Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: awaria

piątek, 30 czerwca 2017

Najpierw będzie o wodzie, bowiem gdy jej nie ma - ciężko w życiu ;-) Otóż nastąpiła znowu awaria, która zdarzyła się już w tym domu, a którą sobie przypomniałam dzięki wspaniałym tagom (głównie chodzi o czas). Jak się dobrze oznaczy wpisy na blogu, to potem można szybko przypominać sobie co, gdzie i kiedy ;-)

Wracając do braku wody - nie pojawił się gejzer podwórkowy, ale zbyt często pracował hydrofor. Szanownego to zaczęło niepokoić. Wczorajszy dzień poświęcił więc na znalezienie usterki. Musiał wziąć dzień wolny. Kiedy o 8.00 rozpoczął kopanie dziury w ziemi, w miejscu w którym znajduje się zawór zwrotny, zakończył pracę dopiero przed 20.00. Okazało się, że zawór znów pękł (tak jak w 2014r.) i znowu trzeba było go wymieniać. Ale Szanownego gryzła przyczyna pęknięć tych nowych zaworów. Po jego analizie okazało się, że dawno temu "fachowcy", tacy raczej przypominający tych z programu Usterka ;-) źle zamontowali rurę. Została ona niewłaściwie wypoziomowana i pod naprężeniem powodowała mikro uszkodzenie zaworu, który w końcu musiał pęknąć. Tak więc oprócz zaworu Szanowny postanowił wymienić również rurę, aby ten rodzaj usterki nie pojawiał się już nigdy.

Kiedy więc stał i kopał tę dziurę, ja stałam obok niego i wycierałam mu pot z twarzy i głowy, który lał się z niego strumieniami. Z czymś mi się ta sytuacja kojarzyła, ale nie będę się śmiać z cudzych wierzeń ;-) Ciężka to praca. Bardzo. Sama próbowałam przewalić ze cztery łopaty, ale mąż mnie przegonił mówiąc, że "będzie mnie bolał potem kręgosłup".

Woda w miarę szybko się pojawiła i mamy nadzieję, że nie zaskoczy nas kolejna usterka, choć może pojawić się brak wody w studni. Wtedy to już nastąpi inna bajka. Już Szanowny nie pomoże, trzeba będzie wezwać fachowców do wywiercenia nowej. Tylko Fachowców, a nie "fachowców" ;-)

W temacie drzewa zaś: kiedy pojawił się przepis o możliwości wycinki drzew z własnej posesji bez specjalnych zezwoleń, ludzie zaczęli nagminnie je usuwać. Czasem miejsca i ilość tych wycinek były niezrozumiałe, ale nawet sam dziadek wspomniał, że to dobry przepis. W końcu można zrobić coś u siebie bez pytania.

No i zrobił.

Po jego stronie stał wielki iglak. Proszę nie pytać jaki - nie znam się, nie była to jednak sosna - sosenkę rozpoznam, w każdym razie drzewo rosło już ponad dach domu, a korzenie wybijały chodnik. Było również podejrzenie, że drzewo próbuje dostać się pod mury chałupy. Wczoraj przyjechała ekipa, drzewo ścięła, gałęzie i mniejsze pieńki zabrali, a szerokie, pokawałkowane pnie zostawili. Dziadek jak to dziadek - bez wódki ani rusz. Wstawiony porozdawał co ładniejsze pieńki sąsiadom. Zostały mu te najbrzydsze, sękate, krzywe. Kiedy przyszedł do Szanownego z pytaniem czy mój mąż chce te pieńki np. na stołki, czy jakieś inne rzeczy, Szanowny spojrzał się z politowaniem na ojca i powiedział: "tatuś, weź sobie to drewno na opał, bo co ładniejsze to sąsiadom oddałeś, a ja bym nie tylko sobie, ale i tobie stołeczków porobił".

