Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: córka

czwartek, 30 listopada 2017

Już mi jest mega wstyd. Za nieporadność, za to, że nie umiem wychowywać dzieci, za to, że nie umiem znaleźć rozwiązania i za to, że już mi ręce opadają i zwyczajnie mi się nie chce. 

Proszę sobie nie myśleć, że Mańka już wspaniale chodzi codziennie do szkoły. Ten problem trwa i trwa niezmiennie, a ja już nie mam pomysłów jak pomóc mojemu dziecku. No i przede wszystkim - jak znaleźć przyczynę. Choć wczoraj pomyśleliśmy z Szanownym, że Mania może nie mieć konkretnej przyczyny, a w okresie dojrzewania nie ma chęci na życie i wszystko może jej się wydawać strasznym kłopotem. Wszystko. 

Nie ma tygodnia, który byłby w 100% zapełniony jej obecnością w szkole. A to w jednym tygodniu nie pójdzie w poniedziałek, bo ją boli brzuch, a to w drugim tygodniu we wtorek, bo wyskoczyła jej krosta na czole, a w czwartek następnego tygodnia znowu zepsuł się suwak w kurtce. Spytana czy pojedzie ze mną do sklepu po nową (popołudniu) nagle okazuje się, że suwak się naprawił. Jak nie pójdzie w jednym tygodniu w środę to nieobecność w czwartek spowodowana jest tym, że zapomniała odrobić lekcji z poprzedniego dnia, którego nie była. Doszło do tego, że skończyły mi się pomysły - straszenie, że zapłacimy karę, że może nam sąd ją zabrać do internatu, że może nie zdać do następnej klasy - nie pomagają. Tłumaczenie, że szkoła jest ważna tak jak praca dla mamy i taty, nagradzanie za oceny, wspólne odrabianie lekcji, nawet czytanie przeze mnie jej lektury (!) - nie działa. Jestem wybuchowa, co córka wiele razy mi sygnalizowała, od kilkunastu dni staram się nad sobą mocno panować - nie krzyczę, staram się nie podnosić głosu. Mówię jej - zobacz: ja się staram, żeby było wszystko ok. Ona to widzi i docenia. Ale to też nie pomaga. 

Wczoraj już puściły mi nerwy kompletnie. Mańki nie ma w szkole od poniedziałku. Jutro jest piątek. Ona siedzi w domu i nakryta kołdrą ogląda telewizję, odcięliśmy jej bowiem dostęp do internetu za karę. Wczoraj na moje wielokrotnie powtarzane pytanie: czy odrobiłaś z dziś lekcje? i czy w czymś ci pomóc? wciąż słyszałam: nie, nie chcę, zaraz. W pewnym momencie doprowadziło to moje nerwy na skraj szaleństwa i wykrzyczałam jej całą moją złość, po czym poryczałam się jak bóbr. Ona zresztą też. 

Szanowny jest wspaniałym wsparciem, albowiem jest z niego anioł spokoju. Jednak i on wczoraj nie wytrzymał i podniesionym głosem (co się rzadko u niego zdarza) wypytał Manię o powody takiego zachowania. A może to my - rodzice - robimy coś źle, o czym nie wiemy, a co nam córka nie umie wyartykułować? Poprosił o napisanie na kartce żalów dziecięcych. Tak to jest, że jedni mają dzieci wylewne, inni mają żółwie w skorupie..

Po otrzymaniu kartki okazało się, że znowu nie ma przyczyny głównej, a napisane było: "jutro i tak nie pójdę do szkoły, bo mnie mama tak zdenerwowała, że chcę odpocząć. I zrobić jej na złość". 

Ot słowa dwunastoletniej dziewczynki. 

Dziś nie odzywam się do niej ani jednym słówkiem. Rano nawet jej nie budziłam, skoro powiedziała tacie, że i tak nie pójdzie do szkoły. Jutro jestem umówiona w szkole z panią pedagog. To kolejna osoba uwikłana w kłopotliwy problem nie radzenia sobie z uczęszczaniem do szkoły mojego młodszego dziecka. 

