Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: ogrzewanie

wtorek, 26 lutego 2013

 Przyszedł rachunek za gaz. Co się okazało: jest o połowę mniejszy niż w zeszłym roku, w tym samym okresie. Sprawdziłam. Jest to efekt palenia w kozie. Nie wiem tylko ile zapłaciliśmy za węgiel, który kupowaliśmy do pieca. Niestety nie zbierałam rachunków. Powodem jest oczywiście lekceważenie moich słów przez Szanownego. Na samym początku przynosił rachunki regularnie, ale już po kilku tygodniach a to zapomniał, a to zgubił. Przestałam więc liczyć... Ech.  

Tagi: ogrzewanie
12:16, sokramka
Link Komentarze (4) »
czwartek, 11 października 2012

 Koza. Ma cztery nogi i jest dość duża, ale nie daje mleka, bo to koza do palenia. Tak jak ja wydałam nasze ostatnie pieniądze na swoje studia, tak Szanowny wczoraj wydał nasze ostatnie pieniądze (zgromadzone przez jakiś czas) na kupno kozy. Powiedział, że ma już dość, że wszyscy marzniemy i on musiał to zrobić. Urlop przymusowy jaki miał wczoraj wykorzystał na przejazd do pobliskiej miejscowości. Tak zakupił kozę wraz z niezbędnym orurowaniem. Mamy teraz w „przedpokoju” pomiędzy pokojem Scareface’a a Młodego kotłownię ;) Jest ciepło, jest przyjemnie, da się przeżyć.

 Była też u mnie pani z OPSu. Wypełniłam kilka druczków i tym oto sposobem dostaniemy dofinansowanie do rachunku za energię elektryczną (niewielkie, zapewne jak w przypadku gazu kilka miesięcy temu) oraz drobną pomoc finansową w postaci żywej gotówki. Wciąż czuję niesmak z tego powodu, ale powtarzam sobie, że to sytuacja przejściowa, że to się w końcu musi odmienić, bo człowiek nie może leżeć w bagnie całe życie. Nie jesteśmy pijakami, menelami, bezrobotnymi „z wyboru”, chcemy kształcić nasze dzieci, czerpać z życia tyle ile można więc chwilowa pomoc Opieki Społecznej nie jest żadną zbrodnią.

 Za tydzień rozpoczynam zajęcia i bardzo się z tego powodu cieszę. Dziś krótki wpis, bez wulgaryzmów, bez zbędnych emocji. Taka to ja już jestem sinusoida emocjonalna ;)

poniedziałek, 24 września 2012

 Skończyło się już lato, za oknem nie widać zbyt wiele słońca, a w chałupie zimno. Co roku na przełomie września i października marzniemy w domu, wiedząc, że bez nakładów pieniężnych nic się z tym nie da zrobić. Teraz jest ok. 15-16 stopni ciepła w domu. Mała śpi w skarpetach pod kołdrą i kocem w ciepłej piżamie. Ja podobnie.

 Dom jest nieocieplony, pokoje dosyć duże, a jedynym źródłem ogrzewania jest piec dwu funkcyjny, na który Szanowny pożyczył kupę kasy dwa lata temu. Wtedy to SS wyprowadziła się na dobre zabierając ze sobą istniejący piec, który tak naprawdę w blokach do niczego jej się nie przydał. No ale za niego swego czasu zapłaciła; uważam więc, że miała prawo go zabrać.

 Do tego kuchnia posiada jeszcze stare, skrzynkowe okno. Kiedy exia mieszkała tutaj swego czasu, postanowiła wymienić okno w pokoju, który zajmowała. Zrobiła to zaraz po tym jak ja (nie mieszkając tutaj) wymieniłam okna chłopcom w ich dwóch pokojach. Pracowałam wtedy w firmie budowlanej, mogłam sobie pozwolić na taki prezent dla pasierbów. SS zaciągnęła kredyt na to jedno okno. Teściowa zapytała się wtedy ówczesnej synowej: „a co z oknem w kuchni?” SS miała podobno odpowiedzieć, że tego już nie wymieni, nie stać jej.

 Po przeprowadzce do teścia, po śmierci teściowej pierwszą rzeczą jaką zrobiłam była znowu wymiana okien skrzynkowych na plastiki. Wymiany dokonałam w kuchni, pokoju dziadka i tym po teściowej, który został naszym. Teraz cały dom ma wszędzie wymienione okna oprócz tego, które jest w „mojej” kuchni. A ja chyba jak SS będę musiała na wiosnę wziąć kredyt, żeby je wymienić (jak znajdę stabilną pracę oczywiście ;))

 Dopóki nie przyjdzie większe ochłodzenie nie chcemy włączać pieca gazowego. W takich sytuacjach przydałoby się mieć piec, który służy do palenia drewna, groszku, czasem papierowych i tekturowych śmieci, taki, który mógłby lekko podgrzać temperaturę w kaloryferach i pozwolić wyschnąć rozwieszonemu praniu. No i oczywiście wszystko opiera się o brak sałaty, bo gdyby była to Szanowny sam zbudowałby taki piec.

 Mamy w piwnicy coś w rodzaju spalarni śmieci. Jest to budowla z cegieł szamotowych (ale nie tylko) wielkości kuchennej szafki, podpięta pod główny komin. Mąż zbudował to coś dwa lata temu w celu zaoszczędzenia opłat za śmiecie. Pali tam posegregowane na górze, w kuchni rzeczy, które wrzucamy do osobnego pojemnika. MPO zabiera tylko butelki, puszki, elementy metalowe, gumowe i inne, których nie da się spalić. Fajnie by było poczuć to ciepło, które wyzwala się raz na jakiś czas w piwnicy, na górze.

 W blokach od podłogi ogrzeje sąsiad, za ścianą sąsiadka też jakieś ciepło przekaże, sąsiad na górze nie pozwoli czuć zimna od dachu. Mieszkanie w domu ma swoje plusy i minusy, jak wszystko. Tutaj jesteś skazany sam na siebie, sam sobie remontujesz, naprawiasz, nie wzywasz nikogo z administracji. Nie płacisz czynszu, ale płacisz wysokie rachunki za gaz lub prąd. Nie narzekam, tylko stwierdzam fakty, bo na pewno jest mnóstwo ludzi, którzy żyją podobnie.

08:08, sokramka
Link Komentarze (2) »