Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: była

poniedziałek, 09 maja 2016

Oj tak. W sobotę strasznie nie chciało mi się iść na wykłady, bo i pogoda nie nastrajała do nudnych wykładów i zajęcia nie były przyciągające. Ale postanowiłam przyjechać, bo i tak miałam do oddania referat na zaliczenie. No i się opłacało. Wykładowca z pierwszych zajęć postanowił zrobić nam wykłady w pobliskim parku, na tzw "majówce" ;-) oraz docenił naszą obecność stawiając nam piątki do zaliczenia. Koleżanka, która ze mną studiowała, a która czasem tu zagląda pewnie domyśli się który to wykładowca - nikt inny tylko dr Krzysztof G. Basiu - pozdrawiam Cię z tego miejsca!

Przyjazd do domu napawał mnie radością. Nie tak jak jeszcze rok, dwa wstecz. I tu mała dygresja: wciąż boję się odstawić leki, boję się tej Sokramki, która potrafiła ryczeć, awanturować się, lubię tę Sokramkę, która dostrzegła wreszcie zielone pąki na drzewach i kwiaty na naszej jabłonce, która przytula swojego chłopa w każdej wolnej chwili. To jest naprawdę dziwne zjawisko, ale ja siebie nie poznaję, jednocześnie lubiąc się taką inną. O tych reakcjach będzie też poniżej.

Szanowny nie próżnował. Przekopał ogródek. bo czas niedługo sadzić pomidory. I skończył wreszcie swój młyn. Marzył o takim domku nad oczkiem i w końcu mu się udało. A oto kilkusekundowa próbka jego dzieła. Total handmade:

Noooo nieeee.... Nie będę kasować części wpisu, ale filmiku nie będzie. Za duży i nie chce przejść. Ale obiecuję, że coś wymyślę ;-)

W niedzielę odwiedziła młodych rodziców pani SS. Babcia przyjechała do wnuczki, ale na szczęście wejście do nich jest od drugiej strony chałupy więc nie musiałam się z nią widzieć. Jednak chwilowe spotkanie wzrokowe na podwórku spowodowało u mnie pozytywną reakcję: jestem u siebie, to ona jest tu gościem, podnieś głowę, nie stresuj się. To spowodowało, że uśmiechnęłam się dwa razy szczerzej. Jeszcze rok temu miałam odruchy wymiotne i stresy żołądkowe widząc tę panią, a dziś właśnie widzę siebie inaczej reagującą. Do tego pani SS nie powiedziała mi "cześć" odezwała się dopiero jak zobaczyła Szanownego. Olewam to, jeśli ktoś olewa mnie ;-)

No a pod wieczór wybraliśmy się z Szanownym na rowery. Trochę nas deszczyk zrosił po drodze, ale taki deszcz to nie deszcz. Małż spalił sie trochę na słońcu robiąc w ogródku, więc jego rozgrzane plecy i ramiona chłonęły łagodzące krople kapuśniaczku.

Bardzo piękny weekend. Do tego mam nowe czytadło: biografia Marii Skłodowskiej Curie, ale bardziej w kontekście jej życia osobistego, sercowego. Czy wiecie, że Skłodowska była ateistką? Zawsze ją lubiłam, ale teraz jak to wiem, to lubię ją bardziej ;-)

Miłego poniedziałku i dobrego tygodnia!

piątek, 13 lutego 2015

No i szlag trafił mój ostatni długoterminowy dobry humor. Od wtorku boli mnie nieprzerwanie żołądek. Ból jest tak duży, że mam czasami ochotę puścić pospolitego pawia. Wszystko podjeżdża mi do gardła, chwilę ukojenia przynosi jakaś słodka bułka, czy kawa, ale za chwilę gniot wraca. To nerwowe. SS bywa teraz średnio co drugi dzień. To już pewne. Sytuacja do tego staje się co najmniej śmierdząca, bo młoda mama musi wychodzić z domu, a niestety nie ma kluczy od domu. Tak więc Uszak musiał jej swój komplet oddać. 

Na bramie wisi kłódka, drzwi zamykamy za każdym razem na podklamkowy. Szanowny poucza Uszaka, żeby nie niszczył naszego życia, Uszak każe pouczać mnie, żebym była bardziej wyrozumiała. Ok. Ale jestem tylko babą i to z emocjami nie zawsze trzymanymi na wodzy, a jeszcze w zetknięciu z Byłą, która z braku merytorycznych argumentów jak mantrę potrafi wciąż powtarzać: sprzątnij syf, bo jest małe dziecko, sprzątnij ten syf, organizm puszcza. 

We wtorek wieczorem upiłam się butelką wina. Dostałam takich spazmów z płaczu, że Szanowny musiał mnie skutecznie uspokajać. Że nie warto, że moje zdrowie psychiczne najważniejsze. Wszystko piękne i logiczne w teorii, ale spróbuj człowieku zamienić się ze mną miejscami. Dziś, teraz też jest wizytacja. Siedzę w moim pokoju i nie mam zamiaru wystawić nawet czubka palca od nogi. Poczekam, aż ta pani opuści mieszkanie. 

Okularnica jest tak bierną postacią tego teatru, że aż jest to nie do uwierzenia. Nic nie wypływa z jej inicjatywy. Wszystko wokół dziecka robi Uszak, SS, rodzice Okularnicy, ona się tylko doi. Zresztą to nie moja sprawa. Wszyscy mi mówią, że mam wytrzymać do wiosny, kiedy remont w postaci wyodrębnienia osobnego mieszkania w tym domu dojdzie do skutku. Tylko kto mi da gwarancję, że aktywna babcia nie będzie latać za wnuczkiem po całej działce? 

Nie chcę tak żyć. Wszystko się spieprzyło. Szanowny mówi, że za bardzo podchodzę do sprawy emocjonalnie i powinnam olać problem ciepłym moczem. Jak się ma spięte poślady i ogarnia wszystkie sprawy domu, to gdzieś musi uchodzić stres. Niestety mam słabe nerwy. Myślę też za szybko. Juz mi się kołaczą w głowie wyjazdy z miasta, z Polski, żeby uciec, żeby nie myśleć, żeby nie uczestniczyć w tym cyrku. Nigdy nie będzie tak dobrze, żeby każdy był usatysfakcjonowany. Myśląc jak babcia dziecka chyba nie miałabym tyle tupetu, żeby przyjeżdżać do już nie swojego domu, wolałabym chyba, żeby dzieci przyjeżdżały do mnie.  

