Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: religia

środa, 25 stycznia 2017

Rozmawiałam wczoraj z mamą jednej z koleżanek mojej córki. Tematów było mnóstwo, aż w końcu zeszło nam się na szkolny przedmiot (nieobowiązkowy) popularnie zwany religią. Koleżanka mojej córki na religię chodzi i w związku z tym jej mama opowiedziała mi wczoraj o rzeczy, jaka została przekazana dzieciom na jednej z tych lekcji.

Otóż dzieci uczy siostra zakonna z pobliskiej parafii. Powiedziała dzieciom, że miała widzenie (!) ukazała się jej matka boska (!) i poinformowała siostrę zakonną, że zbliża się III wojna światowa i żeby dzieci dużo modliły się o pokój na świecie. Koleżanka mojej Mani ponoć miała dwie noce nieprzespane po tej lekcji, wstawała z płaczem do rodziców pytając czy rzeczywiście taka wojna będzie miała miejsce i jak ona (ta dziewczynka) może temu zapobiec. Czy żarliwa modlitwa pomoże?

Obie byłyśmy w szoku. Ja - z racji tego, że jestem niewierząca i nie daję wiary żadnym gusłom, przepowiedniom, horoskopom, nie wierzę w duchy, gwiazdy. Każdy jest kowalem własnego losu i życia. Moja koleżanka była natomiast w szoku, że takie rzeczy przekazuje się jedenastoletnim/ dwunastoletnim dzieciom, które mają ogromną wrażliwość. Podobno taką sama informację miał przekazać proboszcz tutejszej parafii na mszy odprawianej specjalnie dla dzieci....

To, co wyprawiają księża i reszta ich rodzinnej mafii, przyprawia mnie o wymioty. Autentycznie. Ostatnio widziałam zalążek artykułu, w którym znany bokser Tomasz Adamek mówił z pełną świadomością, że chciałby, aby w Polsce rządził Tadeusz Rydzyk (!) Tępaków nie sieją, sami się rodzą...

Nie mam nic przeciwko nauczaniu mitologii chrześcijańskiej, greckiej czy hebrajskiej w ramach lekcji historii czy języka polskiego, nie mam nawet żadnych obiekcji w stosunku do nauki dziejów kościoła, czy symboliki. Ale wyrażam swoje niezadowolenie w ramach próby wychowywania dzieci na religijnie posłuszne matołki, za pieniądze wszystkich podatników. To, że ktoś wierzy - to jest tylko i wyłącznie jego indywidualna sprawa, natomiast próba tworzenia z państwa świeckiego zalążka kraju wyznaniowego mnie absolutnie poraża. Jak głęboko spróbują jeszcze wejść czarni, żeby uzyskać władzę nad ludźmi? To już nie jest traktowane jako "posługa boża", to zaczyna już przypominać straż watykańską :-(

10:07, sokramka
Link Komentarze (7) »
piątek, 06 maja 2016

Wpis z większą nutą niezadowolenia, choć bez wkurwa ;-) Ot opis sytuacji, która nie za bardzo mnie satysfakcjonuje.

Mania dostała wczoraj 6 z jęz. niemieckiego. Jest z niego bardzo dobra, lepsza niż z angielskiego, którego nawet sama nie lubi. Niemiecki jest przedmiotem dodatkowym, ale chodzą na niego wszystkie dzieci. Dodam też, że jest w planie tylko jedną godzinę tygodniowo.

Wywiązała się między mną a córką wczoraj bardzo interesująca rozmowa. Otóż Maniuchna z żalem stwierdziła, że szkoda, że ocena z niemieckiego nie jest wliczana do średniej, bo ona ma raczej słabe oceny i ta wysoka nota z tego języka poprawiłaby jej wyniki. Za chwilę dodała: nawet z religii wliczają, a z niemieckiego nie.

I tu umocniły się moje przekonania, co do kierunkowości polskiej edukacji. Nie jest ona niestety liberalnie nastawiona na wszystkich obywateli. Jest ukierunkowana na religię dominującą jaką jest katolicyzm. Nie mam nic przeciwko wierze jakiejkolwiek, ale już przeciw religii tak. Przedmiot "religia" jest przedmiotem również nieobowiązkowym, a większość rodziców traktuje go jako integralną część szkolnych przedmiotów. Wiem, że w niektórych szkołach podpisuje się deklarację o uczestniczeniu w religii bądź etyce, a to niezgodne z prawem, albowiem wg ustawy deklarację podpisać można, ale nie trzeba. Nikt nie może być zmuszony do uczestnictwa w praktykach religijnych.

Wracając do wspomnianego przeze mnie niemieckiego jest on raz w tygodniu, gdzie lekcje religii są planowo w ilości dwóch godzin tygodniowo. Gdzie to ma sens? Czemu to ma służyć? Czy nauka języka obcego jest naprawdę dzieciom niepotrzebna?

