Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: przepis

wtorek, 28 lipca 2015

W tym roku będzie chyba ogórkowo. W zeszłym było pomidorowo - mieliśmy przeciery i keczupy i pomidory w zalewie, jedliśmy pomidory na śniadanie, do obiadu, na kolację. A teraz zmiana: ogórki pną się po żyłkach i trzeba je dwa-trzy razy w tygodniu podbierać. 

Zrobiłam już parę słoików konserwowych. Zrobiłam też małosolne. Przymierzam się do zamknięcia kiszeniaków w słoikach. Są w planach również sałatki szwedzkie. 

Ale nie byłabym sobą, gdybym czegoś innego nie spróbowała. Otóż dostałam od koleżanki przepis na ogórki w zalewie chilli. Po przygotowaniu ich bezpośrednio przed włożeniem do słoików, pozwoliłam sobie spróbować. I mówię Wam: szał niebieskich ciał! Niebo w gębie, a i piekło nawet też ;-) Tylko to zależy co, kto lubi. Jeśli preferujecie wyraziste smaki, mocne i konkretne to jest przepis dla Was, a jeśli lubicie raczej jeść łagodnie i stonowanie, to nie polecam. 

A oto i przepis:

* 3,5 kg ogórków gruntowych

* 5 łyżek soli

* 7 gramów chilli

* główka czosnku

Ogórki pokroić w grube plastry. Można, a nawet trzeba tak ok 1 cm. Ogórków nie obierać. Zasypać solą, wymieszać i odstawić na ok 6 godzin. Po tym czasie odlać wodę, następnie dodać chilli oraz rozdrobnioną główkę czosnku. Wszystko wymieszać i odstawić znowu na ok 3 godz. 

Zalewa:

* 6 łyżek oleju

* 2 szklanki octu 10%

* 3 szklanki cukru

Zalewę zagotować. Ogórki polać gorącą zalewą, wymieszać i w tym stanie pozostawić na ok 12 godz. Po tym czasie nakładać do słoików (mnie wyszły cztery litrowe), zalać zalewą, w której leżały i pasteryzować przez ok 10 min. 

Etapy wykonania:

Ogórki pływające ;-)

I w tym miejscu chwalę się przy okazji garnkiem zrobionym - tak, zrobionym/zespawanym przez mojego Szanownego. Garnek powstał w momencie braku jakiegokolwiek naczynia na parzenie jego wędlin. Wszystkie inne gary były po prostu za male ;-) 

Smacznego!

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Nauka nauką, ale są też inne przyjemne rzeczy do zrobienia w domu, np. pieczenie chleba ;)

Potrzebujemy:

  • 1/2 kg mąki pszennej
  • 1 1/2 szklanki otrąb pszennych
  • 10 dkg łuskanego słonecznika
  • 10 dkg łuskanej dyni
  • 10 dkg siemienia lnianego
  • 1 1/2 łyżki majeranku
  • 1/2 łyżki pieprzu ziołowego
  • 1/2 łyżki soli
  • 5 dkg świeżych drożdży
  • 2 1/2 szklanki ciepłej wody
  • 1/3 szklanki mleka
  • 1/2 łyżeczki cukru

A teraz do roboty:

Drożdże rozprowadzamy z cukrem w ciepłym mleku. Wszystkie suche składniki dokładnie mieszamy w misce. Następnie dodajemy do nich wodę i wyrośnięte drożdże. Przykrywamy naczynie ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia. Kiedy prawie podwoi swoją objętość wykładamy ciasto do keksówek (u mnie dwie średnie) i pieczemy w temp 210 st C góra + dół przez 35 min, a następnie w temp 190 st C góra + dół przez 25 min. 

Chlebek jest p-r-z-e-p-y-s-z-n-y.

Smacznego!

