Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: studia

poniedziałek, 26 czerwca 2017

To już ostatnia prosta. Na 11 lipca mam wyznaczony termin obrony. Od tego czasu będzie do mnie mówić "pani magister", tak jak do tych pielęgniarek ze szpitala, w którym się znalazłam z powodu kolki nerkowej ;-) Ale nie będzie to konieczne. Te studia były dla mnie przygodą, zapoznaniem nowych ludzi, z którymi (garstką) będę na pewno utrzymywać jakiś kontakt, no i były przyczyną podwyższenia wykształcenia. To ostatnie nie było mi do końca potrzebne, ale obserwując rynek pracy i wymagania co do potencjalnych pracowników, uświadomiłam sobie, że może jednak warto. 

W bilansie pozytywów znajdują się również koszty jakie poniosłam za studiowanie. I tak naprawdę są one... zerowe. No, może na końcu ostatniego semestru musiałam zapłacić: 60,00 za wydanie dyplomu, 250,00 opłaty archiwizacyjnej (!) której de facto nie było za czasów licencjata oraz 80,00 za oprawę pracy (wraz z wydrukiem). Za samo studiowanie płaciłam ze stypendiów. I to jest wielki plus! Raz było to stypendium socjalne, raz naukowe, zdarzyło się również, że pobierałam je oba... Ale generalnie złotówki za semestr z własnego portfela nie dałam.

Szanowny od pewnego czasu chodzi za mną i się pyta: co ja teraz będę robić w te wolne weekendy jak już mi się nauka skończyła ;-) Myślałam o jakimś kursie językowym bo mój angielski kuleje strasznie i przez to boję się go używać, ale nie znam dobrze rynku szkół językowych więc na razie zostawię ten temat w spokoju. Ale szczerze powiedziawszy przyzwyczaiłam się do rytmu weekendowego - że gdzieś trzeba wyjść, że czegoś trzeba się nauczyć, że jakiś referat należy napisać... Ale na podyplomówkę szkoda mi moich pieniędzy ;-) Straszna ze mnie kutwa i ściubigrosz, co? Poza tym, żeby podjąć studia podyplomowe chciałabym zacząć je na jakiejś lepszej uczelni niż ta, która za chwilę wręczy mi magistra. Tu było dość prosto, szybko i bezboleśnie (oczywiście stwierdzam to z perspektywy czasu, który już upłynął ;-))

Tak więc muszę wyciągnąć na 11 lipca wizytową koszulę (których zresztą nie lubię nosić ;-)) oraz wizytowe spodnie i przygotować się na ten dzień. Trzymanie kciuków wskazane - choć i tak wszystko już przesądzone i będzie to zwykła formalność.

Z pozdrowieniami poniedziałkowymi - "pani magister" ;-) 

Tagi: studia
06:44, sokramka
Link Komentarze (6) »
wtorek, 18 października 2016

Cały zeszły tydzień poświęciłam szkoleniu, na koniec i tak zdałam, ale nie było innej możliwości. W ogóle nie widzę sensu przeprowadzaniu takiego szkolenia, gdzie ma być tylko sztuka dla sztuki, a efekt finalny i tak nie powala na nogi. Żadne z nas tak do końca nie zrozumiało działania samego SAPa. Żadne z nas nie będzie miało z tego ani satysfakcji, ani premii, ani awansu. Program ma być wprowadzony z początkiem nowego roku, ale pozostaje fraza "ma być". Tak więc ukończenie szkolenia z pozytywną oceną było jak gdyby wliczone w koszty. A dziś wracam na stary, resortowy program, w którym czekają na mnie realizacje umów.

Wczoraj miałam wolny poniedziałek, wykorzystałam go służbowo, prywatnie i... szyciowo. Odkąd mam nowe elementy w maszynie, sprzęt śmiga jak nowy.  Z czasem pokażę co się stworzyło ;-) 

Zdążyłam po drodze wpaść do kina z Manią na bajkę pt. "Sekretne życie domowych zwierzaków". Przyznam szczerze: dupy mi nie urwało ;-) ale moja Mania była zachwycona, co przecież jest w tym wszystkim najważniejsze. Dodam tylko jeszcze jedno: nie dajcie się zwieść tytułowi filmu i zapowiedziom, bo bajka wcale nie opowiada dokładnie o tym, co przedstawiają zajawki. W zasadzie stwierdziłam, że trailery zawierają najlepsze sceny całego filmu, a reszta to nudny, jałowy film dla grzecznych dzieci. Ale to moje prywatne zdanie.

