Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: sny

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Miewam ich bardzo dużo, od zawsze. Odkąd pamiętam opisywałam je w pamiętnikach pisanych ręcznie, teraz naszła mnie refleksja z nimi związana, miewam też deja vu. 

Nie wierze w sny, ich proroctwa, dla mnie jest to przetworzona myśl człowieka, słowa jakie wypowiadał w ciągu dnia, myśli krążące wokół jakiegoś tematu, jakieś skrywane pragnienia, wymieszane w umyśle jak w wielkim kotle do bigosu. Nie wierzę też w deja vu jako coś, co już się wydarzyło - a ja dziwnym trafem przeżywam to jeszcze raz. Samo zjawisko opisywane jest przez mądrych jako "złudzenie pamięciowe". Kiedyś będąc starszą nastolatką próbowałam o tych zjawiskach czytać u Freuda i Junga, ale wtedy szybko mnie ten temat znużył. 

Kto oglądał Incepcję z Leonado di Caprio, ten wie, jak może wyglądać wyimaginowany świat snu. Co umysł ludzki może stworzyć w swojej głowie. Ja właśnie miewam takie sny: kolorowe, pełne szczegółów, a treść czasem bywa i dla mnie niezrozumiała. Przemieszczanie się w różne miejsca w trybie natychmiastowym (teleportacje) widok we śnie z mojej perspektywy, czasem "wychodzę" z siebie i oglądam swoje zachowania. Różne też bywają moje sny pod względem sensu. Zdarzył mi się kiedyś sen, w którym siedziałam z koleżankami na ławce w parku, piłyśmy piwo i nagle... odpadła mi głowa, potoczyła się za ławkę, a ja wciąż widziałam wirujący świat, zieleń drzew i zdziwienie moich koleżanek. 

Miewam też sny w snach. To znaczy: śnię, że śnię. Potem się budzę i opowiadam komuś (najczęściej mojej Mamie) co mi się śniło, a potem budzę się już naprawdę. 

Po śmierci mojej Mamy nie było nocy, żeby mi się nie przyśniła. W realnym świecie zdarzały mi się wyjątkowo przypadki "zobaczenia" Mamy na podwórku, na ławce, w tłumie ludzi na przystanku, takie chore zwidy, ale bardzo realne i wcale nie wywołujące u mnie strachu. Na samym początku po Jej śmierci śniła mi się w okropnym stanie (Mama została skremowana, takie było Jej życzenie). We śnie Mama przychodziła do mnie z kikutami rąk i nóg, gdzie zamiast dłoni i stóp miała przekrwione bandaże. Śmiała się, że uciekła im z pieca, że ich wykołowała. Zawsze się uśmiechała, zawsze witała mnie z głową pełną pomysłów. 

Potem te sny "znormalniały". Mama już miała kompletne ciało, była zawsze ładnie ubrana i cały czas pogodna. Nigdy nie miała do mnie żadnych pretensji, a ja tak strasznie chciałam się do niej przytulić i nigdy nie mogłam. Mama... znikała. 

Parę tygodni temu (kiedy Gnida chciała znowu zagarnąć moje ja) Mama znowu mi się przyśniła. Długo rozmawiałyśmy, a potem Ona stała się tak bardzo realna, że aż nie mogłam wytrzymać, żeby Ją zapytać: "Mamo, ty żyjesz?", na co Mama odpowiedziała mi bardzo wyraźnie: "nie córeczko, ja umarłam, tylko ty mnie widzisz". Od tamtej pory Mama nie pojawia się w moich snach. 

Minął dopiero krótki czas od tamtego snu, a nie zdarzało mi się, żebym nie miała snu z Mamą dłużej niż tydzień od poprzedniego. Moja refleksja krąży wokół myśli, że może mój umysł, po pięciu latach zmagania się z utratą bliskiej osoby, wreszcie dał sobie spokój. Mój mózg, na własne życzenie wysłał mi sygnał, żebym wreszcie nie myślała o Mamie jak o żywej osobie, żebym w końcu ją pochowała w myślach. Jeśli nie przyśni mi się moja Mama w ciągu najbliższych tygodni, potwierdzi to moja teorię. 

Cholera, ale mam zrytą banię.

Tagi: mama sny
21:24, sokramka
Link Komentarze (3) »