Niestety dziadek nie poczuwał się do winy, a Szanowny stwierdził, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, bo to było drzewo po dziadka stronie, dziadek zapłacił i dziadek rozdysponował pieńkami jak chciał. Przykro tylko, że teść pomyślał najpierw o sąsiadach, a później o własnym synu.

Po stronie teścia nie stoi więc już wielki iglak i nie daje cienia na kawałku podwórka. Mam tylko nadzieję, że czyn ten spowoduje ochronę starego już domu i korzenie więcej nie będą podbijać się pod chałupę. Na ocalałym pieńku dziadek chce zrobić sobie stolik. Ciekawe do kogo zwróci się o pomoc w tym temacie? ;-) 

   

08:35, sokramka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 marca 2016

Kolejna awaria. Otagowanie wpisów na blogu ma tę fajną zaletę, że mogę sobie szybko przypomnieć jakieś ważne wydarzenia. A jedno takie powtórzyło się po prawie dwóch latach. Otóż: znowu nie mamy wody. Tym razem strzeliła rurka od hydroforu, a że stało się to w środku nocy, piwnica została zalana po kostki i jeszcze trochę. 

Jak zwykle wstałam o 5.20 i chcąc dokonać ablucji odkręciłam kran pod prysznicem. I co? I nic. Nawet jedna kropla nie ściekła. Szanowny wskoczył do piwnicy i natychmiast wyłączył hydrofor. Jeszcze trochę, a zalałoby silnik. 

Dobrze, że w KP istnieje coś takiego jak urlop na żądanie ;-) Wykorzystałam więc jeden dzień z czterech mi przysługujących. Dobrze też, że Mania bierze prysznic wieczorem, to rano tylko ząbki przeczochrała w wodzie z czajnika ;-)

Takie są uroki mieszkania w domku. Za chwile się okaże, że kończy się studnia, a na wiercenie nowej potrzeba więcej aniżeli 150 zł, jak dziś na rurki do hydroforu. Ale nie kraczmy...  

Tagi: awaria dom
09:14, sokramka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 listopada 2014

...na pustyni? Nie, w mieszkaniu, w którym mieszkam. Wczoraj wróciłam z córką do domu i na podwórku przywitał mnie gejzer wody. Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy - strzeliła rura, trzeba odłączyć hydrofor. Tak też i uczyniłam. Potem zadzwoniłam do Szanownego informując go o usterce, a ten zaraz zwolnił się z pracy i przyjechał. 

Zaczęło się kopanie dziury na podwórku. W piwnicy wody było po kostki, albo i lepiej. Dobrze, że hydrofor nie został zalany. Podziwiałam kolejne cuda na kiju Szanownego; ze starej pompki od pralki i gumowego węża zrobił sprzęt do wypompowania wody z piwnicy.

Ponieważ było już ciemno, chłopina mój zdołał postawić tylko diagnozę: otóż strzelił zawór zwrotny i stąd te wycieki wody. Kolejny wydatek... Trudno, takie jest życie w domku.

Przerażała nas wizja życia bez wody, ale tu Szanowny znowu popisał się swoimi bystrymi pomysłami i na chwilę obecną ciągniemy zimną wodę szlauchem (przepraszam: wężem ogrodowym ;)) od dziadka, który na szczęście ma swoją studnię i inną pompę. Do mycia grzejemy wodę w garnkach i nalewamy do wysokiego brodzika. Sytuacja jest dosyć wesoła, bo przypomniały mi się stare czasy, kiedym to była jeszcze panienką ;) i myłam swe młode ciało w miednicy. Oj to były czasy - jak zakombinować, żeby się i umyć i uprać i herbatę wypić. Ale nic co ludzkie nie jest nam obce.  

Szanowny wziął wolne i pojechał po zawór. Czy uda się dziś przywrócić wodny stan sprzed awarii? To się okaże. 

Tagi: awaria dom
13:18, sokramka
Link Komentarze (4) »