Nauka na uczelni wciąż trwa. To już ostatni rok i pisanie pracy magisterskiej przede mną. Rany jak ten czas zleciał! Dopiero pisałam o wątpliwościach, o demonach i strachach, a tu już pięć lat za mną! Cholercia! Wybrałam już sobie temat pracy, mianowicie będzie to: "Analiza porównawcza kompetencji Prezydenta II i III RP". Już mam spis treści, już mam przygotowany początkowy spis literatury przedmiotowej i czas powoli zabierać się do pisania.

A tym czasem: miłego tygodnia!

09:06, sokramka
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 03 października 2016

Zaczęło się już w piątek. Pokłóciłam się z Szanownym o... mojego Pierworodnego. Generalnie porównywanie ludzi do innych osób, to paskudny element dyskusji i dlatego moje wzburzenie rozrosło się do fali tsunami. Za własną rodziną będę stała jak lwica zawsze. Cóż, niestety Pierworodny nie jest synem Szanownego i tu mam wielokrotnie bitwę w sercu - kto jest ważniejszy, a kto jakim czynem zasłużył sobie na krytykę.

Zasadniczo moi panowie nie sprzeczają się - jest między nimi taka niewidzialna nić porozumienia i wzajemna akceptacja. Ale obaj potrafią na siebie donosić właśnie do mnie. I to mnie irytuje.Po kłótni postanowiłam noc z piątku na sobotę spędzić z córką w łóżku. Taki foch ;-)

W sobotę z chęcią pojechałam na uczelnie. Rok akademicki juz się dla nas zaczął i to na całe 9 godzin. Wieczorem, po powrocie do domu zastałam Uszaka i jego dziewczynę z małym. Ponieważ mój organizm przyzwyczajony jest do wstawania o świcie, zwyczajnie o 20.30 położyłam się spać. Wszak niedzielę też miałam przywitać na uczelni. Zamieniłam jedno (dosłownie) zdanie z Okularnicą, które potem okazało się gwoździem do trumny moich stosunków z pasierbem. Okazało się, że Uszak wypił sobie troszkę u brata, jego kobieta za bardzo wzięła sobie do serca moje zdanie o życiu z chłopem i... pokłócili się w drodze do domu. Dostałam od pasierba takiego wulgarnego smsa, że całą niedzielę miałam gniota w żołądku, który nie chciał zejść.

Co ja mu takiego zrobiłam, że mnie tak obsmarował? Nie odpisałam, nie wdawałam się w dyskusję, bo stwierdziłam, że na takim wulgarnym poziomie nie będę wdawać się w polemikę.

Po powrocie z uczelni postanowiłam pogadać z Szanownym. Wtedy też pękło coś we mnie i wylałam z siebie wiadro łez. Potrzebowałam wyrzucić z siebie zatęchłe od piątku żale i to mi dobrze zrobiło. Bałam się jednak, że tak jak ja staję murem za swoim synem, mój mąż będzie stał murem za swoim. Miło się zaskoczyłam ponieważ Szanowny powiedział, że jeśli jego syn mnie obraził - nie będzie miał w tym względzie dla niego usprawiedliwienia.

Ulżyło mi.

Sprawa z moim synem również została wyjaśniona. Na znak "pokuty" ;-) Pierworodny przekopał połowę ogródka. Atmosfera wróciła do normy, wróciłam do własnego łózka. Boli mnie tylko to, że mój nadpobudliwy pasierb pozwolił sobie bez konfrontacji używać inwektyw w moim kierunku. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia, a wyszło na to, że wypowiedziane przeze mnie jedno zdanie w rozmowie z jego dziewczyną zadziałało jak zapalnik tłumiącej się między nimi awantury.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Już niedługo wakacje, wakacje.... Miałam w czasie weekendu ostatni zjazd. Luzik mnie ogarnął, bo to tylko formalności: wpisy i drobne zaliczenia. Żadnych egzaminów, stresów i nerwów. Niestety nie wszyscy wykładowcy byli dostępni od ręki ;-) miałam więc dłuższą przerwę w ciągu dnia sobotniego. Postanowiłam wybrać się do dawno nie widzianej koleżanki na kawę. Po drodze miło było spotkać Bezcielesną z Wiertką: dziewczyny miały w planach sadzenie kwiatków na balkonie. Podziwiam - to zupełnie nie moja bajka :-D