16:29, sokramka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 10 lutego 2015

To choroba objawiająca się dusznościami w otoczeniu więcej niż dwóch osób. W szczególności osób nielubianych bądź niepożądanych. Częstymi objawami choroby są wkurwy pospolite i fochy zwyczajne, ale to choroba uleczalna, albowiem przeludnienie znika w momencie śmierci osobników, ich wyprowadzki lub zniknięcia z pola widzenia. 

Chorowanie czeka mnie przez najbliższe pół roku. Aplikuję sobie jakieś drobne wspomagacze typu dobry humor, wiadro pozytywnej energii, czy lans intelektualny, ale niestety choroba ma się całkiem nieźle. 

W niedzielę w odwiedziny przyszli rodzice mamusi Pacholęcia. Ok. Przecież to normalne, ale nienormalnym (przynajmniej dla mnie) jest zapraszanie na biesiadę resztę domowników. Przecież okazji do świętowania będzie jeszcze mnóstwo, a poza tym to jeszcze nie ten czas - mamusia i tatuś zaczynają odczuwać skutki nocnych arii operowych Pacholęcia. Dać im spokój i czas na odespanie! 

Przy chorobie dostaję też wysypki i parchów na wątrobie, kiedy pojawia się SS. Babcia również ma prawo odwiedzić wnuczka, ale chyba nie 2-3 razy w tygodniu. Poza tym Mama mnie uczyła, że jak się wchodzi do CZYJEGOŚ domu, to wypadałoby powiedzieć "dzień dobry". Mamusia SS tego chyba nie nauczyła. Wczoraj przyjechała obciąć wnusiowi pazurki. Synowa musiała wyjść po teściową do bramy i zaprosić ją do domu, ale już dziś SS otworzyła sobie bramę sama i do mieszkania też weszła sobie sama, jak do siebie.

Kurwa.

Chyba będę musiała założyć kłódkę na bramę i będę musiała zamykać drzwi na klucz, będąc w nim w środku. Ale co to da? Nigdy tego nie robiłam, a tu proszę - takie zmiany ;) No, ale przecież ja lubię jak się coś dzieje...

Młoda mama od poniedziałku została sama, albowiem Uszak po trzech tygodniach absencji musiał wrócić na stanowisko jedynego żywiciela rodziny. I powiem szczerze - jestem z niego dumna. Daje chłopak radę jak cholera. Spiął poślady i w odstawkę poszły wszystkie pierdalamenty - synuś jest najważniejszy. Tata synusia przewija, karmi, nosi, kąpie, wozi w wózku, a mamusia tylko się doi. Do tego tatuś obsługiwał przybyłą w niedzielę rodzinkę. Urzędowo też się chłopak sprawdza. Jak kiedyś wysłał Okularnicę do załatwienia sprawy to wyszła o 9.00, a wróciła po 20.00. No taki typ.

Znam Byłe i Obecne żony, które dzwonią do siebie z okazji imienin, świąt. Nawet moja cioteczna siostra jest tą drugą i żyje w całkiem dobrej komitywie z tą pierwszą. Znam też takie, które najchętniej powyrywałyby sobie kudły i walczyły w kisielu ;) Miałam się nie zniżać do poziomu plebsu i z tłumokiem w dyskusje nie wchodzić, ale nerw mnie szarpnął od środka jak SS dziś zobaczyłam i zaczęłam głupią gadkę, która skończyła się głupimi przechwałkami pani SS. 

Do dupy z tym...

Taki sobie wspomagacz:


sobota, 29 grudnia 2012

 Drugiego dnia świąt Scareface pojechał do swojej mamy. SS zmieniła dzień, bo wizyta miała odbyć się pierwszego dnia. Uszakowi niestety te zmiany nie odpowiadały, bo już wcześniej miał plany związane z Okularnicą; razem mieli świętować swoją rocznicę. Scareface też nie był zbytnio zadowolony – na pierwszy dzień świąt wybrał sobie dzień wolny w pracy, a tak – drugiego dnia pojechał do mamy bardzo późno, po robocie.

 Przebieg wizyty chłopak nam opowiedział. Mamę odwiedził również Golas. Bracia chcieli podobno porozmawiać w cztery oczy, ale super mama cały czas się wtrącała. Golas ponoć mieszka u swojej dziewczyny. Nazwijmy ją… Izolda. Izolda nie ma jeszcze 17 lat i tu nas (z Szanownym) naszły pierwsze spostrzeżenia:

 Być może mamy z chłopem staroświeckie poglądy, być może jesteśmy zacofani i mało reformowalni, ale jakim trzeba być rodzicem i z jakiej warstwy społecznej pochodzić, żeby pozwalać swojej córce mieszkać wspólnie z dziewiętnastoletnim chłopakiem, który żadnych szkół nie skończył, a pracuje dorywczo, na telefon, kiedy akurat jest robota. Z opowieści Scareface’a wynikało też, że Golas kupując różne produkty spożywcze do wspólnej lodówki, ma za to zwracane pieniądze przez rodziców Izoldy. Dziwnie dziwne, ale jak już wcześniej napisałam – nikt nie musi się ze mną zgadzać. To są moje/nasze refleksje.

 Golas powiedział bratu, że chciałby się zobaczyć z siostrą, tzn z naszą Małą, ale do domu nie przyjedzie bo ojciec nie chce go widzieć. Szanowny i ja otworzyliśmy ze zdziwienia oczy, bo nawet jeśli ostatnia awantura sierpniowa uwieńczona wyprowadzką chłopaka okraszona była niecenzurowanym słownictwem, to nie padło ani jedno słowo, wskazujące na to, że „ojciec nie chce go więcej widzieć”. To Golas sam poinformował nas, że jego noga tu więcej nie postanie.

 Chłopak zaproponował spotkanie np. na placu zabaw, ale jak zrobi się cieplej. Szanowny powiedział, że nie „wyda” córki na nieznane. Zgadza się na spotkanie gdzieś w neutralnym miejscu, właśnie wśród huśtawek i karuzel. Ale do tego potrzebna jest inicjatywa, Golas musiałby chociaż zadzwonić do ojca, żeby zapytać kiedy może zobaczyć się z siostrą.