Tagi: przepis
16:47, sokramka
Link Komentarze (3) »
piątek, 27 marca 2015

Rozszalałam się ostatnio w babeczkach. Po pierwsze znalazłam jakaś starą książkę kucharską mojej Mamy z samymi babeczkami, a po drugie sama szukałam czegoś nowego, innego, wiosennego...zielonego ;) 

Bożeno: za Twoim zapytaniem spieszę z opowieścią o zielonych, wegańskich babeczkach ;) Znalazłam jakieś przepisy w internetach, ale je trochę pozmieniałam i zapewne weganie by mnie zlinczowali, bo dodałam jaja. Nieważne. W każdym razie babeczki są na słodko i oto podaję przepis oraz fatalnej jakości zdjęcia:

* 3 jajka, 
* 1 szklanka mąki,
* 1 szklanka wiórków kokosowych,  
* pół szklanki cukru,
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
* 1/3 szklanki oleju,
* 1 szklanka szpinaku (poniżej opowiem więcej o nim),
* 1/2 szklanki mleka,

Klasycznie zaczęłam ucieranie jaj z cukrem. Długo i namiętnie, tyle, żeby cukier nie zgrzytał, a masa pozostawała bardziej biała niż żółta ;) Następnie dodawałam pomału mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia na zmianę z olejem i mlekiem. Kiedy wszystkie składniki dobrze się wymieszały dodałam wiórki kokosowe i z lekka wymieszałam mikserem na niskich obrotach. I teraz szpinak - kupiłam mrożony i pozwoliłam mu się rozpuścić. Odlałam nadmiar wody i samego "mięcha" wyszła mi pełna szklanka. Nadmienię, że w paczce jest 400 gr. Szpinak dodałam na samym końcu mieszając całą masę łyżką. Piekarnik nagrzałam jak zwykle do 160 st C (termoobieg), a w przypadku opcji góra+dół do 180 st C. Nakładałam w moje super przydasiowe foremki silikonowe i pieklam ok 20 min. PYCHA! Szpinak jest w ogóle nie wyczuwalny, bowiem łamany jest słodyczą kokosa, a kokos nie jest przesadnie słodki, bowiem łamany jest smakiem szpinaku ;)

 

Kolejne babeczki na jakie się szarpnęłam to bananowe z czekoladą ;)

Potrzebujemy:

* 300 gr mąki pszennej,
* 2 łyżeczki proszku do pieczenia,
* 125 gr masła,
* 200 gr cukru,
* 3 jaja,
* 3 duże dojrzałe banany,
* ćwierć szklanki mleka,
* 150 gr gorzkiej czekolady,
W oryginalnym przepisie było jeszcze 100 gr orzechów włoskich, posiekanych, ale ja nie miałam.

Klasycznie: ubić jaja z cukrem na jasną masę mikserem. Nigdzie nie podaję (a powinnam), że do ubijania jaj czy białek na pianę dodaje się szczyptę soli, wtedy jaja lepiej i ładniej się ucierają. Utrzeć masło i nie przerywając czynności połączyć z "ocukrzonymi" jajami. Następnie wrzucamy suche składniki, mleko i ugniecione banany. Czekoladę musimy zetrzeć na tarce i wrzucić do masy. Wymieszać juz ręcznie. Tak samo orzechy. Wykładamy do foremek i pieczemy jak w przepisie powyżej: 180 lub 160 st C.

Tych babeczek wychodzi więcej, a z poprzednich przepisów wychodzi ok 18-20 szt.

Smacznego! 

Tagi: przepis
17:33, sokramka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 marca 2015

Jak się dołuję to albo rysuję, albo szyję, albo się umuzykalniam, albo sprzątam, albo kucharzę ;) Kurde, iloma rzeczami można sobie poprawić humor ;) 

Dziś Mania ma basen, ale przyszła z nią ze szkoły jej klasowa koleżanka. Zrobiłam czekoladowe babeczki. Dlaczego nie mam się podzielić przepisem? 

