Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: praca

wtorek, 28 listopada 2017

Zdaję sobie sprawę, że pisanie o pracy może być dla niektórych nieprzyjemne, a nawet wkurzające, ale może niech nie czytają, niech się nadmiernie nie stresują, ja opisać muszę...

Otóż złożyłam już wypowiedzenie w swoim dotychczasowym miejscu pracy. Od bardzo długiego czasu nie czułam już takiego komfortu psychicznego jakim jest możliwość samodzielnego odejścia z pracy, a nie przeżywanie stresu związanego ze zwolnieniem. Sama byłam zdziwiona jak szybko szef wszystkich szefów podpisał mój wniosek, ale biorąc pod uwagę zmiany jakie dokonują się w tym miejscu, szybkie tempo składania przez niego podpisów jest chyba nieuniknione. 

Teraz czas obejrzeć się za samochodem, albowiem dojazd do nowego miejsca pracy będzie mnie wynosić 30 km w jedną stronę. Ale nie ma tego złego - droga jest prosta jak strzała i do tego będę jeździć pod prąd - kiedy wszycy będą mknąć do pracy, do miasta, w korkach, ja z tego miasta będę wyjeżdżać. 

Nowe miejsce pracy położone jest w środku lasu. Dojazd bez samochodu jest tam raczej niemożliwy, lub możliwy za pośrednictwem kolei miejskiej, która kursuje...raz na godzinę. Auto musi więc być sprawne, inaczej grozić będzie pobranie urlopu na żądanie ;-) Dlatego też skorzystałam z dobrodziejstw mojego banku, wyrobionych znajomości i pobrałam (jeszcze przed zwolnieniem się) kredyt gotówkowy na preferencyjnych warunkach, który aktualnie czeka sobie na koncie na uruchomienie. Znowu usiądę za kierownicą! 

Uciekam stąd ponieważ "źle się dzieje w państwie duńskim" i nie widać perspektyw na poprawę. Tak niestety bywa, że w związku z przeformatowaniem się jednostek służbowych jedni na tym skorzystają, a inni stracą. Ja tracić nie chcę, wolałam zyskać przez wcześniejszy ruch. Tak się złożyło, że zbiegiem okoliczności w moim nowym miejscu pracy potrzebowano dwóch osób na zastępstwo. Jedna będzie zatrudniona od pierwszego grudnia, a ja od stycznia nowego roku. Potem zrobi się z tego umowę na czas nieokreślony. Zostałam o tym zapewniona - moim kierownikiem będzie mój kolega ze starego (jeszcze obecnego) miejsca pracy. 

Zmiany uwielbiam - przemeblowania, remonty, ruchy wewnątrzspołeczne, tak więc cieszę się. Zapewne zdążę jeszcze wykorzystać zaległy urlop i może pojadę na wystawę do Poznania ;-) ale pójdę pewnie tez na L4, żeby spokojnie przygotować się do nowych obowiązków. Ale o tym na pewno wspomnę kiedy indziej...

Tagi: praca
19:58, sokramka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 14 listopada 2017

Dzieje się. I nie tylko w moim najbliższym otoczeniu, ale i u znajomych i znajomych znajomych. Najpierw więc zacznę od siebie:

Brat mój dopiero dziś został wypisany ze szpitala po niefortunnym wycięciu zwykłego, wydawać by się mogło, wyrostka. Miał jakieś komplikacje, przetrzymali go w sumie dwa tygodnie. Dobrze, że już jest w domu. Bywało już tak, że pisał mi dołujące wiadomości oraz przesyłał kody i piny do swoich tajnych sekretów. Ale teraz dodatkowo posiedzi jeszcze w domu trzy tygodnie na zwolnieniu. Ma dobry humor i to jest najlepsze.  

Służbowo nie dzieje się dobrze albowiem nadeszła w moim zakładzie pracy restrukturyzacja, która poniesie ze sobą brzydkie konsekwencje m.in. zwolnień ludzi, którzy moim zdaniem powinni na stanowiskach zostać. Jednak co kraj to obyczaj, co szef to inne decyzje. 

