Chyba lepiej być samemu, ale z drugiej znów strony kiedy ma się tak liczną rodzinę wciąż coś się dzieje. Nie wiadomo co lepsze aby móc z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest się szczęśliwym :-
Liczniki odwiedzin

Wpisy z tagiem: dawca krwi

sobota, 04 lutego 2017

Wiele się działo w piątek, a z założenia miało być tylko honorowe oddanie krwi. Z tego powodu już w czwartek powiadomiłam pracodawcę, że mnie nie będzie następnego dnia na stanowisku pracy. Mamy taki fajny program do zgłaszania nieobecności, które są później zatwierdzane przez przełożonego, a dopiero potem idą do kadr. Program zawiera wszystkie dostępne możliwości zwolnienia z pracy: urlop, u. macierzyński, u. tacierzyński, u. dodatkowy, opiekę na dziecko, godziny na karmienie, zwolnienie lekarskie, szkolenie i różne inne, których nie pamiętam ;-) Ale nie o tym.

Pojechałam więc w piątek rano oddać honorowo krew. To już było moje kolejne spotkanie ze stacją krwiodawstwa więc już szło lekko. Tym razem dostałam książeczkę dawcy, żebym mogła wpisywać sobie kolejne donacje (to fachowa nazwa oddania krwi). Okazało się, że było bardzo dużo ludzi. Pani w okienku mówiła, że w piątki zawsze jest tłum. Przyswoiłam więc informację i na następną wizytę wezmę sobie już jakiś inny dzień. Zauważyłam też, że było więcej mężczyzn niż kobiet. Więcej 40-50 latków niż 20-30. Z czego to wynika? Nie wiem...

Potem pojechałam na uczelnię pozałatwiać zaległe sprawy, poszwendałam się po sklepach i w końcu odebrałam Manię ze szkoły. Była bowiem umówiona u fryzjera na przycięcie końcówek włosów. A gdy przyjechałyśmy do domu i porobiłyśmy trochę weekendowych porządków oraz coś do żarcia, wrócił Szanowny z pracy. Zaniósł dziadkowi list jaki do niego przyszedł i od tego czasu atmosfera w domu zmieniła się diametralnie. 

Do teścia przyszedł PIT rozliczeniowy - informacja z ZUSu ile miał dochodu, kosztów itd. Dziadek nie musi nic z tym robić ponieważ rozlicza go ZUS. To było tylko potwierdzenie tych danych. Ale dla ojca był to kolejny powód do zwietrzenia spisku. Wypił sobie oczywiście już w ciągu dnia coś mocniejszego i szukał zwady. "Ten PIT to ja mu podłożyłam, sfałszowałam, bo nie ma podpisu...prezesa ZUSu...." To dziadka argumenty. "On zadzwoni do ZUSu i się wszystkiego dowie. Wyjdzie na jaw, że go ewidentnie w balona robimy". Nie, przepraszam, krzyczał, że "robimy go w chuja". "Ten papier to możemy sobie w dupę wsadzić (i go porwał) a ja mam mu oddać 200 zł które mu zginęło w zeszłym tygodniu i... pokrywkę od największego garnka."

Mój Szanowny tez w końcu nie wytrzymał i zaczął kłócić się z ojcem. Ale to było słowo przeciw słowu i na dodatek wypowiadane do pijanego człowieka, który i tak nic nie będzie pamiętał. 

Na sam koniec dnia ok godziny 20.00 odwiedzili nas strażnicy miejscy z kontrolą pieców. Od razu mówię, że panowie mieli specjalne nakazy, które upoważniały ich do wejścia na posesję i nie wpuszczenie ich groziło mandatem. Ale ponieważ my nic nie mieliśmy do ukrycia, plastikiem nie palimy, a i ogrzewanie gazowe też mamy, wpuściliśmy panów do środka. Panowie sporządzili protokół i poszli dalej na inspekcję. Mówili, że mogą pukać do domów od 6.00 do 22.00. Jak policja, kurde ;-) Niech się boją ci, którzy spalają śmieci i nie dbają o nasze środowisko i tak mocno zdewastowane przez ręce człowieka. 