Tagi: córka
18:06, sokramka
Link Komentarze (9) »
piątek, 03 listopada 2017

Dziś mam wolne. Wzięłam dzień urlopu ponieważ Mańka się rozchorowała, a zwolnienia nie chciałam brać. "Spotkał katar Katarzynę, Katarzyna pod pierzynę" i dalej już jak w tym wierszyku - Mania musiała dwa dni zostać w domu i się podkurować. Na szczęście to nic groźnego, bo po pierwszej dobie już zaczyna normalnie mówić bez chrypki i nadmiernych gilów z nosa ;-) 

Choroba za to dopadła mojego Brata i to na poważnie. We wtorek wylądował na ostrym dyżurze z powodu koszmarnych bólów brzucha. Alarmował mnie już w nocy, że sobie nie może z tym poradzić i dopiero o 7.00 we wtorek zdecydował się na przyjazd do szpitala. Okazało się, że ma atak wyrostka robaczkowego i trzeba mu było wyciąć te ślepą kiszkę. Latałam więc przez kilka dni do niego na oddział będąc donosicielem czystych rzeczy, owocków, gazetek do czytania i robiąc za wypełniacz nudy. Dziś Brata mogą wypuścić. Zwolnienia dostanie zapewne trzy tygodnie albo i więcej. A pomyśleć, że niedawno był na... miesięcznym urlopie :-)))) Niedługo jego współpracownicy zapomną jak on wygląda. 

Szanowny też po tygodniowym katarze, tylko ja się trzymam. Wiadomo - złego licho nie bierze ;-) 

W międzyczasie powstaje prezent dla Pierworodnego.... Jak mi wyjdzie, to będę z tego MEGA dumna, albowiem kosztuje mnie dużo pracy i cierpliwości. A tę ćwiczę u siebie z największą starannością. Oczywiście nie omieszkam się pochwalić, choć najprędzej znajdzie się wśród fotek na Instagramie ;-)  

 

Tagi: brat córka
14:37, sokramka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 23 października 2017

Aby uszczęśliwić własne dziecko często poświęcamy się czemuś lub w imię czegoś. Takim poświęceniem wykazałam się w minioną niedzielę. Moja córka zachwyca się modną ostatnio dziedziną jaką jest "jutuberstwo". To moja autorska nazwa, która odnosi się do młodych ludzi zakładających swoje kanały na YT i prezentujących różne tematy, opowiadających o nowościach gadżetowych, o grach komputerowych, o stosowaniu makijażu itepe.

Pewna jutuberka rozdawała autografy w niedzielę w nowo otwartej galerii handlowej na drugim końcu mojego miasta. Mania już od jakiegoś czasu pytała się czy z nią pojadę więc nie mając większych obowiązków w domu przejechałam pół Warszawy i stanęłam z własną córką w gigantycznej kolejce po autograf...

Nawet nie wiecie jaką popularnością cieszą się teraz jutuberzy... Stałyśmy po autograf ponad dwie godziny! Jak do piosenkarza lub autora słynnych kryminałów. A gdzie tam! Pisarze nie mają takiego wzięcia jak młodzi jutuberzy. Moja córka dostała plakat podpisany przez bohaterkę spotkania, zrobiła sobie sweet focię (selfie) obowiązkowo, a ja nagrałam krótki filmik o tym dwuminutowym przeżyciu. Faktycznie Mania przeżywała to wydarzenie jak mrówka okres, wracając miała takie wypieki na twarzy, że myślałam, że mi zemdleje ;-) Ale szczęście w oczach było widoczne.

Średnia wieku kolejki wynosiła jakieś 12 lat ;-) Rodzice równie cierpliwie stali i wspierali swoje pociechy w uzyskaniu autografu od "gwiazdy". Jestem pełna podziwu dla cierpliwości tej młodej osóbki, która z przyklejonym uśmiechem fotografowała się z każdym dzieckiem po kolei. Zresztą w domu (chcąc być na bieżąco z zainteresowaniami mojej córki) obejrzałam sobie kilka filmików tej jutuberki. Całkiem miła i inteligentna osóbka, nagrywająca filmiki dość profesjonalnie. 