W związku z tymi ruchami kadrowo-sekcyjnymi, postanowiłam uciec z tego bałaganu i znowu rozsyłałam swoje CV w celu poprawienia sobie samopoczucia i być może znalezienia świętego spokoju. Nadzieja matką głupich, ale każdą matkę trzeba kochać ;-) Może z końcem tygodnia okaże się, że nastąpią zmiany, według których będę musiała prędko zakupić jakiś samochód, bo dojazd do nowej pracy nie będzie komfortem komunikacyjnym. Ale o tym na pewno napiszę w odrębnym wpisie. 

Dobrej, wtorkowo-środowej nocy...

Tagi: brat praca
20:51, sokramka
Link Komentarze (5) »
środa, 29 marca 2017

Rok już minął jak siedzę w tutejszej budżetówce i wciąż nadziwić się nie mogę jak działają niektóre systemy. Na przykład taka komunikacja: przychodzi sobie oficjalnie pismo od jakiegoś przedsiębiorcy X. Pismo zostaje zeskanowane i wciągnięte do lokalnego systemu. Powiedzmy, że kancelaria robi to w poniedziałek o 9.00. Następnie pismo zostaje przekazane (elektronicznie) do głównego szefa instytucji, bo w dokumencie nie jest napisane nazwisko, a tylko nazwa naszej instytucji. A nawet jeśli byłoby zaadresowane: Sz. P. Jadzia Iksińska i tak najpierw musiałby podpisać się pod pismem szef nasz główny. Szef nasz główny, kochany ;-) dokonuje w tym wewnętrznym systemie przekazania pisma z notatką osobistą lub bez do szefa pododdziału, którego uważa za właściwy. Ów szef pododdziału przekazuje następnie ten dokument w formie elektronicznej na szefa sekcji w swoim pododdziale, który następnie przekazuje ten dokument do osoby, która jest właściwym adresatem rzeczonego pisma.

Przyjmując, że pismo wpłynęło do kancelarii w poniedziałek, szef główny odczytał je i zadekretował (powiedzmy) w poniedziałek o 13.00, a następny szef odczytał je i puścił dalej we wtorek o 11.00, to osoba zainteresowana dostaje dokument np. w środę o 9.00.

Czasami, jeśli wiemy drogą nieoficjalną, że jakieś pismo ma do nas dotrzeć i że będziemy odpowiedzialni za jego realizację, kontaktujemy się z firmą X wcześniej, za pomocą służbowego maila, żeby chociaż móc wypracować sobie podłoże do najbliższej pracy.

Albo np. przychodzą dane do złożenia zamówienia. Dane są niekompletne. Ja lub koleżanka olałybyśmy sprawę i te braki uzupełniły sobie z internetu bądź z dokumentów z poprzednich lat. A tutaj należy napisać pismo przewodnie za pomocą wewnętrznego systemu z potwierdzeniem i podpisem elektronicznym głównego szefa, do autorów danych, że są niezgodne z regulaminem i należy je uzupełnić (!)

Jakie to jest marnowanie czasu! Ale cóż - pewnych rzeczy się nie przeskoczy i należy sztywno trzymać się "zasad regulaminu" ;-) Jest to niestety zatęchły system biurokratyczny, który skutkuje tym, że każdy krok jest ściśle odnotowany (smycz służbowa) ale jednocześnie powoduje, że czas realizacji danego zadania wydłuża się niemiłosiernie. A jakie dzieją się tu rzeczy jeśli dana sprawa przechodzi "z rąk do rąk" na zasadzie "spychologii: "to nie moje, ja nic o tym nie wiem". :-))))))))

Tymczasem taką właśnie sprawą zajmuję się od zeszłego czwartku. Jutro minie tydzień jak jest ona nierozwiązana, a mogłabym załatwić ją osobiście w ciągu dwóch dni.

