Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: życie

sobota, 22 kwietnia 2017

...pożegnać się z wpisami na dłużej. W zasadzie to nic takiego ekscytującego się nie dzieje, mam pracę, która w jakiś sposób daje mi satysfakcję, choć finansowo nie jest to na poziomie korporacyjnym, ale przecież nie jest to najważniejsze - najważniejsza jest stabilizacja ;-) 

Rodzinnie nic szczególnego się nie dzieje, Pierworodny w końcu doszedł do etapu matury i najprawdopodobniej pójdzie do pracy i jednocześnie na zaoczne studia. Bardzo mnie to cieszy, bo utrzymywanie kolejne lata dorosłego, wiecznego studenta nie uśmiechało mi się ;-) Praca uszlachetnia, praca u podstaw, pamiętacie... ;-) 

Mania jak to Mania - nic się nie zmienia, wciąż nieśmiała, skromna, bojaźliwa, ustępliwa, choć ma własne zdanie i najlepiej wypowiada je w domowych pieleszach :-) 

No i Szanowny - mój najukochańszy mąż na świecie - bycie z nim to najlepszy prezent od losu. Uwaga - napisałam "z nim" a nie "przy nim" to kolosalna różnica, bo wciąż uważam, że małżeństwo to partnerstwo, a nie hierarchia wyższości/niższości. I tego też nauczyłam się będąc bezrobotną; kiedy moja "wyższość" nagle została podeptana, Szanowny zawsze stał po mojej stronie. Ze swoimi wadami i ułomnościami. Ale był. I za to go kocham i szanuję. Kobieta, która chce być "przy mężu", albo chce by on był jej "opiekunem" a nie partnerem, moim zdaniem ma jakieś kompleksy. Ale to jest moje zdanie i nikt nie musi się ze mną zgadzać ;-) 

Pasierbowe życie już prawie w ogóle do mnie nie dociera. Synowie mają swoje rodziny, nie narzucają się nam - z czego oboje z Szanownym bardzo się cieszymy. Na te kilka dni wiosennych świąt chłopcy zazwyczaj jeździli po rodzinach swoich kobiet i do byłej żony mojego męża - SS. Do taty tylko dzwonili, a my mieliśmy czas dla siebie - tak "dla siebie", if You know what I mean ;-)

Tak więc może zamieszczę kiedyś jeszcze jakieś foty kotów, albo nowego ubranka dla lalki, ale raczej "życiowych" wpisów już za wiele nie będzie. Może wspomnę czas kiedy będę broniła swojej pracy magisterskiej, a to już niedługo!!! Bloga nie chcę kasować, zbyt dużo tu emocji i prawdy życiowej. Mam poniekąd w głowie plan, który w ukryciu realizuję (dotyczy to nowego bloga), ale nie chcę go teraz ujawniać, nie każdemu taka tematyka by się spodobała. Na pewno zaś zaglądać będę do Was - myszki, Bożeny, jol-ene, ciapary, gwiezdnej, która idzie na koncert zespołu Metallica !!!!!!!!, nieokrzesanej, greenbaby, bezcielesnej, brommby, fischerka i innych...

Ślę ciepłe pozdrowienia i idę oglądać film z Szanownym na Showmaxie. Dzisiejsze wyprawy do kina są przeznaczone dla burżujów - bilety drogie jak diabli, a i ja klasy burżujskiej nie lubię ;-)   

Tagi: życie
20:00, sokramka
Link Komentarze (10) »
środa, 21 grudnia 2016

...będzie inaczej. Ponieważ nigdy nie przepadałam za świątecznym czasem, za tym zgiełkiem, za gonitwą po sklepach za prezentami, za szybkim krojeniem warzyw na sałatkę, wszystko mnie wkurzało. I tak nigdy nie starałam się dostosować do reszty gospodyń ;-) domowych, które myją okna "przed świętami", lepią pierogi - ja już się nalepiłam, już sobie obiecałam, że więcej swoich bolących nadgarstków poświęcać nie będę ;-)

