatuś niech sobie zaczeka w samochodzie. Teść znowu z niesmakiem pokręcił głową i stwierdził, że jednak nie chce tych bułek. Wrócili więc do domu.

Po kilkunastu minutach spędzonych w ogródku, Szanowny spostrzegł swojego ojca jak próbuje wsiąść na rower. Spytał, gdzie się tatulek wybiera. Teść coś wybełkotał, że do kolegi, ale potem zmienił zdanie i powiedział, że tak go nogi bolą, że jednak wróci do domu. Szanowny wrócił więc do ogródka. Po kolejnych kilkunastu minutach mąż mój zauważył szybko drepczącego ojca po chodniku. Przyszedł więc do mnie i powiedział, że wsiada w samochód i zaskoczy dziadka pod sklepem, bo domyśla się gdzie ten poszedł. Tak też się stało. Teść pod sklepem najpierw nie zajarzył, że to stoi samochód jego syna, a potem na pytanie: „co, już cię tato nogi nie bolą?” usłyszał, że ojcu się przypomniało, że śmietany w domu nie ma. Weszli więc do sklepu razem i ponieważ mój mąż zna się z właścicielem powiedział, żeby w żadnym razie nie sprzedawać jego ojcu alkoholu ponieważ tata jest nietrzeźwy. Co oczywiście uzyskało aprobatę właściciela sklepu. Dziadek zniesmaczony, że pilnuje się go jak więźnia, że nie może sobie w spokoju kupić wódki i się nachlać, wrócił razem z Szanownym do domu. A potem znowu była próba ściemniania, bo teść wyszedł z chałupy i od progu zawołał do Szanownego: „do Ziutka idę, po dwa jajka!”. Szanowny oczywiście zadzwonił do sąsiada Ziutka i zakazał częstować ojca jakimkolwiek alkoholem. Ponieważ sąsiad jest normalny, nie jakiś tam alkoholik, ale w barku zawsze coś procentowego stoi. Nie wiem jak się skończyła dzienna gonitwa za wódką, czy w końcu teść się napił czy nie, bo z opowieści Szanownego to nie wynikało. Niemniej jednak problem jest bardzo duży i sama myśl o tym, że będzie coraz gorzej napełnia nas oboje strachem. Już i tak jesteśmy wyklęci, ja jestem „szmatą”, „kukułczym jajem”, a Szanowny „wyrodnym synem”, „diabłem wcielonym”. Przepity mózg nie pracuje już normalnie i można się spodziewać wszystkiego.

sobota, 04 lutego 2017

Wiele się działo w piątek, a z założenia miało być tylko honorowe oddanie krwi. Z tego powodu już w czwartek powiadomiłam pracodawcę, że mnie nie będzie następnego dnia na stanowisku pracy. Mamy taki fajny program do zgłaszania nieobecności, które są później zatwierdzane przez przełożonego, a dopiero potem idą do kadr. Program zawiera wszystkie dostępne możliwości zwolnienia z pracy: urlop, u. macierzyński, u. tacierzyński, u. dodatkowy, opiekę na dziecko, godziny na karmienie, zwolnienie lekarskie, szkolenie i różne inne, których nie pamiętam ;-) Ale nie o tym.

Pojechałam więc w piątek rano oddać honorowo krew. To już było moje kolejne spotkanie ze stacją krwiodawstwa więc już szło lekko. Tym razem dostałam książeczkę dawcy, żebym mogła wpisywać sobie kolejne donacje (to fachowa nazwa oddania krwi). Okazało się, że było bardzo dużo ludzi. Pani w okienku mówiła, że w piątki zawsze jest tłum. Przyswoiłam więc informację i na następną wizytę wezmę sobie już jakiś inny dzień. Zauważyłam też, że było więcej mężczyzn niż kobiet. Więcej 40-50 latków niż 20-30. Z czego to wynika? Nie wiem...

Potem pojechałam na uczelnię pozałatwiać zaległe sprawy, poszwendałam się po sklepach i w końcu odebrałam Manię ze szkoły. Była bowiem umówiona u fryzjera na przycięcie końcówek włosów. A gdy przyjechałyśmy do domu i porobiłyśmy trochę weekendowych porządków oraz coś do żarcia, wrócił Szanowny z pracy. Zaniósł dziadkowi list jaki do niego przyszedł i od tego czasu atmosfera w domu zmieniła się diametralnie. 

