Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: remont

niedziela, 16 sierpnia 2015

Nie, nie żaden wyjazd, wycieczka czy wyprawa. A szkoda. Ale są czasem w życiu takie chwile, kiedy robi się dokładnie to, na co pozwala sytuacja życiowa. Nam pozwoliła wyremontować w końcu kuchnię tak, żeby pozbyć się gratów z całego mieszkania i żeby ta kuchnia wreszcie wyglądała. Teraz mam jakieś pięć kroków w jedną stronę od ściany od ściany i jakieś trzy w drugą stronę od ściany do ściany. Jedne drzwi wejściowe, jedno okno, żadnych ciągów przechodnich. Po prostu wypas. Ściana, która kiedyś mieściła drzwi do pasierba ma teraz pełne cztery metry (z kawałkiem) i lśni bielą. Zbawienny dla nas był zwrot podatku z PIT, bo inaczej nie bylibyśmy w stanie zakupić glazury oraz wykładziny. 

Szanowny wraca w poniedziałek do pracy, ale mówi, że dopiero teraz poszedłby na urlop. Wcale mu się nie dziwię - po dwóch tygodniach zapieprzu remontowego w piekielnym upale. Ja zresztą też myślę o jakimś, najlepiej górskim wypoczynku. Zapieprzałam tak samo jak i on, a do tego wyrabiałam normy kury domowej, zbierając z przydomowego ogródka (pilnowanego przez Szanownego) plony jego pracy: ogórki, fasolkę szparagową i pomidory. Ogórków jest tyle w tym roku, że zrobiłam już ponad dwadzieścia słoików konserwowych, około piętnastu słoików sałatek, ogórki w chilli, w zalewie curry, a w międzyczasie były tez i małosolne. Ufff.

Czasem zdarzy się tak, że nie zauważymy schowanego ogórasa w liściach i uchowa się taki tłuścioch-pestkowiec przed naszymi oczami.

Zrobiłam nawet ciasto ogórkowe, na które przepis znalazłam tutaj Przypomina trochę ciasto dyniowe, ale przecież te warzywa to podobny koszyk smakowy ;-)

Upał na szczęście już odpuszcza. Młody mój wrócił z obozu harcerskiego i od razu poleciał do pracy, ale tylko weekendowej. Najbardziej szkoda mi Małej, bo wakacji nie miała żadnych, a rekompensowanie jej wyjazdu drobnymi wyjściami na miasto to nie to samo. Poza tym, rzadko była ku temu okazja, bowiem oboje już od 7.00 rano stawaliśmy na placu boju kuchennego. Żal mi Mani. Ale za dwa tygodnie zacznie się rok szkolny, a Młoda nie może się już doczekać. Jako czwartoklasistka będzie miała nowe przedmioty i nową wychowawczynię. I tego jest bardzo ciekawa. Zresztą ja też ;-)      

piątek, 24 lipca 2015

W końcu szarpnęliśmy się na kolejny etap upiększania kuchni. 

Matko i córko jaki burdel!

;-)

Dostałam od koleżanki kolejny komplet szafek używanych, w dobrym stanie, który po generalnym remoncie zawiśnie (i stanie) na ścianie, która ma w końcu zamurowane przejście do pokoju Golasa. Kuchnia jest duża - to ponad cztery metry na jednej stronie i prawie trzy na drugiej. 

Zburzony zostanie całkowicie dotychczasowy porządek kuchenny, tzn. kuchenka, zmywarka i zlewozmywak zmienią swoje położenie (urok mieszkania w domku: można latać z rurami i kablami gdzie się chce). Będę miała w końcu okap, a i na wykładzinę nową kasa się znajdzie (mam odłożone ze stypendium, ma się ten kwadratowy łeb do szczypania kasy ;-)). Terakoty na podłodze mieć nie mogę, bo tam wszystko w drewnie i stropy są "pływające" na belkach. Ale chęci są, robota aż pali się w rękach. 

Właśnie sprawdziłam po tagach, że dokładnie rok temu upiększyliśmy jedną ścianę kuchni również otrzymanym w darze kompletem szafek ;-) No teraz to już nie będę się wstydzić zaprosić kogokolwiek na kawę - będzie jakby "luksusowo" ;-) Kto pamięta jaki film polski cytuję ten jest "miszczu". 