W tym roku Święta wypadają podczas weekendu. Ja pracuję do samego końca, do piątku, tak więc nawet nie będę się szarpać z żadnymi "przygotowaniami". Choinkę jak co roku kupi Szanowny w ostatniej chwili (bo dobra cena) i ubierze ją z Manią. Choinka to symbol świecki, tak jak obdarowywanie się prezentami. Opłatkiem u mnie się nie dzieli od lat, odkąd pamiętam. I też w związku z tym będę miała święty spokój ;-) ponieważ dziadek wiecznie narzekał, że wieczór wigilijny u mnie nie jest taki jak potrzeba. Raczej nie jest taki jakim on by chciał. Wiele razy słyszałam, że nie szanuję tradycji (jakiej tradycji? czyjej? bo nie mojej) Kiedyś też usłyszałam, jak skarżył się przez telefon, że "mu wnuczki do komunii nie puściłam". A czy moja Mania jest jego własnością? Nikomu krzywdy nie robię nie poddając córki indoktrynacji religii katolickiej.

Tak więc spędzimy te trzy dni wolnego od zgiełku czasu we czwórkę. Szanowny, Pierworodny, Mania i ja. No i oczywiście nasze koty :-) Nastawiam się na upieczenie ciast, ale dopiero w niedzielę lub poniedziałek, kiedy nikt do niczego mnie nie będzie gonił. Z rzeczy nie tak słodkich nie będzie żadnego karpia (nikt z nas tej ryby nie lubi), za to przygotujemy z Szanownym dla siebie śledzie w oleju z cebulką. W zeszłym tygodniu mój kochany mąż uwędził zamarynowane trzy tygodnie wcześniej schaby, balerony i kiełbasy. Mamy więc zapas mięsiwa nawet jakby miały być miesiąc zamknięte sklepy ;-)

Co do prezentów to córka dostanie nowy plecak szkolny, o którym marzyła, Szanowny nową, ciepłą bluzę, ja zamarzyłam o nowym zegarku, a Syn mój dostał ode mnie opłacony kurs prawa jazdy :-)

Nie spodziewamy się gości albowiem Była zaprosiła swoich synów z synowymi i wnukami tradycyjnie na pogaduszki świąteczne. U niej jest to zorganizowane z pełną okrasą obrzędów kościoła katolickiego, włączając pasterkę. Tak więc synowie Szanownego chyba nie dadzą rady obskoczyć wszystkich domów ;-)

Fajnie jest czuć wolność, kiedy nic nie trzeba. Kiedy robi się coś z przyjemności, a nie z przymusu. Kiedy czas dla siebie ma być czasem wymarzonym, a nie wypoconym. Nawet jeśli ten czas ma trwać tylko trzy dni.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Jakiś czas temu pisałam o Okularnicy i zaniedbaniach względem jej dziecka. Myszka zainspirowała mnie do pewnych przemyśleń związanych z odpowiedzialnością rodzicielską. Oto moje refleksje:

Wychowywała mnie i mojego Brata tylko Mama. Nasz ojciec nie chciał (nie mógł/nie potrafił) uczestniczyć w tym procesie. Wyniosłam z domu obraz kobiety niezależnej, za wszystko odpowiedzialnej i skazanej na własne decyzje. Mając już swoje dziecko (które także wychowywałam sama) nie dopuszczałam innego scenariusza jak poleganie tylko na sobie i niedopuszczanie facetów do swojego życia.

Oczywiście będąc już matką spotykałam się z facetami, ale nigdy nie marzyłam o byciu "żoną", "piastunką domowego ogniska", nie chciałam być częścią jakiejś układanki. Najważniejsze było dla mnie moje dziecko. Spotykając na swojej drodze Szanownego też myślałam tylko o luźnym związku. On nie miał jeszcze rozwodu, ja własnego lokum, bardzo mi pasował układ na odległość. Kiedy w końcu zamieszkałam z Pierworodnym "na swoim", Szanowny wprowadził się i nagle zobaczyłam, że kręci się po "moim rewirze" jakieś obce ciało ;-) Z przyzwoitości (i w zakochaniu) musiałam przyzwyczaić się do intruza. Dużo mnie kosztowało przestawienie się na model trzyosobowy.

