Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: teatr

niedziela, 24 kwietnia 2016

Dawno już nie karmiłam swojego umysłu lansem intelektualnym. I oto wczoraj wieczorem nadeszła okazja, dzięki której znowu poczułam te doznania, które rodzą motyle w brzuchu. 

Koleżanka ogłosiła na FB, że ma wolny bilet do Teatru Wielkiego na balet "Burza" wg Szekspira. Pomyślałam: czemu nie? Balet to z rozrywek teatralnych chyba moja najbardziej ulubiona dziedzina :-) Nie żałuję. Wręcz przeciwnie-polecam wszystkim, którzy kochają się w tym specyficznym tańcu.

Sztuka Szekspira o tym samym tytule jest raczej mało znana. Sama musiałam ją sobie wygooglać i chociaż przeczytać zarys fabuły. Dla mnie jest to opowieść o miłości, tęsknocie, relacjach między młodszymi i starszymi. 

Tytułową burzę wywoływał na instrumencie zwanym "bęben daf" aktor Abbas Bakhtiari. Aktor grał również główną rolę starego Prospero. Co ciekawe rolę opiekuńczego ducha Ariela odgrywał tancerz Kristof Szabo. Kto oglądał pierwszą edycję (obecnie już nudnego) programu You Can Dance, ten zapewne skojarzy postać tego młodego artysty. Dodam, że niezwykle przystojnego artysty ;-) 

Owacje na stojąco należały się bezsprzecznie. Spektakl w dwóch aktach i czterech scenach. Prostota scenografii, ale przez to można było dzięki cudownej choreografii przedstawić burzę morską za "pomocą" ludzi. Uczta dla oka. 

Polecam naprawdę gorąco, bo warto. Czasem dla samego odchamienia i czasem dla doznań emocjonalnych. 

A tu: internetowa zajawka.

20:47, sokramka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 06 kwietnia 2015

Gdzieś na przełomie stycznia i lutego zaoszczędziłam trochę kasy i zarezerwowałam bilety do Teatru Narodowego na kwiecień. Pomyślałam, że córkę moją w jakiś sposób też trzeba czasem odchamić ;) Ktoś by pomyślał, że wydatek rzędu 120 zł to pikuś, ale nie dla mnie. Tak więc wielce ucieszona (no, nie tylko ja) wraz z Manią powędrowałyśmy dziś do sali Bogusławskiego na spektakl pt. "Królowa Śniegu".

Klasyczna bajka H. Ch. Andersena, która znana była mojej córce bardzo dobrze, zrealizowana jest z mistrzowskim rozmachem. Wiadomo - Teatr Narodowy słynie z różnych udziwnień i modyfikacji. Nie pisałam, ale jakiś miesiąc temu moja starsza ciocia od lansów teatralnych zaprosiła mnie na "Zbójców" F. Schillera. Prócz tekstu dramatu i sensu sztuki wszystko było "przeflancowane" na wymiar współczesności. Zamiast rumaków - motocykle, zamiast rycerzy - białe kołnierzyki, zamiast lasów i borów - nowoczesne blokowisko z apartamentowcami. Było czasem śmiesznie, czasem tragicznie, ale mnie nie porwało.

Inaczej bajka. Choć na początku wydawało mi się, że znowu zetknę się z nadmiarem nowoczesności, po chwili okazało się, że stara, klasyczna bajka wiedzie widza płynnie po swojej treści. Była więc Gerda (mała Gerda grana przez kilkuletnią dziewczynkę, następnie do gry wkroczyła Dominika Kluźniak) był tez Kaj, odłamek lustra, zła królowa, która zabiera chłopca ze sobą i jej sanie.... Wspaniałe sanie sunące po deskach teatru w oparach białego dymu i w oprawie tajemniczej muzyki. Mania trochę się tej muzyki bała, ale ja ją rozumiałam bardzo dobrze. Przytulenie pomogło oglądać dalej. Była też ogrodniczka, grana przez... Jerzego Łapińskiego, rocznik 1940 ;) była też mała rozbójniczka, był król i królowa, stara eskimoska (też wyśmienity Łapiński) i Królowa Śniegu, która moim zdaniem powinna mieć nieco okazalszy strój. Bohaterka miała zwiewną, białą suknię i tylko na głowie brzęczały jej kryształki jak sopelki. 

Osobiście na koniec upuściłam łzę. Można i w teatrze. To chyba najlepiej odzwierciedla sztukę aktorską. Mania powiedziała mi, że na początku się nudziła, ale potem się rozkręciło. Chce chodzić jeszcze na spektakle, ale nie do tego teatru, bo dla niej było za głośno. 

