Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: były

wtorek, 09 kwietnia 2013

 Takie pytanie pojawia się zawsze u mojego Pierworodnego, kiedy potrzebuje pieniędzy na swoje, drobne wydatki. Tak jak dziś rano. I co ja mam wtedy robić? Siedemnastoletni chłopak, który już nie jest dzieckiem, a jeszcze nie mężczyzną, chciałby już gospodarować się jak dorosły. Sama wiem z własnego doświadczenia, jak szybko chciałam mieć swoje pieniądze, żeby nie żebrać od Mamy.

 Młody nie ma wymagań, którym nie mogłabym sprostać, ale w przypadku permanentnego braku kasy może się okazać, że nawet najprostsze prośby nie mogą się ziścić. Rozumiałabym odmowę dawania pieniędzy gdyby chodziło o papierosy (Młody jest harcerzem – nie pali) rozumiałabym odmowę nawet w przypadku kupna Młodemu idiotycznych gier komputerowych, które aż roją się od przemocy, krwi i durnych misji do przejścia. Ale Młody ma inne potrzeby. „Mamo, za tydzień wychodzi nowa saga fantasy, trzy tomy będą, kupisz mi?”, „Mamo, ja już nie mam co czytać, może pojedziemy do Empiku?”, „Mamo, potrzebuję cztery dychy na czołówkę (latarkę taką na głowę), jedziemy na rajd i będę jej w lesie potrzebował”. No weź i nie daj.

 Młody jest dzieckiem wyrozumiałym, wie, że jak nie mam to nie dam, ale widzę po jego minie, że wolałby aby kasa była swobodnie dostępna. Może nie w formie płynącej rzeki, żeby się we łbie poprzewracało ;) ale tak, aby nie trzeba było sobie niczego odmawiać.

 Z ojcem Młodego mam dobry, poprawny kontakt. Jednak Były nie wykazuje inicjatywy w dogadzaniu własnemu synowi. I tu nie ma się co dziwić – siedemnaście lat braku kontaktu, sporadyczne spotkania, na których w żadnym razie nie można nawiązać więzi emocjonalnej. No i nie jest to związane z moim chorym egoizmem – Były po prostu nie chciał mieć dzieci i zwyczajnie się na nas wypiął. Po latach odnowił kontakt kiedy wystąpiłam o podwyższenie alimentów i tu okazało się, że jest normalnym, pracującym facetem, bez zobowiązań (nie założył drugiej rodziny) i nagle przypomniał sobie, że ma dziecko… Coś próbował, ale nieudolnie. Tak więc syn nasz zdany jest tylko na łaskę i niełaskę własnej matki ;)

 Kiedy żyła moja Mama, dawała Młodemu coś w rodzaju kieszonkowego. Drobne kwoty co miesiąc (10, 20 zł) dla ucznia podstawówki nie były żadną rozpustą. Ale Babci już nie ma, dziadka w ogóle chłopak nie zna i klops.

 Wujek – mój Brat rodzony. Właściwie to on sam potrzebuje pomocy. Wożę mu porcje obiadowe, bo nie zawsze on sam ma pieniądze i ochotę na przygotowywanie posiłków. Komornik na pensji, po opłaceniu rachunków niewiele zostaje na życie. Z jednej strony dobrze, że nie ma rodziny, ciężko by im było. Może kiedyś popełnię wpis o losach lokatorów odzyskiwanych kamienic. Sama byłam w identycznej sytuacji co mój Brat obecnie. Nie mogę mu nie pomagać.

 Młody czasem zarobi sobie trochę grosza u Prezesa. Tak nazywamy człowieka, który prowadzi pewną fundację i współpracuje z młodymi ludźmi od lat. Kiedyś byłam do niego wrogo nastawiona. Miałam nawet podejrzenia pedofilskie, ale okazało się, że człowiek ów ma po prostu zbyt mocno wyrobiony instynkt opiekuńczy i lubi włazić w czyjeś życie z butami, bo swojego nie ma.

 Syn będzie miał zatem bardzo dobre CV, kiedy w końcu zapragnie pójść do pracy. Wolontariat, mnóstwo zainteresowań, teraz zaczął praktyki zawodowe. I obawiam się, że historia będzie musiała się powtórzyć – ja byłam zmuszona pójść do pracy w wieku 18 lat. Nie uczyłam się dalej, pracowałam. Młody pewnie też po skończeniu technikum rozpocznie karierę zawodową, bo na studia dzienne chyba nie będzie mnie stać. Ale myślę, że nie powinno to wyjść nam wszystkim na złe. Chociaż do jego matury pozostało kilka lat, może się coś zmieni do tego czasu? Młody uczy się odpowiedzialności za swoje czyny już od pierwszej klasy S.P. Odkąd został harcerzem. Wszystkie podejmowane przez niego decyzje muszą być przemyślane. Owszem, robił błędy i przysparzał mi nie lada kłopotów (jak większość gimnazjalistów chyba) ale to już minęło. Były nawet wpisy o tym na moim starym, zielonym blogu.

 I mów tu, że pieniądze szczęścia nie dają… Ale nie ma gorszej nędzy jak nie ma pieniędzy. No proszę jakie te stare przysłowia są prawdziwe ;)