Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: prezenty

piątek, 22 stycznia 2016

To sobie coś tam dłubię, a co nadłubię to mogę pokazać.

Oto i kilka ostatnich dłubanek:

Mania dostała pod choinkę nowy telefon, trzeba więc było uszyć futerał. Oczywiście z kotem ;-)

Prezenty wyjeżdżały też poza Warszawę. Torba - rybka na zachód Polski ;-)

Ale nie byłabym sobą, gdybym tylko o jednej osobie pomyślała. Oto brelok-żółwik, tym razem warszawski. Mieści się w dłoni:

W najbliższą niedzielę jedziemy na urodziny. Oczywiście prezent musiał być uszyty, jakże inaczej ;-) Oto efekty: podusia 40x40.

To oczywiście sama poszewka, hi hi ;-)

No i na koniec trochę dłubaninki dla mnie i dla Mani. Bransoletki z muliny. Kiedyś dłubane w czasach liceum, teraz wracają do łask pod nazwą: bransoletki przyjaźni.

Ta niebieska to oczywiście Maniutkowa. Reszta moja. I ręka tez moja ;-)

A w poniedziałek czeka mnie spotkanie z lekarzem zakładu pracy. Boje się tych zmian jak cholera, ale pani psycholog mówi, ze to naturalny lęk, który zapewne dam radę przezwyciężyć.

 

niedziela, 27 grudnia 2015

Chyba polubiłam swoją odświeżoną naturę. W dalszym ciągu trwam w terapii i braniu leków, ale nie ukrywam, że przychodzą do mnie myśli o tym, że bez "wsparcia" stanę się znowu tą zrzędliwą, krzyczącą starą złośnicą. Przyznam, że dobrze mi z moją życzliwością i dobrocią ;-)

Szanowny sam zauważa zmiany i co chwila mnie chwali, a ja już nie stawiam się jak baran i nie zaprzeczam; pochwały też trzeba umieć przyjmować. Naszła mnie też ochota na sięgnięcie po hobby. Trochę igły, trochę maszyny, nitka, pętelka i powstało kilka prezentów. Gdzie jeszcze trzy miesiące temu miałam w tym temacie czarną dziurę w mózgu.

Kilka tworów pozostało w Warszawie, kilka pojechało na drugi koniec Polski, ale najważniejsze, że robienie ich było dla mnie przyjemnością i formą terapii nawracającej na normalność.

Pojawił się więc smok:

Wyrósł netoperek ;-)

Wychyliła się mała myszka:

Ale urodziło się też kilka Mikołajów, wszak to okres świąteczny ;-)

A ponieważ okres świąteczny, nie mogło zabraknąć choinki:

Moja pani psycholog przed świętami rozmawiała o moim nadmiernym perfekcjonizmie, że nigdy nie jestem zadowolona ze swoich prac. Poprosiła o definicję mojego perfekcjonizmu i na koniec powiedziała, żebym w czasie przygotowywania prezentów dla innych pomyślała o sobie. Żebym uszyła sobie coś... nieperfekcyjnego. Ale ja oczywiście nic takiego nie zdołałam uszyć. Być może wynika to z tego, że nie umiem jeszcze myśleć wyłącznie o sobie, albo z tego, że ten cholerny perfekcjonizm będzie mnie jeszcze trochę prześladował. 

W każdym razie nawet moim pasierbkom dostało się po choince, bądź Mikołajku. 

O świątecznym okresie nie będę pisać. Było skromnie, wręcz biednie, ale tak miło, że aż mdło ;-) Nawet ucieszyłam się jak Uszak z Okularnicą i Pacholęciem przyjechali do nas w czwartek wieczorem. 

Mam jeszcze w zanadrzu opowieść o najcudowniejszym prezencie jaki zgotował mi los. Ale o tym będzie zapewne w innym wpisie...