 Może piszę niespójnie i chaotycznie, ale Scareface rozmawiał z Golasem u mamy i potem treść tej rozmowy przekazał ojcu. W drugą stronę działało to tak samo. Golas z ojcem się nie widział. Scareface robił tylko za pośrednika wymiany poglądów.  

 Dużo jadu pośród tych rodzinnych relacji. Sporo czasu zajmie chłopakom dotarcie swoich kontaktów o ile w ogóle będą chcieli się docierać. Wiele okrutnych słów z ust Golasa było autorstwa super mamy. SS trzymając stronę niesfornego synka wielokrotnie myślała o zemście na byłym mężu. Dość często się zdarza, że rodzice wykorzystują dzieci jako broń masowego rażenia przeciw sobie. Dzieci dorastają z poczuciem winy. Nie mówię, że Golas jest do końca zły, jest nasączony jadem mamusinym i brakiem własnego światopoglądu. Trudno mu będzie odnaleźć się w brutalnym świecie jeśli czegoś w sobie nie zmieni.

 Chciałam jeszcze napisać o moich trudnych relacjach z bratem, ale nie mam siły i odwagi, bo rodziny się nie wybiera – rodzinę się ma. Jeśli nawet wyciągam wciąż rękę do rodzonego, a on nie docenia i wykorzystuje tę pomoc na swoją modłę, to tym bardziej jest mi przykro. Pozostaję wciąż taką „brzytwą” na jego tonące dni, ale z drugiej strony nie chcę stać się filmową Gienią Smoliwąsową, która będzie pomagać mimo najgorszych przewinień. Chłop mówi, że daję się wykorzystywać i mięknę za każdym razem kiedy braciszek zadzwoni łkając w słuchawkę. A chłop nie dawał się wykorzystywać? Wiele lat (ile z nim jestem) obserwowałam bierność wychowawczą wobec synów, a najbardziej wobec najmłodszego. Wykorzystywanie właśnie pozycji naiwnego ojca było też bodźcem do ataków byłej. Ale nie licytowaliśmy się.

 Ostatnie dni zmusiły mnie i Szanownego do wielu przemyśleń, rozważań, co mamy, co chcielibyśmy mieć. Skrajna bieda to nic w porównaniu ze skrajnym ubóstwem uczuciowym. Pieniądz dziś jest – jutro nie ma, większy, mniejszy, ale jeśli tracisz matkę, ojca, brata, dziecko nie chce cię znać, to już jest duży problem.

 

Tagi: była pasierb
18:42, sokramka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 05 listopada 2012

 Kto miał długi weekend ten korzystał, no właśnie, mój mąż np. pracował w piątek. Ale zacznijmy od czwartku.

 Wczesnym rankiem moi dwaj panowie: teść i jego syn, mieli w planach wybrać się na cmentarz do teściowej. Jednak ojciec stwierdził, że będzie za dużo ludzi (w tym samym grobie leży niedawno zmarły brat teściowej) i on nie chce się denerwować. Postanowili pojechać więc w niedzielę.

 Pierworodnego od środowego wieczora nie było w domu. Ponieważ miał dyżur w akcji „znicz” na jednym z miejskich cmentarzy, postanowił zanocować u mojego brata – stamtąd bliżej dojechać na miejsce, nie trzeba tak wcześnie wstawać. Cały ten czwartek upłynął jakoś tak leniwie, nic specjalnego się nie wydarzyło. Wieczorem umawiałam się z koleżanką na całodobowe odwiedziny. Moja Mała aż piszczała z zachwytu.

 Wyjechałyśmy więc w piątek przed południem. Droga niedaleka, jednym autobusem. Dzieci mojej koleżanki w cudowny sposób znalazły nić porozumienia z moją córką. W ciągu dnia lepiliśmy wszyscy pierniczki, a wieczorem, kiedy dzieci prawie poszły spać spędziłyśmy we dwie trochę czasu przy plotkach opijanych adwokatem. Dawno już tak miło nie spędziłam wieczoru…

 Noc poza domem była gorąca. Osobiście lubię parę stopni niżej w mieszkaniu, ale to jeszcze nie jest szok termiczny. Znam osoby, które lubują się w tropikalnych temperaturach. Piec wtedy chodzi jak oszalały, albo kaloryferów nie da się dotknąć.

 Koleżanka ma wspaniałą chałupę. Przyznam, że moim marzeniem jest posiadać piętro, teściowy dom jest parterowy i niesamowicie rozłożysty. Poza tym więcej niż jedna łazienka – och, to jest raj po prostu. Nas zamieszkujących aktualnie w jednym mieszkaniu jest sześć osób. Korzystanie z pomieszczenia, gdzie WC i prysznic jest razem bywa czasem trudne. Ustawiają się kolejki. A kiedyś mieszkał jeszcze Golas, to była siódma osoba. Dziadek na szczęście ma swój wychodek ;)

 Następnego dnia była już sobota. Wracając do domu zadzwoniłam do męża. Usłyszałam, że się przeze mnie nie wyspał. Ton był oczywiście żartobliwy ponieważ za chwilę zaczął opowiadać mi, że nasza kotka też nie wróciła na noc. Poszła w ślady pani ;) Pan co kilka godzin wystawiał nos za drzwi i wołał pieszczochę, ale ona nie wróciła. „Żadnej baby w domu” – narzekał mój mąż, „a za jedną musiałem całą noc wołać”. Kiedy weszłyśmy z córką w porze obiadowej do mieszkania, nagle pojawiła się nasza kocica. Ależ było radości i przytulania!

 W sobotę wieczorem Uszak przyszedł do naszego pokoju i zaczął składać ojcu gratulacje. Mąż spytał „z jakiej to okazji”, na co chłopak odparł, że życzenia są od byłej (nadmienię, że „Była” to matka Uszaka, nasza bohaterka SS), gratulacje dotyczą „zasyfionego grobu mamusi”. Bo ona właśnie była na cmentarzu u byłej teściowej i posprzątała go, taki tam panował „syf”. Mąż mój uśmiechnął się pod nosem, a potem wspólnie zaczęliśmy drążyć ten temat. Generalnie ja stwierdziłam, że SS szuka zaczepki, jak tu dokuczyć byłemu mężowi. Szanowny dodał, że ona robi to z nudów, albo z pragnienia spotkania kogoś z byłej już rodziny i szkalowania swojego byłego męża. Teść dodał, że to niemożliwe, żeby grób był zaniedbany, bo nie tylko oni tam przychodzą, ale również rodzina zmarłego niedawno brata teściowej. Miejsce jest na pewno zadbane. No i tak obgadaliśmy byłej tyłek.