Z przykładów życiowych: to Szanowny wyszedł pierwszy z inicjatywą o wspólnym dziecku, mimo, że sam już miał synów i ja swojego też, to Szanowny zaproponował po kilku latach wspólnych ślub, na którym była już nasza córka, choć ja nie nalegałam, a on miał za sobą jedno nieudane małżeństwo. Widać uznał, że pasujemy do siebie i możemy być czymś więcej niż tylko parą kochanków.

Po latach widzę, że samotne macierzyństwo uczy odporności wobec świństw na tym świecie. Ale SM to nie do końca taka wspaniała perspektywa. Mimo tego, że kobieta będzie całą sobą pokazywać światu, że daje radę. Widziałam to z czasem na przykładzie mojej Mamy. Choć zapewniała mnie, że żadne szurające kapcie nie zakłócą jej miru domowego, to często siedząc samotnie wieczorami zagadywała mojego Brata. Teraz wydaje mi się, że niechcący uszkodziła jego psyche i to dlatego mój Brat wciąż jest sam. Szuka ideału.

Zazdrościłam Bezcielesnej, że tak bez oporów zostawia córkę na weekendy swojemu Byłemu, że nie ma obaw, czy mała będzie dopilnowana, uczesana, nakarmiona. Przyznam, że ze mnie wychodziła zawsze diablica, która najlepiej wiedziała co mojemu dziecku jest potrzebne i że ten "tatuś" nie poradzi sobie w opiece nad dzieckiem.

Duży błąd, chyba niestety wynikający z mojej przeszłości.

Dziecko ma oboje rodziców. Spotyka się plemnik z jajeczkiem - tego nie da się zmienić ;-) I nawet jeśli nie wierzy się w siły przerobowe tatusia czy mamusi, to należy dać szansę na wykazanie się. Oczywiście pomijam fakt rodziców alkoholików, narkomanów, tych co o dzieciach zapominają, zostawiając w domach dziecka.

Co do mojego pasierba, Okularnicy i ich dziecka - to oczywiście Myszka ma dużo racji. Tatuś tez powinien uczestniczyć w walce o dobro dziecka. Nawet jeśli (tak jak mój pasierb) pracuje po 10-12 godzin. Ale przecież weekendy ma wolne. Nie jest Fiutosławem Płodzimierzem i swój rozum ma. Obecność pasierba w życiu małego jest mimo wszystko znacząca, bo tatuś bawi się z synkiem, czasem nakarmi, ale moim zdaniem powinien też wspierać Okularnicę w jej opiece nad ICH WSPÓLNYM, chorym dzieckiem.

Dziś mam zgoła inne podejście do życia z chłopem. Dużo się nauczyłam i uczę nadal. Dawno temu już Czubaszkowa pisała, że faceta nie da się zmienić. Typ jest do zaakceptowania, albo...zmiany modelu ;-) Ale przecież to samo działa w drugą stronę - kobiet też się nie da tak łatwo zmienić. Poza tym: nobody's perfect ;-)

Mój pasierb popełnia wiele błędów, ale jest trochę bystrzejszy od matki swojego dziecka. Powinien więc wziąć odpowiedzialność za ich oboje: dziecko i jego matkę. Myślę, że wtedy - angażując się w realne kłopoty, mogliby pomóc temu małemu powoli wychodzić na prostą. Nadmienię, że czeka chłopca kolejna operacja rozszczepu, rehabilitacja oraz wzmożona opieka intelektualna (mały wykazuje objawy opóźnienia umysłowego).

Chłopy - bierzcie się do roboty, a baby - poluzujcie trochę cugle i dajcie im się wykazać ;-) Nie wiem czy zdołałam w pełni przekazać o co mi chodziło, ale ogólnie życie ludzkie jest porąbane ;-) Koty mają łatwiej :-)))))