Do teścia przyszedł PIT rozliczeniowy - informacja z ZUSu ile miał dochodu, kosztów itd. Dziadek nie musi nic z tym robić ponieważ rozlicza go ZUS. To było tylko potwierdzenie tych danych. Ale dla ojca był to kolejny powód do zwietrzenia spisku. Wypił sobie oczywiście już w ciągu dnia coś mocniejszego i szukał zwady. "Ten PIT to ja mu podłożyłam, sfałszowałam, bo nie ma podpisu...prezesa ZUSu...." To dziadka argumenty. "On zadzwoni do ZUSu i się wszystkiego dowie. Wyjdzie na jaw, że go ewidentnie w balona robimy". Nie, przepraszam, krzyczał, że "robimy go w chuja". "Ten papier to możemy sobie w dupę wsadzić (i go porwał) a ja mam mu oddać 200 zł które mu zginęło w zeszłym tygodniu i... pokrywkę od największego garnka."

Mój Szanowny tez w końcu nie wytrzymał i zaczął kłócić się z ojcem. Ale to było słowo przeciw słowu i na dodatek wypowiadane do pijanego człowieka, który i tak nic nie będzie pamiętał. 

Na sam koniec dnia ok godziny 20.00 odwiedzili nas strażnicy miejscy z kontrolą pieców. Od razu mówię, że panowie mieli specjalne nakazy, które upoważniały ich do wejścia na posesję i nie wpuszczenie ich groziło mandatem. Ale ponieważ my nic nie mieliśmy do ukrycia, plastikiem nie palimy, a i ogrzewanie gazowe też mamy, wpuściliśmy panów do środka. Panowie sporządzili protokół i poszli dalej na inspekcję. Mówili, że mogą pukać do domów od 6.00 do 22.00. Jak policja, kurde ;-) Niech się boją ci, którzy spalają śmieci i nie dbają o nasze środowisko i tak mocno zdewastowane przez ręce człowieka. 

A dziś szykuję się na uczelnię. To ostatni zjazd przed zakończeniem semestru więc tylko zaliczenia i wpisy. A potem - kolejny semestr rozpocznie się dopiero w marcu. Może znajdę w końcu czas na zaległe wyjścia ;-) 

 

środa, 04 stycznia 2017

Przed świętami dziadek wyjechał ze swoja narzeczoną do sanatorium. W tym czasie był taki błogi spokój, że przemknęła mi nawet myśl, że nie przejęłabym się, gdyby teścia nie było już zawsze.....

Wczoraj pojawił się wczesnym popołudniem i zadzwonił do Szanownego, że syn mógłby ojca odwiedzić i pogadać. Szanowny przystał na propozycję i zaraz po powrocie z pracy poszedł na stronę dziadka. Zdziwił się jednak, bowiem chałupa była zamknięta, a w oknach widniała ciemność. Mąż mój wykonał więc telefon do swojego ojca i po chwili usłyszał niezrozumiały bełkot, który ogólnie informował Szanownego, że "właśnie się położyłem, bo taki zmęczony jestem i chcę iść spać". Oczywiście słowa te wypowiedziane były już po wypiciu dobrej ilości alkoholu i nie sposób było dogadać się z teściem.

W nocy w okolicach pierwszej słyszeliśmy zza drzwi łomot i rozmowy. Ojciec dzwonił do jakichś swoich znajomków i przepraszał, że obudził, ale "może byśmy się jutro zobaczyli?"...

Za długo był spokój. Wiedziałam, że dziadek musi odreagować dwa tygodnie abstynencji i po powrocie do domu musi się nachlać jak meserszmit. Doszłam do wniosku, że teraz albo zapije się na śmierć, albo zrobi sobie jakąś krzywdę zdrowotną (cukrzyk). Już mi się nie chce o tym myśleć.

A niedługo Dzień Babci i Dziadka. Teść będzie zapewne wymagał zainteresowania i życzeń od swojej wnuczki, a ja jak co roku będę namawiać Manię do zrobienia jakiejś laurki. W końcu ma tylko jednego dziadka i żadnej babci.