 Bloga prowadzę od początku tego roku, nie ma aż tak wielu wpisów na temat SS, ale gdybym pisała wcześniej miałbyś, drogi czytelniku, szansę dowiedzenia się jak wygląda dom, w którym „mieszkają dwie synowe”. Tak plotkowały starsze sąsiadki kiedy wprowadziłam się do męża, a była żona jeszcze tam przebywała. Bywało i śmiesznie i żałośnie.

 No i niedziela pozostała pod znakiem lenistwa. Mąż z ojcem pojechali wreszcie na grób teściowej. Tak jak przewidywali – nie było żadnego syfu. Liście były uprzątnięte, stały zapalone znicze.

 Pierworodny mój wrócił do domu dopiero przed 22.00. Trochę zarobił, trochę się przerobił, ogólnie był zmęczony. Ja natomiast przeżyłam pierwsze od dłuższego czasu wspaniałe chwile z moim małżem. Może to jednonocne rozstanie tak na nas wpłynęło? Nie wiem, w każdym razie było wręcz sielankowo.

 Dzisiejszy ponury dzień nie nastraja mnie wesołością, ale wysłałam już kilka CV na znalezione ogłoszenia, a w planach mam dziś generalne porządki łazienki i przedpokoju.

niedziela, 16 września 2012

 Dziś będą dwa wpisy. Jak nigdy. Ten będzie nawiązywał do wcześniejszego bohaterami: Scareface’em i jego Supermamą.

 Uszak z bratem wybrali się około południa do sklepu. Po powrocie starszy z synów wspomniał, że spotkali mamę z jej aktualnym facetem. Scareface nie chciał mówić. Poszedł do siebie i widać było, że coś go poruszyło. Tata jak zwykle pospieszył synowi na ratunek ducha. Syn wyrzucił z siebie, że oni zbytnio nie chcieli rozpoczynać rozmowy, ale mama widząc ich zarzuciła Scareface’a pytaniami: „dlaczego znajduje czas na odwiedziny u ojca, a do niej nie raczy nawet na obiad podjechać”. Chłopak nie myślał, że dziwnym zbiegiem okoliczności tego samego dnia co on, matka będzie chciała podjechać do swojej koleżanki, z którą utrzymywała bliskie kontakty mieszkając tu jeszcze. Nie myślał też, że tak przypadkowo może ją tutaj spotkać, kilka posesji obok.

 Po godzinie ja też musiałam podjechać po zakupy. Poprosiłam chłopa, żeby również wsiadł na rower i przejechał się ze mną. Wracając widzieliśmy SS w oknie domku jej koleżanki. Nikt jej nie broni widywać się ze swoimi znajomymi, ale cały czas nie mogę pojąć pretensji jakie żywi do synów o pozytywne relacje z ojcem.

 Będąc dzieckiem rozwiedzionych rodziców lgnęłam do ojca, póki tliła się we mnie naiwna wiara w jego dobroć. Mama nigdy złego słowa mi o ojcu nie przekazała, wiedząc jakich krzywd doznała od swojego byłego męża. To ja sama przekonałam się na własnej skórze jakim potworem jest mój ojciec. I dopiero wtedy mama otworzyła się na swoje krzywdy pokazując prawdziwy obraz mojego rodzica.

 Analogicznie do mojej historii, mamy teraz taką sytuację. Mąż nigdy nie mówił chłopcom źle o ich matce. Ja również. Mogłam co prawda ulać sobie jadu i przeklinać ją przy mężu, ale chłopcy zawsze słyszeli, że to ich matka i mają ją szanować.

 SS publicznie i wszędzie gdzie się dało rozpowiadała, że jej były mąż to skurwysyn, łajdak, a ja to jego dziwka, kurwa. Chłopcy do pewnego momentu nie wnikali w zażyłości pomiędzy rodzicami, ale przyszedł taki czas, że najpierw Uszak zaczął inaczej patrzeć na matkę, a teraz Scareface. Z pewnego źródła wiem, że Golas u matki też nie mieszka, bo po awanturze, którą tu opisywałam, Supermama powiedziała synkowi, że ona jednak nie ma warunków na przyjęcie na noce własnego dziecka.

 Co musi siedzieć w głowie takiej kobiety, która mszcząc się na byłym mężu niszczy relacje z własnymi synami? Jak wielka musi być nienawiść do ojca swoich dzieci, że przesłania resztę uczuć, które skupić powinny się na chłopakach. Co wyniosą tacy synowie z rodzinnego domu i jakie związki pozakładają? I czy w ogóle pozakładają…

Tagi: była pasierb
16:43, sokramka
Link Dodaj komentarz »

 Wczoraj rano Szanowny poinformował mnie, że będziemy mieli gościa na noc. Pomyślałam o dziewczynie Uszaka – panna dosyć często nocuje, ale mąż zaprzeczył. Dopiero później uświadomił mnie, że tym gościem będzie Scareface.

 Chłopak przyjechał przed 16.00 i był niesamowicie przybity, wrócił do nałogu i znowu odpalał jednego papierosa za drugim. Na początku nie chciałam wnikać, nie chciałam pytać. Wiedziałam, że prędzej czy później sam się otworzy. Niesamowite jest to, jak bardzo syn podobny jest charakterem do ojca – wypisz, wymaluj tatuś.

 Scareface przyjechał z butelką. Ok, myślę sobie; syn chciałby napić się z ojcem, przecież mają do tego prawo. U nas alkohol zdarza się okazjonalnie. Ponieważ byłam zajęta szykowaniem materiałów na kolejne łapki, mąż przygotował kanapki, kieliszki, nakrył do stołu i zaczął z synem rozmowę.