P.S. muszę się jednak wytłumaczyć, że smok już był na materiale, a nietoperz i myszka narodziły się w mojej głowie ;-) Mikołajki i choinki mieszczą się w dłoni :-)

piątek, 26 czerwca 2015

Mania jest czwartym dzieckiem Szanownego, ale pierwszą córką. Nic dziwnego, że czasem tatuś ma fioła na jej punkcie i łącząc swoje zdolności oraz parcie na pracę, potrafi córeczce nieba przychylić. 

Kiedy chciała bawić się w domku na drzewie, Szanowny "zazdrościł" swojemu dobremu sąsiadowi, że na 1000m2 działki ma postawny dębaczek i narzeka, że musi kosić połacie trawy i nie ma co z tym robić. Szanowny wiedział, że mając taki kawałek ziemi stworzyłby dla dzieciaków np mini golfa. Chcąc jednak córce zrekompensować brak ogromnej działki do zabawy zbudował domek, w którym Mania i jej koleżanki miały masę zabawy. 

Było tez marzenie o hulajnodze. Nie można? Jak to nie można. Ze starych kółek od taczki wraz z pomysłowością i zdolnościami manualnymi powstała taka oto zabawka:

Chciała mieć tablecik - to tatuś kupił w prezencie pod choinkę, choć mamusia ;) była temu pomysłowi przeciwna. 

A teraz królewna zachorowała na akwarium, a ponieważ mój mąż akwarystą zapalonym kiedyś bywał, ściągnął ze strychu stare, wielkie, rozłożone akwarium i już je składa, czyści, planuje z dzieckiem zakup roślinek i rybek. 

I żeby nie było - moje dziecko nie jest rozwydrzone, ani nad wyraz rozpieszczone, po prostu tatuś daje dziecku to co może i czym jest w stanie okazać jej miłość. Bo mówić o tym uczuciu akurat nie umie. Ale myślę, że Mania doskonale wie, że nie nadwyręża tatusiowych uczuć ;)


piątek, 19 grudnia 2014

Prezenty jakie dostawałam od Mamy zawsze były praktyczne, miłe, zgodne z moimi oczekiwaniami, dlatego nie zapadały mi długo w pamięć. Prezenty od cioć były niepraktyczne, lub zawsze związane z higieną osobistą (mydełko, szampon) to już jak byłam większa, można powiedzieć - jak byłam nastolatką. Z dzieciństwa nie pamiętam prezentów oprócz jednego. Tego, który ojciec przywiózł mi z delegacji z Moskwy. Ponieważ był zawodowym kierowcą i dość często opuszczał dom na dłuższą wyprawę, zawsze starał się tę rozłąkę rekompensować.

Kiedy ja otrzymałam do dziś pamiętany prezent miałam 7 lat. Była to lalka rosyjska, która trzymana za rękę poruszała nogami i mogła chodzić. Cudowny prezent. Niestety nie pamiętam co się z lalą stało, a od 9 r. ż. nie przebywałam już w mieszkaniu rodzinnym.

 

A temu misiu ;) co siedzi po mojej prawicy (na zdjęciu brązowy niedźwiadek) po latach, kiedy brat miał 4 lata, a ja 10 zrobiliśmy operację i wypruliśmy mu flaki (jakąś watolinę) wycinając w brzuchu nożyczkami wielką dziurę ;)

wtorek, 01 lipca 2014

No i pracy koniec. Bukowata torba jest z ekologicznego materiału. W środku jest uszyta z bawełnianej, niepotrzebnej pościeli, wierzch to czysty len. 

Bezcielesna, proszę na ten tychmiast skontaktować się pilnie ze mną w celu odbioru spóźnionego, imieninowego prezentu!

:)

Kolejne prezenty w przygotowaniu. 

czwartek, 26 czerwca 2014

Dla koleżanki z ławki ;) Prezent.

Będzie miała na długopisy jak znalazł :)

W przygotowaniu kolejne prezenty :)

sobota, 17 maja 2014

Moje młodsze dziecko dostało zaproszenie na imieniny koleżanki ze swojej klasy. Ponieważ nie śmierdzę groszem uszyłam dziewczynce poduszkę. Wiem, że mama dziewczynki zrozumiała sytuację, jesteśmy koleżankami i nie raz opowiadałam jej co w portfelu siedzi. 