Późnym popołudniem dojechałam do domu. Wcześniej zostałam uprzedzona przez Szanownego, że przyjechali teściowie mojego pasierba, Scareface'a. W sumie miałam pierwszą, większą możliwość poznania tych ludzi, bo na ślubie młodych byliśmy tylko z daleka i na "dzień dobry". Teraz postanowiłam podejść do towarzystwa, uścisnąć rękę i spróbować zamienić kilka słów. Po kilku minutach okazało się, że niestety jest to zbyt duże zderzenie różnych kultur i nie ma sensu, żebym przesiadywała w tym towarzystwie. Po pierwsze: na stole obok potraw z grilla znalazła się wódka. Nie znoszę jej, a wiadomo - większość małomiasteczkowej społeczności nie wyobraża sobie imprezy bez wódki. Po drugie - tematy jakie próbowali narzucać goście to przede wszystkim krytyka świata ich otaczającego i ciągłe pretensje jak to im jest źle. No i po trzecie - to zatwardziałe Pisiorki. O tym, jak zbawienne jest 500+ oraz przyszłościowy program Mieszkanie+ nie chciałam juz słuchać. Za to Szanowny z chęcią został i zachęcony tematem przekomarzał się z nimi ostro.

Tak na marginesie wspomnę, że ja już dawno wiem, że PIS to nie partia, to stan umysłu. Tak jest tez w przypadku rodziny żony mojego pasierba. To zderzenie dwóch różnych kultur. Kiedy na stwierdzenie mojego męża, że nigdy, ale to nigdy nie zagłosowałby na partię jaśnie panującego prezesa, matka żony pasierba z wyrzutem zapytała: a na co? może na PO? I nawet próba wyjaśnienia im, że przecież w parlamencie nie ma tylko tych dwóch partii, że są inne opcje, nie przyniosła żadnego efektu. Oni mają wbite do głowy przez księdza z ambony, że PO jest złem, a PIS jest rycerzem zbawiennym na białym koniu. Oni nie rozumieją zasad ekonomii, że na 500+ komuś trzeba zabrać, że to nie są pieniądze z nieba, że Polska w ruinie, to dopiero będzie, jak Pisiory wydoją z budżetu wszystko co się da. Takie rzeczy są niezrozumiałe dla tej małomiasteczkowej społeczności. Rozmowa się nie kleiła.

W niedzielę była powtórka z uczelni - szybkie zaliczenia i wpisy. Potem małe przemeblowanie w domu. Postanowiliśmy poprzestawiać trochę meble w Mani pokoju. Właściwie to była moja inicjatywa, a Szanowny mi prężnie asystował ;-)

Podczas obiadu jaki żona mojego pasierba przygotowała dla swoich rodziców usłyszałam ze swojej kuchni podwórkowe rozmowy. Były to opinie o pierwszej synowej mojego męża. Okularnica niestety ma problemy z wejściem w rolę matki. Pisałam o tym jak ciężko jej się zajmować Małym, jak wiele błędów popełnia i jakie są tego konsekwencje. Blondyna, druga synowa mojego męża stwierdziła, że tej pierwszej nienawidzi, bo jak można tak zaniedbać opiekę nad dzieckiem. W sumie to nie moje małpy i nie mój cyrk, ale uważam, że zamiast wyrzucać z siebie krytykę, może należałoby tej pierwszej dziewczynie jakoś pomóc? Zapytać z czym sobie nie radzi. Z takich właśnie nieporozumień wynikają późniejsze, dalekosiężne antypatie rodzinne. Wiem też, że SS czyli była żona Szanownego również ma pretensje do synowej i nie pochwala formy opieki nad swoim wnukiem. Ale żeby wspomóc - nie robi nic.

Cóż, takie życie.

Dziś zastał nas deszcz, dobrze, bo nie jestem zwolenniczką upałów, jak zresztą większość już wie. Poza tym ziemia też potrzebuje pić.

Miłego poniedziałku!

poniedziałek, 09 maja 2016

Oj tak. W sobotę strasznie nie chciało mi się iść na wykłady, bo i pogoda nie nastrajała do nudnych wykładów i zajęcia nie były przyciągające. Ale postanowiłam przyjechać, bo i tak miałam do oddania referat na zaliczenie. No i się opłacało. Wykładowca z pierwszych zajęć postanowił zrobić nam wykłady w pobliskim parku, na tzw "majówce" ;-) oraz docenił naszą obecność stawiając nam piątki do zaliczenia. Koleżanka, która ze mną studiowała, a która czasem tu zagląda pewnie domyśli się który to wykładowca - nikt inny tylko dr Krzysztof G. Basiu - pozdrawiam Cię z tego miejsca!

Przyjazd do domu napawał mnie radością. Nie tak jak jeszcze rok, dwa wstecz. I tu mała dygresja: wciąż boję się odstawić leki, boję się tej Sokramki, która potrafiła ryczeć, awanturować się, lubię tę Sokramkę, która dostrzegła wreszcie zielone pąki na drzewach i kwiaty na naszej jabłonce, która przytula swojego chłopa w każdej wolnej chwili. To jest naprawdę dziwne zjawisko, ale ja siebie nie poznaję, jednocześnie lubiąc się taką inną. O tych reakcjach będzie też poniżej.