Dziś Mania zabrała zeszyt z autografem do szkoły. Selfie z jutuberką ma w telefonie i już zapowiedziała, że będzie się chwalić. Trzeba będzie teraz zrobić miejsce na ścianie jej pokoju, aby przykleić plakat ;-)

Tagi: córka
08:19, sokramka
Link Komentarze (3) »
środa, 13 września 2017

Zaczęła się szkoła, zaczęły się powroty potworów... Czy to już tak musi być, że te psychologiczne problemy muszą się ciągnąć za mną bez końca? Może moja Mama też zmagała się z jakimiś zmorami? A może moja babcia również? Tego, czy mój straszny ojciec miał problemy psychologiczne raczej się już nie dowiem... Zresztą któż dziś nie ma problemów natury psychologicznej? Tylko niektórzy nie są tego świadomi i nic z tym nie robią...

Tak więc dziś moja córka znowu nie poszła do szkoły. Próbowałam długo, naprawdę długo analizować przyczynę jej absencji, ale nie znalazłam źródła w nieodrobionej lekcji, czy strachu przed klasówką/sprawdzianem. To nie to. Ona po prostu jest niezorganizowana. Do tego nie lubi niespodzianek, zmiany planów, niespodziewanych sytuacji. To chyba jest największą zmorą mojego dziecka.

Dziś, jak co rano obudziłam ją i uczesałam. Buzi na do widzenia, życzenia miłego dnia... Około 6.30 zadzwoniłam do niej z informacją, że może sobie pojechać rowerem do szkoły, bo ładna pogoda - słońce zaświeciło. I wtedy zamiast odpowiedzi usłyszałam szloch. Że ona już nie zdąży do szkoły, bo przysnęła. Bo zabraknie jej czasu na podstawowe czynności. Że nie pójdzie i już.

Mnie ciśnienie skoczyło i zaczęłam przeklinać. A że robię to siarczyście i kwieciście musiałam się rozłączyć, żeby do reszty nie zmieszać z błotem mojej córki. A potem już uruchomiła się lawina próśb, gróźb, wypominań, angażowania części rodziny (Mąż, Pasierb), żeby tylko Mania poszła do tej cholernej szkoły. Jeszcze do tego powiedziała mi, że nie może znaleźć swoich kluczy, a miała przy nich klucz do zapinki do swojego roweru, no i nie będzie mogła zamknąć chałupy. Aktywni wszyscy członkowie rodziny (ja, Mąż i Pasierb) zorganizowaliśmy akcję tak, że dostała od Scareface'a drugą zapinkę, chałupa miała być zamknięta na dwie pary drzwi tylko z klamek, a z terenu działki wypuścił ją też Scareface przez swoją furtkę. Wszystko było zapięte na ostatni guzik. Niestety po jakimś czasie miałam telefon od Mani, że ona jednak nie pójdzie do szkoły i już, że to ostatni raz, obiecuje, a potem będzie już uczęszczać. Zagroziłam jej, że przecież te same słowa powtarzała mi w zeszłym roku szkolnym i te "ostatnie razy" powtarzały się po kilka razy... Nic z tego...

Płakać mi się chce - dlaczego? Czy popełniłam gdzieś błąd? Czemu jestem winna, że moje dziecko jest czasami aspołeczne? Wczoraj po szkole pojechała do koleżanki, dobrze się razem bawiły. W poniedziałek była u kolegi - mówiła, że też spędziła razem miło czas. A dziś - nagły zwrot akcji. Jakby coś jej podpowiadało - "dziś nie możesz iśc do budy, bo to będzie zły dzień". Muszę poważnie zastanowić się nad terapią dla mojej córki, albo olać i pozwolić, żeby sama decydowała kiedy ma chodzić, a kiedy nie. Ale przecież tak nie można. Sama o tym dobrze wiem, bo któregoś roku w liceum, moje wagary znacząco wpłynęły na moje zachowanie, a co za tym poszło - musiałam powtarzać rok.

Ciężka czeka mnie środa...