środa, 07 grudnia 2016

Dziadek sprzedaje dom :-))) Zostaniemy bez mieszkania. Szanowny, Mania, Pierworodny i ja. Z drugiej strony Scareface, Blondyna i Królewna.

To oczywiście bujdy na resorach, bo teść krzyczał wszem i wobec w pijackim transie. Tego jeszcze nie było, ale zostanie chyba potraktowane jako hit roku. Teoretycznie dom wart jest jakieś 200-250 tys. To ruina, która została wybudowana w latach 30 ubiegłego wieku. Więcej jest warta ziemia, bo dzielnica znajduje się w dobrym miejscu miasta. Ale i tak jesteśmy w szoku jakie pomysły przychodzą do głowy ojcu...

Biskich spotkań z alkoholikiem ciąg dalszy zapewne nastąpi...

środa, 16 listopada 2016

Ile można znieść obelg i szykan? Ile można przyjąć na klatę inwektyw? Wczoraj wieczorem przez drzwi łączące nasz świat ze światem teścia-alkoholika słyszeliśmy potok obelg skierowanych w naszym kierunku. Potem było wydzwanianie chyba do wszystkich kontaktów, jakie dziadek miał w telefonie. Nie rozumiem jak można szczuć własne wnuki na własne dziecko (a ojca tych wnuków). Nie rozumiem jak można opowiadać rzeczy, które nigdy się nie zdarzyły, a urodziły się w przepitym umyśle pijaka.

Wciąż jesteśmy złodziejami, trucicielami, szpiegami (?) i nic w tym zakresie się nie zmieniło. Szanowny jest "pizdą życiową" ja jestem "szmatą", cyniczną i wyrachowaną suką. A już myślałam, że nic gorszego od "kukułczego jaja" mnie nie spotka....

Ojciec nie reagował na pukanie do drzwi, na słowa Szanownego, żeby się uspokoił. Był jak w transie. Potrafi pójść w kilkudniowy cug, a potem jak gdyby nigdy nic wyjechać do swojej narzeczonej na weekend i nie wypić ani kropelki. Nawet piwa.

Wczoraj przemknęło mi przez myśl, żeby się teść w końcu zachlał na śmierć, ale przecież nie można życzyć ludziom najgorszego. Dziś o świcie słyszeliśmy zza drzwi jęki i stęki zapijaczonego, zarzyganego starego dziada. Powiedziałam Szanownemu, że nie będę już witać się z ojcem "cześć tato". Nie zasługuje na to. Będę służbowa mówiąc "dzień dobry panu". Choć pewnie jak ojciec wytrzeźwieje nic nie będzie pamiętał.

Bardzo to boli i czuję się bezradna, zła i sfrustrowana.

Jak długo jeszcze?

Ile się jeszcze nasłuchamy? :-(

 

środa, 24 sierpnia 2016

Takimi słowami kończyła się niemalże każda moja rozmowa z Mamą, kiedy dyskutowałyśmy o babci, o jej Alzheimerze, o jej dziwactwach i zagrożeniach dla innych oraz siebie.

Ale nie miało być o mojej babci. Będzie o moim teściu. Gdybym nagle straciła dach nad głową z powodu jakiegoś wybuchu bądź pożaru, zapewne się o tym dowiecie szybko.

Parę dni temu siedzieliśmy wieczorem w swoim pokoju, Szanowny, Mania i ja. Córka bawiła się w domek zbudowany z koców, chłop grzebał w internecie, a ja jak zwykle coś tam dziergałam. W pewnym momencie mnie olśniło, bo od kilkunastu minut słyszalny był gwizdek czajnika z mieszkania dziadka. Wspomniałam o tym Szanownemu, a wtedy i Mania włączyła się do rozmowy mówiąc, że słyszy ten gwizdek już od czasu budowania swojego domku. Szanowny wstał, poszedł na stronę ojca, żeby sprawdzić co się dzieje. Po powrocie opowiedział, że dziadek zasnął oglądając mecz i nie słyszał jak gwiżdże mu czajnik (!)

Wczoraj Scareface miał telefon w ciągu dnia od dziadka, żeby z łaski swojej zajrzał do jego mieszkania, bo dziadek chyba zostawił na gazie gulasz. Scareface był na spacerze więc musiał wrócić się z drogi do chałupy. Zastał spalony garnek, bo gulasz dawno już wykipiał. Gaz z kuchenki ulatniał się, bo płomień został zduszony przez kipiący gulasz. W chałupie śmierdziało gazem i wystarczyła iskra.... Aż mi się nie chce tego pisać.