Potrzebujemy:

* 150 gr. masła
* 60 gr gorzkiej czekolady
* 1/2 szklanki kakao
* 3/4 szklanki mąki
* 1 łyżeczkę proszku do pieczenia
* 2 duże jaja
* 1 szklankę cukru
* troszkę aromatu waniliowego (ja dałam pół łyżeczki)
* kubeczek śmietanki 18% (ok. 200 gr)

Wykonanie:

Masło i czekoladę pokruszoną rozpuszczamy w rondelku na malutkim ogniu, kiedy wszystko się rozpuści wsypujemy kakao i energicznie mieszamy. Pozostawiamy do przestygnięcia. Ucieramy jaja z cukrem (+ odrobiną soli) aromatem waniliowym, a następnie dodajemy pomału mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Następnie po łyżce wkładamy śmietankę nie przestając używać miksera. Na końcu dodajemy masę czekoladową i mieszamy już na niskich obrotach do czasu połączenia się wszystkich produktów.

Osobiście używam foremek silikonowych odkąd zakochałam się w tymże produkcie przy pieczeniu chleba, ale każdy może użyć foremek do babeczek jakie aktualnie posiada. Mnie wyszło takie papko-ciastuszko ;)

Nakładamy po jednej dużej łyżce do foremki i pieczemy w termoobiegu (temp. 160 st. C) w opcji góra+dół temperaturę podwyższamy do 180 st C.

Wychodzą takie małe, figlarne murzynki ;)

Smacznego! 

 

Tagi: przepis
16:42, sokramka
Link Komentarze (5) »
niedziela, 28 grudnia 2014

Złość u mnie tak szybko znika, jak szybko i agresywnie się pojawia. Taki typ. Dosyć ciężki, ale znośny.

Zapominając o tym co szkodliwe, dzielę się tym, co smaczne i zdrowe:

Chleb ziemniaczany 

Potrzebujemy:
* 200 gramów ugotowanych ziemniaków (najlepsze takie z poprzedniego dnia)
* 800 g mąki pszennej (z podanej ilości wychodzą dwa bochenki)
* 400 ml letniej wody
* 2 łyżeczki soli
* 2 łyżeczki cukru
* 20 g świeżych drożdży
* 5 łyżek oliwy lub oleju

Drożdże rozkruszamy w miseczce, zasypujemy cukrem i zalewamy wodą. Mieszamy i odstawiamy na ok 15-20 min.
Ziemniaki mielimy w maszynce lub rozgniatamy widelcem.
Do miski z ziemniakami wsypujemy mąkę, sól, olej (oliwę) i wlewamy zaczyn z drożdży. Mieszamy najpierw jakąś dużą łyżką, a potem zrobi nam się ładne ciasto do zagniecenia rękami (ten etap pracy mi się najbardziej podoba). Jeśli ciasto zbyt lepi się do rąk można podlać dłonie odrobina oliwy lub oleju. Powstaje taka ładna buła:

 
Bułę przykrywamy ściereczką i odstawiamy na ok 20 min, żeby troszkę podrosła. Potem dzielimy ciasto na pół i wkładamy do foremek. Podaję przepis wg swojego sposobu, ale można zrobić z połowy produktów, użyć innej foremki lub zwyczajnie uformować bochenek, ale wtedy po upieczeniu będzie bardziej płaski niż z foremki. Zależy co kto lubi ;) 
Następnie odkładamy nasze wypełnione foremki do wyrośnięcia na około godzinę. U mnie po wyrośnięciu wyglądały tak:

 

Piekarnik nagrzewamy do 210 st C. Wkładamy nasze chlebki na 15 min. pieczenia a następnie zmniejszamy temperaturę do 195 st C i pieczemy dalej jeszcze ok. 20-25 min. 

Oto upieczone bochenki:

Chlebek w smaku przypomina trochę tostowy, ale tylko trochę, bo jest lepszy ;)

Smacznego!

Ale nie byłabym sobą gdybym nie pochwaliła Szanownego, bo ja opierdzielam go kiedy trzeba i za to, czego nie znoszę, a chwalę za to co kocham ;)
Przed świętami narobił kilogramy wędlin i kiełbas. Jest i szynka i baleron i schab i kiełbasy cienkie, grube, no i w ogóle.