08:24, sokramka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 04 lipca 2017

O nieee... chcielibyście pikantne szczegóły z historii łóżkowych ;-) A to tylko taki kontrowersyjny tytuł, ha ha :-) 

Otóż będę się więc chwalić w końcu dziełem Szanownego jakim jest łóżko Mani, które robił jej od dłuższego czasu. Legowisko gotowe jest od dwóch tygodni ale jakoś nie miałam weny, żeby się nim pochwalić. Łóżko jest wykonane z płyty w kolorze niebieskim - na zamówienie naszej córki ;-) ma dwie szuflady na pościel oraz wymiary 200 x 120. To oczywiście wymiary materaca, bo łóżko ma ciut więcej. W planach jest jeszcze uszycie przeze mnie poduch pod plecy, ale nie mam czasu i nie widzę nigdzie żadnego ładnego materiału (oczywiście w odcieniach niebieskiego), żeby sprostać wymaganiom córki ;-) Materiał do wyłożenia dna szuflad jest porządny, ze sztywnej płyty, a nie tak jak robią w tych beznadziejnych Ikeowskich meblach - "że się wygina". Szyny do szuflad mają wysuw pełny co umożliwia dokładną penetrację ich wnętrza np w celu odkurzenia ;-) 

Po obliczeniu kosztów jakie włożyliśmy w wyrko wyszło nam: ok. 1300 zł z materacem. Oczywiście robocizna Szanownego nie jest wliczona, ale zostało mu to wynagrodzone w inny sposób ;-)

Oto i Maniutkowy barłóg, w poszczególnych etapach budowy. Prześcieradło zostało też uszyte - przez mnie. Jest z dwóch mniejszych, dziecięcych i ma gumkę. Deska pod materac jest dodatkowo obciągnięta materiałem, aby ewentualne zadziorki nie zniszczyły w przyszłości materaca, jest on bowiem z tą matą kokosową, na której się śpi wyśmienicie! Przetestowałam osobiście. 





niedziela, 02 kwietnia 2017

Mam dwoje dzieci. Jedno jest już dorosłym facetem, drugie dopiero co wchodzi w młodzieżówkę. Jakoś nie przypominam sobie, żebym miała większe problemy z Pierworodnym w wieku wczesno szkolnym - ot chłopak, który uczył się na samych piątkach, harcerz, społecznik i wolontariusz. Problemy z nim rozpoczęły się dopiero jak zaczął wchodzić w dorosłość, aż w końcu nadszedł taki moment, że ważniejsze dla niego stały się rzeczy poza szkolne i zmuszony był repetować klasę maturalną. 

Ale nie miało być o nim. 

Mania jest wrażliwym dzieckiem. Powiedziałabym nawet, że jest typem nadwrażliwca, choć swój charakterek ma, ale pokazuje go tylko zaufanym osobom, a więc rodzicom i braciom :-) Jej nadwrażliwość objawia się tym, że bywa niesamowicie wstydliwa. Nie poprosi, nie zapyta, nie podniesie ręki na lekcji, sama nie załatwi sprawy. 

Ostatnio znowu pojawiły się nieobecności w szkole. Mania przyznała mi, że nie nadąża za tokiem prowadzenia lekcji przez pana od angielskiego. Poza tym to ona "tego języka nie lubi, nie rozumie i nie daje sobie rady". Oceny jakie przynosiła z tych lekcji to były zazwyczaj czwórki, piątki, czasem trójki. Czyli przeciętnie - ani wybitnie, ani tragicznie. Ponieważ jej klasa podzielona jest na dwa poziomy znajomości tego języka, Mania poprosiła mnie, żebym przeniosła ją do tej drugiej (słabszej) grupy. Sama dziwiła się, w jaki sposób ją przydzielono do tej "mocniejszej" językowo grupy. Zadzwoniłam więc do pana od angielskiego i nakreśliłam sprawę. Jakież było moje zdziwienie kiedy usłyszałam, że pan absolutnie nie widzi powodu, żeby moją córkę przenosić do słabszej grupy, a ponad to, ona sobie doskonale radzi - pytana zawsze jest przygotowana i nawet z ostatniej klasówki dostała piątkę. 