 Nie siedziałam z nimi przy stole, niczego nie słyszałam, jednak potem drzwi do dużego pokoju otworzyła moja Mała i Scareface chciał, żebym przyszła. Wypiłam z nimi jeden kieliszek. Wódka nie jest dla mnie dobrym trunkiem, mogę wypić dobre piwo i tyle. Win pić nie lubię, nie jestem ich smakoszem. Ale siedząc z moimi chłopakami do prawie 23.00 usłyszałam wiele głębokich stwierdzeń.

 Mój pasierb przyjechał po ostatnich zmaganiach z dwoma najbliższymi mu kobietami. Pokłócił się z dziewczyną, z którą wynajmuje pokój i o którą od dawna zabiegał, ale jakoś ona nie przystawała na jego amory. Chyba nici z tego związku, który tak do końca nawet nie istniał.

 No i Supermama: obraziła się na kolejnego już swojego syneczka. SS z pierwszym synem - Uszakiem nie utrzymuje już takich kontaktów jak dawniej, bo syn: „trzyma z ojcem i paple jemu wszystko co u matki się dzieje”. To słowa SS, chłopak się absolutnie od tego odcina. Na Scareface’a obraziła się bo: „broni ojca i decyzji podjętych w sprawie Golasa”, „jest głupi, bo ślepo wierzy w ojca, a ojciec to przecież kawał skurwysyna”. Scareface płakał jak to opowiadał. Chłopak ma 21 lat. Mówił, że zawsze chciał być neutralny, nie oskarżać nikogo, nikogo usilnie nie bronić. I tak takie postępowanie obróciło się przeciw niemu, bo Supermama, jeśli nie jesteś z nią, nie trzymasz jej strony, mści się okrutnie. Tego właśnie chłopak nie mógł zrozumieć – jak najbliższa mu osoba, jaką jest matka mogła wypomnieć mu kontakty z ojcem, który według niej jest zły.

 Scareface podkreślał, że ostatnimi czasy tylko na ojca może liczyć. Zdziwiła mnie postawa dziadka, który po 21 latach obserwacji swojego wnuka stwierdził zaskoczony: „nie wiedziałem, że on taki uczuciowy”.

 Rozmowa była długa, o pracy, w której chłopak nie daje sobie już rady, bo to nie jest praca jego marzeń. Mógłby nawet założyć swój interes, ale nie ma o tym zielonego pojęcia. Dodam, że pasierb jest po mechanicznej szkole, a pracuje w KFC.

 Poszłam spać, kiedy z randki wrócił Uszak. We czterech: ojciec, dwóch synów i mój Młody siedzieli jeszcze w Uszaka pokoju do późnej nocy. Ja już dawno wiedziałam, że Supermama zostanie sama jak palec, dzięki swojemu postępowaniu. Straciła już kontakt z najstarszym synem na własne życzenie, teraz odsunęła od siebie środkowego, a za chwilę najmłodszy, Golas nie będzie chciał z nią rozmawiać. Jeszcze tylko poczekamy jak jej aktualny facet obudzi się z letargu i przekona się jakim człowiekiem jest ta kobieta. Wyjdzie na to, że Scareface wróci do nas do domu :) Ale to się jeszcze okaże. 

 

Tagi: była pasierb
13:04, sokramka
Link Komentarze (1) »
niedziela, 05 sierpnia 2012

 Kiedy do rodzinnych kłótni zaczyna wkraczać policja, wtedy wiadomo, że mamy do czynienia z patologią. Takie jest moje zdanie i nikt nie musi się ze mną zgadzać. Jestem właśnie świeżo po wydarzeniach domowych, jeszcze trzęsą mi się ręce, a mój mąż wsiadł na rower i pognał do lasu ochłonąć w strugach deszczu.

 Zaczęło się jak zwykle rano, kiedy to Golas opuścił mieszkanie nic nikomu nie mówiąc i nikomu się nie pokazując. Szanowny wrócił z grzybobrania ok. 10.00 i zaczęło go nosić. Smród z Golasowego „apartamentu” już zaczynał wyziewać na podwórko nawet po otwarciu okna kuchennego. Przebrawszy się w inne ciuchy spytał czy mu pomogę i gdzie schowałam te wielkie 120 litrowe worki? Na początku ogarnęła mnie konsternacja, ale jak później sobie uświadomiłam mężowi chodziło o „zrobienie” porządku w pokoju Golasa. Wreszcie.

 Szanowny powoli acz stanowczo zaczął wkładać do worków wszystko co mu wpadło w ręce. Były to więc ciuchy z ziemi, ze śmierdzącymi skarpetkami, zasuszonym chlebem, puszkami po piwie, pustymi pudełkami po papierosach, folijkami po parówkach, słowem – wszystko co zalegało na podłodze, a dało się spakować. Po drodze odnajdywały się zaginione widelce, talerzyki, szklanki z pleśnią na dnie, miseczki z resztkami jedzenia sprzed miesięcy, aż trudno opisać to zbiorowisko. A potem zrobiło się na zmianę dziwnie i wesoło. Otóż znaleźliśmy pięć butelek po coca-coli wypełnionych… moczem. Nie znając przyczyny takiego zachowania zaczęliśmy domyślać się, że Golas nie chcąc konfrontacji z żadnym z domowników po prostu po przyjściu do pokoju zaszywał się u siebie i nie wychodził przez dłuższy czas.

 Kiedy już zbliżaliśmy się do końca operacji w ręce mojego męża wpadło potwierdzenie sprzedaży złotej biżuterii. Szanowny chciał być uczciwy i wykonał telefon do Byłej z zapytaniem, czy nie zginęła jej jakaś biżuteria? Od tego się wszystko zaczęło, cała awantura, bo SS zadzwoniła do swojego syna, Golasa i powiedziała, że „ojciec znowu oskarża cię o kradzież”. Żałosna reakcja. Tak na marginesie warto wspomnieć, że jeszcze kilka lat temu, kiedy SS rezydowała w tym domu na prawach matki dzieciom, dzwoniła kilka razy do swojego byłego męża, żeby zrobił porządek z syneczkiem, bo jej wszystko ginie. Musi spać z torebką przy głowie, co cenniejsze rzeczy chowa, albo wywozi do rodziny. Teraz nagle stronniczość zmieniła się na korzyść syna – złodzieja? Uszak wtrącił później podczas wspólnej narady, że „mama trzyma solidarnie z Golasem, bo w ten sposób może mścić się na byłym mężu.”