Nie będę bawiła się w kolory, odmaluję ściany na biało, tylko newralgiczne miejsca nad kuchenką i zlewozmywakiem obłożę jakąś najtańszą glazurą. Dość mam tych bijących po oczach sraczkowatych odcieni. Mam za dużo testosteronu i dla mnie czerwony to czerwony, a zielony i niebieski to... zielony i niebieski, a nie jakieś tam: morski, seledyn, łososiowy, fuksja (!?) jak to w ogóle, kurde, wygląda? Szafki mają jasno zielone maziajki więc ładnie się będą prezentować z białymi ścianami i białymi szafkami na przeciwległej ścianie. 

Ech, życie... 

A chciałoby się gdzieś ze starym pojechać, córkę zabrać, urlopu troszkę łyknąć... 

Jeszcze wszystko przede mną, jeszcze nie jednym urlopem będę się zachwycać ;-) A teraz do roboty. 

Tagi: remont
19:58, sokramka
Link Komentarze (8) »
sobota, 31 stycznia 2015

W jednym ręku na zmianę dziś była szpachla i... kieliszek do wina. Dlaczego taki zestaw? Ano dlatego, że zaczęliśmy z Szanownym w końcu remontować ten przedpokój, na który jeszcze niedawno ja sama chciałam się szarpnąć, a którego chłop nie pozwolił mi samej ruszać. A wino było dodatkiem wesołym do pracy, która raźniej szła. Ponieważ nigdy jakoś nie przepadałam za tym trunkiem, a w czwartek gościłam u koleżanki i uraczyła mnie jakimś tanim winem, postanowiłam sama zaryzykować i nie znając się zupełnie na "czerwoniakach", wysączyć z Szanownym po lampce (nie jednej).

Robota szła wyśmienicie. Mamy obskrobany przedpokój z tapety nakładanej w zamierzchłych czasach, ściany są zagipsowane, teraz czas tylko musi pozwolić im wyschnąć i następnym etapem będzie przygotowanie do malowania. Skrobiąc ściany wyżywałam się za wszystko, co mi nie pasowało, ale i tak miałam bardzo dobry humor dzięki sączonemu trunkowi.

Tak jak w zeszłym roku, przy remoncie kuchni, byliśmy z mężem zmęczeni, ale zadowoleni, tak dziś sobotni wieczór spędzamy z tynkiem na włosach, ale uśmiechami na naszych mordkach. W domu musi wciąż coś się dziać inaczej przychodzą głupie myśli.    

Tagi: remont
20:39, sokramka
Link Komentarze (4) »
sobota, 20 września 2014

Dlaczego nie lubię tego domu? Bo panuje w nim zagęszczenie i nie zanosi się, żeby to się zmieniło. Poza tym ten dom nigdy nie będzie mój (nasz) i nie będę miała żadnej mocy władczej, aby decydować o tej chałupie.

Dziadek remontuje swoje mieszkanie. To dobrze, bo ma zajęcie, wydaje swoje pieniądze na farby, wykładziny, a nie na wódę. Remont jest kompleksowy. W pokoju jest podwieszany sufit, a w nim zamontowane punktowe oświetlenie. Kuchnia – generalny remont z malowaniem i przestawianiem szafek włącznie. Łazienka – malowanie, odświeżanie glazury, podwieszany sufit. Przedpokój podobnie. Tak naprawdę dziadek jest tylko bankomatem, a całą robotę odwala jego zięć ze swoja ekipą. Szanowny nie może niestety – całymi dniami pracuje, a szwagier jest budowlańcem więc dodatkowo dobrze powinien znać swój fach. Powinien, ale nie zna. Partaczy robotę i wyciąga kasę od teścia. Oszukuje go na każdym kroku – kupuje 20 szt profili, montuje u dziadka 12, a 8 nagle znika. Potem okazuje się, że zostały zabrane przez szwagra. Rachunek oczywiście przedstawiony jest teściowi za całość zakupu. Ale to nie mój problem. Mnie szwagier nie oszukuje i nie okrada.

Natomiast mój problem rozwiązał się sam. Mianowicie dziadek okazyjnie kupił parę używanych mebli: 2 fotele, wersalkę, stare graty wyrzucił i postanowił przy okazji remontu pokój przemeblować. Szafę postawił sobie na drzwiach do naszego pokoju. Szanowny powiedział mi, że teraz może nawet te drzwi zasilikonować, żeby nam dym papierosowy nie wlatywał. Ot i po problemie. Chyba.