Zamurowało mnie, ale powiedziałam panu, że Mania nie należy do dzieci, które się otwarcie skarżą i problem albo duszą w sobie, albo artykułują dopiero na bezpiecznym dla siebie terenie. Pan zgodził się ją przenieść, bo nie jest to jakby jakiś wielki problem, ale poprosił mnie, czy mógłby przedtem porozmawiać z córką i sam wybadać sprawę. Rozmowa się więc odbyła, ale Mania za nic w świecie nie chciała zmieniać już podjętej decyzji. Miało być przeniesienie i koniec. 

W międzyczasie zmieniła się pani od angielskiego w tej drugiej, słabszej grupie. Moja córka zobaczywszy jak prowadzone są tam lekcje, chyba zrozumiała jaki popełniła błąd przenosząc się ze swojej macierzystej grupy. Efektem tych perypetii jest poniedziałkowy powrót mojego dziecka do starego, znanego już pana. Musiałam oczywiście napisać karteczkę córce, że proszę o ponowne przyjęcie córki do grupy zaawansowanej, bo Mania za nic w świecie nie odważyłaby się tego panu powiedzieć. 

Do tego zauważyłam, że ma ostatnio problemy egzystencjalne, tzn potrafi przysłać mi smsa z zapytaniem: "czy ja (JA - jej matka) nie wiem dlaczego jej się nic nie chce, dlaczego wszystko ją wkurza i denerwuje i nic się nie udaje". Doskonale znam ten stan, tylko dlaczego u mojej córki pojawia się tak wcześnie?

Obserwuję Maniutkowe koleżanki. Dziewczynki są już w takim wieku (11, 12 lat), że niektóre przeglądają się w lusterkach, matki latają z nimi po sieciówkach, kupują modne ubrania, dodatki, są takie, które malują już pazury (!). Mojej nie zależy na modzie, lubi koszulki z emblematami kotów i kolor niebieski. Kiedy jej koleżanki oglądają film "Mamma mia" ona wpatruje się w "Pingwiny z Madagaskaru". I kiedy inne matki martwią się, że dziecko popełni faux pas, albo przyniesie im wstyd swoim zachowaniem, ja mam w dupie konwenanse i martwię się czy czasem moja córka nie zamyka się w jakiejś dziwnej skorupie antyspołecznej. Choć sama nie należę do osób zbytnio towarzyskich, wiem co może czuć moja córka. Nie chciałabym, żeby kiedyś została odludkiem, lub była nadto podatna na jakieś wpływy. 

Moja córka grając na keyboardzie pisze własne piosenki. Na wejściu do swojego pokoju ma napis: "nie wchodzić - pisze piosenkę". Nie przekraczam tej magicznej granicy i nie wykładam otwartych kart. Zechce to sama przyjdzie. I tak zazwyczaj jest. Mania potrafi przyjść do mnie bez powodu, usiąść mi na kolanach i tulić się, tulić się, tulić się.... Odwzajemniam ten gest, bo wiem, że ona właśnie tego teraz potrzebuje. Czasem pytając: "co się stało kochanie?", lub "czy chcesz mi coś powiedzieć córeczko?", pada odpowiedź, że "nic, ja tylko tak... kocham cię..." Często przychodzi jak czterolatek w nocy i prosi o wspólny nocleg, bo spać nie może, bo ma złe sny. Idę więc do niej i z nią śpię. 

Pojawił się w tym roku problem z wakacjami, ponieważ moja córka nie chce wyjechać nigdzie na żadne kolonie czy obozy, na których nikogo nie zna. Z nami nie ma szans nigdzie pojechać, bo po pierwsze nad nudne morze nie lubimy jeździć, a po drugie chcemy w tym roku urlop spędzić trochę pracowicie, wkładając naszą energię w remont domu. Może się jednak okazać, że Maniutek pojedzie z moja koleżanką i jej dzieckiem :-) Jutro będę wszystko wiedziała. 