Na przyszłość myślę o teatrze Capitol, albo Rampa, ale to tylko plany. Przeszkodą są jak zwykle pieniądze. Ale moje nastawienie jest baaaardzo pozytywne i myślę, że niedługo nie będę musiała skrobać świnki, żeby uzbierać na bilet do teatru ;) 


Tagi: córka teatr
20:40, sokramka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 lutego 2014

W końcu. Wczorajszy wieczór spędziłam w Teatrze Wielkim na operze Nabucco. 3 godziny z dwiema przerwami przemknęło mi jak mrugnięcie oka. W domu byłam po 22.00. Padłam od razu jak pies Pluto, bo przecież rano trzeba wstać. Do tego czułam ogromne zmęczenie oczu; po pierwsze od czytania polskiego tłumaczenia (litery na tablicy stanowczo za małe), a po drugie ciepło oraz puszczany dym z tyłu sceny zrobiły swoje.

Opera jest zachwycająca. Zresztą ten, kto widział wie, że słowa są zbędne. Ogromny szacun dla solistki Mlady Khudoley. Takiego wykonania Abigaillle dawno nie słyszałam, aż ciarki biegały po plecach.

Ja się tą operą zachwyciłam w młodości. Oczywiście podsunęła mi ją pod opinię moja Mama. Potem już tylko było kupowanie płyt CD lub DVD. Nie tylko Verdi gości na moich półkach z płytami (ups, przepraszam – moich pudłach z płytami, bo wciąż nie mam regału, żeby to wszystko poustawiać), Vivaldi, Czajkowski, Ravel, Beethoven. Na film „Immortal Beloved” poszłyśmy z Mamą obie. Długo, długo wisiała nad moim biurkiem róża z tego dnia. Kto zna fabułę, wie o czym piszę.

Przez pewien czas, będąc dzieckiem statystowałam w Teatrze Wielkim. Wtedy pracowała tam moja babcia i miała „dojścia”. Występowałam parę miesięcy z moim bratem ciotecznym, starszym o kilka lat, w mało znanej operze „Awantura w Recco”. W finale wbiegaliśmy wraz z garstką innych dzieci na scenę i wręczaliśmy kwiaty burmistrzowi miasta (scenicznemu). Pamiętam, że facet był niedogolony i ściskał mnie podczas odbioru kwiatów. Ja sama miałam na głowie perukę, której szczerze nie znosiłam ponieważ wyglądała jak cukiernica – miałam takie dwa zawinięte warkocze po bokach. Mój brat cioteczny był malowany na Włocha – farbowano mu włosy i pudrowano buzię. Na szczęście mam zdjęcie z tamtego okresu. Na dowód, że nie zmyślam ;) Niestety przygoda szybko się skończyła. Powody nie są ważne.

Piękno muzyki poważnej (w ogóle muzyki) jest nie do opisania. Czerpię satysfakcję z usłyszenia każdego dźwięku gitary, bębna, uderzenia klawisza w pianinie, moje umiejętności gry na pianinie i gitarze nie wzięły się znikąd. Nie umiem żyć w bezdźwięcznym świecie. I czy to będzie stary dobry rock, którego jestem zagorzałą fanką od lat, czy to będzie Marsz Triumfalny z Aidy, zawsze to poprawia mi humor. Cierpię w tym domu, bo nie mogę słuchać tego co chcę. Dziadek jeśli nie pije i nie słucha wiejskiego umpa, umpa w stylu disco polo, każe zachować bezwzględną ciszę. Było mi też przykro w zeszłym tygodniu, kiedy chciałam przypomnieć sobie Nabucco, włączając chór niewolników na Youtube. Szanowny tylko zdążył spytać: „ty się do kościoła wybierasz, że takich melodii słuchasz?”

Ludzie, chodźcie do teatru...

 

Tagi: muzyka teatr
13:30, sokramka
Link Komentarze (6) »
wtorek, 28 stycznia 2014

Jest prawie północ. Właśnie wróciłam z Teatru Wielkiego. Opera Stanisława Moniuszki "Straszny Dwór".

Piękna scenografia, cudowna muzyka, polonez, aria z kurantem, aria Skołuby, finałowy mazur....

Jestem wspaniale natchniona i pozytywnie naładowana. Nie dziwię się, że opera porywała ludzi w tamtej epoce. Na końcu i mnie zaszkliły się oczy...

Gdyby nie ciocia i jej "sponsoring" nie byłoby mnie stać na bilet. Przede mną niedługo "Nabucco". 

Kocham taki lans, wracają dobre, inteligentne, wypełnione pozytywną rozrywką czasy.

Dobranoc...