Kiedy teść wrócił wieczorem do domu był już tak napruty, że ledwo trzymał się na nogach. A gdy Szanowny wrócił z pracy poszedł do ojca spróbować z nim pogadać. Nie było mowy. Dziadek siedział na schodach do swojego mieszkania i burczał pod nosem: "przecież ja nie piłem, ja tylko tak... wietrzę się".

Jesteśmy przerażeni, bo dzieje się coraz gorzej. Narzeczona dziadka nie chce i nie może z nim zamieszkać, a w dni kiedy wyczuje, że teść zaczyna tankować po prostu do niego nie dzwoni. Byli teraz razem dwa tygodnie w sanatorium, dziadek nie wypił ani kropelki więc teraz musi sobie ten "stracony czas" odbić.

Strasznie.

Będę dziś dzwonić do ubezpieczyciela w sprawie odnowienia polisy. Dom jest niby stary, postawiony w 1935r, lepiej byłoby go zburzyć i postawić coś na nowo, ale jednak mieszkać gdzieś trzeba...

poniedziałek, 04 stycznia 2016

O alkoholizmie teścia pisałam już wielokrotnie i nic w tej kwestii zasadniczo się nie zmieniło. Jedyne co mogę dodać, to to, że dokładnie w sylwestrowy wieczór dziadek i jego "narzeczona" oficjalnie ze sobą zerwali. Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że teść zaczął pić jak wariat i do tego wydzwaniał do ukochanej z tekstami, że ma naszykowane pigułki i jak je połknie to wtedy ona będzie mogła tylko kwiatki na jego grobie złożyć.

Dziadek mieszka w swoim mieszkaniu, ale rozdzielają nas drzwi między jego pokojem, a naszym. Nie da się ukryć, ze wszystko słyszymy - i jego rozmowy telefoniczne i domówki z kolegami przy flaszce. Niech nikt się nie dziwi, że nie znoszę tego pokoju i nie lubię w nim przesiadywać. Nawet nie mogę w nim spokojnie pogadać, bo głos przechodzi przecież w obie strony. Mój mąż zaczął więc nasłuchiwać, czy teść czasem jakiegoś głupstwa sobie nie zrobi. Biegał w czasie tych kilku dni wolnych na druga stronę, jak usłyszał jakiś rumor (dziadek się przewrócił) i kontrolował sytuację. Kazał ojcu spać i tłumaczył. Ale wiadomo - z pijakiem rozsądnie nie pogadasz. Z racji tego, że Szanowny ma jeszcze siostrę, zadzwonił więc do niej i poinformował o życiu pijaka. Poprosił o wsparcie. Myślał, ze jako córka ona przyjdzie do ojca choćby zajrzeć i skontrolować. Nic takiego nie nastąpiło.

Dziś jest czwarty stycznia, a siostra Szanownego nie pojawiła się u tatusia. Mój mąż wczoraj wieczorem stwierdził, że ona jakoś nie kwapi się, żeby ojca doglądać (mieszka w sumie niedaleko-piechotą dziesięć minut).

I tego właśnie nie potrafię zrozumieć. Teść był zawsze dla szwagierki bardzo pobłażliwy. Nawet jak zmieniła wiarę i wyszła za świadka Jehowy to teściowa bardziej była skłonna wyrzec się córki, a teść im nawet kasę odpalił na mieszkanie. Kiedy teść leżał w szpitalu, córka do niego przyjeżdżała raz na jakiś czas, tłumacząc, ze przecież tata ma opiekę. A jak dziadek wrócił po chorobie do domu, to oprócz specjalistycznych zabiegów (szwagierka jest pielęgniarką) opieka spadła na mnie - bo "mieszkamy razem i tak będzie lepiej".

Ja do swojego ojca nic nie czuję, ale nie widziałam go już ponad 20 lat. Traktuję jak umarłego. Jednak gdyby komuś bliskiemu z mojej rodziny działo się coś złego, wydaje mi się, że chyba nie zostawiłabym tego losowi.