Miłej, spokojnej środy!

Tagi: praca
13:06, sokramka
Link Komentarze (1) »
sobota, 25 marca 2017

Pracuję już ponad rok w tej państwowej instytucji i wciąż dziwię się niektórym standardom, ale widać trzeba przywyknąć i stosować powszechnie obowiązujące tu zasady ;-) Otóż kiedy piszemy oficjalne pisma w takim specjalnym panelu komputerowym, oprócz określonych zwrotów do danych osób trzeba też stosować metodę tzw. "lania wody". Źle widziane jest pismo, które zawiera tylko jedno merytoryczne pytanie. Trzeba to rozwłóczyć, najlepiej zaczynając od powstania świata ;-) "W związku z tym, że pada obfity deszcz, i w związku z tym iż nie mam parasola, z konieczności wyjścia na zakupy oraz potrzeby dokonania uzupełnienia pustych półek lodówki, zwracam się z prośbą o wydanie mi płaszcza przeciwdeszczowego, który sprawi, że moje zakupy będą przebiegać komfortowo oraz w atmosferze poczucia bezpieczeństwa" :-D :-D :-D

To oczywiście mój prywatny wymysł na potrzebę wpisu blogowego, ale tak to mniej więcej wygląda. Cóż - instytucja państwowa kieruje się innymi torami myślenia. 

Cały tydzień zapracowałam sobie na weekendowy odpoczynek (po mojemu). Miałam do przygotowania dwa wnioski do jednego zadania. Systematycznie więc od poniedziałku dłubałam w danych uzupełniających i w piątek miałam już spokój. Ale nie ma lekko - czekają na mnie nowe zadania i nowe służbowe zakupy. 

Coś o Mani - moje dziecko już nie chodzi na lekcje gitary. Brzdąka sama u siebie w pokoju, natomiast zaczęła chodzić na zajęcia z pianina...do szkoły. Po lekcjach idzie tam z koleżanką z równoległej klasy i uczy się grać u pani od muzyki. Oczywiście po cichu zadałam sobie pytanie: "jak długo? i czy wytrzyma do końca roku szkolnego?" ;-) 

Mam zamiar również przenieść ją do drugiej grupy z języka angielskiego. Mania płacze przy odrabianiu lekcji i nie może się nadziwić jakim cudem znalazła się w tej "lepszej" poziomem grupie, a nie w tej słabszej. Rozmawiałam już z nauczycielem, który stwierdził, że nie widzi, żeby moja córka odstawała od grupy. On widzi inne dzieci kwalifikujące się do przeniesienia, ale nie Mania. Postanowił porozmawiać z nią na najbliższej lekcji, być może namówi ją, żeby została. Jeśli jednak ona się uprze - wtedy dokonamy przenosin. 

Wczoraj dostaliśmy premie kwartalne. To jest dopiero super sprawa. Pensje niskie, a raz na trzy miechy wpada kasa, która jest prawie połową wynagrodzenia. W końcu będziemy mogli z Szanownym rozpocząć budowę łóżka dla Mani - do tej pory było za zimno - Szanowny uwielbia pracować na dworze. No i sezon rowerowy trzeba już otworzyć! Nie mogę się doczekać. 

Miłego weekendu!

Mały update: w środę byłyśmy z Manią znowu na warsztatach plastycznych. Tematem pracy było wykonanie laleczek z drewnianych spinaczy do bielizny. Pozwolę sobie pokazać nasze dzieła. Ale oczywiście inni też ciężko pracowali i ich prace były jeszcze piękniejsze! 