 Czas mijał, siedziałam w pokoju kiedy nagle zobaczyłam dwie postaci krążące po naszym domu. Była to SS z Golasem. Przeszukiwali dom w celu znalezienia mojego męża. Zdębiałam. Oczywiście wstałam do nich i próbowałam rozmowy, Golas wyskoczył do mnie z pytaniem: „gdzie jest ojciec?!”. Powiedziałam spokojnie, że poszedł na spacer ze Scareface’m (bo właśnie do nas przyjechał). Kiedy Szanowny wrócił wywiązała się awantura, właściwie nie wiem kto zaczął, bo wszyscy mieliśmy zszarpane nerwy. Golas oskarżył ojca o to, że „ukradł mu pieniądze i ma je t e r a z oddać”. Matka wtórowała: „ty złodzieju, okradłeś swojego syna!”. Jakiś koszmar. Po pierwsze nie widzieliśmy w tym bałaganie żadnych pieniędzy, a po drugie SS poniosło i zaczęła na wszystkich, w obronie Golasa wykrzykiwać swoje żale. Mnie się oberwało od dziwek, kurew, brudasów, leni bezrobotnych, że buntuję męża przeciwko własnym dzieciom. W międzyczasie chłop mój zaczął wynosić butelki z moczem. SS powiedziała, że to dlatego, że „nie pozwalamy Golasowi korzystać z łazienki”. Tylko, że łazienka jest do dyspozycji, a po za tym chłopaka całymi dniami nie ma oprócz godzin nocnych. Potem wymyśliła sobie, ze na pewno ten mocz jest nasz, żeby pogrążyć Golasa nasikaliśmy do butelek i mu je podłożyliśmy. Wtedy Szanowny chciał podstawić SS butlę pod nos z pytaniem: „chcesz się przekonać, że to naszego syna?” Ona machnęła rękami i część zawartości wylała się na nią i jego. Doszło nawet do tego, że broniącego bezstronniczo sytuacji mojego Młodego zaczęła wypytywać „gdzie masz swojego ojca” ?????? Dlaczego się „wpieprzasz”???? Że „nie masz tu nic do gadania”. Jak dla mnie sytuacja nie do ogarnięcia. Nie ukrywam, że nie byłam święta, kiedy zaczęła mi wytykać bałagan, odpysknęłam, że to nie jej sprawa, żeby pilnowała swojego porządku i nie panoszyła się jak u siebie. W odwecie usłyszałam, ze ona „była u siebie dopóki ja się nie zjawiłam”. Że „dziwka zawsze będzie dziwką”, że ona ”dużo o mnie wie i może to wykorzystać”. Najgorsze było to, że według Byłej zachowanie Golasa to nasza wina, że ma bałagan to też nasza wina bo powinniśmy pomóc mu sprzątać (19 lat chłopak) że kradł to też jest nasza wina, że szkół nie pokończył tak samo. Ech, już mi się nie chce wracać do wydarzeń sprzed kilku lat kiedy załatwiałam Golasowi wizyty u psychologa, bo SS płakała, że sobie z nim nie radzi, jak pomagałam mu w lekcjach kiedy potrzebował właśnie pomocy matki, a nie obcej baby. Kiedy przeprowadziliśmy się do teścia i zobaczyliśmy pokój chłopców w stanie przejścia tornada, a u Byłej w pokoju zastaliśmy stan jak w muzeum. Dzieciom nie było wolno wstępować do jej pokoju, bo jej „nabrudzą i naświnią, okruchy zostawią”. Nie mogę o tym pisać, to jest jak wizja dwóch światów.

 W końcu po przepychankach słownych Golas wyskoczył wprost: „oddawaj mi moje pieniądze!” Podobno były w portfelu schowane i ukryte wśród innych rzeczy. Złość osiągnęła apogeum i chłopak złapał się za bary z ojcem. Wywiązała się bójka. Złapałam za telefon i zadzwoniłam na policję. Pani policjantka niewiele pomogła, bo tak naprawdę nie było strat w ludziach. Spisali nas i poradzili porozmawiać spokojnie o problemie. Najlepiej byłym małżonkom w cztery oczy. Przyznałam rację, ale utkwiła mi jeszcze kwestia wypowiedziana przez funkcjonariuszkę, że na wychowanie syna jest już za późno, że trzeba było to robić z 15 lat wstecz. Patrzyła się na mojego męża. Nie bronię go, bo wiem jaki jest, ale czy to jest taki stereotyp, że wychowaniu syna przede wszystkim ma czynny udział ojciec? Czy matka jest tylko biologiczną rodzicielką? Znam wiele przykładów samotnych matek, które doskonale wychowały swoich synów. To, że mój mąż lubi przyrodę, nie skrzywdzi muchy i uważa, że dobro wraca nie może mieć wielkiego wpływu na całokształt wychowania dzieci.

 Zaczęło wreszcie padać, policja odjechała, a Golas uparł się na zwrot tych pieniędzy. Powiedział: ”oddaj mi to co ukradłeś, fiucie, a już nigdy więcej mnie nie zobaczysz”. Mąż pożyczył od swojego ojca pieniądze, dał synowi, poprosił o klucze od mieszkania i chłopak oddalił się wraz ze swoją matką i jej facetem, który ją przywiózł. W trakcie opróżniania „pokoju”, przy przesuwaniu łóżka znalazł się rzeczony portfel. Będzie zwrócony, ale już bez zawartości pieniężnej – trzeba oddać dziadkowi. Po wykonaniu telefonu do chłopaka okazało się, że mąż mój jest „niezłym krętaczem” i wszystko sobie zaplanował, żeby wyrzucić syna z domu. Portfela ponoć szukał z matką za łóżkiem i nie było.

 Wiele dzisiaj padło niepotrzebnych słów, do których nie chcę wracać. I tak wszystkiego nie opisałam. Nawet facet SS stojąc za furtką krzyczał w obronie Golasa. Nikt nie widział, albo większość nie chciała się przyznać jak naprawdę wyglądały sytuacje w domu z tym chłopakiem w roli głównej. Czy do tego musiało dojść? Czy naprawdę nie można było załatwić tego inaczej? Ano nie można było. Za każdym razem, kiedy mąż próbował spokojnie rozmawiać z synem i zaproponować jakieś rozwiązanie, chłopak unikał konfrontacji, zaszywał się gdzieś, obrażał się na cały świat. I jeszcze ta jego matka, znająca problem, a nie potrafiąca nawiązać współpracy. No i wyszło, że ja jestem ta najgorsza dziwka.