Szanowny nie próżnował. Przekopał ogródek. bo czas niedługo sadzić pomidory. I skończył wreszcie swój młyn. Marzył o takim domku nad oczkiem i w końcu mu się udało. A oto kilkusekundowa próbka jego dzieła. Total handmade:

Noooo nieeee.... Nie będę kasować części wpisu, ale filmiku nie będzie. Za duży i nie chce przejść. Ale obiecuję, że coś wymyślę ;-)

W niedzielę odwiedziła młodych rodziców pani SS. Babcia przyjechała do wnuczki, ale na szczęście wejście do nich jest od drugiej strony chałupy więc nie musiałam się z nią widzieć. Jednak chwilowe spotkanie wzrokowe na podwórku spowodowało u mnie pozytywną reakcję: jestem u siebie, to ona jest tu gościem, podnieś głowę, nie stresuj się. To spowodowało, że uśmiechnęłam się dwa razy szczerzej. Jeszcze rok temu miałam odruchy wymiotne i stresy żołądkowe widząc tę panią, a dziś właśnie widzę siebie inaczej reagującą. Do tego pani SS nie powiedziała mi "cześć" odezwała się dopiero jak zobaczyła Szanownego. Olewam to, jeśli ktoś olewa mnie ;-)

No a pod wieczór wybraliśmy się z Szanownym na rowery. Trochę nas deszczyk zrosił po drodze, ale taki deszcz to nie deszcz. Małż spalił sie trochę na słońcu robiąc w ogródku, więc jego rozgrzane plecy i ramiona chłonęły łagodzące krople kapuśniaczku.

Bardzo piękny weekend. Do tego mam nowe czytadło: biografia Marii Skłodowskiej Curie, ale bardziej w kontekście jej życia osobistego, sercowego. Czy wiecie, że Skłodowska była ateistką? Zawsze ją lubiłam, ale teraz jak to wiem, to lubię ją bardziej ;-)

Miłego poniedziałku i dobrego tygodnia!

poniedziałek, 14 marca 2016

Piąteczek przywitał mnie porannym szkoleniem w pracy. Zaskoczyła mnie sytuacja, w której jeszcze kilka miesięcy temu czułabym się baaaardzo źle. Choć i w piątek nie było rewelacyjnych odczuć. Mianowicie przed samym szkoleniem pan prowadzący poprosił osiem nowo przyjętych osób, w tym mnie, żebyśmy wystąpili i przedstawili się całej sali konferencyjnej. Jakieś 150-200 osób! Dobrze, że było nas ośmioro i mikrofon był przekazywany z prędkością pioruna. Klasyczna formułka w typie: nazywam się tak i tak, pracuję w pionie tym i tym szybko przepłynęła przez nasze usta i na szczęście samo szkolenie zaraz się rozpoczęło.

Sam weekend to szkoła, która na razie niczym mnie nie zaskakuje. Wszystko powtarzane, materiał znany, egzaminy łatwe, praktycznie czekają mnie same zaliczenia. W niedzielę czekając na jednego z wykładowców złapałam komara na szkolnej ławce ;-) To wstawanie o 5.20 jest jednak trochę wyczerpujące, ale nie należę do osób śpiących do południa. Wolę być rannym ptaszkiem.

W niedzielę odwiedzili nas również Uszak, Okularnica i Pacholę. Dziecię już ma rok. Matko jak ten czas leci... Chłopczyk jeszcze nie chodzi, ale jest już po operacji rozszczepu podniebienia i ma już osiem ząbków! Pobawiliśmy się trochę z Szanownym i jego wnukiem, a ja już mam w głowie pomysł na własnoręczny prezent dla małego.

Między mną a Szanownym jest ostatnio tak słodko, że aż mdli. Na serio ;-) Mówię do chłopa: Ryjku, on do mnie: Pupelku, aż śmiać mi się chce, że tak bardzo odrodziły się uczucia między nami. Przeczytałam ostatnio kilka starych wpisów i aż mi się zrobiło głupio jak mogłam tak pluć jadem na Szanownego.... A już ten pomysł o wyborze pomiędzy Bratem i Szanownym to totalna porażka....

Tak więc wiosna się zbliża, pomidorki na parapecie w małych doniczkach czekają na cieplejsze dni i rowery trzeba by było odkurzyć, bo aż mi się chce popedałować gdzieś daleko....