Oto podusia:

P.S. Jestem albo z kosmosu, albo ze świata, który przyjmuje tylko niektóre jednostki. Wiem też, że osób myślących podobnie do mnie jest więcej. Że "moje" ideologie nie są wyobcowane. To taka mała refleksja po przypadkowym spotkaniu z gromadą obcych ludzi. Nie napiszę więcej...

środa, 07 maja 2014

Z reguły nie przyjmuję prezentów. Nie lubię i nie umiem ich przyjmować. Taki los skrzywionej psychicznie jednostki ;) Poza tym ciężko u mnie utrafić z prezentem, chyba ze ktoś mnie zna na wskroś i wie czego mi potrzeba.

Wczoraj wieczorem dostałam od męża prezent. Nietypowo, bo bez okazji, a to u mojego Szanownego jest raczej święto ;) Otóż chłopina mój podarował mi takie małe urządzonko do słuchania muzyki MP3. Wkłada się to to do gniazda zapalniczki samochodowej i można podłączyć sticka z nagraniami. W moim przypadku to czysta rozkosz dla uszu, bo bez muzyki praktycznie nie umiem funkcjonować. Ja mam jeszcze takie zboczenie, że lubię wiedzieć kto śpiewa, z jakiego kraju, kto jest autorem słów i takie tam... Kiedyś zresztą pisałam o moich zboczeniach, które towarzyszą mi od pieluch. Podobno moja Mama wkładała mi do wózka radio tranzystorowe, kiedy wychodziła ze mną na spacery ;) 

Tak więc prezent jest debeściarski i strasznie mnie ucieszył. To coś, co właśnie było mi potrzebne. Tym czymś staruszek sprawił mi ogromną radość. Teraz mogę wchodzić w swój świat nawet w samochodzie ;)

Rok 1985:


16:06, sokramka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 kwietnia 2014

Po burzy zawsze wychodzi słońce. Na wspólne spędzenie sobotniego wieczoru zaprosiła mnie Bezcielesna. Czytając wcześniej jej wpisy o serotoninie, zeżarłam bezczelnie całą tabliczkę czekolady jadąc autobusem na spotkanie. Miałam przecież mieć dobry humor ;) Wieczór spędzony bardzo miło, za co serdecznie dziękuję! Było symboliczne piwko, trochę śpiewania, deczko dyskusji i historii. W domu byłam przed 23.00. 

Mała dygresja: kiedy rozmawiałam dziś rano z Szanownym na temat tego, że po jednym piwie miałam lekki szum w głowie, mąż odparł, że on to ma ostatnio już po dwóch. Okazuje się, że przyznał mi się do tego, że odkąd ograniczył spożywanie piw, jego organizm żywo reaguje na każdą małą dawkę alkoholu. Proszę jak można się nawrócić ;)

W niedzielę wyciągnęłam znowu maszynę. Miałam do zrobienia piórniczek w prezencie dla koleżanki ze studiów. Oto i on:

 

Miałam też zaczęty dywanik, robiony ze starej szmaty/firany, bo materiału wyrzucić było szkoda, a zbytnio nie wiedziałam co z tym fantem zrobić. Pocięłam więc na długie pasy, następnie pasy te połączyłam w klasyczny warkocz. Wyszło mi sporo metrów. Później te metry pozszywałam na maszynie tworząc mały, owalny dywanik. Oto i on:

Cudowny, spokojny, wyważony weekend. Więcej takich poproszę ;)

wtorek, 22 kwietnia 2014

Oto moja praca około świąteczna ;) Prezent urodzinowy dla przełożonej mojego Młodego w harcerstwie. Prywatnie dobrej znajomej. Kiedy inni pili, drudzy szyli ;)

Niebieskiej przód

Niebieskiej tył

Zielonej przód

Zielonej tył

 
1 , 2