 

wtorek, 17 lipca 2012

Tak naprawdę nie do końca.

 Mam poprawione moje CV przez doradcę zawodowego, tego samego, który z nami prowadził warsztaty aktywizacyjne. Fantastyczna babka! Jestem jej wdzięczna za to, że potrafiła wyzwolić we mnie pozytywną energię i uwierzyć w swoje możliwości. Poza tym dzięki niej będę miała zajęcia z emerytowaną nauczycielką matematyki, która pozwoli mi przygotować się do poprawki w sierpniu. Może wtedy te cholerne dwa punkty, które przeszkodziły mi zaliczyć egzamin w tym roku, przełknę jak bułkę z masłem? Zasada współpracy z nauczycielką polega na wolontariacie. Opieka społeczna organizuje jej pomoc w postaci sprzątania, zakupów, drobnych napraw w domu (kobieta ma problemy z chodzeniem), a ona w zamian udziela korepetycji z matematyki. Super układ.

 Dostałam również z opieki społecznej doładowanie karty miejskiej do końca l i s t o p a d a. Mogę sobie teraz jeździć do woli po mieście w poszukiwaniu pracy. Wstaję codziennie rano, myję się, ubieram, maluję, chcę prowadzić taki tryb życia jakbym tę pracę miała. Boję się zagłębić w lenistwo, marazm, zniechęcenie. I tak teraz wynalazłam sobie robotę przy maszynie więc muszę być czasowo ogarnięta.

 Z wieści urzędowych: pani SS w końcu zostanie wymeldowana. Byłam wczoraj w urzędzie dowiedzieć się czy teść musi stawić się osobiście na wezwanie, w celu przejrzenia zgromadzonych dokumentów w sprawie. Pani zaprzeczyła. Dostałam również informację, że SS była, przyznała się, że nie mieszka i na podstawie tego oraz zeznań sąsiadów zostanie wydana decyzja o wymeldowaniu jej. A tak się odgrażała, żeby je pokój szykować bo ona tu wracać będzie…

 Wszystko układa się w jednolitą całość. Małe elementy puzzli układają się tak jak powinny. Jeszcze tylko kilka ważnych części musi się złożyć w całość. Zresztą, jak się nic nie dzieje to jest źle. Lubię jak sprawy nabierają rozpędu, jak trzeba czegoś dopilnować, załatwić, poszukać. W przeciwieństwie do mojego męża; on chciałby, żeby jego życie było spokojne, bez wrażeń, może nawet całkiem jałowe, żeby nie musiał się niczym martwić, przejmować.

 Czytam i czytam. Nadrabiam zaległości, które powstały podczas przygotowywania się do egzaminów. Pamiętam, że dawnymi czasy zdarzały się takie lata, kiedy nie otworzyłam żadnej książki. Nie było na to czasu. Teraz znów chłonę lektury, w autobusie, w łazience, pilnując kąpiącej się Małej, przed snem. Warto. Cieszę się, że „nauczyłam książek” moje dzieci. Młody chce się zapisać do osiedlowej biblioteki; z racji braku pracy, a co za tym idzie przypływu gotówki, nie mam mu za co kupować czytadeł. Mała na razie słucha jak czytam jej, ale widzę, że lubi sama składać litery w wyrazy i typowo dziecięce pozycje podczytuje sama.

 Nawiązując jeszcze do tematu pasożyta Golasa, po wczorajszym spotkaniu z przyjaciółką i przegadaniu babskich tematów, postanowiłam nałożyć ten znamienny klosz i od dziś wyłączam gaz. Najzwyczajniej nie będzie ciepłej wody. Nie ukrywam, że moja przyjaciółka trochę mnie podbuntowała, ale to tylko wyjdzie na dobre sprawie ponieważ ona uświadomiła mi, że tak naprawdę mój mąż daje mi wolną rękę do działań. Na podstawie moich opowieści co do postępowania wobec jego dzieci dawniej i dziś. Jeśli ojciec nie potrafi radykalnie zmienić przyzwyczajeń swojego synka do darmochy domowej, ja skutecznie będę chłopakowi to życie utrudniać. Już i tak jestem posądzana o bycie wredną macochą, przynajmniej teraz będę wiedziała, że sobie na takie miano w pełni zasłużyłam.

 Niedawno koleżanka podesłała mi link do forum, gdzie kobieta pytała się „ile ma żądać od swojego dorosłego syna za mieszkanie?”. Wywiązała się burzliwa dyskusja ponieważ jak się potem okazało, syn jest pasożytem i do tego alkoholikiem. Większość doradzała matce pozbycie się syna z domu, ale ona była daleka od tej decyzji, bała się co się stanie jak synuś sobie nie poradzi. Śmiem twierdzić, że takie obawy ma również mój mąż. Nie pozbędzie się syna – złodzieja z domu, bo: „gdzie on się wyprowadzi? Jak on sobie poradzi? A jak wróci z policją i powie, że go z własnego domu wyrzuciłem?”.

 Czytając tę forumową polemikę dotknęło mnie jeszcze jedno zdanie, napisane przez osobę, która właściwie wypowiadała się dosyć konstruktywnie: „Pewnie w końcu spoważnieje, na dobre dorośnie, on ma dopiero 21 lat.DOPIERO? Dla mnie 21 lat to JUŻ, no chyba, że ktoś swoje dzieci wychowuje właśnie na roszczeniowych pasożytów i do 40 roku życia chce fundować dziecięciu studia, darmowe mieszkanie, wikt i opierunek.

 Nie jestem za wychowywaniem dzieci w otoczeniu wszystkiego co dostępne, podane na talerzu. Dziecko musi nauczyć się życia na podstawie własnych doświadczeń. To tak jak się mądrze mówi: nie dawaj mu ryby, daj mu wędkę, niech sam ją złowi. Najpierw wytłumacz, pokaż, wyjaśnij, sparzy się? Nic nie szkodzi, następnym razem będzie uważać.

