Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: koty

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Na Insta wstawia się szybko - ot ze smartfona wrzuca się foto na aplikację i ma się już obraz do pokazywania. Z blogiem jest trochę gorzej, bo zdjęcie należy najpierw obrobić, żeby odpowiednia wielkość się zmieściła ;-) 

A więc wrzucam kilka ubranek wykonanych ostatnio dla Maniutkowych lalek. Niektóre zostały zrobione kilka tygodni temu, a inne np. wczoraj.

Biała sukienka zrobiona szydełkiem:

Sukienka ze starych skarpet Mani, które miały iść do utylizacji ;-)

Z podobnie starych skarpet powstały legginsy. Druga skarpeta zapewne posłuży na uszycie legginsów długich ;-)

Wiosna idzie więc należy lalki zacząć ubierać zwiewnie. Np. w sukienkę w kwiaty:

Muszę się też pochwalić dłubaninką Mani. Z moją małą pomocą (wskazówki słowne oraz jedna ręczna) uszyła swoją pierwszą spódniczkę dla lalki:

Kot się lenił:

A my piekliśmy chlebki, ciasta czekoladowe, serniki i graliśmy w karty. Dobrze, że już jutro normalny dzień pracy, bo nawet pogoda nie nastrajała do czynów ogródkowo-podwórkowych.

Miłego! 

20:22, sokramka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 16 sierpnia 2016

Od zeszłej środy mamy nowego członka rodziny. A właściwie członkinię klanu :-) Kicia przyszła do nas od mojej zaprzyjaźnionej koleżanki, której trafiła się znajdka akurat w stanie wskazującym na skorzystaniu z życia ;-)

Nasza kicia to trikolorka. Podobno bardzo trudny charakter i ciężki do opanowania, ale akurat ja lubię ciężkie przypadki, bo sama do lekkich nie należę ;-)

Już pierwszego dnia zdołała poznać wszystkie nasze trzy pokoje, łazienkę i kuchnię. Wdrapała się bez większego problemu na dwumetrowy drapak, czym wprawiła w osłupienie naszego dorosłego juz Urwiska. Niestety, jak to w przypadku wprowadzania nowego zwierza do stada, Urwis się jeszcze oswaja z nowym nabytkiem. Obrażony nocuje na ganku i tylko na żarcie przychodzi o ustalonych porach. Ale nie ma tego złego - akceptuje małą i nawet kilka razy ją liznął. Ona oczywiście chciałaby wejść z nim w układ zabawowo - rozrywkowy; zaczepia go bowiem, trącając łapką jego ogon naznaczony na czubku małą, białą "diodką". Ale Kocisko się nie daje, odchodzi śmiertelnie poważny jakby chciał powiedzieć: "z gówniarzami się nie zadaję" :-)

Psota zdążyła już zwalić ze stołu nasze smartfony, w nocy pospadały książki z regału, po którym spacerowała, a kuwetka jest też dobrym miejscem do zabawy - te ziarenka tak fajnie wyskakują jak się je trąca ;-)

Tak więc mamy żywy telewizor i jeśli kotka nie śpi humory nam dopisują od samego patrzenia. Oczywiście Urwiska głaszczemy kiedy tylko możemy, choć on i tak spaceruje naburmuszony, że jakiś sraluch mu się krząta po jego terytorium ;-) Jeszcze niedawno bawił się tasiemką, gałązką z drzewa, a teraz się taki śmiertelnie poważny zrobił :-) Ale do czasu. Jeszcze się zaprzyjaźnią. Nie przechodzimy tego pierwszy raz.

Bardzo trudno uchwycić ją na foto, jest tak szybka i sprytna, że trzeba poczekać, aż zacznie układać się do spania.

