Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: halloween

środa, 02 listopada 2016

Długi weekend szybko się skończył, ale i tak pozostaje nadzieja na ekspresowe najbliższe dwa tygodnie ;-)

W sobotę pojechałam na uczelnię, choć fatalnie się czułam. Bolał mnie żołądek i po dwóch zajęciach niestety urwałam się do domu. Potem dowiedziałam się, że wiele nie straciłam. W domu zmuszona zostałam do położenia się do łóżka (czego szczerze nie cierpię - kiedy spać nie trzeba, leżenie jest marnowaniem cennego czasu ;-)) Szanowny zrobił mi gorącej, gorzkiej, czarnej herbaty i podkarmiał kromkami czerstwego chleba. Wieczorem mogłam już wstać na nogi nie odczuwając sensacji żołądkowych.

Niedziela była już dniem "domowym", bo uczelnia nie zaplanowała dla mojego semestru zajęć w tym czasie. 

W poniedziałek Szanowny pojechał ze swoim ojcem na wieś, na groby rodzinne teścia. Mój Pierworodny, jak co roku pojechał na cmentarz uczestniczyć w harcerskiej akcji "znicz". A ja od rana wspólnie z Manią przygotowywałam się na wieczór Halloween. Córka zaprosiła koleżanki, a ja upiekłam palce Baby Jagi oraz babeczki - sowy. Były balony pomalowane markerem w straszne buźki, chipsy, szampan dla dzieci z sokiem malinowym imitującym krew i świetna zabawa. Wśród zabaw było jedzenie donatów zwisających z żyrandola (bez użycia rąk), był konkurs na czas - kto szybciej owinie drugą osobę papierem toaletowym na wzór mumii, były kręgle dyniowe do wieży z rolek papieru toaletowego i kalambury. Oczywiście na samym początku imprezy dziewczyny poszły po osiedlu zbierać cuksy na hasło: "cukierek, albo psikus". Miały już zapamiętane domy i mieszkania z poprzedniego roku, gdzie wiedziały na pewno kto im będzie życzliwy.

A wczoraj ogarnęło mnie totalne lenistwo domowe polegające na tym, że w ogóle nie zdejmowałam piżamy. Co nie znaczy, że nic nie robiłam :-) Pojechanie na cmentarz u mnie w ogóle nie wiąże się z dniem 1 listopada. Nie świętuję, nie kultywuję, jak będę miała wolny przyszły tydzień, to pewnie odwiedzę grób mojej Mamy w sobotę. Nawet nie miałam włączonego telewizora (jak prawie zawsze) i nie widziałam, czy były tłumy czy nie.

W każdym razie cztery dni wolnego minęły tak szybko, że nie zdążyłam mrugnąć ;-) Ale teraz tylko trzy dni pracy, a w przyszłym tygodniu tylko cztery. Fajnie.