Tagi: ciocia teatr
23:43, sokramka
Link Komentarze (5) »
niedziela, 12 stycznia 2014

Dzisiejszy wieczór spędziłam z ciocią w Tatrze Wielkim, na operze „Orfeusz i Eurydyka”. Niedawno wróciłam. Osobiście daję 1 – 0 w punktacji spektakli, które jak do tej pory widziałam, sztuce „Bóg zemsty”. Niestety, opera nie jest moją mocną stroną, wolę balet. Poza tym tematyka sztuki mnie dobiła osobiście. Bardzo personalnie odebrałam śmierć Eurydyki oraz widok jej palonego ciała w krematorium. Do tego poruszył mnie widok otwieranej urny i wysypanego z niej prochu. Problem powrotu ze świata zmarłych równie mocno dotknął moje wnętrze. Jak można się domyślić, wszystko to miotało się wokół problemu mojej zmarłej Mamy; została skremowana, no i wielokrotnie śniła mi się powracająca ze świata zmarłych.

Miałyśmy też z ciocią bardzo złe miejsca. Boczne loże, które ograniczały widok sceny i trzeba było mocno się wychylać, żeby ujrzeć aktorów. Muzyka też nie zapadła mi w pamięci. Choć mieliśmy wyświetlane tłumaczenie polskie na tablicy elektronicznej, nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnego, ciekawszego motywu.

Jednak nie ulega wątpliwości , że taki lans intelektualny (pozwolę sobie zacytować Bezcielesną) daje mi duży zastrzyk wolności emocjonalnej. Myślę co chcę, robię co chcę, idę gdzie chcę. Taki zdrowy egoizm, coś tylko dla siebie.

Jeszcze w styczniu ciocia zaprosiła mnie na następną operę, będzie to „Straszny dwór”.

 

Tagi: ciocia teatr
21:58, sokramka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 grudnia 2013

Wczorajszy wieczór spędziłam w teatrze żydowskim na spektaklu pt. „Bóg zemsty”. Na wydarzenie zaprosiła mnie ciocia, najstarsza siostra mojej Mamy, która wśród rodziny brana jest za co najmniej dziwaka. Według mnie każdy z nas jest po trosze dziwakiem, należy jednak dziwactwa groźne omijać i nie brać do siebie, a te interesujące przyswajać. Tak więc wykorzystując ciociny potencjał (lat 70) do organizowania wszelakich imprez, wybrałam się na ten jakże kulturalny spęd.

Ciocia skrzyknęła również większość swoich znajomych z babskiej komitywy. Przedtem mówiła mi: „zobaczysz, jakie mam fajne koleżanki”. Były to w większości „damy”. Ale damy nie groźne, raczej śmieszne i dające się lubić. Średnia wieku jak już wcześniej wspomniałam : 60+, ja byłam najmłodsza. Ale to nie ważne, ważne było to jak się czułam na spektaklu. A wyszłam z pozytywnymi wrażeniami.

Sztuka przeznaczona jest dla widzów dorosłych, a to z tego powodu, że rzecz się dzieje w kamienicy, w której prowadzony jest burdel. Widać roznegliżowane panienki i raz goły, męski tyłek. Do tego treści zawarte w przekazie sztuki nadają się tylko dla mądrych i odpowiedzialnych.

Oto Jankiel, właściciel kamienicy prowadzi w suterenie dom publiczny. Jankiel pilnuje interesu, ale pilnuje też aby pod żadnym pozorem jego młoda i czysta jak łza córka Ryfka, nie została zwabiona do tego burdelu. Tak się jednak nie dzieje – jedna z prostytutek nakłania Ryfkę na spróbowanie smaku najstarszego zawodu świata.

Sztuka jest prezentowana w całości w języku Jidysz. Mamy więc teatralne fotele i do nich po komplecie słuchawek. Oglądamy aktorów prezentujących spektakl, a w słuchawce lektor tłumaczy treść.

Jeśli ktoś jest z Warszawy, bardzo polecam obejrzenie tej właśnie sztuki. Wczoraj była premiera, będą więc jeszcze jakiś czas grać. Można zastanowić się nad obłudą i ukrywaniem prawdy, można też pomyśleć o właściwym wychowywaniu swoich dzieci. Czytałam, że sztuka, uznana za obsceniczną i obrażającą żydowską religię, wywołała swego czasu wielki skandal obyczajowy. Mimo to, odnosiła również międzynarodowe sukcesy.

A już w styczniu ciocia organizuje następny spęd kulturalny, na który oczywiście już jestem zaproszona.

Tagi: ciocia teatr
11:01, sokramka
Link Komentarze (2) »