Tagi: koty
11:13, sokramka
Link Komentarze (4) »
piątek, 10 czerwca 2016

Dużo, wiele i mnóstwo. Od soboty choruję. Tzn nie jest to coś, co powaliłoby mnie z nóg (bo mnie tak łatwo nie jest powalić ;-)) ale jednak ból gardła i gile dokuczają dość mocno. Mija tydzień więc według powiedzenia ludowego powinnam z przeziębienia już jutro wyjść ;-)

W pracy wniosek za wnioskiem leci, w międzyczasie staram się robić rzeczy poza planem, przydzielane mi na "cito". Dobrze się w tym czuję i spełniam się zawodowo. Dowiedziałam się również, że od lipca czekają nas jakieś podwyżki. W zasadzie nie będą to jakieś ogromne pieniądze, tylko sumy rzędu 150-200 zł (brutto) ale zawsze coś. Proszę pamiętać, że pracuję w budżetówce więc tutaj tylko kierownictwo obraca kwotami wyższymi niż średnia krajowa ;-)

W domu oczekiwanie na nowego lokatora, a właściwie lokatorkę. Mamy już "zaklepaną" małą kotkę, urodzoną niedawno przez kotkę u zaprzyjaźnionej koleżanki. Cieszymy się bardzo. Kocię jednak musi mieć 12 tygodni, żeby bezpiecznie zabrać je od mamy. W planach jest już imię dla kotki - Frytka ;-)

Z wieści poza domowych: dowiedzieliśmy się, że pacholę, po operacji zespolenia rozszczepu podniebienia, niestety będzie cierpiało na następnej. Przyczyną jest podobno... niedbalstwo rodziców. Szczegółów nie znam, ale wiem tylko, że dziecku wszystko się rozłazi mimo operacji. Miała być w planach już tylko kosmetyka twarzy, a tu się okazuje, że ponownie trzeba będzie usypiać do operacji. Przykre to i choć wielokrotnie powtarzałam, że to nie moje małpy i nie mój cyrk, jest mi zwyczajnie szkoda tego dziecka, bo rodzice jednak udowadniają, że nie dorośli do pełnienia tej funkcji. To im jest bardziej potrzebna opieka.

Zaraz koniec roku szkolnego: Mania wychodzi z czwartej klasy z bardzo dobrymi ocenami i zachowaniem wzorowym. Szczerze to jestem zdziwiona, bo ta jej absencja powinna przynajmniej obniżyć zachowanie o jeden stopień, ale widać pani dała jej szansę. Co do psychologicznych potworów, walczymy z nimi nadal: np. poniedziałek był znów dniem wagarów. W czwartek byłam u szkolnej psycholog, którą bardzo lubię i cenię za profesjonalne podejście do zawodu. Namawiała mnie na ukończenie badań w poradni, mimo naszych (moich i Mani) oporów i antypatii do tamtejszej psycholog. Argumentowała to tym, że to będzie jakby "kara" dla Małej, że w ramach jej zaniedbywania szkoły musi cierpieć w nielubianym miejscu. Wiem, że żeby zamknąć badanie w poradni potrzeba tylko jeszcze jednej wizyty. Potem będzie wystawiona opinia i koniec. Tak więc rozważę ten pomysł.

Jeśli wyrobię się do końca czerwca z obrobieniem wszystkich moich papierów, będę mogła spokojnie iść na zasłużony urlop od 1 sierpnia. Na to tylko czekam....

wtorek, 26 kwietnia 2016

Nie będzie dobrych wieści. Zdechła mi wczoraj czarna kotka :-( Jest mi tak cholernie przykro, bo aż przychodzą nam z Szanownym takie myśli do głowy, że szkoda brać jakiekolwiek zwierzę do domu, bo zginie. 

Najpierw mieliśmy Psotkę. Psota była trikolorką. Pobyła u nas ze trzy tygodnie i... zniknęła. Wyszła i nie wróciła. Tak jakby komuś się spodobała i ktoś ją sobie przygarnął. Potem my przygarnęliśmy Tygryska, a za rok wzięliśmy do pary czarną Pumę. Pisałam o tym gdzieś na blogu, jak Tygrys zginął pod kołami samochodu. Zakopany jest w ogródku. Później wzięliśmy dwupak - brata z siostrą. To była Aszka i Urwis. Kiedy Aszka skończyła rok również zginęła pod kołami samochodu. 

Puma wczoraj rano jak zwykle wróciła na posiłek, który im codziennie szykuję. Usiadła i zamknęła oczy. Była totalnie osowiała, ale nie miała żadnych obrażeń ani widocznych ran. Nic nie zjadła i położyła się pod krzesło. Kiedy Mania wróciła ze szkoły pod naszym łóżkiem znalazła kałużę krwi. Potem Szanowny mówił, że było jakieś pół szklanki. Okazało się, że kotka pod łóżkiem wykrwawiła się z przewodu pokarmowego. Na pyszczku miała resztki śliny i łapki były również od tego wilgotne. Tak jakby chciała sobie coś usunąć z pyszczka. 