Uszak również się remontuje. W końcu w styczniu zostanie ojcem. Musi się więc spieszyć. Okularnica nadal mieszka z rodzicami i przyjeżdża do nas tylko na weekendy. Pasierb wziął kredyt i już zakupił sobie okno balkonowe (nie ukrywam, że mu pomogłam – mam jeszcze dużo kontaktów ze starymi kumplami z firm okiennych). Dziś po pracy jedzie po profile, cegły i inne akcesoria związane z poważną budowlanką. Będzie sobie szykował garaż na powiększenie mieszkania. Potem tylko zamuruje przejście z naszej kuchni do swojego pokoju i będzie kolejne osobne mieszkanie.

Niby to wszystko cieszy, ale jednak niepokoi. Dziadek ślepo słucha się rad zięcia, choć do Szanownego mówi, że to złodziej i krętacz. Szwagier pewnie myśli, że po śmierci dziadka dla nich będzie pół domu, ale to nie tak, to bardziej skomplikowane, aniżeli by się wydawało.

Boję się właśnie jednego – śmierci teścia i problemów z tym związanych. Bo gdzie pojawia się więcej niż jedna gęba do podziału majątku, tam nie może zaistnieć zgoda. Chociaż…jak się chce to wszystko można.

Dobrze, że mam z Szanownym rozdzielność. 

 

niedziela, 31 sierpnia 2014

Siedzę w jakimś gównie. Dosłownie i w przenośni, Bezcielesna zna szczegóły, ja szamba publicznie wylewać nie będę. Pisząc o przyjemniejszych sprawach wspomnę o początku roku szkolnego, który już jutro ;) Z Młodą pójdę na 9.00, już się na mopie umówiłam, że do roboty podjadę później. Młody sam jedzie do szkoły, w końcu to już prawie pełnoletni facet, noska chusteczką nie trzeba wycierać ;) W zeszłym tygodniu wyrabiał sobie zdjęcia dowodowe. Po 5 września będzie mógł już złożyć wniosek o dowód.

W domu bajzel remontowy, taki trochę naciągany, bo ja mam ostatnio wisielczy humor i żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce... Wszyscy się chwalą więc i ja to uczynię. Otóż Szanowny zbudował szafę dla córki, bo Mała już wybłagała od niego kapkę czasu na wykonanie tego mebla. Poza tym wierciłam Szanownemu dziurę w brzuchu o ten mebel. 

Szafa prezentuje się tak:

Brakuje tylko drążka na wieszaki i drzwi, które mają być niebieskie na zlecenie Młodej, ale niestety fundusz reprezentacyjny rodziców aktualnie się skurczył. Czekają mnie jeszcze pewnie wydatki związane z początkiem roku szkolnego, ale o tym wolę nie myśleć, wszak gnębi mnie co miesiąc wizja 10ego ;)

Dodam, że szafa jest przerobiona z innego mebla, co uważam za trudniejszą jazdę bez trzymanki, ale fundusze nas ograniczały i Szanowny musiał wykorzystać materiał z odzysku. W ogóle ten mój chłop to i łózko dziecku zbudował i grilla na podwórku buduje (takiego z wędzarką razem) i cały regał na starym mieszkaniu był jego dziełem i potrójne łóżko dla swoich synów kiedyś zrobił i webasto w swoim samochodzie sam wykonał i garnek do gotowania mielonki sam zrobił i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność... 

A na koniec kolejna dawka z pozytywnych obrazków:


niedziela, 17 sierpnia 2014

Niestety, nie będzie relacji z maratonu, albo inszego wyścigu ;) odwaliliśmy tylko z Szanownym kawał remontu, który dotyczył kuchni. Przedpokój chłop kazał mi zostawić i nie rwać się do tego jak Reksio do kości, posłuchałam więc małża i pomogłam mu w kuchni. Wspominałam już, że koleżanka dala mi w spadku komplet szafek. Są białe, chyba mają ze 20 lat, ale są w bardzo dobrym stanie. Po doczyszczeniu z wielomiesięcznego brudu wyglądają bosko. Stary wziął się za ściany w jednej części kuchni, walcząc z bazgrołami swojego najmłodszego syna, Golasa. Pozostawione przez chłopaka obrzydliwe graffiti już drugi rok z kolei skutecznie psuło mi humor. Teraz mam na ścianie kolor "lawendowy zapach" i komplet białych szafek. Bomba dobrego nastroju! Co do drugiej części kuchni pomyślimy w przypływie większej gotówki. Zainspirowała mnie farba do glazury, którą podejrzałam na blogu niejakiej Bożeny, która odwalając remont takąż sobie zanabyła...

