Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: szpital

sobota, 18 października 2014

Jestem zła. Złość też uczucie ludzkie. A nic co ludzkie nie jest nam obce. Wczoraj, zgodnie z zaplanowanymi zabiegami miałam mieć usunięty cewnik DJ. Jako porządny, nie lubiący się spóźniać obywatel/pacjent, zjawiłam się o 7.00 na planowej izbie przyjęć. Oczywiście musiałam swoje odczekać w kolejce, to normalne. Zdołałam się już przyzwyczaić do szpitalnych kolejek. Po zarejestrowaniu się i otrzymaniu opaski identyfikacyjnej, przebrałam się grzecznie w piżamkę i powędrowałam na oddział.

Na oddziale okazało się, że....muszę poczekać na korytarzu, bo nie ma wolnego łóżka, żeby mnie gdzieś położyć. Między słowami dodam, że zabieg wyjęcia cewnika z pęcherza trwa ok dwóch minut. Łóżko zwolniło się ok 10.30. Dobrze, że zabrana książka ratowała przedłużające się minuty nudy korytarzowej.

Po zainstalowaniu się na szpitalnym łóżku poznałam swoją współlokatorkę, która tak jak ja była planowo przyjęta na wyjęcie cewnika DJ. Dodam, że taki zabieg trwa ok dwóch minut. W trakcie oczekiwania na wolne łóżko miałam pobraną krew do badania oraz mocz. Wyniki bardzo długo schodziły z laboratorium. O godz. 13.00 jeszcze nie było mojej próby ciążowej. Salowa śmiała się, że chyba będę mamą. No, niedoczekanie! Jeszcze tego brakowało, żebym była w ciąży. Na szczęście okazało się, że zlecenie nie zostało zarejestrowane w komputerze laboratorium i stąd to oczekiwanie.

Obie z moją współlokatorką byłyśmy na czczo. Pacjentom podawano śniadanie, potem obiad, a my wciąż czekałyśmy na zabieg wyjęcia cewnika DJ. Przypominam, że trwa on ok dwóch minut. Po obiedzie, kiedy nasze wyniki badań dotarły już na miejsce skierowano nas na rtg okolicy nerki. Pomimo kompletu wszystkich badań i nadwyrężonej naszej cierpliwości zabiegu nie wykonano. Blok operacyjny o 15.00 już nie funkcjonuje, a ordynator na obchodzie o 15.11 poinformował nas, że musimy przyjść w poniedziałek.

Jasna cholera!

Z potwornym bólem głowy, głodna, śpiąca i wymęczona nudą szpitalną wyszłam z oddziału o 15.30. Robiąc dobrą minę do złej gry potrafiłam się jeszcze uśmiechnąć do pielęgniarek, bo przecież czemu one winne?

Dziś boli mnie kręgosłup bardziej niż zwykle (nie wiem - brak ruchu, wysiłku fizycznego?). Dla dwóch minut zabiegu straciłam cały dzień, stracę też poniedziałek. Ja wiem, że nie mam prawa mieć pretensji do konkretnych osób, bo różne rzeczy się przytrafiają w służbie zdrowia, ale ta sytuacja dobiła mnie psychicznie.

Bo żeby chorować to trzeba mieć końskie zdrowie.  

08:32, sokramka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 16 września 2014

W szpitalu nie leży się zbyt często, no chyba że wymaga tego przewlekła choroba. Leżąc na urologii zauważyłam dziwną zmianę obyczajów wśród pielęgniarek. Każdy przyzwyczajony jest mówić do kobiet zajmujących się powyższą profesją „siostro”. Otóż moi drodzy, jak będziecie niechcący w szpitalu, nie mówcie już tak. No chyba że natraficie na „siostrę” starej daty, która rewolucji pielęgniarskich nie przyswaja. Jak zatem mówić do dzisiejszej pielęgniarki?

Otóż zastanawiałam się jeszcze na sali chorych. Rozmawiałam o tym z paniami przebywającymi na tej samej sali, one stwierdziły, że to musi mieć związek z nagminnym dokształcaniem pielęgniarek, wysyłaniem ich na przymusowe studia i wymogami studiów magisterskich. Ponadto usłyszałam, jak sam ordynator w czasie obchodu tłumaczył pacjentce: „a o takich rzeczach to już pani powie pani magister” i tu spojrzał na stojącą obok pielęgniarkę.

Sama raz zawołałam „siostro” kiedy po założeniu cewnika było mi cholernie niedobrze i miałam odruchy wymiotne. Pielęgniarka powiedziała mi z surową miną: „my nie jesteśmy s i o s t r a m i, taka młoda, a nie wie jak się odzywać”. Zgłupiałam. Ale przy następnej okazji chcąc o coś poprosić tę właśnie pielęgniarkę powiedziałam: „pani magister….”

Po powrocie do domu opowiadałam Szanownemu o dziwnych przygodach szpitalnych. Mąż porozmawiał o tym z własna siostrą. Szwagierka jest bowiem pielęgniarką w państwowym szpitalu. Wyjaśniła mojemu mężowi, że „siostry” to były kiedyś i to zakonne, bo pielęgniarkami były zakonnice i właśnie stąd wziął się  zwrot „siostro”. A teraz już te czasy minęły i trzeba mówić najlepiej po imieniu: pani Małgosiu, pani Krysiu, bo magistra nie każda pielęgniarka ma.

Ciekawość jednak była silniejsza i ja zadzwoniłam do swojej kuzynki, również pielęgniarki, która licencjat robiła zaocznie i to z ekonomii. Teraz jest przełożoną pielęgniarek w prywatnej klinice. O zarobkach nie wspomnę ;) Kuzynka powiedziała mi, że nie słyszała o rewolucji, ale zdarzają się „siostry”, które mają wysokie ambicje być „paniami MGR”. Są tez takie, którym uwiera zwrot „siostro” ze względu na poglądy religijne. I tu potwierdziła się wersja szwagierki, która de facto jest świadkiem Jehowy.

Słyszałam, że pielęgniarki – „magistry” są marnymi pracownicami, bo głowę mają nabitą teorią, a nie potrafią zwykłego wenflonu założyć, że liczą się umiejętności praktyczne, a nie mądrości książkowe, ale nie mnie wyrokować, bo nie pochodzę z tego środowiska.

A czy Wam zdarzyło się zetknąć z „obrazą majestatu” mówiąc do pielęgniarki: „siostro”?

18:31, sokramka
Link Komentarze (9) »
wtorek, 02 września 2014

Pisze z telefonu,ale jak to powiedziała Bezcielesna: internet mam w krwioobiegu ;)

Od 4.00 koczuje w szptalu. W nocy dopadł mnie ból kolki nerkowej. Miałam robione jakieś badania, nerka jest przyblokowana. Jutro kolejna seria badan. Nie ukrywam, ze bycie pacjentem szpitala jest mało komfortowe. No i ten brak kontroli nad domem-dzis Mala nie poszła do szkoły, bo nie miał jej kto zaprowadzić.

Chce do domu, ale muszę dokończyć leczenie. Kilka dni będę nieobecna.

18:15, sokramka
Link Komentarze (7) »