W każdym razie moja córka dorasta bardzo powoli. Pytania "dorosłe" prawie wcale się nie pojawiają, prędzej usłyszę je z ust jej koleżanek, które ze swoimi matkami pewnie nie rozmawiają. Natomiast moja córka zapyta bardziej "jak to działa, skąd się wzięło", czy "jaki to ma sens". Zawsze może liczyć na moją odpowiedź jeśli tylko ją znam, a nawet jeśli bym jej nie znała, to odpowiem, że nie wiem, ale chętnie dla niej tego poszukam :-) 

Tagi: córka
20:15, sokramka
Link Komentarze (5) »
sobota, 25 marca 2017

Pracuję już ponad rok w tej państwowej instytucji i wciąż dziwię się niektórym standardom, ale widać trzeba przywyknąć i stosować powszechnie obowiązujące tu zasady ;-) Otóż kiedy piszemy oficjalne pisma w takim specjalnym panelu komputerowym, oprócz określonych zwrotów do danych osób trzeba też stosować metodę tzw. "lania wody". Źle widziane jest pismo, które zawiera tylko jedno merytoryczne pytanie. Trzeba to rozwłóczyć, najlepiej zaczynając od powstania świata ;-) "W związku z tym, że pada obfity deszcz, i w związku z tym iż nie mam parasola, z konieczności wyjścia na zakupy oraz potrzeby dokonania uzupełnienia pustych półek lodówki, zwracam się z prośbą o wydanie mi płaszcza przeciwdeszczowego, który sprawi, że moje zakupy będą przebiegać komfortowo oraz w atmosferze poczucia bezpieczeństwa" :-D :-D :-D

To oczywiście mój prywatny wymysł na potrzebę wpisu blogowego, ale tak to mniej więcej wygląda. Cóż - instytucja państwowa kieruje się innymi torami myślenia. 

Cały tydzień zapracowałam sobie na weekendowy odpoczynek (po mojemu). Miałam do przygotowania dwa wnioski do jednego zadania. Systematycznie więc od poniedziałku dłubałam w danych uzupełniających i w piątek miałam już spokój. Ale nie ma lekko - czekają na mnie nowe zadania i nowe służbowe zakupy. 

Coś o Mani - moje dziecko już nie chodzi na lekcje gitary. Brzdąka sama u siebie w pokoju, natomiast zaczęła chodzić na zajęcia z pianina...do szkoły. Po lekcjach idzie tam z koleżanką z równoległej klasy i uczy się grać u pani od muzyki. Oczywiście po cichu zadałam sobie pytanie: "jak długo? i czy wytrzyma do końca roku szkolnego?" ;-) 

Mam zamiar również przenieść ją do drugiej grupy z języka angielskiego. Mania płacze przy odrabianiu lekcji i nie może się nadziwić jakim cudem znalazła się w tej "lepszej" poziomem grupie, a nie w tej słabszej. Rozmawiałam już z nauczycielem, który stwierdził, że nie widzi, żeby moja córka odstawała od grupy. On widzi inne dzieci kwalifikujące się do przeniesienia, ale nie Mania. Postanowił porozmawiać z nią na najbliższej lekcji, być może namówi ją, żeby została. Jeśli jednak ona się uprze - wtedy dokonamy przenosin. 

Wczoraj dostaliśmy premie kwartalne. To jest dopiero super sprawa. Pensje niskie, a raz na trzy miechy wpada kasa, która jest prawie połową wynagrodzenia. W końcu będziemy mogli z Szanownym rozpocząć budowę łóżka dla Mani - do tej pory było za zimno - Szanowny uwielbia pracować na dworze. No i sezon rowerowy trzeba już otworzyć! Nie mogę się doczekać. 

Miłego weekendu!

Mały update: w środę byłyśmy z Manią znowu na warsztatach plastycznych. Tematem pracy było wykonanie laleczek z drewnianych spinaczy do bielizny. Pozwolę sobie pokazać nasze dzieła. Ale oczywiście inni też ciężko pracowali i ich prace były jeszcze piękniejsze! 