Stary buduje też wędzarko-grill. Takie dwa w jednym. Oczywiście nie omieszkam się pochwalić efektem końcowym, no i nikt takiego bajeru na osiedlu mieć nie będzie. To tak jak w przypadku hulajnogi dla Małej ;) Ale mam, kurde, zdolnego chłopa!

W międzyczasie porobiłam zapasy ze zbiorów ogródkowych; ogórki konserwowe, paprykę konserwową (z tym, że ją akurat musiałam kupić, promocja była, a mamy za małą działkę na większe uprawy). Pozbierałam pomidory z krzaków, skrzynki pełne, Bezcielesna chcesz trochę? Kręgosłup pęka mi w szwach, chłopu nogi miękną, ale jest bosko. Doszliśmy do wniosku, że będziemy oboje nakładać klosz i zamykać uszy na dziadka utyskiwania. Starość nie radość, a alkoholizm to choroba. 

Do tego, po trzech tygodniach wrócił mój Pierworodny z obozu harcerskiego. Trzy prania musiałam zrobić jedno za drugim. Od jutra Szanowny wraca do pracy, ja mam listę spraw do załatwienia, jak zawsze. A w Warszawie gra Patti Smith...

 

czwartek, 31 lipca 2014

Zostawmy walki ideologiczne politycznym i zadbajmy o lokal mieszkalny ;) Postanowiłam kupić wiadro najtańszej farby i wziąć się za malowanie przedpokoju, który straszy ludzi od...o matko...od 3 lat! Myślę, że nikt nie chciałaby dłużej patrzeć na coś takiego:

oraz coś takiego:

Ja mam już tego po kokardkę. I nie ważne, że Szanowny obiecał to zrobić, nie ważne, że od obietnicy mija już...trochę, nie ważne, że ma inne swoje roboty rozbabrane, ja będę "bohaterem w swoim domu" ;) i na wzór mojej Mateczki złapię za szpachlę, potem pędzel i zrobię z tym gównem porządek. Ot co!

Aha: dostałam w spadku od znajomej komplet szafek kuchennych. Jak mi się jeszcze będzie chciało to złapię się za kuchnię.

Tagi: remont
06:37, sokramka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 01 kwietnia 2014

Tym razem pracowity umysłowo i fizycznie. Mam nabitą ostatnio głowę sprawami Brata. Nie są to sprawy wesołe, raczej przygnębiające, ale są do wyjaśnienia i załatwienia. Brat musi się wyprowadzić z mieszkania, które zajmował od ponad 20 lat. Mieszkaliśmy tam razem – Mama, Brat ja i Młody. Najpierw wyprowadziłam się ja, potem zmarła nasza Mama, a teraz Brat musi je opuścić. Takie życie i nic się nie da już zmienić. Kamienicę odzyskał spadkobierca dawnych właścicieli i ogólna sytuacja nie pozwala Bratu na przebywanie tam dłużej.

W piątek do szkoły nie poszłam. Zafundowałam sobie oficjalne wagary. Pojechałam do Brata pomóc mu przebierać rzeczy. Zostały tam jeszcze różne garnki, talerze, zasłony po Mamie, które leżały w szafach, a których Brat nie używał, ale nie wyrzucił po śmierci Mamy. Postanowiłam część zabrać z przeznaczeniem użytkowania, a część przeznaczyliśmy na śmietnik. Zeżartą przez rdzę, albo draśniętą zębem czasu.

W sobotę pojechałam na uczelnię samochodem. Odstawiłam swoją pszczółkę na podwórko Brata, a on miał ja załadować rozmontowanymi meblami. Okazuje się, że taka Micra naprawdę potrafi wiele do siebie przyjąć ;) Otrzymałam od Brata trzy regały na książki (wraz z częściową zawartością) dwie komody, a w tygodniu zabiorę duży, dębowy (rodzinny) stół. Do przejęcia mam jeszcze pralkę, termę i kuchenkę. Ktoś zapyta – gdzie Brat teraz będzie mieszkał? Otóż znalazło się rozwiązanie w postaci mieszkającej dwie ulice dalej ciotki. Starszej siostry naszej Mamy. To ta palaczka, panna bez rodziny, która na początku sceptycznie była nastawiona na prowadzenie wspólnie tego wózka, ale jak się potem okazało – oboje są sobie po prostu potrzebni.