Ręce mechanika, hę?

I faza końcowa:

Mimo wszystkich tych smaków wódy bym do tego nie postawiła i Szanowny miał burę następnego dnia, bo z podchmielonym osobnikiem się nie dyskutuje, tylko strzela focha. I tak nic nie będzie pamiętał. Tragicznie nie było, awantury nie było, pijaństwa jak u dziadka tez nie było, ale ja nie lubię i już. I nikt nie będzie mnie zmuszał do takiego biesiadowania.

Rzekłam!   

sobota, 11 października 2014

Kiedy się stresuję, to albo szyję, albo sprzątam, albo piekę ;)

Przepis na te bułki to zlepek kilku receptur, dopasowany do mojego smaku. Bułki są puchate, ale sycące. Nie takie "puste" jak wiele bułek sklepowych. 

Potrzebujemy:

* 550 gr mąki pszennej

* 1 łyżeczka soli

* 50 gr drożdży

* 250 ml wody (1 szklanka) 

* 1 łyżeczka cukru

* 1 jajko (jak małe to dwa)

* 3 łyżki oleju

Do miski wsypujemy odmierzona mąkę. Dodajemy sól, jajko i olej. W międzyczasie rozkruszamy drożdże do większego kubka, zasypujemy cukrem i zalewamy wodą. Trzeba odczekać parę minut, żeby drożdże się rozpuściły i "nabrały mocy". Następnie wlewamy je do mąki i mieszamy. Konsystencja jest na początku rzadka, ale potem wychodzi nam ładne ciasto do zagniecenia rękami. Odstawiamy wyrobione ciasto w ciepłe miejsce na ok. 1 godzinę. Ma podwoić swoją objętość. Następnie wykładamy je na blat i ja formuję gruby wałek, a z tego wałka odrywam kule, które formuję w bułeczki o dowolnym kształcie. Bułki układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia w pewnej odległości. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 210 st i pieczemy ok 5 min, następnie zmniejszamy temperaturę do 190 st i pieczemy ok 15-20 min. Ja zastosowałam termoobieg i zmniejszyłam pierwszą temperaturę do 200 st (5 min pieczenia) a następnie piekłam w 180 st ok 12-15 min. Też się sprawdziło :) 

Do tych bułeczek dodałam do ciasta trochę ziaren słonecznika, można posypać makiem, sezamem, posmarować rozkłóconym jajem, co kto lubi ;) Z tego przepisu wychodzi mi 18 bułeczek powyższego kształtu.

Smacznego!

Tagi: przepis
10:01, sokramka
Link Komentarze (3) »
niedziela, 21 września 2014

Nigdy nie miałam problemów z obsługą kuchni, a co za tym idzie z przyrządami i przeróbką produktów spożywczych. Nie chodziłam do przedszkola i w związku z tym spędzałam z Mamą całe dni. Wiązało się to z towarzyszeniem jej przy pichceniu; domowym makaronie, coniedzielnym cieście, zupach i innych. Sama będąc matką nie za bardzo miałam parcie na kurę domową. Wolałam z Pierworodnym pójść na pizze, być razem w kinie i zajadać się popcornem, a w domu szybko przyrządzić jakieś jedno garnkowe danie.

Teraz mam czas. Odkąd nie pracuję zawodowo zrobiła się ze mnie przykładna kura domowa. Zupki, kopytka, placki, naleśniki, pierogi oczywiście wszystko to co wymaga małych nakładów finansowych, a dużych wkładów pracy rąk własnych.  

Ostatnio mam fazę na dogadzanie moim na słodko. Ciasta niedzielne, roladki, ciasteczka, wszystko znika zanim się obejrzę. Wałkuję dwa przepisy, które robi się szybko i sprawnie oraz nie wymagają one większego wysiłku.