Laleczka dyskotekowa jest wykonana przez moją córkę, a laleczka panna młoda jest mojego autorstwa :-) 

niedziela, 12 marca 2017

Jak już kiedyś pisałam: Mania moja uczy się grać na gitarze. Nie ma oczywiście w tym nic dziwnego ponieważ wiele dzieci chodzi na różne dodatkowe zajęcia. Ale moja córka zapragnęła czegoś więcej: otóż zamarzyła jej się gra na keyboardzie i nauka gry na pianinie. Jakiś czas temu spotkałam się z koleżanką i w luźniej rozmowie wyszło pragnienie mojej Mani. Koleżanka napomknęła, że jej brat chce sprzedać używany keyboard za cenę, za jaką nabył go w UK. Po przeliczeniu na złotówki okazało się, że to wcale nie tak dużo. Keyboard ma wiele funkcji, jest w pełni sprawny i jako instrument do nauki gry na pianinie doskonale się do tego nadaje. Kupiłam więc. 

To było już jakiś miesiąc temu. Instrument najpierw musiał być przeze mnie przetestowany, znam bowiem układ nut na klawiaturze i pamiętam jeszcze kilka utworów ze szkoły średniej. Chodziłam do liceum dla przyszłych nauczycielek - przedszkolanek. Lekcje gry na instrumencie miałam obowiązkowe. 

Tak więc w ciągu tego miesiąca z hakiem moja Mania zdążyła nauczyć się (ze słuchu) "Ody do radości" Bethovena, prostych linii melodycznych w typie: "happy birthday to you", "wlazł kotek na płotek" i parę innych. Ściągnęłam jej z internetu nuty na utwór Beethovena "Do Elizy", który na dzień dzisiejszy gra na dwie ręce, wolno i tylko ten podstawowy motyw, ale gra! Do tego uczę ją czytania nut - gdzie i jaka nuta odpowiada położeniu na klawiaturze oraz jak długo się ją gra. Obie czerpiemy z tego niezłą zabawę.

Kiedy jednak spytałam ją o naukę taką profesjonalną, na lekcjach płatnych, gdzieś w klubie, szkole muzycznej, stanowczo odmówiła. Powiedziała, że woli jak uczy się w domu, ze mną. Nawet zrezygnowała z lekcji gry na gitarze w szkole i sięga po instrument tylko jak jestem w domu i może mnie podpytać czy dobrze wykonuje utwory. 

Zainteresowania mojej córki kłócą się z ogólnie przyjętymi stereotypami. Ponieważ Mania ma umysł ścisły, doskonale radzi sobie z matematyką oraz przyrodą. Odrabianie lekcji z zakresu języka polskiego oraz historii to dla niej kara. Zawsze muszę jej w tym pomagać i siedzieć przy lekcjach. Z prac klasowych z matematyki i przyrody przynosi czwórki, piątki, z polskiego i historii: trójki, czwórki, zdarzyły się też dwójki i jedna pała. 

Słuch moje dziewczę ma, słyszy melodię, potrafi ją odtworzyć, wyczucie rytmu też. Na razie chęci również są i to chyba jest najważniejsze. Jak potoczy się dalej jej zainteresowanie muzyką nie wnikam i tym bardziej nie naciskam. Rozmawiam, pytam. Mania chce być informatykiem (!). Chce chodzić do technikum informatycznego i projektować strony internetowe. Całkiem konkretne plany ;-) Jak to się jednak ułoży - zobaczymy z czasem...

poniedziałek, 06 lutego 2017

Zawsze jak przyjeżdżam w rejony mojej starej dzielnicy ogarnia mnie jakaś taka dziwna melancholia. I niby mieszkam już w nowej dzielnicy mojego miasta prawie 9 lat, a jednak wciąż tęsknie za starymi śmieciami, za kamienicami rozpadającymi się z dnia na dzień, za zaułkami ulic, za klimatem starej warszawskiej Pragi. Nie wiem jak to nazwać: regionalnym patriotyzmem? Będąc właśnie podczas weekendu na uczelni i odwiedzając przy okazji stare śmiecie, poczułam jak tętni we mnie zazdrość, że już nie jestem mieszkańcem tej dzielnicy ;-) W każdym razie sprawy uczelni mam już z głowy - teraz aż do 4 marca mam czas wolny. Tak zwane - ferie ;-)

O sytuacji w domu nie będę się rozpisywać ponieważ dziadek do narzeczonej nie pojechał i miałam to szczęście, że w sobotę wybyłam do szkoły, moja Mania pojechała na łyżwy z koleżanką, Szanowny pracował, a Młody miał jak zwykle jakieś zobowiązania na mieście. Nikogo nie było w domu, a i tak wieczorem słyszeliśmy, że teściowi zginęły pieniądze i ktoś mu wrzucił jego stare spodnie do piwnicy (!) To już nie jest ten umysł co kiedyś. To mózg pracujący na zwolnionych obrotach, podlewany alkoholem.