Laleczka dyskotekowa jest wykonana przez moją córkę, a laleczka panna młoda jest mojego autorstwa :-) 

piątek, 17 lutego 2017

Od początku miesiąca mam mnóstwo pracy. I niech nikt nie myśli, że przełoży się to na zarobki czy jakąś dodatkową premię, o nie... Tutaj płaca naliczana jest według starych, socjalistycznych zasad: czy się stoi czy się leży to każdemu, po równo się należy. I tak. Dodatkowo dowiedziałam się, że nasz wydział ma najniższe stawki w całej instytucji. No trudno. Zaczynam po roku pracy wchodzić w etap przyzwyczajenia do stałej, lepszej niż mopowa pensji, ale wciąż tęsknię za zarobkami, które chwytałam w firmie budowlanej ;-)

Dlatego dziś musiałam sobie zafundować reset wewnętrzny i wychodząc razem z moim Szanownym zabrałam się z nim, jego samochodem do centrum miasta. Potem z miejsca wysiadki przeszłam pieszo do miejsca pracy. Jakieś 3,5 km. Dobrze mi to zrobiło. Taki ponad półgodzinny spacer wśród budzących się osiedlowych bloków i pilnujących miasta wron i kruków. W uszach zestaw rockowych ballad, a nad głową postępująca mżawka. Do pracy przyszłam z szerokim uśmiechem i pozytywnym nastawieniem. A już myślałam o L4 albo o wzięciu urlopu na żądanie :-)))

Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu wyjdę z tego bałaganu wnioskowego. Dodatkowo odchodzi od nas jeden pracownik, musimy przejąć jego obowiązki. Chociaż tymczasowo dopóki nie przyjdzie ktoś nowy. Koleżanka jest na dłuższym urlopie i każda ręka do pracy jest przydatna.

Tymczasem wielkimi krokami zbliża się weekend...

Tagi: praca
08:12, sokramka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 07 lutego 2017

Mamy w pracy nowego pracownika. Koleś jest lekko po czterdziestce, jest bardzo miły, sympatyczny, zabawny, rozmowny, towarzyski...oj za dużo chwalenia. No właśnie. Po mojemu ma jedną wadę: wszystkie panie całuje w rączkę na powitanie. Fuuuj. Z racji mojego podejścia do spraw damsko-męskich, czyli spłaszczania wizerunku kobiety i mężczyzny, otwarcie powiedziałam do naszego kolegi (zachowując jednocześnie pełną kulturę i uśmiech), że ze mną proszę witać się "po męsku". Najlepiej gdyby uścisnął mi dłoń i na tym poprzestał. Kolega oczywiście odwzajemnił uśmiech i z nieukrywanym szyderstwem w głosie odparł: "zobaczymy, zobaczymy, prędzej czy później się złamiesz". No na takie teksty to ja zawsze byłam cięta i mój obrzydliwy charakter powodował, że zawsze robiłam na przekór.

Kolega zajmuje pokój obok, ale zawsze przychodzi do nas i kulturalnie wita kolejny dzień pracy. Dziewczyny, z którymi siedzę już powoli mają dość tego savoir-vivre, ale żadna nie ma odwagi, żeby jemu to powiedzieć. Na samym początku kolega usłyszał ode mnie jasną deklarację i mam teraz spokój. Nie próbuje mnie lizać po dłoni na siłę :-P

I teraz mnie zastanawia: czy koleżanki są za mało asertywne? Czy może myślą, że nie wypada urazić kolegi mówiąc mu otwarcie, że to się im już nie podoba? A poza tym czytałam zasady dobrego wychowania i całowanie kobiet po łapkach w miejscu pracy jest nie na miejscu. Ale kolega widać, że chce być blisko pań. Nawet bardzo blisko ;-) Ja staram się zawsze zachować ten bezpieczny mur, granicę bliskości, która według psychologów wynosi długość wyciągniętej przed siebie ręki.