Zakopaliśmy ją w ogródku obok Aszki i Tygrysa. Strasznie przykro. 

Mamy kilka teorii co do śmierci kotki: 
a) potrącenie przez samochód - brak oznak zewnętrznych, uszkodzenie narządów wewnętrznych, po czym smierć,
b) zjedzenie trucizny - nie wiem, trutki na szczury, w konsekwencji zatrucie i śmierć,
c) zjedzenie myszy, która wcześniej zjadła trutkę - konsekwencje j.w.
d) w końcu nawet jakaś nie wykryta choroba nowotworowa, jakis wrzód, guz, który pękł i spowodował wykrwawienie,

Nie znamy przyczyny, a sekcji zlecać nie będziemy. To i tak kotu życia nie wróci.  

Wiem, może ktoś powie, że jesteśmy nieodpowiedzialni biorąc kota do wychodzącego domu, licząc się z tym, że wpadnie pod samochód, albo ktoś kota ukradnie. Ale nie wyobrażam sobie więzić zwierzęcia w domu, w którym warunki pozwalają mu na swobodne przebywanie na wolności. W bloku, na piętrze - rozumiem, ale nie na działce. Sama widziałam wiele razy jak moja ciotka, posiadająca dwa psy i kotkę, zakazała wypuszczać jej na dwór. Tam u ciotki akurat do samochodów daleko, jeden pies po sąsiedzku, większych zagrożeń niet. Kotka ciotki non stop siedzi w oknie i miauczy. Psy wychodzą - kotce nie wolno. Do tego kocie wc to zwykła kuweta wyłożona.... gazetami, bo ciotka twierdzi, ze kotu wszystko jedno. 

Mówcie sobie co chcecie, ale po wakacjach mamy zamiar przygarnąć kolejnego kociaka potrzebującego domu. Urwis nie może być sam.

Puma skończyła w tym roku 5 lat. 

Tagi: koty
19:19, sokramka
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 04 kwietnia 2016

Miał być naukowo-uczelniany, ale pojechałam tylko podstemplować legitymację i stwierdziłam, że więcej stracę siedząc na nudnych wykładach, niż będąc w tym czasie w domu. I rzeczywiście. Do skończenia był kocyk ;-) do posprzątania wykładzina w przedpokoju z ptasich piór (efekt kociego śniadania). Potem przyjechali do nas Scareface z Blondyną i Królewną.

W domu obserwowałam przyrodę. Tak, tak - ja obserwowałam przyrodę ;-) ale kwiatów nadal nie lubię i chyba się nie przekonam. No chyba, że kiedyś..... i nie mów nigdy - nigdy ;-) Otóż okazuje się, że mamy w oczku żaby, które złożyły skrzek. Tak więc będą kijanki i małe żabki. Już można usłyszeć o świcie i wieczorami miłe da ucha żabie gruchanie. Boimy się tylko czy czasem nasze koty nie będą chciały potraktować żabek jako przystawkę przed obiadem :-( Ale miejmy nadzieję, że tak nie będzie.

Kocyk ukończyłam w niedzielę. Został spakowany i w najbliższym czasie powędruje do Królewny. Niedzielny obiad skończył się w końcu otwarciem sezonu grillowego, zimnym piwem i siedzeniem obok chłopa i córki na ławce podwórkowej. Miło.

A poniżej moja przyroda domowa:

I ukończony kocyk:

Miłego poniedziałku! I całego nadchodzącego tygodnia ;-)

 

środa, 30 marca 2016

Serwetka ma średnicę 40 cm. Jest kilka błędów, ale dla laika są niewidoczne ;-)

Kocyk się robi. Wymiary elementów to 10x10 cm. Jak będzie cały skończony też wstawię.

I proszę się nie pytać kiedy ja to dziergam ;-) bo będzie wstyd na cały kraj :-D Dobrze, że pralka pierze sama i dzieci nie muszę przewijać, hi hi ;-)

A na koniec wiosenny leniuch:

09:34, sokramka
Link Komentarze (6) »
czwartek, 12 marca 2015

Czy ktoś mi może powiedzieć, czy taki łagodny kotek: 

Taki przytulaśny i kochany:

Taki do miziania i kochania:

Może być takim drapieżcą i przynosić takie zdobycze:

Ależ oczywiście, że może, bo kot to drapieżca z natury.