Serowe ślimaki

100 gr masła

250 gr chudego twarogu

50 gr cukru

1 jajko

szczypta soli

Wszystko ucieramy na krem, masło musi być w miarę miękkie.

250 gr mąki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

Sypkie produkty dodać do masy maślanej i szybko zagnieść ciasto. Odłożyć do lodówki na jakieś 20 min.

100 g siekanych migdałów

50 gr rodzynek (ja dodałam wiórki kokosowe, bo moja córka rodzynek nie lubi)

100 gr cukru

1 łyżka likieru pomarańczowego (ja zamieniłam likier na mleko)

Powyższe produkty wymieszać, a w międzyczasie odłożyć 60 gr masła, aby zmiękło. 

Serowe ciasto rozwałkować na posypanym mąką podłożu na placek prostokątny. Posmarować placek miękkim masłem, posypać masą migdałową i zwinąć w rulon wzdłuż dłuższego boku. Koniecznie schłodzić przez ok. 30 min.

Nagrzać piekarnik do 190 st. Rolkę serową pokroić w centymetrowe plastry i ułożyć w pewnej odległości na posmarowanej tłuszczem blasze lub na papierze do pieczenia. Piec ok 15 min na jasnozłoty kolor. 

Ślimaki można po upieczeniu polać domowym lukrem. Ja podawałam bez. 

Smacznego!


Kruche zawijaski

Bardzo proste i równie szybko się rozchodzą.

300 gr miękkiego masła

250 gr cukru pudru

szczypta soli

1 łyżeczka otartej skórki z cytryny (ja dałam więcej, 2-3)

Powyższe produkty ucieramy na gładką masę.

125 gr mąki ziemniaczanej

500 gr mąki pszennej

filiżanka mleka

Do maślanej masy dodajemy stopniowo mleko, mąkę ziemniaczaną i pszenną. Mleko dodawać łyżką dopóki ciasto nie uzyska odpowiedniej konsystencji.

W przepisie jest napisane, żeby za pomocą rękawa cukierniczego wyciskać wianuszki bezpośrednio na blachę. Ja jednak formowałam palcami "wężyki" i zwijałam je w "ślimaczki". Taki zwierzyniec ;)

Piekarnik nagrzać do 190 st i piec ślimaczki przez ok. 12 min (u mnie było to nawet 10, bo dobrze nagrzałam sprzęt ;)

Ciacha są pyszne nawet do popołudniowej herbatki.

Smacznego! 


Tagi: przepis
17:38, sokramka
Link Komentarze (6) »
sobota, 05 lipca 2014

Chlebki piekę w systemie ciągłym. Zakwas karmię codziennie, nie chowam go do lodówki, bo zużywam na bieżąco do pieczenia. Bochenki znikają w trybie natychmiastowym, bo dzieci moje wcinają z samym masłem, a Szanowny zabiera sobie jeden do pracy.

Jestem z siebie dumna, bo mi to wychodzi i sprawia radość, że innym smakuje. Ostatnio nawet zostałam zaskoczona przez mojego Młodego stwierdzeniem, że zabiera cały bochenek na noc filmową, bo będzie się chwalił maminymi wypiekami przed kolegami z harcerstwa.

Korzystam z dwóch tylko przepisów, sprawdzonych i poleconych. Mogę się podzielić:

Chleb na maślance:

½ kg mąki pszennej

½ szklanki płatków owsianych

½ łyżki soli

ziarna różne, jak kto woli, my najbardziej lubimy siemię lniane, słonecznik i do posypania chlebka przed pieczeniem sezam.

Wsypuję suche produkty do dużej miski, mieszam.

12,5 g świeżych drożdży

½ łyżeczki cukru

Szklanka wody

Drożdże z wodą i cukrem mieszam w dużym kubku. Potem wlewam do produktów suchych. Następnie dodaję:

¾ szklanki maślanki

1 szklankę aktywnego zakwasu

Mieszam powstałą papkę i odstawiam na ok 20 min do odpoczynku. Następnie mieszam ponownie i przekładam do keksówek. Pozostawiam do odpoczynku na ok godzinę.