Chwilowo sytuacja się nie zmienia i nie wiem czy któraś odważy się otwarcie zaprotestować, że nie ma ochoty na cmokanie w łapki ;-) W każdym razie nowy kolega jest obecnie powodem naszych codziennych plotek.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Mimo strasznie napiętego końca roku i masy pracy służbowej czuję się wyśmienicie! Energia mnie rozpiera, uśmiecham się, nie choruję, jakby życie moje toczyło się w innym wymiarze, na przekór tego, co dokoła się dzieje. Nawet nie mam chwili dla moich ukochanych drutów, szydełka czy igły... Ledwo zdążyłam podpisać kilka kartek świątecznych i puścić w Polskę ;-) 

Nie ukrywam, że mój nastrój spowodowany jest stabilizacją finansową, na którą pozwoliła mi praca w resorcie ;-) Oczywiście wynagrodzenie moje nie daje mi możliwości kupna nowego samochodu :-D ale np. mam spokojną głowę kiedy opłacę rachunki i mogę sobie pozwolić na spełnianie marzeń w postaci ratalnego zakupu.

Nie oszukujmy się, że w dzisiejszym, kapitalistycznym świecie bez pieniędzy można wyżyć. Nie da się. Sama świadomość, że możesz opłacić dziecku dodatkowe zajęcia (moja córka chodzi na lekcje gitary), że możesz spokojnie dać na koncert, na wycieczkę szkolną, że córka nie czuje się gorsza od innych, bo czegoś tam nie ma, jest budująca. Choć nie samą kasą człowiek żyje.

Co do uczuć wyższych, to już dawno sygnalizowałam, że pożycie moje i Szanownego pływa na wyżynach głębokiej miłości małżeńskiej ;-) Aż nie do uwierzenia i nie chcę zapeszać, ani krakać, żeby nie było spadku ;-)

Tymczasem biorę się za pracę, bo przed końcem roku mam jej mnóstwo!

:-*

Mały update: moje samopoczucie ma tym bardziej tendencję wzrostową ponieważ dziadek wyjechał ze swoją narzeczoną do sanatorium na całe dwa tygodnie! Wraca dopiero po nowym roku. Żadnych awantur, żadnego alkoholu, żadnego smrodu papierosów, czysty spokój :-)

Tagi: dom Mąż praca
12:21, sokramka
Link Komentarze (5) »
środa, 12 października 2016

Od poniedziałku bywam na szkoleniu z SAPa. Nie ma mnie cały dzień w pokoju - się szkolę ;-) O SAPie wiem tyle, co nic. Natomiast po tych dwóch dniach moja wiedza powiększyła się o obrzydzenie do tego programu. Zresztą nie tylko moja, bo większość osób, które już zostały przeszkolone mówią to samo. Cały resort ma zostać od nowego roku objęty tym programem i każdy pracownik ma się go nauczyć.

Wrzuciłam sobie w internet zapytanie na temat SAPa i 90% opinii na jego temat jest negatywnych :-) Nie wiem, nie znam się. W piatek mam mieć egzamin i tyle z tego szkolenia.

SAP jest cholernie rozbudowanym modułowo programem. Istnieją różne jego wersje więc wypowiadanie się tylko na temat jednego rodzaju jest mało obiektywne. Nie wiem czy będziemy aż tak często z niego korzystać jako logistyka, ale widzę, że pewne ruchy są nawet wskazane do wykonywania przez nasz dział planowania. Oczywiście najwięcej pracy będą miały panie z księgowości i to one są przerażone obiegiem dokumentów w SAPie.

Tak więc zaraz śmigam na kolejne zmagania programowe :-)

Miłego dnia!

Tagi: praca
07:37, sokramka
Link Komentarze (4) »
czwartek, 23 czerwca 2016

Wpis optymistyczny, ale nie mówiący nic konkretnego. Otóż mamy w tym tygodniu w pracy burzę mózgów. Lecą wnioski jeden za drugim, koledzy z zamówień publicznych mają sraczkę, a my z logistyki przebieramy palcami po klawiaturze komputera. Za siedem miesięcy ma nastąpić zmiana kadrowa - jeden z naszych kolegów odchodzi i to ja zostałam wytypowana na jego zastępcę. Szef, taki główny, mój najwyższy przełożony powiedział mi, że widzi mnie jaką prawą rękę kolegi X (tego, który odchodzi). Mam się pilnie uczyć i nawet znać ustawy na pamięć ;-) Musze się bardziej wczuć w te zamówienia, żeby w nich pływać jak kiedyś w materiałach budowlanych. Nie wiem jak to będzie wyglądać, ale na razie się nie podniecam. Zobaczymy co wyjdzie w praniu. Żeby to się jeszcze przełożyło na kwestie finansowe.... Ale to niestety budżetówka.