Dodam jeszcze, że jeśli dziecko ma wysokie noty ze średniej ocen, może liczyć na wsparcie w postaci stypendium. Czy wiecie ile takie wyróżnienie wynosi w naszej szkole? 80 zł. wypłacane jednorazowo. Tak - jednorazowo. Farsa. Gdzie jest motywacja uczniów do poprawiania swoich wyników? To juz ja - student prywatnej uczelni mam stypendium w wysokości 500 zł miesięcznie - gdzie opłacę ratę czesnego i jeszcze zostanie mi na waciki.

Dziwny ten nasz system edukacji, słabo usprawniany. Wracając do tematu wiary, to wydaje mi się, że czarna mafia zagarnia coraz większe połacie naszego kraju, nie licząc się z tym, że w Polsce żyją ludzie o różnych światopoglądach. Ale przecież liczy się tylko ten jeden właściwy.... To, że jestem ateistką nie świadczy o mnie jak o potworze. Nikogo nie morduję, nie oszukuję perfidnie, szanuję pamięć o matce, nie kradnę, nie cudzołożę. To takie lekkie nawiązanie do 10 przykazań, ale przecież są inne dogmaty, których warto przestrzegać i wcale nie sa wpisane w religię katolicką wyznawaną przez czarną mafię. Bądź miłosierny dla braci mniejszych, podziel sie posiłkiem, bądź życzliwy dla każdego innego od ciebie...

Rozpisałam się niepotrzebnie, ale mam taki natłok myśli związany z tym, że w moim kraju czuję się cholernie dyskryminowana. Jednak nie krzyczę o tym głośno, żyję z tym swobodnie. Włażenie czarnej mafii w najciaśniejsze zakątki szarego człowieka wkurza i może powodować frustrację. Czytałam, że PIS chce zmiany Konstytucji, a konkretnie preambuły na "bliższą episkopatowi". Ma być konkretne odwołanie do boga. Ja już podpisuję się pod protestem. To nie będzie moja Konstytucja.

Przepraszam wszystkich wierzących, którzy poczuli się dotknięci moimi słowami.

 

08:10, sokramka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 04 stycznia 2016

O alkoholizmie teścia pisałam już wielokrotnie i nic w tej kwestii zasadniczo się nie zmieniło. Jedyne co mogę dodać, to to, że dokładnie w sylwestrowy wieczór dziadek i jego "narzeczona" oficjalnie ze sobą zerwali. Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że teść zaczął pić jak wariat i do tego wydzwaniał do ukochanej z tekstami, że ma naszykowane pigułki i jak je połknie to wtedy ona będzie mogła tylko kwiatki na jego grobie złożyć.

Dziadek mieszka w swoim mieszkaniu, ale rozdzielają nas drzwi między jego pokojem, a naszym. Nie da się ukryć, ze wszystko słyszymy - i jego rozmowy telefoniczne i domówki z kolegami przy flaszce. Niech nikt się nie dziwi, że nie znoszę tego pokoju i nie lubię w nim przesiadywać. Nawet nie mogę w nim spokojnie pogadać, bo głos przechodzi przecież w obie strony. Mój mąż zaczął więc nasłuchiwać, czy teść czasem jakiegoś głupstwa sobie nie zrobi. Biegał w czasie tych kilku dni wolnych na druga stronę, jak usłyszał jakiś rumor (dziadek się przewrócił) i kontrolował sytuację. Kazał ojcu spać i tłumaczył. Ale wiadomo - z pijakiem rozsądnie nie pogadasz. Z racji tego, że Szanowny ma jeszcze siostrę, zadzwonił więc do niej i poinformował o życiu pijaka. Poprosił o wsparcie. Myślał, ze jako córka ona przyjdzie do ojca choćby zajrzeć i skontrolować. Nic takiego nie nastąpiło.

Dziś jest czwarty stycznia, a siostra Szanownego nie pojawiła się u tatusia. Mój mąż wczoraj wieczorem stwierdził, że ona jakoś nie kwapi się, żeby ojca doglądać (mieszka w sumie niedaleko-piechotą dziesięć minut).

I tego właśnie nie potrafię zrozumieć. Teść był zawsze dla szwagierki bardzo pobłażliwy. Nawet jak zmieniła wiarę i wyszła za świadka Jehowy to teściowa bardziej była skłonna wyrzec się córki, a teść im nawet kasę odpalił na mieszkanie. Kiedy teść leżał w szpitalu, córka do niego przyjeżdżała raz na jakiś czas, tłumacząc, ze przecież tata ma opiekę. A jak dziadek wrócił po chorobie do domu, to oprócz specjalistycznych zabiegów (szwagierka jest pielęgniarką) opieka spadła na mnie - bo "mieszkamy razem i tak będzie lepiej".

Ja do swojego ojca nic nie czuję, ale nie widziałam go już ponad 20 lat. Traktuję jak umarłego. Jednak gdyby komuś bliskiemu z mojej rodziny działo się coś złego, wydaje mi się, że chyba nie zostawiłabym tego losowi.

Potem dziwimy się, że dziadek wydzwania do kolegów i plecie, że własna rodzina się od niego odwraca, a obcy są milsi. Tak, bo z nim ci obcy piją wódę, a rodzina mu zabrania. Ale wczoraj Szanowny poszedł do ojca i zabrał mu ze stołu napoczętą butelkę. Teść zaczął rzewnie płakać i w pijanym widzie skamlał jaki to syn jest dla niego dobry, za dobry, ale "oddaj mi już tę butelkę". Typowe dla alkoholika.

