Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: zdolności

piątek, 13 stycznia 2017

A teraz pochwalę się dziełem Szanownego :-) innych też trzeba chwalić.

Tak więc poniżej zamieszczam wieszak na klucze, którego strasznie mi brakowało w naszym przedpokoju, bo kluczy mamy dużo i wiele i w ogóle ;-)

Pomysł i szkic jest mój, wykonanie, czyli - wycięcie, pomalowanie, zalakierowanie, wbicie haczyków i przymocowanie do ściany jest autorstwa mojego męża.

Także i o:

 

czwartek, 24 października 2013

Dzieci mają różne zdolności. Matematyczne, plastyczne, techniczne, lingwistyczne, społeczne – to też zdolność – umieć znaleźć się w grupie, tłumie, danej społeczności. Też byłam dzieckiem zdolnym. „Byłam” bo po pierwsze już nie jestem dzieckiem ;) a po drugie nie kształtowane i nie rozwijane zdolności z czasem się marnują. Moje rysunki z czasów szkolnych leżą gdzieś na strychu popakowane w segregatory. Podpisywane często ocenami, jakimi dziś szasta niejeden nauczyciel: szóstkami. Ale to przeszłość i nie ma co o niej dywagować.

Moje dzieci też są zdolne i o tym bym chciała napisać.

Córka przejawia talent rysowniczy. Zapewne po mamusi ;) ale i po najstarszym, przyrodnim bracie, który ten właśnie talent przejął po swoim wujku ze strony matki. Nie ma co rozkminiać czyje geny silniejsze są i jaka jest przyczyna zdolności Małej. W każdym razie widzę, że sobie świetnie radzi z ołówkiem, pędzlem, kredką, ma wyobraźnię i lubi ją uruchamiać. Lubi wydzieranki, naklejanki, zabawę w plastelinie, modelinie, masie solnej. Od zeszłego roku szkolnego (z przerwą spowodowaną tragicznymi dziurami finansowymi) Mała chodzi na zajęcia plastyczne do dzielnicowego domu kultury. Dwa razy w tygodniu oddaje się przyjemności kreowania swojego własnego świata. I tu mała dygresja: Uszak jako mały chłopiec też był prowadzany na te zajęcia, długo jednak nie pochodził, bo matka nie zrobiła nic, żeby zachęcić dziecko do takiej czy innej formy kształtowania swojego talentu. W wyniku czego chłopak jest dziś cukiernikiem noszącym styropian na budowie.

Moje dziecko starsze obok talentów artystycznych nawet nie leżało ;) Na ucho mu nadepnął słoń, choć lubi podśpiewywać i wielokrotnie słychać go spod prysznica. Rysowanie jest mu obce i nawet na szkolnych świadectwach widnieje opis: „prace plastyczne wykonuje niechlujnie i niestarannie”. Natomiast jest mój syn wielkim krasomówcą. Jest też przewodnikiem, orędownikiem, analitykiem, politykiem…? Moje jedno słowo przeciw jego dziesięciu. Jeśli chcesz, człowieku porozmawiać z moim synem, zaczep go najnowszą wiadomością z pierwszych stron gazet.

Ale moje starsze dziecko, oprócz zdolności społecznych przejawia również umiejętność psucia rzeczy elektronicznych ;) Pamiętam jak pożyczyłam mu (chyba) w szóstej klasie szkoły podstawowej moją MP4. Po paru dniach przywiózł ją ze zbitym ekranem, twierdząc, że to nie jego wina. Gdy dałam mu w użytkowanie swój laptop, w momencie kiedy jego komputer odmówił posłuszeństwa, wystarczyło parę dni, żeby „niechcący” spadła figurka z półki i zniszczyła literkę na klawiaturze. Dziś dowiedziałam się, że nowo kupiony telefon (w sierpniu) ma biały, niedziałający ekran, bo znowu „niechcący” spadł Młodemu z szafki w szkole. Jako człowiek radzący sobie w każdej stresującej sytuacji, wziął dowód zakupu, gwarancję i pojechał spróbować oddać go do naprawy.

Wracając do Małej, kiedyś chciałam ją wkręcić w zabawę w harcerstwo. Poprosiłam Młodego, żeby zabrał siostrę na parę zbiórek zuchowych. Niestety próba zintegrowania mojego młodszego dziecka z innymi zuchami okazała się fiaskiem. Trudno – już wiem, że woli malowanie od grupowych wygłupów.

Zastanawiam się jak można pokierować dzieckiem, żeby w życiu dorosłym radziło sobie ze stresem i nie uciekało w kąt przed nielubianymi znajomymi, albo znalazło sobie taką grupę, w której będzie się dobrze czuło. Moje dzieci ewidentnie idą różnymi ścieżkami. Młody (mówiąc brzydko) ma na wszystko wyjebane. Robi to, co chce i co lubi. Nie obchodzi go zdanie innych, nie przejmuje się krytyką. Waży bacznie wartości przejawiane przez innych ludzi i dobiera sobie towarzystwo według swoich potrzeb. Toksycznych znajomych eliminuje bądź olewa ciepłym moczem. Tego mu zazdroszczę. Kiedy jednak widzę go w domowym zaciszu, czytającego kolejną sagę (właśnie mi powiedział, że znowu nie ma co czytać) opiekującego się młodszą siostrą, jawi mi się obraz wrażliwego, uczuciowego chłopaka, który jest nad wyraz poważny i odpowiedzialny.

Mała natomiast w szkole i na zajęciach plastycznych jest szarą myszką, wgłębiającą się w świat kolorów, muzyki (jej klasa chodzi na koncerty muzyczne)  i systematyki w nauce. W domu natomiast jest wesołą, rozbawioną (rozwydrzoną) dziewuchą, której często uwagę i prośbę o spokój zwraca jej starszy brat – mój Młody.

 Chyba nie ma recepty na połączenie widoku małego dziecka, jego zdolności, aspiracji, marzeń z przyszłościowo wybraną szkołą, dającą poczucie stabilizacji. Dziwią mnie ludzie, którzy posyłają swoje pociechy na medycynę, prawo, wbrew ich predyspozycjom. I tak wiadomo, że marzenia dzieci zmieniają się z każdym rokiem i syn/córka będzie chciał zostać baletnicą, a już za rok nauczycielką. Albo przyszły pan archeolog zapragnie zostać weterynarzem.