A dziś szykuję się na uczelnię. To ostatni zjazd przed zakończeniem semestru więc tylko zaliczenia i wpisy. A potem - kolejny semestr rozpocznie się dopiero w marcu. Może znajdę w końcu czas na zaległe wyjścia ;-) 

 

środa, 06 sierpnia 2014

No, do prawdziwego krewniactwa trochę mi brakuje, bo spuścili mi dopiero 450 ml krwi, ale to jest uzależniające i nie wątpię, że niedługo skoczę oddać krew następny raz!

Czytając sobie informacje nt. jak przygotować się do oddania krwi, wczoraj piłam dużo wody, co w moim przypadku nie jest normalne. Koleżanka ze studiów powiedziała mi, że mała ilość płynu w moim organiźmie może mieć wpływ na stany migrenowe. Coś w tym jest. Poza wodą (cytrynową, bo lubię) wypiłam poranną kawkę, jadłam zupkę jarzynową, bo w menu przyszłego dawcy krwi nie mogą znaleźć się produkty tłuste typu prawdziwe masło, golonka, mięcho, orzechy, śmietana, rosół, ciasta kremowe. Na ograniczenie takiego jadła dodatkowo wpłynął fakt, że mamy lato i człowiek po prostu takich rzeczy nie ma ochoty jeść ;) Można (i trzeba) pić soki i na dzień przed oddaniem krwi, tych płynów ma być w siebie wlanych 2 litry.

Dziś rano zjadłam serek wiejski, grahamkę i kontynuowałam wlewanie w siebie wody ;) Niech to nie zabrzmi dziwacznie, albowiem picie w moim przypadku występuje wtedy gdy mi się chce. Tak więc w robocie obaliłam 0,5 litra wody cytrynowej, wysiusiałam się. W autobusie w czasie jazdy dolałam jeszcze 0,5 litra i jak dochodziłam do punktu docelowego, czułam się jak cysterna, z której zaraz się coś uleje.

Na miejscu dostałam kwestionariusz do wypełnienia, czy aby nie jestem zagrożona jakąś ebolą, albo inną cholerą dżumiastą. Potem nałożyli mi na rękę opaskę identyfikacyjną i przez chwilę czułam się jak więzień twierdzy. Potem w gabinecie pobrano ode mnie próbkę krwi do badania ogólnego oraz na grupę. Nie interesowało ich, że mam przy sobie od lat noszone zaświadczenie potwierdzające moją grupę – oni muszą wiedzieć sami. I dobrze. Po wyjściu z małego gabinetu czekałam na korytarzu na wezwanie z głośnika, po którym skierowałam się do gabinetu lekarskiego. Tam: krótki wywiad, badanie ciśnienia, potwierdzenie gotowości bycia dawcą, osłuchanie płuc i do widzenia, następny proszę.

Potem dostałam karteczkę na ekwiwalent żywieniowy oraz jednorazowy fartuszek. Był to batonik, który musiałam niezwłocznie zjeść i kartonik soczku. Do poboru krwi też czekałam, ale wszystkie te oczekiwania mieściły się w 10 minutach. Sam pobór krwi trwał może 4, może 6 minut. Natrafiłam dodatkowo na pielęgniarkę, która tak jak ja posiadała tatuaże i tak jak ja lubowała się w bransoletkach. Pogadałyśmy trochę.

I teraz uwaga wrażliwcy: igła do poboru krwi jest gruba jak groszówka krawiecka, a może i grubsza. Mnie to nie przeszkadzało, ale inni mogą się na moment wkłucia odwrócić ;)

I na koniec otrzymałam 8 tabliczek czekolady i darmową wejściówkę do ZOO, ale fajnie! Najlepsze w tym wszystkim jest to, że mam ochotę na jeszcze. To jest jakby uzależniające. Powiedziałam sobie, że następnym razem pójdę z Pierworodnym, bo to on mnie usilnie namawiał i nie może się doczekać kiedy skończy 18 lat, żeby sam oddał swoją krew.

P.S. Następnym razem poproszę, żeby upuściły jeszcze więcej i zapiszę się do banku dawców szpiku.

Tagi: dawca krwi
13:34, sokramka
Link Komentarze (7) »