Widzę, jak Szanownemu też skaczą nerwy i jak on to przeżywa. Siostra mojego męża być może też to przeżywa, ale na tyle na ile ją znam, śmiem twierdzić, że jest to kobieta pozbawiona uczuć wyższych. Wykonująca tylko z uśmiechem na ustach podstawowe i obowiązujące normy życiowe. Mój mąż ma oczywiście na to teorię religijną: bo "Jehowa". Swojego w puchu będzie okładać, a że ojciec nie tej wiary to jego można na margines zepchnąć.

Wiem, że świadkowie wyznają swoje doktryny i córka teścia nigdy nie przyjdzie i nie złoży ojcu życzeń z okazji dnia ojca, dziadka, urodzin, świąt. Oni tego nie celebrują. Natomiast wiem, że ona sama chciałaby usłyszeć parę miłych słów z okazji ich rocznicy ślubu - dla świadków to wydarzenie wybitnie ważne.

Nie wiem co się będzie działo z teściem w ciągu najbliższych dni. Tabletki się rozsypały, zostały zalane wódką. Dziś jest za drzwiami cisza. Podejrzewam, że dziadek odsypia. Ale wieczorem będzie chciał się napić. Może będzie chciał się znowu spotkać ze swoją kobietą, która go rzuciła (na marginesie - za pijaństwo), może znowu będzie wydzwaniał, żeby mu wybaczyła, że świata poza nią nie widzi i że jego życie bez niej ma sensu. Teść skończy w tym roku 75 lat...  

wtorek, 07 lipca 2015

Rok szkolny się już skończył i mamy wakacje, ale wpis będzie dotyczył jednak przygody szkolnej. Na początku czerwca dzieci z klasy Mani dostały informację do dzienniczka, że „w dniu (…) dzieci z klasy (…) jadą na pielgrzymkę do (…)”. Informacja była krótka, mało treściwa i poddawała w wątpliwość czy na tę pielgrzymkę mają jechać wszystkie dzieci. No bo przecież czwórka dzieci z naszej klasy (w tym moja Mania) nie chodzą na religię. 

Z koleżanką, której córka również nie chodzi na katechezę postanowiłyśmy napisać pismo do Dyrekcji szkoły.  Pisemko zawierało początkowo podziękowania za bardzo ciekawe lekcje etyki oraz zajęcia wuefu. W kilku następnych zdaniach opisałyśmy nasze zażenowanie organizacją pielgrzymki w środku tygodnia, gdzie my – rodzice dzieci „niereligijnych” pozostaliśmy bez alternatywy dla naszych dzieci co do ich czasu szkolnego. Pozostawało nam albo oddać dzieci na cały dzień do nielubianej świetlicy, albo zostawić dziecko same w domu, albo (jak moja koleżanka) brać dzień urlopu. Poza tym (rozważałyśmy już tylko między sobą) nawet gdybyśmy chciały puścić nasze córki na rzeczoną pielgrzymkę w celu, powiedzmy, zwiedzania miejsc świętych (kościoły i inne budynki architektury) w ramach nauki historii chrześcijańskiej, to w naszej informacji wklejonej w dzienniczek nie było nawet słówka o kosztach czy godzinie zbiórki.

Na pielgrzymkę w środę pojechało kilkoro dzieci „pokomunijnych”, a nasze dziewczynki na szczęście pojechały na wycieczkę zorganizowaną przez lokalne Towarzystwo Przyjaciół Dzieci.

Zaraz po zakończeniu roku szkolnego otrzymałyśmy z koleżanka odpowiedź od Dyrekcji szkoły. Ponieważ nasza pani Dyrektor jest osobą światłą, otwartą i niezwykle tolerancyjną, dialog okazał się mądry i nie pozostawił nas w trudnej sytuacji. Otóż Dyrekcja przyznała się, że w szkole de facto świeckiej, organizowanie katolickiej pielgrzymki jest co najmniej pomyłką. Dyrekcja podziękowała nam za cenne uwagi odnośnie lekcji etyki, wuefu oraz zwrócenie uwagi na pewnego rodzaju dyskryminację religijną. Siostra zakonna uczestnicząca w organizacji pielgrzymki jest w naszej szkole nowa i nie zdawała sobie sprawy, że w klasie będą dzieci wykluczone z katolickiej grupy. No tak. Wszyscy przecież „muszą” być ochrzczeni.

Generalnie jesteśmy usatysfakcjonowane rozwiązaniem problemu, a do tego Dyrekcja obiecała, że taka sytuacja się nie powtórzy i na przyszłość pielgrzymki będą organizowane w soboty.

Dodam tylko, że w szkole, do której chodził mój Młody nigdy nie poczułam apodyktycznej ręki katolickiej kasty. Msze na rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego były niejako „zajęciem dodatkowym” i nikt nikomu nie kazał przychodzić w ten dzień ubrany na galowo, bo „do kościoła trzeba wyjść”.