 Mała ma teraz na wakacje kolegę, który przyjechał do siostry mojego męża aż z drugiego końca Polski. Chłopczyk ma 8 lat, moja córka 6,5. Chłopczyk nie umie jeździć na rowerze – moja córka śmiga jak strzała, tamten nie wie co to hulajnoga – moja córka śmiga jak strzała, tamten siedzi całymi dniami przed komputerem – moja Mała nie usiedzi kilku minut w domu jak ma możliwość wyjścia na podwórko. Dochodzi do tego, że z Chłopczykiem nikt się nie chce bawić, Mała próbowała go wtopić w swoje towarzystwo, ale i on nie bardzo chciał i reszta dzieci go nie akceptowała. Poza tym dochodzi jeszcze kwestia jego zachowania; jest bardzo zarozumiały, wysławia się po dorosłemu, ale jednocześnie nie zna elementarnych zasad dobrego wychowania. Nie powie „dzień dobry”, „dziękuję”, „przepraszam”. Siostra męża tłumaczy takie zachowanie „wychowaniem przez samych dorosłych”, a ja śmiem się nie zgodzić! Nawet jeśli są sami dorośli w domu to nie problem zabrać dziecko na plac zabaw, nauczyć jazdy na rowerze, hulajnodze, tłumaczyć, że się trzeba witać z sąsiadami. Najwygodniej jest posadzić dziecko przed komputerem i mieć „problem z głowy”.

Ale się rozpisałam, a przecież wieje nudą....

 

 

 

piątek, 22 czerwca 2012

Podobno depresanci najgorzej czują się rankiem, im bliżej wieczora tym lepiej. Tak właśnie mam dzisiaj, choć wierzę, że to przejściowe. 

Motorem do zapędzania się w giga dół jest oczywiście brak pracy, a co za tym idzie: pusty portfel. To pierwszy i najważniejszy punkt dzisiejszych smętów. Jeśli nic nie znajdę w ciągu najbliższych tygodni to będzie bardzo źle. Może nawet odłączą nam licznik gazowy. 

Kolejna sprawa, która spędza mi sen z powiek to odwieczny problem z Golasem, jego zachowaniem, podejściem do wspólnego zamieszkiwania oraz bezradnością jego ojca, czyli mojego męża. Chłopak znowu został przyłapany jak szperał w naszym pokoju w szufladach i szafkach. Czego szukał? Nie wiem, bo od dłuższego czasu nie trzymam w domu żadnych pieniędzy. Jeśli chodzi o jedzenie również nie mogę sobie poradzić z tym problemem. Jeśli kupię 6 jajek to następnego dnia znikają mi 2, jeśli włożę do lodówki 8 plasterków wędliny, to następnego dnia mam 4. Wszystko muszę chować, bo wszystko może zniknąć. O „innych” winnych nie ma mowy ponieważ Uszak sam zamyka swoje rzeczy w swoim pokoju na klucz, Scareface się przecież wyprowadził, a mój Młody sam informuje mnie o zauważonych „akcjach” Golasa. Poza tym nie zapominajmy o zainstalowanej kiedyś kamerze, która nagrała chłopaka grzebiącego w cudzych rzeczach. 

Ten dziewiętnastolatek bawi się reakcjami mojego męża od bardzo dawna. Wie, że nie spotka go żadna kara i dlatego pozwala sobie na takie wyskoki. Nigdy mój mąż na niego nie krzyknął, zawsze były tylko rozmowy i prośby. Golas obiecywał poprawę… i dalej robił swoje. Nawet w przypadku interwencji kuratora po złapaniu go na kradzieży torebek i telefonów, mąż mój pozostawił wszystko do dyspozycji organów ścigania. Jego inicjatywa była znikoma. Z jednej strony usprawiedliwiam męża, bo jest człowiekiem niezwykle spokojnym, ufnym, pracowitym, łagodnym, nie lubi awantur, kłótni unika jak ognia, ale z drugiej strony mam żal do niego, że nie umie zatroszczyć się o byt własnej rodziny. Przecież działanie wspólne z policją, kuratorem, dzielnicowym, psychologiem w kierunku wyprostowania krzywizny społecznej Golasa nie jest wymierzone przeciw własnemu dziecku! Czasem trzeba zrobić coś wbrew sobie, żeby dziecko wiedziało, że kontrolujemy sytuację i zagubione w swojej niewiedzy czuło „twardą rękę” rodzica. Mój mąż sam jest zagubiony w swoim życiu i być może wybrał mnie na kierunkowskaz. Ale ja już opadam z sił i sama zaczynam się staczać, nie mając znikąd wsparcia. 

Kradzieże, podbieranie artykułów spożywczych, niechęć do własnej rodziny, unikanie jej, bycie sobie sterem, okrętem i żeglarzem – to główne przesłania Golasa. I nie jest to stwierdzone od wczoraj. Problem istniał jeszcze jak jego rodzice byli małżeństwem. Ja, jako macocha też starałam się do niego dotrzeć, były próby powrotu do szkoły, wsparcie w lekcjach, nikt tak nie biegał z nim po specjalistach jak ja. Dziś już się nie angażuję bo chłopak sam zrezygnował z jakiejkolwiek pomocy. Tylko, że problem narasta i obawiam się, że kiedyś osiągnie szczyt nie do ogarnięcia. Bierność mojego męża i ciche przyzwolenie na bunt jego syna może być tego główną przyczyną. 

Sprawa wymeldowania SS zatacza coraz szersze kręgi ponieważ Urząd w zgodzie z obowiązującymi przepisami wysłał wezwania do przypadkowych sąsiadów o potwierdzenie niezamieszkiwania tutaj pani SS. Wybrano cztery osoby. Tylko jedna pojedzie i bez problemu potwierdzi, reszta „nie chce się wtrącać”. Za to wtrącać się ma wielką ochotę siostra mojego męża, a jednocześnie bliska koleżanka SS. Ona jej broni starając się wyperswadować własnemu ojcu, a mojemu teściowi działania urzędowe. Jak na razie teść nie ma zamiaru rezygnować z powziętych już kroków meldunkowych i oby wytrzymał konsekwentnie w swoich przekonaniach. 

A na pocieszenie: odebrałam dzisiaj rano swój nowy dowód z nowym adresem zameldowania.