Brat niestety musiał też zrobić rewolucję w drugim pokoju cioci, w którym kiedyś mieszkała nasza babcia. Po 8 latach śmierci naszej babci wciąż można było odnieść wrażenie, że ona tam nadal mieszka. Ciotka niczego nie posprzątała po śmierci swojej matki począwszy od ubrań, a skończywszy na kilogramach torebek reklamowych pakowanych jedna w drugą. Pokój babci będzie teraz pokojem mojego Brata.

Niedziela też była pracowita. Dobrze, że na uczelni miałam tylko jedne zajęcia, mogłam szybko uwinąć się w mieszkaniu Brata i przywieźć do domu kolejną partię mebli. Mój samochód powinien nazywać się Nissan Tir ;)

W domu też czekała praca. Szanowny kończył wiatrołap. Właśnie zamierzał zająć się malowaniem, kiedy usłyszałam i zobaczyłam jego jęki i stęki. Co do tego rodzaju pracy przyznam szczerze, że oprócz malowania ścian i odkurzania, mój mąż może wykonywać każdą inną robotę. Złapałam się więc za pędzel, a staremu kazałam w zamian wypakować meble z samochodu. Generalnie mamy śliczny wiatrołap ze światełkiem, panelami sufitowymi i czujką przed wejściem. Cudo. Jak się wchodzi to jak do willi, gorzej po przekroczeniu progu ;) przedpokój jest następnym elementem ciągnącego się w nieskończoność remontu.

Wczoraj składałam regały, ustawiałam książki, mam nareszcie miejsce, żeby przytaszczyć resztę księgozbioru ze strychu od dziadka. Komody trafiły do pokoju Młodego. Nareszcie widzę porządek, ład i wszystko zaczyna mieć swoje miejsce. I tu znowu przewija się kwestia pieniędzy – nie mając ich w nadmiarze nie mogliśmy inwestować w meble. I najfajniejsze – mam swoją szufladę na nici, nożyczki, gumy i inne akcesoria szyciowe. Nic mi już nie zginie.

Dużo jeszcze pracy przede mną. Trzeba bowiem przypilnować, żeby Brat zadbał o swoje papierkowe sprawy. Nie mówię, że tego nie umie robić (jak np. mój mąż) ale wiem, że każdy człowiek ma chwilę zwątpienia i rezygnacji. Brat ma we mnie wsparcie w każdej sytuacji. Wie, że może na mnie polegać. Wie, że nie odmówię mu pomocy.

poniedziałek, 24 marca 2014

Nie znoszę bezczynnego siedzenia w fotelu i gapienia się w sufit. To oczywiście metafora niewykorzystanego wolnego czasu. Weekend miałam wolny od wyginania umysłowego, pozostało więc wyginanie fizyczne ;) Ponieważ Szanowny również nie miał zleceń na sobotę oboje postanowiliśmy podzielić się obowiązkami domowymi.

Do skończenia jest wiatrołap. Zrobiony z półfabrykatów, z tego co było dostępne w domu, ewentualnie dokupionego za grosze w markecie budowlanym. Bawimy się w jego budowę już dobre kilka miesięcy, ale wynika to jak zwykle z braku kasy. Jednak podsumowując: zostało nam tylko pomalowanie otynkowanych ścian. Może w przyszłym miesiącu?

Zrobiliśmy również podest na śmietnik przed posesją. Teraz po zmianach ustawy śmieciowej, musimy wystawiać kosze przed dom w dniu odbioru odpadów. Obie prace robiliśmy wspólnie. Nie sprawia mi problemu trzymanie pędzla, kielni, układanie płytek, mieszanie cementu. Wszystko oczywiście pod okiem Szanownego.