W tym czasie nastawiam piekarnik na 230 st. C

Keksówki wstawiam do nagrzanego piekarnika na 15 min. Po tym czasie zmniejszam temperaturę do 200 st. C i piekę jeszcze jakieś 30-35 min. Ja piekębez termoobiegu i na obu grzałkach (górnej i dolnej).

Ten przepis jest o tyle fajny, że nie trzeba robić zaczynu i można chlebki upiec w ciągu kilku godzin.

 

Chleb orkiszowy

Zaczyn:

150 gramów mąki orkiszowej

150 g mąki żytniej typ 720

150 g zakwasu

250 g wody

Ciasto właściwe:

120 g mąki orkiszowej

200 g mąki żytniej typ 720

1,5 łyżeczki soli

30 g siemienia lnianego

200 g wody

Ze składników na zaczyn wieczorem przygotowuję papkę, którą przykrywam ściereczką. Następnego dnia w dużej misce przygotowuję ciasto właściwe dodając do niego zaczyn. Odstawiam jeszcze na ok dwie godziny. W tym czasie nagrzewam piekarnik do 230 st. C. Wstawiam keksówki do nagrzanego piekarnika na ok 15 min. Potem zmniejszam temperaturę do 200 st. C i piekę jeszcze 50-55 min. Tryb pieczenia podobny jak w przypadku poprzedniego chlebka.

Ja moje pieczywo posypuję sezamem. Kiedy próbowałam robić z makiem to tylko Szanowny powiedział, że może być. To kwestia smaku i własnych upodobań.

I jeszcze jedno – wydałam kasę na silikonowe foremki! Powiedziałam sobie, że jeśli to ma być produkcja ciągła to muszę mieć dobry sprzęt ;) Takie foremki to rewelacja w kuchni. Nic nie muszę smarować, natłuszczać, podsypywać, wystarczy tylko wlać ciasto, upiec i potem chlebek sam wyskakuje z formy. Polecam każdej pani domu ;)

Tagi: przepis
09:22, sokramka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 19 czerwca 2014

Kiedyś piekłam chlebki drożdżowe, ale to nie ten smak co na zakwasie. Taka mnie wzięła chętka, że postanowiłam zrobić swój zakwas. Nie jest to trudne, ale czasochłonne. Korzystałam z tej stronki:

http://www.domowe-wypieki.pl/przepisy-chleby-na-zakwasie/431-przepis-na-zakwas-chlebowy

A propos: czy ktoś mnie może nauczyć w końcu wklejać aktywne linki? Takie na formułkę "a href" itepe. Próbowałam wielokrotnie i mi nie wychodzi.

Tak więc po nakarmieniu dwutygodniowego zakwasu postanowiłam upiec swój pierwszy chlebek. No i mi nie wyszedł bo... zapomniałam zrobić zaczynu. Taka ze mnie sierotka. Ale się nie poddałam, dokarmiałam zakwas dalej i biorąc przepis od mojej kochanej Bożenki, wyszła mi domowa pyszota ;)

Przepis:

Zaczyn:

- 360 gramów mąki (w przepisie jest typ 720, ale ja kupiłam mąkę żytnią firmy Melvit)

- 300 gramów wody

- 20 gramów zakwasu

Ja mam w domu wagę elektroniczną, to ułatwia wszelką pracę, ale 300 gramów wody to ok dwóch szklanek, a zakwasu w tym wymiarze wychodzi naprawdę malutko - nawet nie pół szklanki. 

Mieszam wszystko, wychodzi papka, zostawiam w spoczynku na jakieś 12-16 godzin. W moim przypadku to spokojnie noc, właściwy chleb upiekłam po powrocie z pracy (tylko, że ja wracam z pracy o 12.00)

Ciasto właściwe:

- 230 gramów mąki żytniej

- 300 gramów mąki pszennej

- 400 gramów wody

- 1 płaska łyżka soli

- 3 gramy suszonych drożdży (a jednak) to taka płaska łyżeczka

Mieszam wszystko w dużej misce, potem dodaję zaczyn. Po dokładnym wymieszaniu znowu odstawiam na jakieś pół godziny, żeby ciasto odpoczęło. 