Miłego czwartku!

Tagi: praca
10:59, sokramka
Link Komentarze (4) »
piątek, 10 czerwca 2016

Dużo, wiele i mnóstwo. Od soboty choruję. Tzn nie jest to coś, co powaliłoby mnie z nóg (bo mnie tak łatwo nie jest powalić ;-)) ale jednak ból gardła i gile dokuczają dość mocno. Mija tydzień więc według powiedzenia ludowego powinnam z przeziębienia już jutro wyjść ;-)

W pracy wniosek za wnioskiem leci, w międzyczasie staram się robić rzeczy poza planem, przydzielane mi na "cito". Dobrze się w tym czuję i spełniam się zawodowo. Dowiedziałam się również, że od lipca czekają nas jakieś podwyżki. W zasadzie nie będą to jakieś ogromne pieniądze, tylko sumy rzędu 150-200 zł (brutto) ale zawsze coś. Proszę pamiętać, że pracuję w budżetówce więc tutaj tylko kierownictwo obraca kwotami wyższymi niż średnia krajowa ;-)

W domu oczekiwanie na nowego lokatora, a właściwie lokatorkę. Mamy już "zaklepaną" małą kotkę, urodzoną niedawno przez kotkę u zaprzyjaźnionej koleżanki. Cieszymy się bardzo. Kocię jednak musi mieć 12 tygodni, żeby bezpiecznie zabrać je od mamy. W planach jest już imię dla kotki - Frytka ;-)

Z wieści poza domowych: dowiedzieliśmy się, że pacholę, po operacji zespolenia rozszczepu podniebienia, niestety będzie cierpiało na następnej. Przyczyną jest podobno... niedbalstwo rodziców. Szczegółów nie znam, ale wiem tylko, że dziecku wszystko się rozłazi mimo operacji. Miała być w planach już tylko kosmetyka twarzy, a tu się okazuje, że ponownie trzeba będzie usypiać do operacji. Przykre to i choć wielokrotnie powtarzałam, że to nie moje małpy i nie mój cyrk, jest mi zwyczajnie szkoda tego dziecka, bo rodzice jednak udowadniają, że nie dorośli do pełnienia tej funkcji. To im jest bardziej potrzebna opieka.

Zaraz koniec roku szkolnego: Mania wychodzi z czwartej klasy z bardzo dobrymi ocenami i zachowaniem wzorowym. Szczerze to jestem zdziwiona, bo ta jej absencja powinna przynajmniej obniżyć zachowanie o jeden stopień, ale widać pani dała jej szansę. Co do psychologicznych potworów, walczymy z nimi nadal: np. poniedziałek był znów dniem wagarów. W czwartek byłam u szkolnej psycholog, którą bardzo lubię i cenię za profesjonalne podejście do zawodu. Namawiała mnie na ukończenie badań w poradni, mimo naszych (moich i Mani) oporów i antypatii do tamtejszej psycholog. Argumentowała to tym, że to będzie jakby "kara" dla Małej, że w ramach jej zaniedbywania szkoły musi cierpieć w nielubianym miejscu. Wiem, że żeby zamknąć badanie w poradni potrzeba tylko jeszcze jednej wizyty. Potem będzie wystawiona opinia i koniec. Tak więc rozważę ten pomysł.

Jeśli wyrobię się do końca czerwca z obrobieniem wszystkich moich papierów, będę mogła spokojnie iść na zasłużony urlop od 1 sierpnia. Na to tylko czekam....

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6