Do tego zadziałałam jak wulkan, kupując Małej okazyjnie z Tablicy rolki. Byłam w szoku kiedy przeglądając ogłoszenia natrafiłam na zdjęcie prawie nieużywanych rolek, w rozmiarze odpowiadającym mojej córce. Do tego cena – 50 zł! Mimo, że miałam 120 zł do jutra (wtorku) zadzwoniłam do kobiety i wypytałam o wszystkie szczegóły. Moja córka już od dawna marzyła o rolkach. Przywiozłam jej od cioci z którą latałam po teatrach rolki po cioci wnuczce, dziś już prawie 26 letniej pannie. Nie są one w stanie najlepszym, no i mają plastikowe kółka, ale i tak to nie przeszkadzało Małej włożyć i ćwiczyć jazdę. Już raz wprawiała się na łyżwach w czasie ostatniej zimy. Kiedy więc zobaczyłam te rolki w internecie, natychmiast podjęłam decyzję o ich kupnie. Tym bardziej, że ludzie okazali się przyzwoici, kulturalni, mili i sympatyczni. Po rolki pojechałam w niedzielę i praktycznie cały dzień Mała śmigała po ulicy. Jeszcze ma trochę zachwianą równowagę, ale bliżej jej jak dalej do samodzielnej jazdy.

Wieczorem usiadłam i dopisałam parę akapitów do mojego referatu. Trudny mam temat, ale sama sobie taki wybrałam. Muszę mieć pracę gotową na najbliższy weekend. Zrobi się.

Pogoda sprzyjała, dwa prania się zrobiły, szybko wyschły. Młody w piątek pojechał na rajd, wrócił dopiero w niedzielę wieczorem.

Taki zwykły weekend, a miło go spędziłam. Lubię pracę, lubię się czymś zajmować, planować, dłubać, bo wtedy moja głowa nie rozlewa swoich myśli po głupotach. Nie zastanawiam się i nie kombinuję. A jak nie kombinuję, to jestem spokojniejsza i weselsza. Jak jestem wściekła to sprzątam. Jak się „wyżyję” na martwych rzeczach to nie wyżywam się na ludziach ;)

Nasz wiatrołap wygląda jakby się wchodziło do jakiejś willi. Tak określił to Szanowny. Zobaczymy jak będzie po pomalowaniu. Podest na śmietnik dziś schnie, bo ułożone są tam resztki gresu, który mamy również na schodach do wiatrołapu, a który był darowany przez koleżankę.

Podczas naszej wspólnej pracy Szanowny powiedział, że wcale by nie narzekał, gdyby musiał zostać w domu (nie pracować zawodowo), gotować, zajmować się remontami,  a ja zarabiałabym na dom. I przyznam szczerze, że mi ten pomysł tez się spodobał ;)

 

Tagi: Mąż remont
12:13, sokramka
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 09 grudnia 2013

Tak na szybko będzie; tanim kosztem postanowiliśmy w końcu (tzn Szanowny postanowił, bo ja w zamyśle już dawno komunikowałam) wyremontować pokój dla Małej. Pusta izba stała od czasu wyprowadzki Scareface'a. Ściany wołały już dawno o pokarm w postaci ładnej, nowej farby. Podłogi nie daliśmy rady zmienić - koszty by nas przerosły, został położony jakiś dywanik przykrywający dziury w panelach zrobione przez moich pasierbów podczas użytkowania przez nich tego pokoju. 

Pokój jest więc w odcieniach niebieskiego. Farba najtańsza wzbogacona została barwnikiem i tak oto Mała ma dwie ściany niezapominajkowe, a dwie pozostałe ciemno-błękitne. Już dziś w nocy spała "u siebie". Pozostały nam tylko kosmetyczne działania w postaci uprzątnięcia śmieci pozostałych po malowaniu (cała sobota i niedziela) oraz poprzybijanie obrazków, tablicy korkowej i zrobienie szafy. 

Tak, szafa będzie zrobiona, bo nie stać nas na kupno mebla. Podstawą będzie skrzynia, która służyła Scareface'owi za łóżko. Postawiło się toto pionowo i w środku Szanowny zamontuje półki i drążek na wieszaki. Drzwi na razie nie będzie - pieniędzy brak. Ale już Mała poukłada sobie ciuchy w SWOJEJ szafie ;)

W miejsce łóżka córki wstawiłam sobie duże biurko (też Scareface'a) a na nim maszynę do szycia. W święta sobie podziergam, a co? 

Nawet zasłonki córce zmieniłam, kiedyś wyszperałam takie niebieskie za 8 zł w szmateksie. Uprałam i włożyłam do szafy. Zakładałam Młodemu jak jego były prane. Teraz nie będą już "dyżurne" ;) 

W ogóle idzie ku lepszemu. O przenosinach na inny obiekt i związanych z tym polepszeniach kiedy indziej. Jak zwykle nie mam czasu ;)

Tagi: remont
16:06, sokramka
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2