Forma najlepsza keksówka, ale ja nie mam dobrych keksówek. Marzą mi się takie silikonowe, podobno rewelacja, ale jak dla mnie w obecnej sytuacji to jest za duży koszt. Wyłożyłam dużą formę papierem do pieczenia, choć w przepisie jest podane, żeby wysmarować olejem i posypać otrębami żytnimi. 

Wyłożyłam ciasto do formy i znowu pozostawiłam w spoczynku na jakieś 50-60 min. 

Piekarnik nastawiłam na 230 st. Wstawiłam na dno dużą formę wypełnioną wodą. Wilgoć w piekarniku powoduje, że chlebek jest chrupiący i ma smaczny miąższ. Chlebek posypałam lekko mąką i otrębami pszennymi. Wstawiłam do pieczenia. Po 15 min zmniejszyłam temperaturę do 220 st. i dalej piekłam 30-40 min. Po upieczeniu trzeba zaraz wyjąc chlebek i ostudzić go. 

Mi wyszła forma o wymiarach 28x24, ale jak będę mieć keksówki, to pewnie spokojnie będą dwie sztuki.

Chlebka już nie ma. Rozszedł się jeszcze lekko ciepły. Dziś wieczorem będę piekła następny. Was też zachęcam ;)

Smacznego!

Tagi: przepis
10:57, sokramka
Link Komentarze (4) »
sobota, 22 lutego 2014

Od pewnego czasu mam piekarnik. Tak, nie miałam w domu takiego sprzętu codziennego użytku. Stara kuchenka po teściowej posiada piekarnik, ale gazowy i do tego jest w jakiś sposób uszkodzony. Tylko Szanowny potrafił z niego korzystać. Znajomy Szanownego pozbywał się tzw. piekarnika przenośnego, bo właśnie wyremontowali sobie z żoną kuchnię i wszystkie sprzęty mają nowe.

Piekarnik jak piekarnik, wzrasta możliwość szykowania posiłków zdrowszych – pieczonego kurczaka, czy faszerowanych warzyw. Do tego wzrasta urozmaicenie – pizza, różnego rodzaju ciasta, których do tej pory nie mogłam robić ze względu na ograniczone możliwości.

Przepis na to ciasto dostałam od mojej koleżanki ze starej pracy już bardzo dawno. Na starym mieszkaniu piekłam je prawie co niedzielę. Jest proste jak budowa cepa i do tego mega smaczne.

Uwaga! Przepis jest na dużą blachę, taką 40x25, bo mi mniejszych ilości po prostu nie opłaca się wykonywać ;)

Składniki:

·         4 szklanki mąki,
·         2,5 szklanki cukru,
·         1,5 szklanki oleju,
·         500 gr. kefiru (tj ok. 2 i troszkę szklanki),
·         3 jajka,
·         5 łyżek (nie łyżeczek) kakao,
·         2 łyżki cynamonu,
·         1 łyżka sody,
·         3 łyżki dżemu,
·         2 cukry waniliowe,

Wszystkie produkty wsypywać/wlewać do dużej misy, następnie wymieszać dużą, drewnianą łyżką. Nie miksować. Wysmarować blaszkę tłuszczem lub wyłożyć papierem do pieczenia i masę wylać. Piec ok 60 min w temperaturze 150 st. z termoobiegiem, 180 st. bez termoobiegu. Ja i tak zawsze sprawdzam patyczkiem  czy ciasto już się upiekło ;)

Ciasto jest mega czekoladowe, mega puchate i mega proste. Jak widać produkty spokojnie można podzielić na pół i upiec mniejszą formę.

Smacznego!


 

Tagi: przepis
11:23, sokramka
Link Komentarze (2) »