Potem dziwimy się, że dziadek wydzwania do kolegów i plecie, że własna rodzina się od niego odwraca, a obcy są milsi. Tak, bo z nim ci obcy piją wódę, a rodzina mu zabrania. Ale wczoraj Szanowny poszedł do ojca i zabrał mu ze stołu napoczętą butelkę. Teść zaczął rzewnie płakać i w pijanym widzie skamlał jaki to syn jest dla niego dobry, za dobry, ale "oddaj mi już tę butelkę". Typowe dla alkoholika.

Widzę, jak Szanownemu też skaczą nerwy i jak on to przeżywa. Siostra mojego męża być może też to przeżywa, ale na tyle na ile ją znam, śmiem twierdzić, że jest to kobieta pozbawiona uczuć wyższych. Wykonująca tylko z uśmiechem na ustach podstawowe i obowiązujące normy życiowe. Mój mąż ma oczywiście na to teorię religijną: bo "Jehowa". Swojego w puchu będzie okładać, a że ojciec nie tej wiary to jego można na margines zepchnąć.

Wiem, że świadkowie wyznają swoje doktryny i córka teścia nigdy nie przyjdzie i nie złoży ojcu życzeń z okazji dnia ojca, dziadka, urodzin, świąt. Oni tego nie celebrują. Natomiast wiem, że ona sama chciałaby usłyszeć parę miłych słów z okazji ich rocznicy ślubu - dla świadków to wydarzenie wybitnie ważne.

Nie wiem co się będzie działo z teściem w ciągu najbliższych dni. Tabletki się rozsypały, zostały zalane wódką. Dziś jest za drzwiami cisza. Podejrzewam, że dziadek odsypia. Ale wieczorem będzie chciał się napić. Może będzie chciał się znowu spotkać ze swoją kobietą, która go rzuciła (na marginesie - za pijaństwo), może znowu będzie wydzwaniał, żeby mu wybaczyła, że świata poza nią nie widzi i że jego życie bez niej ma sensu. Teść skończy w tym roku 75 lat...  

czwartek, 24 kwietnia 2014

Nigdy w mojej rodzinie nie zetknęłam się bezpośrednio z tym problemem. Dziś mogę z pełną świadomością przyznać, że dziadek jest pełnoetatowym alkoholikiem. Picie piwa przed śniadaniem, po śniadaniu, przed obiadem, po obiedzie, jako zakąska, jako podwieczorek, a w międzyczasie flaszka obalona z kolegami lub koleżankami.

Wczoraj jedna z dziadkowych koleżanek władowała się do naszego pokoju (pijana o dziwo poradziła sobie z przekręceniem klucza w zamku podklamkowym, który kazał zostawić dziadek, bo rzekomo MY go okradamy) Koleżanka jedną ręką trzymała się framugi, a drugą otwartych drzwi. Bełkotała coś o gazie i pokazywała na dziadkową kuchnię. Kiedy zastawiłam jej swoją osobą drogę wejścia dalej do pokoju, cofnęła się na dziadka mieszkanie. Zauważyłam wtedy, że wszystkie cztery palniki kuchenki są włączone, a ona bełkotała, że nie umie ich wyłączyć. Obiadek reszcie towarzystwa szykowała, a państwo upijało się w podwórkowych promieniach słońca. Powyłączałam palniki, uciekłam do naszego pokoju i drzwi zastawiłam naszym łóżkiem. Powiadomiłam Szanownego. Koszmar.

Szanowny z ojcem nie próbował nawet dyskutować, bo nic to by nie dało. Z pijanym się nie dyskutuje. Widzę również, że sam mocno się ograniczył widząc co się dzieje z jego ojcem. Jest pod tym względem poważny, przestał się bawić w „wesołego – podpitego”. Zakupił zasuwkę na naszą stronę, dla bezpieczeństwa. Tylko co będzie jeśli dziadkowe towarzystwo wywoła kiedyś niechcący pożar? Przecież pozostawiony niedopałek na kanapie to tylko jedna chwila…

Autentycznie boje się kolejnych wydarzeń. Tu wszystko może się zdarzyć, bo każdy dzień jest praktycznie okraszany alkoholem. A najgorsza jest w tym wszystkim obecność naszej Małej. Z historii rodziny mojego męża dowiedziałam się niedawno, że ojciec dziadka zapił się na śmierć.

Dziś za ścianą powtórka z rozrywki…