Przyzwyczaiłam się do prezentów od swojego pupila, jednak do tej pory znosił żabki, pisklaki, małe myszki. To jest sójka, młoda, ale jednak dla niego duży ptak. Przyjęłam, podziękowałam, pogłaskałam kocurka, ale trup ptaka musiał spłynąć z prądem nocnika... 

Tagi: koty
17:41, sokramka
Link Komentarze (6) »
sobota, 24 stycznia 2015

I jak tu się uczyć???

;)

Tagi: koty nauka
12:43, sokramka
Link Komentarze (11) »
wtorek, 06 stycznia 2015

Wrrrr.... jak w każdej sesji mam stresa i nerwa ;) Dodatkowo wkurzam się niemiłosiernie, bo wolne dni spowodowały, że wszyscy są w domu i nie mam się jak uczyć. Oprócz kibla nie mam żadnego pomieszczenia "dla siebie". No tak to jest, jak się mieszka w chałupie, gdzie wszystkie izby są przechodnie.

W każdym razie śmierć na życzenie rozpoczynam już w najbliższy weekend. A za dwa tygodnie kolejny etap dekapitacji ;) Stres łagodzą tylko moje koty i muzyka.

Jest taka anegdotka opowiadana sobie przez wielbicieli kotów:

Z ludźmi zamieszkał pies. Po jakimś czasie myśli sobie: "jacy oni dobrzy ci ludzie; dali mi schronienie, karmią mnie, poją, opiekują się mną i troszczą, chyba są bogami".

Z ludźmi zamieszkał kot. Po jakimś czasie myśli sobie: "jacy oni dobrzy ci ludzie; dali mi schronienie, karmią mnie, poją, opiekują się mną i troszczą, chyba jestem bogiem".

:)

A kto z Was pamięta Krysię Stolarską, bardziej znaną jako Gayga:

Dla przypomnienia: utwór jest w całości autorstwa Tadeusza Nalepy, napisany dla Izy Trojanowskiej w 1982 r. Gayga nagrała go kilka lat później. 

 

09:20, sokramka
Link Komentarze (7) »
niedziela, 31 sierpnia 2014

Siedzę w jakimś gównie. Dosłownie i w przenośni, Bezcielesna zna szczegóły, ja szamba publicznie wylewać nie będę. Pisząc o przyjemniejszych sprawach wspomnę o początku roku szkolnego, który już jutro ;) Z Młodą pójdę na 9.00, już się na mopie umówiłam, że do roboty podjadę później. Młody sam jedzie do szkoły, w końcu to już prawie pełnoletni facet, noska chusteczką nie trzeba wycierać ;) W zeszłym tygodniu wyrabiał sobie zdjęcia dowodowe. Po 5 września będzie mógł już złożyć wniosek o dowód.

W domu bajzel remontowy, taki trochę naciągany, bo ja mam ostatnio wisielczy humor i żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce... Wszyscy się chwalą więc i ja to uczynię. Otóż Szanowny zbudował szafę dla córki, bo Mała już wybłagała od niego kapkę czasu na wykonanie tego mebla. Poza tym wierciłam Szanownemu dziurę w brzuchu o ten mebel. 

Szafa prezentuje się tak:

Brakuje tylko drążka na wieszaki i drzwi, które mają być niebieskie na zlecenie Młodej, ale niestety fundusz reprezentacyjny rodziców aktualnie się skurczył. Czekają mnie jeszcze pewnie wydatki związane z początkiem roku szkolnego, ale o tym wolę nie myśleć, wszak gnębi mnie co miesiąc wizja 10ego ;)

Dodam, że szafa jest przerobiona z innego mebla, co uważam za trudniejszą jazdę bez trzymanki, ale fundusze nas ograniczały i Szanowny musiał wykorzystać materiał z odzysku. W ogóle ten mój chłop to i łózko dziecku zbudował i grilla na podwórku buduje (takiego z wędzarką razem) i cały regał na starym mieszkaniu był jego dziełem i potrójne łóżko dla swoich synów kiedyś zrobił i webasto w swoim samochodzie sam wykonał i garnek do gotowania mielonki sam zrobił i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność... 

A na koniec kolejna dawka z pozytywnych obrazków:


 
1 , 2