Miłego, ciepłego, słonecznego dla Was wszystkich!!!!!!

środa, 12 sierpnia 2015

I teraz dopiero czuję się wielka! Dwumetrowa. Gdzie tam?! Trzy, czterometrowa! Dumna i blada, dowartościowana i szczęśliwa. Rozpromieniona i podekscytowana. 

No ;-)

Tagi: studia
19:49, sokramka
Link Komentarze (6) »
wtorek, 14 lipca 2015

Tia...

Obroniłam się na 5 i czuję niedosyt jak moja koleżanka z roku. Wydziwiam? Może, ale jak się jest na obronie dwie i pół minuty, odpowiada się na pytania, które promotor wcześniej przesłał i ma się świadomość, że nawet te lesery, które nie pokazywały swych buziek przez całe miesiące dostaną dyplom do łapki bez większego mrugnięcia okiem, to trochę jest przykro. Ty człowieku starałeś się, zakuwałeś, przygotowywałeś prezentacje i referaty, a taka dziunia jedna z drugą balowała, zaliczała na ściągach i naciąganych trójach i ona ma być później "specjalistą" lub urzędnikiem. Żenada. 

Ale co tam. Od października zapisuje się za ciosem na mgr. Będę "wy-kwy-fy" sprzątaczką, ups, sorry - wykwalifikowanym konserwatorem powierzchni płaskich :)))))))) Będzie stypendium więc i płatności nie poniosę znowu. 

Życie wcale nie wywróciło się do góry nogami. Słońce tak samo wschodzi i zachodzi jak wczoraj ;)

Odbiór dyplomu we wrześniu. 

Tagi: studia
20:10, sokramka
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 13 lipca 2015

... zmierzę się sama ze sobą ;)

Mam obronę. 

W zasadzie to sam fakt podejścia do obrony olewam ciepłym moczem, choć stresik jest, ale bardziej denerwuje mnie ta cała szopka wokół tego. Ubranie galowe: biała koszula, kolory: czerń ewentualnie granat. Nie znoszę takich ciuchów, bo czuję się w nich jak w pancerzu. Poza tym zostałam frajerką przy wyborze promotora ponieważ jest nas w grupie 8 osób i podział kosztów związanych z "oprawą" obrony wyniósł nas 100 zł na łebka (!) Muszę teraz zweryfikować swój budżet domowy, bo nie stać mnie na niezapowiedziane wydatki. Dobrze, że mam kwadratowy łeb i jakoś z tego wybrnę ;) Przy magisterce będę się pchać tam gdzie dużo narodu, to i kwota (tak jak w przypadku mojej koleżanki) wyniesie 25 zł/os. 

Uprzejmie proszę trzymać za mnie kciuki ;)

 

Tagi: studia
14:18, sokramka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 22 czerwca 2015

Dziś wieczorem wizyta na uczelni. Pozostał mi ostatni wpis do protokołu i można składać papiery o dopuszczenie do obrony. W tygodniu muszę jeszcze podjechać do mojego promotora, żeby złożył swój zatwierdzający autograf na pierwszej stronie mojej pracy ;) Potem trzeba zrobić zdjęcie do dyplomu no i wydrukowaną pracę oprawić w sztywne okładki. Dziwne jest,  że oprawa musi być zrobiona tylko i wyłącznie w punkcie ksero na uczelni. Tam bowiem mają logo szkoły, a warunkiem złożenia pracy jest logo na sztywnej okładce. Taki lajf…

W międzyczasie jeszcze trafiła mi się rozmowa o pracę, o których już dawno przestałam pisać, bo albo nie szukałam, zawzięcie ucząc się do kolejnych egzaminów, albo tych rozmów zwyczajnie nie było mimo wysłanych CV. W piątek zawiązała się ciekawa rozmowa ze znajomymi z wydziału. Jedna koleżanka oświadczyła, że właśnie została zwolniona (wieloletnia pracownica banku), a druga, że właśnie dostała informację o tym, że jej pół etatu zostanie zlikwidowane. Gadaliśmy o systemie pracy, o zwolnieniach, o oszustwach wśród pracodawców, o szerokich i wąskich plecach, o możliwościach, o młodych, chętnych i niechętnych do pracy… Źle się dzieje w państwie duńskim….

Im więcej mam zajęć tym lepiej, jestem wtedy bardziej zorganizowana, a nie rozlazła w swych działaniach. Nie lubię rozlazłości ;) Życie nakopało mi do dupy i nie mam zamiaru się przez resztę lat umartwiać. Mamy je tylko jedno więc wykorzystajmy je godnie.

A więc do dzieła!

 

Tagi: praca studia
12:47, sokramka
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4