Mania na spotkaniu łyżwiarskim została sfotografowana (razem z koleżanką) przez jakiegoś pana z agencji, który poprosił o telefon do rodzica. Okazało się w sobotę wieczorem, że pani, która do mnie zadzwoniła reprezentuje agencję, która szuka nowych twarzy do telewizji. Robią teraz casting do nowego serialu dla HBO. Moja córka spytała się czy dzwonili do mnie z tej agencji i powiedzieli, czy ona załapała się na drugą turę, mimo tego, że się załapała odparłam, że nie dzwonili. Skłamałam i byłam pewna, że zrobiłam dobrze. Nie widziałam w jej oczach żalu, a nawet sama dodała: może i dobrze, bo nie wiadomo co to był za pan, a ja bym nie chciała, żeby mnie miliony ludzi oglądali. Mam taką wewnętrzną dewizę, że nie chciałabym "sprzedawać" wizerunku swojej córki do mediów publicznych. Nawet nie zamieszczam jej zdjęć na swoim koncie na FB. Chcę, żeby to ona decydowała o prezentowaniu siebie samej, a z jej wrażliwością trudno byłoby później odkręcać jakieś niewygodne sytuacje.

Z poniedziałku mam jak zwykle dużo roboty. Jeszcze się okazało, że mamy przygotowane wnioski na starych wzorach i wszystkie je musimy poprawiać na nowo. Dzień mam z głowy. Ale przynajmniej czas szybko minie.

wtorek, 17 stycznia 2017

Moja córka dziś kończy 11 lat. W zasadzie to jeszcze dziecko, ale już wchodzące w dział "nastolatki". Największy problem oprócz gry hormonów i ukazujących się co i raz fochów mam z ubraniem jej.

Kupując jej buty na początku sezonu byłam świadoma, że jako JESZCZE dziecko zdąży je zniszczyć nim sezon się skończy. Tak się właśnie stało. To znaczy buty są jeszcze ok, ale wyglądają jakby po nich przeszło stado żubrów ;-) W związku z tym, postanowiłam podczas weekendu pobiegać z nią po sklepach i skorzystać z zimowych wyprzedaży, planując kupno butów dla niej. Niestety, oferta dla dzieci kończy się na rozmiarze 35, natomiast wszystko co na Manię jest dobre, to buty albo na obcasie, albo na koturnie, albo w takim stylu, że moja córka mówi, że "jak dla starych bab" ;-)

Moje dziecko ma rozmiar 39/40. Wskakuje swobodnie w moje obuwie. Kiedy pojechaliśmy na wspólne wakacje, okazało się, że tenisówki, które spakowałam dla niej są na nią za małe. Oddałam jej swoje, świeżo kupione specjalnie na wyjazd. No cóż - dzieci rosną. A jeszcze niedawno przyjmowałam z rozkoszą wszelkie ubranka na małą dziewczynkę. Dziś już śmiało chodzę z nią po sklepach dla dorosłych i wybieram rozmiar ubrań 38/40.

Dziewczę moje ma już prawie 160 cm wzrostu i jakoś nie zamierza na tym poprzestać. Rośnie wzwyż i najgorsze, że wszerz też. Mam cichą nadzieję, że kiedy przyjdzie wiosna i Mania zacznie się więcej ruszać jej waga przełoży się na wzrost.

Tymczasem butów nie kupiłyśmy i myślę sobie, że sroga zima nas już nie dopadnie, bo w tym co zostało Mani na nogach niedługo już pobiega.

Tagi: córka sklepy
09:52, sokramka
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7